POLECAM

niedziela, 16 lutego 2025

Brian Stableford, Centrum, t. 1-2

Tylko dwa tomy z trylogii Centrum vel Asgard, bo tylko tyle wydano po polsku. Zmarły przed rokiem Stableford nie był wielkim pisarzem, raczej to pisarska i tłumaczeniowa taśma produkcyjna; napisał około stu powieści i dwudziestu zbiorów opowiadań, kolejnych sto książek przełożył – głównie z języka francuskiego – na angielski. W naszym kraju znany jest nie tylko pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, lecz także pod pseudonimem Brian Craig – tak sygnował powieści i opowiadania z franczyzy Warhammer.


Dwie trzecie trylogii Centrum wydała u nas jedna z tych „dziwnych”, efemerycznych oficyn czasów raczkującego kapitalizmu: wydawnictwo Express Books puściło kilkanaście książek, głównie chałowatych (ale wydali też Kontakt Carla Sagana) i poszło z torbami.

Brian Stableford miał świetny pomysł na świat-cebulę. Asgard jest sztuczną planetą, jej twórców nie widziano, więc może wymarli, a może ukrywają się gdzieś w tytułowym Centrum. Centrum, czyli środku, bo planeta zbudowana jest z warstw. „Rasy”, które obecnie zasiedlają Asgard, w tym ludzie, znają jedynie kilka górnych poziomów:

Bezpośrednio pod powierzchnią, na pierwszym poziomie, jest pięć głównych systemów jaskiń, każdy wielkości kontynentu. Zlokalizowano wiele zejść na poziom drugi. Nie jest także zbyt trudne osiągnięcie poziomu trzeciego i czwartego. Jedyny kłopot w tym, że jest w nich cholernie zimno. Kiedyś żyły tam jakieś istoty, ale wyprowadziły się. Większość uważa, że zeszli w głąb planety, uchodząc przed kataklizmem, który zniszczył zewnętrzną atmosferę i pogrążył w mrozie górne poziomy. Musiało się to wydarzyć dawno temu, bardzo dawno, może przed milionami lat, może przed setkami milionów.

Ile jest tych poziomów? Może setki, może nawet tysiące. Jak widać, obecni mieszkańcy poznali niewielki wycinek. Eksploracją podziemnego świata zajmują się i naukowcy, i istoty (bo nie tylko ludzie) w stylu stalkerów. Jednym z nich jest główny bohater: Mike Rousseau.

Zarabiamy na życie, szabrując wśród porzuconych przez nich rzeczy. Dzięki niskiej temperaturze zachowały się w dobrym stanie. Dla nas oznaczają one nową technologię. Instytuty, jak na przykład Zarząd Koordynacji Badań, próbują uzyskać logiczny obraz tego społeczeństwa, a także kryjącej się za technologią wiedzy. Po to tu wszyscy jesteśmy.

Świat nie wyczerpuje dobrych pomysłów Stableforda, bo mamy choćby podany w bardziej rozrywkowy sposób, niż u Dicka, typowy dylemat z książek tego ostatniego: kto jest człowiekiem, a kto go udaje, a może nawet „co to jest człowiek?”.

Mamy masę pytań: kto zbudował Asgard, czy twórcy wciąż gdzieś tam w Centrum istnieją, a jeśli tak, to jaki będą mieć stosunek do intruzów, którzy zawłaszczyli powierzchnię ich świata? Czytelnik powinien to chłonąć z rozdziawioną papą.

Ale nie chłonie, raczej jest przynudzony. Niestety, choć fajnych pomysłów nie brakuje, to czyta się to z małą satysfakcją. Dlaczego? Bo Stableford był miernym pisarzem, wprowadza nas w świat bardzo nieumiejętnie – mamy długaśne wykłady tak w partiach narratora (narracja pierwszoosobowa), jak i w dialogach (bo wiedzowaty Rousseau musi oświecać niewiedzowatą kapitan Susarmę Lear).

Sami bohaterowie też nie przykuwają uwagi, nie dość, że są nijacy, to jeszcze relacje między nimi też jakieś bezbarwne.

I do tego dochodzi jeszcze jedno: Centrum to trylogia, a u nas wydano tylko dwa tomy. Co więcej: mamy przekład starej wersji (czyli Centrum), a po latach Stableford wydał w USA wersję poprawioną i poszerzoną (jako Asgard) ze zmienionymi tytułami (np. tom pierwszy pierwotnie nosił tytuł Journey to the Center, a po zmianach: Asgard's Secret). Tym samym polski czytelnik zna cykl tylko częściowo i do tego wersję chyba słabszą (bo rozumiem, że poprawienie miało podnieść poziom, a nie obniżyć).

Anglojęzyczne wydanie nowej wersji trylogii Stableforda

Taka ciekawostka: w 2012 roku Gdański Klub Fantastyki wpadł na rewelacyjny pomysł dokończenia kilku cykli porzuconych przez wydawców. Miały to być wydania niskonakładowe (sto-dwieście sztuk), non profit. Obok porzuconych cykli Lois McMaster Bujold (Saga Vorkosiganów i Świat bogów), Elizabeth Moon (Wojna Vattów), C. J. Cherryh (Przybysz) czy Lawrenca Watta Evansa (Władcy Ciemności i Legendy Ethshar) na liście propozycji był także trzeci tom Centrum Stableforda. Niestety, nic mi nie wiadomo, żeby ten pomysł doczekał się realizacji. Zapewne przyczyną była śmierć Krzysztofa Papierkowskiego – prezesa GKF i pomysłodawcy tej serii – w styczniu 2013 roku.

Mój werdykt: przyjemność z lektury będą mieć fani hard SF i to takiej starszej. Jeśli cenisz sobie pomysłowość autora – to może być książka dla Ciebie, jeśli cenisz poziom literacki, klimat, konstrukcję bohaterów i relacje między nimi – omijaj cykl Stableforda. Moja, subiektywna ocena, to 4/10, ale należę raczej do tej drugiej grupy. Bardziej (chyba…) obiektywnie dam:

OCENA: 5/10.

B. Stableford, Centrum, t. 1: Podróż do Centrum, tłum. A. Maciejewski, wydawnictwo Express Books, Bydgoszcz 1991, stron: 304.

B. Stableford, Centrum, t. 2: Najeźdźcy z Centrum, tłum. S. Studniarz, wydawnictwo Express Books, Bydgoszcz 1991, stron: 302.



Zob. też:




Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

3 komentarze:

  1. Fabuła kojarzy mi się z manga "Made in Abyss"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, przypomniałeś mi - muszę kupić brakujące mi tomy tej mangi i przeczytać, bo na razie łyknąłem chyba tylko t. 1...

      Usuń
  2. Czytałem. Bardzo żałuję że historia nie doczekała się zakończenia. To nie była wielka literatura, ale...

    OdpowiedzUsuń