Ooo, zdziwiłem się – całkiem przyzwoita powieść. A nie miał Golden łatwego zadania – trudno przykuć uwagę czytelnika, kiedy zna finał opowieści. Zdziwiłem się też, bo autor był mi znany i nie zakwalifikowałem go do grona mistrzów pióra.
To znaczy, kiedy siadałem do lektury, kojarzyłem go tylko z książek o Hellboyu, które były językowo żenująco proste; dopiero podczas czytania przypomniało mi się, że przerobiłem jeszcze jego powieść Łowców mitów – przyzwoite intrusion fantasy w starym stylu (niestety, Amber wydał tylko pierwszy tom trylogii). W każdym razie, w tej odsłonie cyklu o Obcym nieco zaskoczył mnie przyzwoity język (zasługa tyleż Goldena, co tłumacza – Piotra Cholewy).
Przypomnę jeszcze, że Rzeka cierpień to niby zwieńczenie trylogii (pierwsza część, niezła, Tima Lebbona, druga, fatalna, Jamesa Moore) – nie pojmuję, dlaczego to jest „trylogia”, skoro części Lebbona i Moore łączy jedynie miejsce akcji, a powieść Goldena nawet takiego nikłego związku z poprzednimi tomami nie ma.
No i o ile dzieła poprzedników są dość umiarkowanie związane z filmami o Obcym, o tyle Rzeka cierpień jest w nich mocno zakotwiczona, bo to tzw. interquel (dzieło, którego akcja umieszczona jest między dwoma wcześniejszymi) – zarazem sequel Obcego. Ósmego pasażera Nostromo i prequel Obcego. Decydujące starcie.
Powieść jest dwuwątkowa. W pierwszym, obszerniejszym, obserwujemy wydarzenia na znanym z obu filmów księżycu LV-426. W drugim losy Ellen Ripley od wybudzenia z hipersnu (po wydarzeniach z Ósmego pasażera) po ponowne jej przybycie na wspomniany księżyc (czyli początek Decydującego starcia).
Kto oglądał (a chyba wszyscy se popaczeli) Decydujące starcie, ten wie, co się działo w obu tych wątkach. Ludzie skolonizowali LV-426. Główną bohaterką wątku księżycowego jest sześcioletnia Rebecca „Newt” Jorden. Tak, to ta dziewczynka, którą Ripley uratowała. Od razu wiemy, że to jedyna mieszkanka LV-426, która przeżyła (a może Golden nas czymś zaskoczy?) – atrakcyjność powieści zależy zatem od tego, jak Golden poprowadzi akcję do momentu zagłady kolonii.
I zrobił to całkiem atrakcyjnie. Najpierw, przez mniej więcej połowę książki, dał nam obrazki z codziennego życia na obcej planecie (czy tam księżycu): praca, kasa, relacje międzyludzkie, w tym związki – to dodaje realizmu (nawet jeśli nie podobają nam się zachowania, decyzje bohaterów). Lubię jak autor daje szersze tło a jednocześnie nie nudzi – Golden nie nudzi. Podoba mi się klimat Rzeki cierpień – powoli narastające uczucie zagrożenia (Aliensy pojawiają się dość późno), a potem, oczywiście, jatka.
Przyzwoici bohaterowie, przy czym Golden nie stworzył zuola o czarnym podniebieniu, nie stworzył też bohaterów jakoś wybitnie pozytywnych. Mamy ludzi z wadami i zaletami, wiarygodnych. Powieść chyba bardziej dojrzała i realistyczna od większości aliensowej literatury.
Wątek Ripley dość wiernie oddaje to, co znamy z filmu.
To teraz ostrzeżenie: Rzeka cierpień wycisnęła do końca to, co wiemy z Decydującego starcia – szczególnie z wersji reżyserskiej. Więc jeśli nie chcecie popsuć sobie lektury spojlerami, nie oglądajcie tego filmu przed książką. Wiem, bo to przerobiłem. Najpierw przeczytałem pierwszą połowę powieści, potem odpaliłem film i to właśnie w wersji reżyserskiej – drugą połowę książki czytało mi się już gorzej.
Niestety, Golden nie napisał więcej powieści o Obcym (jest opowiadanie, ale tego pewnie nikt nigdy po polsku nie opublikuje*), więc siłą rzeczy nie dołącza u mnie do Lebbona w kategorii: „co Vesper wyda z Obcego jego autorstwa, to bierę”. Co prawda Golden napisał jeszcze jedną powieść z tego uniwersum, ale o Predatorze (tego nie kupię, nawet jeśli Vesper wyda, bo to tylko nowelizacja filmu z 2018 roku; raz, że nowelizacji raczej nie kupuję, dwa, że akurat ten film uznaję za najsłabszy z całej serii Aliens/Predator – obok, naturalnie, Aliens vs. Predator 2).
Ale skoro już o Predatorze to – Vesperowi pod rozwagę – jest coś, co bardzo przeczytać bym chciał: powieść Predator. The South China Sea autorstwa – tadam tadam – samego Jeffa VanderMeera. Brałbym jak poseł Król łapówki. Tylko pytanie: czy Vesper jeszcze cokolwiek puści o Obcym/Predatorze? Bo najwyraźniej ma problemy z dogadaniem się z amerykańskim wydawcą i ostatnie książki z tej serii wydał w 2024 roku. Może po prostu wydawnictwo z podpoznańskiego Czerwonaka jest za małe i przez to nieco olewane? Może powinien to przejąć ktoś większy, np. Wydawnictwo Olesiejuk, które wydaje już przecież książki z serii Gwiezdne wojny (i wydaje też w ebookach, których od Vespera nie można się doprosić)?
