POLECAM

niedziela, 29 marca 2026

Jeff VanderMeer, Unicestwienie vel Anihilacja

Nie kryję, że VanderMeer jest dla mnie numerem 1 we współczesnej fantastyce. Anihilacji – i kolejnych części – dotąd nie czytałem, bo kiedyś tam obejrzałem film z 2018 roku i musiałem z lekturą odczekać, aż się zatrze w pamięci. Teraz się zatarł (ale wrócę do niego, jednak dopiero po lekturze wszystkich tomów cyklu Southern Reach), do tego w nowym wydaniu dostaliśmy czwarty tom – i to dobre dwa powody, żeby wziąć do ręki Anihilację, czy raczej Unicestwienie (bo w tym wydaniu czytałem).


VanderMeer jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. I tym razem nie udało mu się.

Dwunasta ekspedycja wyrusza do Strefy. Czym jest owa Stefa – nie wiadomo, ale dzieje się tam coś dziwnego (Cała ta część kraju została opuszczona kilkadziesiąt lat temu z powodów, które niełatwo opisać). Uczestnicy poprzednich wypraw albo wcale nie wrócili, albo trochę wrócili, a trochę nie (wiem, że to pozornie głupie, ale jak przeczytacie książkę, to będziecie wiedzieć o co mi chodzi). Dwunasta wyprawa składa się z samych kobiet, uczonych – mężczyznom się nie udało, to może kobietom uda się wrócić. Początkowo miało być pięć uczestniczek, ale jedna rezygnuje, więc wyruszają cztery.

W Strefie znajdują „coś”, co nie do końca wiadomo czym jest (gdybym Wam próbował to objaśnić, to popsułbym część radochy z czytania, więc tego nie zrobię) – trzy uczestniczki zwą to „bunkrem”, jedna „wieżą”. Trochę dziwnie, bo bunkier to w głąb ziemi, a wieża ponad ziemią, ale bohaterki w ogóle widzą to różnie; zresztą nie tylko to, więc czytelnik się zastanawia czy obserwuje „obiektywną” prawdę, czy tylko jakieś spostrzeżenia zdeformowane w dziwnej Strefie.

Nie wiem czy formalnie jest to horror, ale groza towarzyszy czytelnikowi przez cały czas – nawet przy opisie błahych czynności w napięciu czekamy kiedy TO się wydarzy, choć nie wiemy czym owo TO miałoby być (podobne odczucia miałem przy lekturze Shriek. Posłowie tegoż autora).

– Unicestwienie! – zawołała, bezładnie wymachując rękami. – Unicestwienie!!! Unicestwienie!!!
Im dłużej powtarzała to słowo, tym słabszy miało wydźwięk, jak nawoływanie ptaka ze złamanym skrzydłem.

VanderMeer potrafi świetnie wykreować bohaterów od strony psychologii. I w tej powieści też to mamy, ale dotyczy jednej bohaterki, a i to nie od razu. Do tego uczestniczki wyprawy nie są nam znane pod swoimi imionami i nazwiskami, tylko profesjami: Biolożka, Psycholożka, Geodetka, Antropolożka – takie lekkie „odczłowieczenie” postaci pewnie ma pogłębiać u czytelnika uczucie obcości i osamotnienia w Strefie. Podobny cel chyba przyświecał ograniczeniu relacji między bohaterkami – tu nie ma żadnych rozmów o życiu, przeszłości, wieczorka integracyjnego, a nawet wymiana wrażeń z samej Strefy jest skromna (co zresztą ma uzasadnienie, nawet podwójne: po pierwsze, Przełożeni uważali, że zbyt intensywna wymiana wrażeń może wypaczyć naszą percepcję, po drugie, uczestniczki wyprawy nie ufają sobie, a nawet darzą się niechęcią – kobieta kobiecie kobietą :D).

Narracja jest pierwszoosobowa, narratorką jest Biolożka. I tę z wolna poznajemy lepiej – poznajemy jej przeszłość, motywy, które ją do Strefy sprowadziły. Możemy też domyślać się, że ma cechy DDA (VanderMeer lubi wykorzystywać podręcznik do psychologii – np. w Shrieku mamy rodzeństwo DDD, w Zrodzonym kobietę z nadmiernym instynktem macierzyńskim – ale nigdy u niego nie zmienia się to w „smęcenie”, w nudny wykład z psychologii połączony z wielkimi traumami, nie, dowiadujemy się jakby mimochodem, a do tego trzeba trochę się domyślić).

