A zrobiłem sobie prezent na jakieś tam święto (raczej na jedenastego listopada, niż na pierwszego :D). Jak sami widzicie, co jakiś czas muszę zaksiążkowić.
A to tylko wycinek kupionych w ubiegłym miesiącu, bo część jeszcze nie dotarła. Nie dotarły dwie biografie naszych władców z nowej serii wydawnictwa PIW – wydawca zaliczył obsuwę. Podobnie dziewięć komiksów z Gildii, bo nawaliła drukarnia wydawnictwa Studio Lain. Do tego siedemnaście pozycji kupionych w listopadzie na Allegro i OLX dotarło już w grudniu.
A listopadowa górka to dziesięć książek – reszta czasopisma. Na woluminy/zeszyty to łącznie pięćdziesiąt trzy, ale gdyby rozłożyć te oprawione Fantastyki i Nowe Fantastyki, to da 320 (słownie: trzysta dwadzieścia).
Skąd te nabytki... To będzie długa opowieść niewarta zachodu. Ładnych parę lat temu, w 2017 roku, wichura „załatwiła” moje budynki gospodarcze, a w jednym z nich miałem archiwum prasowe – zarówno gazet, w których pracowałem, jak i tych fantastycznych; zostały mi resztki (trochę „Fantastyk”, „Magii i Miecza”, „Science Fiction”, zdecydowana większość Fenixów).
W ubiegłym roku czytelnik bloga podarował mi dziewięć roczników Fantastyki. Ze wstydem przyznaję, że nie znam imienia mego dobrodzieja (coś mi świta, ale lepiej napisać, że nie pamiętam, niż się pomylić – to chyba byłaby jeszcze większa siara), bo kartonu nie zachowałem, a w SMSach, jak teraz sprawdziłem, nie podpisał się. W każdym razie jestem Ci bardzo wdzięczny, choć nawet nie wiesz, cóżeś uczynił :D
W ubiegłym roku miałem różne życiowe zawirowania, więc nie od razu skorzystałem z prezentu – odłożyłem na regał i tam się woluminy zadomowiły. Aż pod koniec sierpnia pisałem notkę o przedwojennym fantaście Janie Huskowskim, do tego potrzebowałem jeden z numerów „Fantastyki” z 1984 roku. To ściągnąłem z półki. A jak ściągnąłem, to już nie odłożyłem na miejsce, tylko rocznik leżał na stoliku koło wyrka. W październiku zacząłem wertować. I wpadłem jak śliwa w kompot – to była nostalgiczna wycieczka do krainy dzieciństwa. Kompulsywnie zacząłem poszukiwać oprawionych roczników na OLX i Allegro. Zgromadziłem wszystkie do 2014 roku włącznie. To teraz mam, z „krótkim” (trzy numery) rocznikiem 1982, trzydzieści trzy (33) roczniki (właściwie to mam 34, ale jeszcze jeden rocznik, nieoprawiony, przybył w grudniu).
Jeden mi zdublowało, ale uznałem, że przy ilości, którą kupuję, targowanie się o parę groszy za jeden tom jest bez sensu; zresztą z takimi sprzedawcami się nie targuję. Dlaczego? Bo jak widzę, że ktoś wyprzedaje dobrą biblioteczkę (dobrą, czyli widać jakiś zamysł w jej tworzeniu, jest pod konkretnego człowieka) to zawsze mam wrażenie, że stoi za tym coś niefajnego. Albo ktoś zmarł i rodzina sprzedaje, albo starszy człowiek potrzebuje kasy, albo też idzie do domu opieki i nie ma co zrobić z książkami. Jakoś trudno mi targować się z takimi ludźmi o pięćdziesiąt czy sto zł.
O tak wyglądają trzydzieści cztery tomy oprawionej Fantastyki (normalnie to jest pionowy Billy z Ikei, ale obróciłem zdjęcie na poziom, bo lepiej widać na blogu; Fantastyki zajmują niemal cały regał 202 cm):
Jak widać, oprawy różne, bo z różnych źródeł pochodzą. Sam bardzo cenię prostotę i nie lubię np. wstążeczek-zakładek, ale kilka tomów mam od kogoś, kto bajery lubi (poza wstążkami i złoceniami, są jeszcze metalowe okucia narożników); jeden z tych woluminów:
Żeby skończyło się na „Fantastyce” – no nie, mnie w ogóle wzięło na stare czasopisma SF/fantasy. Uzupełniłem kolekcję Fenixów: ktoś wystawił jedenaście pierwszych numerów za uczciwą stawkę, to nabyłem, a od tego samego wydawcy wziąłem jeszcze pięć tomów słynnej Polskiej noweli fantastycznej. Miałem bodajże dwa z tych Fenixów i dwa tomy antologii (może kiedyś się zmobilizuję, zrobię przegląd biblioteczki i dublety wystawię na OLX czy Allegro – tak, plan jest świetny, bo dojrzewa od jakichś dziesięciu lat :D). Dwunasty tom Fenixa nabyłem na Allegro – dorzuciłem do paczki. Na dziś (z zakupami, które dotarły w grudniu) brakuje mi dwunastu numerów (Fenixa, oczywiście, bo jego poprzednika, Feniksa – jeden a następcy, Fenix Antologia – sześć).