W każdym razie, jeśli macie ochotę na kosmiczny horror, a znajomość finału na wstępie Was nie przeraża, to polecam powieść Goldena. Obok Lebbona, to jedyne co warto przeczytać z pozycji z tej franczyzy wydanych przez Vesper (nie wypowiadam się o beletryzacjach filmów, bo nie czytałem). Mnie spodobało się na tyle, że od razu kupiłem inny horror tego autora wydany w Polsce, tym razem już własny – niefranczyzowy, czyli Drogę kości (lubię zimne klimaty: Arktykę, Antarktydę i przyległości – tu mamy przyległości, Syberię).
Ze spraw technicznych – niby twarda oprawa, ale klejona, a do tego ufajdana tym kretyńskim meszkiem, który się wyciera, „palcuje” i zbiera kurz (do czytania lepiej owinąć w gazetę).
OCENA: 7/10.
Ch. Golden, Obcy. Rzeka cierpień, tłum. P. W. Cholewa, wydawnictwo Vesper, Czerwonak 2024, stron: 396.
________
PRZYPIS
* Owo opowiadanie ukazało się w antologii Aliens. Bug Hunt – są tam opowiadania innych pisarzy, dość w Polsce popularnych (Tima Lebbona, Dana Abnetta, Davida Farlanda, Jonathana Maberry’ego i chyba gwiazdy tomiku: Mike’a Resnicka). Ciekawostka: w tekście Goldena jest dwoje bohaterów o polskich nazwiskach – Trevor Wierzbowski (znany też z filmu Obcy. Decydujące starcie) i Jette Malinka. Druga ciekawostka: w opowiadaniu z serii Obcy nie ma Obcych – tzn. ksenomorfów, jednak są inni kosmici; w ogóle na osiemnaście opowiadań z tej antologii, aż osiem nie ma Aliensów, za to są nowe „rasy”.
Uniwersum Obcych i Predatorów
Książki:
Filmy:

O mi się jednak książka Moore'a bardziej podobała :P Co do tej Goldena to kiedys napisałem o niej tak: "początek fabuły przedstawiający życie i rozwój kolonii był całkiem obiecujący, a wprowadzenie postaci Bracketta i wątków związanych z marines zwiastował coś lepszego ni w ostateczności otrzymaliśmy. Golden kreśląc konflikt wśród marines a następnie wprowadzając, moim zdaniem niepotrzebny, wątek obyczajowy stworzył wątki, którym nie dał po prostu wybrzmieć, a z których w gruncie rzeczy nic nie wynika. Szkoda, bo jakby nie patrzył Brackett jest całkiem dobrą postacią, za którego nie sposób trzymać kciuków.
OdpowiedzUsuńCo do innych powieściowych elementów, autor dodaje nam od czasu do czasu rozdziały z Ellen Ripley na stacji Gateway, które dzieją się równolegle z wydarzeniami w kolonii, a które są zasadniczo powtórzeniem scen z filmu Jamesa Camerona z 1986 r. (i jego literackiej wersji pióra Alana Deana Fostera, przy czym według mnie Golden znacznie lepiej uchwycił ducha filmu)".
Ja akurat lubię jak w fantastyce jest wątek obyczajowy (nie tanie romansidło, tylko "normalna" obyczajówka) - to pokazuje, że mamy do czynienia z ludźmi, a nie papierowymi postaciami.
UsuńTak, wątek Ripley niewiele wychodzi poza to, co wiemy z filmu, szczególnie w wersji reżyserskiej. Dlatego lepiej najpierw przeczytać powieść Goldena, a potem odświeżać film (Fostera nie czytałem ni pewnie nie przeczytam, bo u mnie sprawdza się tylko kolejność: książka - film, a odwrotnie nie bardzo).
O kurdebele nawet nie pamiętałem, że Aliens miało director's cut, a mam na blureju 😃 Czyli książka spoileruje film, a film książkę tak?
OdpowiedzUsuńbtw Dużo tego? Bo trochę szkoda zrywać folię dla dwóch scen 😃
Film spojleruje książkę w jakimś zakresie - znasz zakończenie, bo wiesz, że na LV-426 Aliensy prawie wszystkich wycięły, że przeżyła tylko Newt (ale jak to przebiegło nie wiesz, a Golden umie zaskoczyć). W wersji reżyserskiej są też jakieś drobne sceny z życia bazy, w tym z odkrycia statku z Obcymi.
UsuńKsiążka spojleruje film w niewielkim stopniu, głównie wątkiem Ripley w bazie na ziemskim Księżycu (to właściwie filmowy prolog), który jednak w książce jest marginalny.
Dlatego lepsza kolejność: najpierw książka, potem film w wersji reżyserskiej, ale tej ostatniej (zdaje się, że między wersją podstawową a ostateczną, była jeszcze pośrednia - miała dodane sceny z wersji reżyserskiej, za to wycięto część wersji podstawowej).