Pozostałe bohaterki też ewoluują, może nawet dziwnie, bo wszak wszystko w Strefie jest dziwne, ale do ich głów dostępu nie mamy – tylko obserwacje Biolożki (co znowu pogłębia odczucie osamotnienia).

Przekład w porządku, choć trochę czuć inne pióro, niż w przypadku książek VanderMeera z wydawnictwa Mag. Mogę się doczepić do jednego wyboru tłumaczki: nie sądzę, żeby VanderMeer pisał o „panterze” w USA; niemal na pewno chodziło mu o pumę, którą w potocznym języku angielskim czasami zwą panterą lub lwem górskim – jednak w języku polskim pantera to zupełnie inny zwierz.

Fajne okładki do obu wydań, z wydawnictwa Otwarte bardziej plakatowa, ze Znaku JednymSłowem trochę efekciarska, ale ciekawa.

Podsumowując: jest to podszyta grozą opowieść o kontakcie z czymś nie do ogarnięcia (może na razie, może w kolejnych częściach VanderMeer pomoże nam to ogarnąć, ale na ten moment nawet nie wiem czy mamy do czynienia z science fiction, czy fantasy – intuicyjnie taguję jako SF).

Polecam (choć jeśli w powieści cenisz sobie wyłożenie kawy na ławę, to omijaj), a ocena może wydać się za wysoka, ale ja wszystko od VanderMeera zasysam jak odkurzacz. Dziwny, utrzymany w newweirdowskiej estetyce, świat – lubię, pogłębienia psychologiczne postaci bez natrętnych wykładów i opisywania traum – lubię, klimat grozy i tajemniczości – lubię, przyzwoity poziom literacki – lubię. To jak mam nie lubić dzieł VanderMeera?

OCENA: 9/10.

J. VanderMeer, Southern Reach, t. 1: Unicestwienie, tłum. A. Gralak, wydawnictwo Otwarte, Kraków 2014, stron: 232.

vel

J. VanderMeer, Southern Reach, t. 1: Anihilacja, tłum. A. Gralak, wydawnictwo Znak JednymSłowem, Kraków 2025, stron: 232.


Tego autora:

Zob. też:



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam dwie części i nie wiem, czy kończyć. Unicestwienie - bardzo ciekawe, nietypowe, atmosfera osamotnienia bardzo tu pasowała, ale na koniec trochę zaczęłam się zastanawiać, czy coś z tego wyniknie, czy po prostu zostaniemy z faktem, że wszystko jest dziwne i tyle. Druga część - tak jak piszesz, Autor umie w psychologię, podobały mi się rozmowy, ale... znowu, nie miałam poczucia, że posunęliśmy się z fabułą do przodu. Nie wiedziałam, że są 4 części.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzednie wydanie miało trzy części, później VanderMeer dopisał czwartą. Może w końcu coś wyjaśni, bo jak mi pokazuje SI (swoją drogą, strasznie to SI rozleniwia) ma w planach część piątą - Abdykacja i szóstą - Abnegacja. Abdykacja wg zapowiedzi (ale nie autora, więc może to być wróżenie z fusów) ma wyjść w tym roku.

      Trochę dziwne, bo dotąd VanderMeer nie szedł w cyklony, ale może uznał, że czas na emeryturę i odcinanie kuponów od wcześniejszej twórczości.

      Usuń
    2. Aaa, czyli cykl pisze się na bieżąco. To chyba znaczy, że niwiele się dowiemy, dopóki nie zostanie skończony...

      Usuń
    3. Ale jest szansa, że skończony będzie - VanderMeer to chyba nie Martin, a i chłop jeszcze młody (58 lat).

      Usuń
  2. Wczoraj w nocy skończyłem czytać Anihilację (Twój wpis zmotywował mnie do przyspieszenia czytania). Atmosfera książki bardzo mi się spodobała (po 50 stronach zamówiłem tom 2 i 3), chociaż nie przepadam za taką konwencją (otwarte zakończenie, nic właściwie się nie wyjaśnia). Film oglądałem zaraz po premierze, ale nic już z niego nie pamiętam - czas sobie przypomnieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się nie wyjaśnia, ale przeżyję to skoro dobrze się czyta. Zastanawia mnie tylko czy VanderMeer w ogóle ma zamiar coś wyjaśnić.

      Usuń