Nabyłem jeszcze coś, co we właściwym czasie zupełnie mi umknęło – w ogóle nie odnotowałem, że takie pismo wychodziło. Ale trudno się dziwić, skoro „Opowieści Niesamowite” były specjalnymi wydaniami miesięcznika „Czwarty Wymiar”, który kojarzy mi się z ezoteryką, UFO i tym podobnymi bzdurami. O dziwo, „Opowieści Niesamowite” są niezłe, chyba były tworzone we współpracy z Fabryką Słów, bo wśród autorów, poza początkującymi, są Fabryczni (np. Andrzej Pilipiuk czy Anna Kańtoch – Kańtoch też zaczynała w FS), a do tego jedyna reklama w piśmie to reklama Fabryki.
Na koniec czasopism, Fantastyka Wydanie Specjalne. Nie kupowałem tego z premedytacją. Czemu? Czcionka tak mała, że aż to odrzuca. Kupiłem tylko numer pierwszy (poszedł się walić razem z budynkiem gospodarczym) i z nieznanych przyczyn numer drugi za 2015 rok (nie ma tam nazwisk, które wtedy mogły mnie przyciągnąć – dziś tak, bo jest Rusnak, a akurat ten numer ocalał).
Do czasopism jeszcze wrócę pod koniec. A teraz książki. Wspomniana Polska nowela fantastyczna, dwa pierwsze tomy opracował sam Julian Tuwim, cztery kolejne (szóstego mi brakuje) znany krytyk Stefan Otceten (człowiek, który zniknął – w 1988 lub 1989 zaginął, nie wiadomo co się z nim stało, ale w 1991 roku ktoś anonimowo przesłał na adres Wojtka Sedeńki maszynopis niewydanej powieści Otcetena, książka wyszła w 2000 roku pt. Przechowalnia).
Do paczki z czasopismami dorzuciłem kilka książek. Asklepios rumuńskiego pisarza Horii Stancu (oryginalne wydanie: 1965), to oczywiście retelling (napisany w formie autobiografii) greckiego mitu o bogu-lekarzu. Z tytułu niemieckiego wydania (nasi zachodni sąsiedzi mają zwyczaj zmieniania tytułów) – Bez magii i wyroczni – wnoszę, że to coś w stylu Roberta Gravesa i Bernarda Cornwella, czyli racjonalizacja mitu – odarcie z tego, co fantastyczne. Recenzje zalatywały mi też Egipcjaninem Sinuhe Miki Waltariego. A że lubię i Gravesa, i Cornwella, i Waltariego, to co mam nie nabyć za pięć zł?
Bogaty książę to podobno jedyne fantasy w dorobku Natalii Rolleczek, bardziej znanej z powieści historycznych.
Na liście zakupowej miałem inne pozycje Stanisława Zielińskiego, ale skoro Sny pod Fumarolą pasowały do dopchnięcia paczki...
Niezwykła historia o pani zamienionej w lisa Dawida Garnetta to prastare (z 1922 roku) angielskie fantasy.
Na koniec osławiona książka osławionej Karoliny Opolskiej. Pisałem już o niej, więc tam Was odeślę.
* * *
Teraz znowu o prasie. Tak sobie pomyślałem, że skoro nabyłem tę najlepszą możliwą antologię, czyli duuuży zbiór czasopism fantastycznych (a przecież w domu też jeszcze coś miałem) to zrobię drugiego bloga właśnie pod wrażenia z lektury tychże czasopism. Dlaczego nie tutaj? Bo zdaję sobie sprawę, że kilkudziesięcioletnie czasopisma to rzecz niszowa, a do tego tutaj tylko powiększałyby już obecne „mydło i powidło”. Uznałem, że najlepiej będzie taką bazę czasopism zrobić w innym miejscu, przeznaczonym tylko dla nich. A nazwa bloga: w adresie ludzkachoroba, w nagłówku NOSTALGIA. Bo zaczęło się od nostalgii. No i przypomniał mi się wtedy komiks W poszukiwaniu Ptaka Czasu, gdzie pierwszy cykl kończy się takimi zdaniami:
Wracając do tego, co mi „zabrała” wichura w 2017 – jest to szczególnie bolesne w przypadku jednego czasopisma, dość krótko się ukazującego – w latach 1994-1995 wyszło sześć numerów „Złotego Smoka”. Jest to pismo w części w ogóle nie do zdobycia, w części za grubą kasę (150-200 zł za zeszyt; w miarę sensowne, ale i tak bolesne ceny ma tylko ostatni numer, który kosztuje od siedemdziesięciu zł w górę). Numer drugi dziś jest na Allegro w jednej ofercie, w pakiecie z dziewięcioma numerami Fantastyki i Nowej Fantastyki za jedyne... 1750 zł (jednak moje szaleństwo ma granice).
