Pierwsza z książek o Obcym, której nie udało mi się doczytać do końca (a nawet trylogię Perrych zmęczyłem!). Autor naprawdę się starał, ale i tak nie wyszło.
Porzuciłem w trakcie czytania, jednak przerobiłem chyba wystarczająco sporo, żeby wyrobić sobie opinię – przerwałem na stronie dwieście trzydziestej z czterystu czterdziestu, czyli ponad połowę znam.
Autor (czy raczej „autoryszcze”, bo to niebinarne człowieczyszcze jest, ale wygląda na chłopa, więc będę używał rodzaju męskiego) niby się postarał kreując bohaterów. Wybijających się na pierwszy plan mamy dwoje. Doriana, który przeprowadza audyty dla znanej korporacji Weyland-Yutani (bez Weyland-Yutani chyba Obcy obejść się nie może, a ostatnio zainfekowano korporacją także Predatora). Dorian to psychopata, którego źrenice mają kształt symbolu dolara ($) – po jego wizycie w danej placówce korporacji, ktoś traci pracę, a nasz bohater przytula gotówkę za poprawę wyników finansowych. „Teraz” czas przyszedł na odległą stację badawczą, na której – co za niespodzianka – złe Weyland-Yutani prowadzi eksperymenty na Obcych, żeby stworzyć broń biologiczną.
Na stacji spotykamy drugą pierwszoplanową bohaterkę – Blue Marsalis, która kieruje programem badania Aliensów. Jest chora, praktycznie unieruchomiona w swoim łóżku. Zostało jej kilka tygodni życia. Jak zatem prowadzi badania? W godzinach pracy swoją świadomość przenosi do ciała androida. A praca ją wyjątkowo kręci, bo ma nadzieję, że w Obcych znajdzie lekarstwo na swoją chorobę. Blue też ma jakiś rys psychopatyczny (albo jest bardzo zdeterminowana – po trupach do celu – żeby uniknąć zgonu w wyniku choroby; przyznajmy, to dobry powód do bycia zdeterminowanym).
Marsalis to taki typ, że gdyby była facetem, to można by rzec, że dyma wszystko co się rusza i na drzewo nie ucieka... Teraz oczywiście nie dyma, bo jest chora, jednak to nie przeszkadza jej jarać się to swoim asystentem, przystojnym Murzynem, to swoją byłą, szefową ochrony... (taki gupi żarcik o terminach masowo produkowanych przez wyznawców religii woke – wiecie czym się różni biseksualny od panseksualnego? Biseksualnego kręcą kobiety i mężczyźni, a panseksualnego odwrotnie).
Oczywistym jest, że przylot Doriana zagraża Blue – jeśli audytor odkryje, że zajmuje się „prywatą”, to zwolni ją z pracy i odeśle na Ziemię, a to oznacza, że dość szybko zejdzie z tego łez padołu.
Próbując zrobić bohaterów „jakichś” White przedobrzył, przerysował, przez co stają się czytelnikowi obojętni – uratują się, to dobrze, nie uratują, też dobrze. Ja wiem, autor chciał nam przekazać rzecz tak „oryginalną”, że największym potworem jest człowiek. Blablabla. Żeby napisać coś sensownego w tak oklepanym temacie, trzeba mieć pomysł i umiejętności, a White nie ma ani tego, ani tego.
Napisałem „uratują”, bo przecież wiemy co się dzieje – Aliensy wyłażą z klatek i zaczynają rzeź. Opisaną równie atrakcyjnie, jak to co było wcześniej, czyli nuda, panie, ciężka nuda. To wszystko tonie w chaosie, w niepotrzebnych przemyśleniach bohaterów. Możliwe, że White ma problem z opisywaniem i wzbudzaniem u czytelnika emocji, bo ma też autyzm. Do tego jedzie woke, co chyba jest oczywiste.
To najgorsza książka o Obcych, a to z zasady nie są arcydzieła, jaką wziąłem do ręki – nawet trylogia Perrych była lepsza. Vesperze, plis, nie wydawaj już White (bo popełnił był sequel Zimnej Kuźni), szkoda na to czasu – wydaj jak najszybciej The Rage War Lebbona.
![]() |
| Nie doczytałem do końca, porzuciłem o tu (czyli tuż po półmetku). Na szczęście nie nabyłem, tylko wypożyczyłem z biblioteki |
Pewnie i tak na to poczekamy, bo chwilowo Vesper nie wydaje książek z cyklu Obcy. Pytałem u źródła czy zrezygnowali z tego, taką odpowiedź dostałem od Jakuba Kozłowskiego (sekretarza redakcji wydawnictwa):
Bynajmniej nie zrezygnowaliśmy. Planujemy nadrabiać zaległości w tytułach, jak tylko rozwiązane zostaną kwestie prawne między wydawcą anglojęzycznym a właścicielem franczyzy, czyli korporacją Disney.
Nie muszę chyba podsumowywać i pisać, że odradzam lekturę powieści White?
OCENA: 3/10.
A. White, Obcy. Zimna Kuźnia, tłum. E. Skowrońska, wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2024, stron: 448.
Seriale:


Ja z pewnym niepokojem i nieufnością podchodzę do książek, w których autor używa pseudonimu.
OdpowiedzUsuńBo zakładam, że Alex White to pseudonim literacki.
ó.
Nie wiem czy to pseudonim.
UsuńMoim zdaniem postać Doriana była bardzo dobrze skonstruowana - aż mnie w niektórych momentach ciary przechodziły, tak bardzo przypominał mi socjopatów z mojego dawnego korpo. Doczytałem książkę do końca, po czym od razu sprzedałem ją dalej na olx, zatem zgodzę się, że nie jest to nic specjalnego, w zasadzie od początku wiadomo jak się historia potoczy i kto będzie the "Lone Survivor". Ot taki pulpowy mózgotrzep, akurat do pociągu - jak przeczytasz przed końcem podrózy i zostawisz w przeciągu to super, a jak nie doczytasz i też zostawisz - również whateva.
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem, Dorian jest przerysowany i przez to niewiarygodny. Ale każdy ma prawo do swojej opinii :)
Usuń