Co gorsza, wydawca „Złotego Smoka” nie wywiązywał się z ustawowego obowiązku wysyłki egzemplarzy bezpłatnych do czternastu bibliotek, dlatego w Wielkopolsce tego nie znajdę.
I stąd moja prośba, gorąca jak – nomen omen – oddech smoka: jeśli ktoś z Was ma komplet Złotych Smoków i zechciałby udostępnić do skserowania (to pismo zszywane zeszytowo, więc ksero mu niegroźne), to byłbym zobowiązany. Ze względów geograficznych, najłatwiej dotrzeć mi na trasach z Torunia, Bydgoszczy i Kutna do Poznania, ale Kalisz czy Ostrów też mi niestraszne. Kontakt jest w profilu, ale dam też tu:
hist.ksiazki@gmail.com
Nie wiem w jakim tempie będę te czasopisma przerabiał, przypuszczam, że nie będzie to sprint. Tu muszę się przyznać do pewnego „defektu”: za dzieciaka nie sprawiało mi problemu czytanie antologii czy czasopism na raz, obecnie sprawia. Dlaczego? Jakoś ciężko mi przestawić się z marszu, bez chwili oddechu z jednego świata, z jednego stylu pisania, z jednej fabuły, na coś zupełnie odmiennego. W każdym razie, chyba to przerobienie czasopism fantastycznych jest wyzwaniem na resztę mojego życia.
Sami policzcie – trzydzieści cztery roczniki Fantastyki, fakt, pierwszy tylko trzy numery, łącznie 399 numerów. Nie chce mi się liczyć dokładnie, ile to stron, bo to się zmieniało (początkowo były 64 strony, później 84), ale gdzieś około 29 000 stron. Strony Fantastyki są większe niż książkowe, a czcionka znacznie mniejsza – policzyłem, strona w czasopiśmie to około 5700 znaków, czyli mniej więcej 3,2 strony maszynopisu znormalizowanego. Podsumowując, te 29 000 stron Fantastyki to około... 93 000 stron maszynopisu znormalizowanego. Tak, sama Fantastyka i Nowa Fantastyka (bez dziewięciu roczników!) to prawie sto tysięcy „normalnych” stron.
A gdzie tu jeszcze Fenix (9 numerów Feniksa, 108 – Fenixa i 7 – Fenix Antologia, łącznie 124), a gdzie Science Fiction i jego następca Science Fiction, Fantasy i Horror (130 numerów)... I to tylko najdłużej wychodzące pisma (nie liczę Czerwonego Karła, bo to trochę fanzin) – prób stworzenia konkurencji dla Fantastyki było wiele (kto dziś pamięta te wszystkie Ubiki, Fantomy, Asimov’s Magazine, Click! Fantasy itd., itp...).

.jpg)
.jpg)









Ja też się zabieram za zebranie brakujących roczników Nowej Fantastyki, kiedyś pewnie też Fantastyki. Na razie mam roczniki od 2012 w górę z wyjątkami w postaci roczników 1994 i 1995. Ja z kolei preferuję egzemplarze, które nie są oprawione. Długa droga przede mną, bo tak jak wspomniałeś są jeszcze inne czasopisma/periodyki. Fenix Antologię mam wszystkie numery, Okolicę Strachu i Fantom też, brakuje mi pierwszego numeru niszowego periodyku HYNH+ i teraz staram się kupować wszystko co wychodzi w papierze a nie wygląda jak ziny.
OdpowiedzUsuńWiększość pism też preferuję nieoprawione (np. Science Fiction oprawiac nie będę), ale nie Fantastykę, szczególnie Nową, bo okładki mają tak parszywą jakość (chyba najcieńsza możliwa kreda), że zszywki rozrywają je zanim człowiek dotknie :D
UsuńInna rzecz, że - teraz pewnie zaskoczę - oprawione roczniki kupiłem taniej, niżbym kupował nieoprawione.
!HYNH+¡ Och, aniołowie w niebiesiech, czego to ja bym nie zrobił, żeby móc przeczytać opublikowane w numerze 3/4 (lato-jesień 2019) opowiadanie Gustava Meyrinka "Zabójcze słowo"... Anonimie kochany, zajrzyj tu jeszcze, błagam, i odezwij się do mnie, ponegocjujemy ew. wymianę różnych wersji tłumaczenia. Pozdrawiam serdecznie, crywolf@wp.pl
UsuńOpowiadanie Meyrinka "Zabójcze słowo" masz również w antologii wydanej przez Vesper: "Akolici Cthulhu", tylko pod innym tytułem - jako "Fioletowa śmierć". Tyle że w "Akolitach..." zapewne był przekład z przekładu (czyli: niemiecki - angielski - polski), a w HYNH+ chyba z oryginału.
UsuńZ tych czasopism to Sfinks wychodzi od wielu lat.
OdpowiedzUsuńAle w tym czasie X razy zmieniał formułę - na początku był tylko informatorem (chyba bezpłatnym) księgarni Wojtka Sedeńki, potem wydawał to Zysk, jako "normalne" płatne czasopismo z opowiadaniami, krytyką itp. Później przez kilka lat SFinks nie wychodził, wrócił (znowu wydawany przez WS) jako pismo bezpłatne wyłącznie z informacjami i krytyką, po czym w dość ograniczonym zakresie, ale jednak ponownie pojawił się kącik z opowiadaniami i znowu jest płatny.
UsuńBogaty książę to świetna powieść. Wielowatkowa i poruszająca. W ogóle bardzo lubię te pisarek. W dzieciństwie zaczytywalam się jej Trzema córkami króla.
OdpowiedzUsuńA biografie królów dostałam przedwczoraj. Nie wiem, kiedy zacznę czytać, ale wydane są pięknie.
Dobrze wiedzieć, że nie wtopiłem z tą książką Rolleczek :)
UsuńTe biografie są "półnaukowe" - wystarczająco mądre i wystarczająco proste, żeby się dobrze czytało. Sądzę, że to takie dla wszystkich i profesjonalista coś znajdzie dla siebie, i miłośnik historii bez kierunkowego przygotowania. Pomysł dobry, tylko niepotrzebnie ten nieszczęsny Chrobry poszedł na pierwszy ogień - przypuszczam, że wydawca cisnął na autora, żeby się zmieścił w roku 2025, czyli na tysiąclecie koronacji i śmierci tego władcy. Moim zdaniem, gdyby prof. Pleszczyński miał więcej czasu, to by zrobił coś naprawdę takiego "łał".
Pamiętam, że Click Fantasy zawsze miał solidne opowiadania (przynajmniej tak je pamiętam) oraz wywiady i gdzieś na strychu u rodziców mam pewnie jeszcze wszystkie numery, ale nie było tego raczej zbyt dużo - tak jak czasopismo znienacka pojawiło się w kioskach (pierwszy numer miał nazwę Click Fantazja i zawierał bardzo ciekawy wywiad z Sapkowskim) tak po kilku latach znikło, jak i sam Click. Czasopisma o grach to zresztą w ogóle ciekawy fenomen - kiedyś wychodziło tego w Polsce na kopy i każde miało obowiązkowo dołączaną płytę z grami etc., a obecnie widuję (bo już od lat nie kupuję) w kioskach w zasadzie tylko CD-Action, ale już bez płyty. W każdym razie za dzieciaka i nastolatka praktycznie każdy na moim osiedlu kupował przynajmniej jedno czasopismo a płyty z nich krążyły po domach jeszcze przez lata.... Nostalgia, nostalgia :-)
OdpowiedzUsuńPierwszy numer miał tytuł "Click! Fantazja", a ostatni (wydany już przez samego Piekarę) - "Fantasma".
UsuńDużo opowiadań w tym piśmie było przedrukowywanych z innych pism, np. "Smok", "Pierścień dla Bestii" i "Kolekcjoner" Ewy Białołęckiej były wcześniej publikowane w "Czerwonym Karle", "Ani słowa prawdy" Piekary było wcześniej w "Fenixie", "Suong" Grażyny Lasoń-Kochańskiej w "Małej Fantastyce".
Poza "Fantastyką"/"Nową Fantastyką" to powyżej setki numerów mają tylko "Fenix" i "Science Fiction" ("Magii i Miecza" nie liczę, bo tam literatura była marginesem marginesu).
Nota bene, w grudniu nabyłem komplet "Science Fiction", komplet "Małej Fantastyki" i część "Clicków!" :)