Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 31 maja 2026

Bolesław Prus, Konrad T. Lewandowski, Faraon wampirów

Radykalna przeróbka powieści Bolesława Prusa – jak to reklamował wydawca. – Ostatecznie powstała historia fantasy o zmaganiach wspólnego państwa ludzi i wampirów z asyryjskim imperium żywych trupów... Mniej więcej oddaje to sens powieści.


Nigdy w życiu nie czytałem czegoś, co zwie się: mashup. Czyli przeróbki klasycznego dzieła na fantastykę. To bardzo młody gatunek. Jego początki kładzie się bardzo precyzyjnie na Prima Aprilis 2009 roku, kiedy ukazała się powieść, znana też w Polsce: Duma i uprzedzenie i zombi (czyli dzieło Jane Austen, które przerobił Seth Grahame-Smith). Mashupy chyba są mało popularne, w polskiej fantastyce kojarzę jeszcze (podobno nieudane) Przedwiośnie żywych trupów Stefana Żeromskiego i Kamila Śmiałkowskiego. Faraon wampirów odbił się znacznie mniejszym echem, ale w 2013 roku chyba było jeszcze zbyt wcześnie na wydawanie wyłącznie w formie ebooka (w 2016 doszedł audiobook).

Faraona każdy z Was czytał (chyba...). Jest to opowieść o sporze między fikcyjnym faraonem Ramzesem XIII, którego można chyba nazwać romantykiem i rewolucjonistą a kapłanami, szczególnie arcykapłanem Herhorem (to z kolei postać historyczna), który w powieści ma cechy pozytywisty. Prus był pozytywistą i u niego romantyzm przegrywa starcie, Ramzes XIII zostaje zabity, władzę przejmuje Herhor. Prusa nie tyle interesowały realia historyczne, co ukazanie konfliktu o władzę. Mocno to przyprawione jest antyklerykalizmem (i czasami autora wrzuca się do antyklerykałów, choć nie jest to takie proste, bo pisał też: Mówicie, że są źli księża: chciwi, skąpi, gwałtowni, fanatycy...? Z pewnością, że są. ... Tylko, mówiąc o jakimś złym księdzu, trzeba go wyraźnie nazwać, a przede wszystkim zaskarżyć do biskupa, nie zaś szkalować w pismach duchowieństwo katolickie, które dziś dostaje cięgi ... za to, że jest duchowieństwem polskim).

Lubię Prusa, Faraon należał do ulubionych powieści mojej młodości (po kilkukrotnej lekturze i obejrzeniu filmu, w końcu się przejadł – dalej Prusa lubię, ale obecnie bardziej za Lalkę i Emancypantki). I tu jest pewien problem z odbiorem takich remiksów – są to dzieła, które muszą być krytykowane. Jeśli ktoś nie lubi pierwowzoru, to i mashupu nie polubi, jeśli lubi pierwowzór, to mashup będzie dla niego profanacją. Do tego dla wielu będzie to pójściem na łatwiznę, o ile nie wręcz kradzieżą (a to akurat jest wada rodaków – Polak nie lubi, jak ktoś ma łatwo).

Jak widać, parę Faronów się w mojej biblioteczce znajdzie :D

Sam do lektury postanowiłem usiąść z innym nastawieniem. Znacie ten dowcip:
Chłop patrzy na żonę i myśli:
„Piękna, może bym bzyknął, ale jakoś mi się nie chce”.
W końcu wzdycha:
– Żebyś ty chociaż trochę obca była...

No to mam trochę obcego Faraona, albo mocno obcego, to zależy jak spojrzeć. Konrad Lewandowski (czyli „Przewodas”) dodał niewiele, jednak są to zmiany znaczące!, ale ujął bardzo dużo – oryginał jest grubo ponad dwa razy dłuższy od przeróbki; delikatnie też uwspółcześnił język (np. tam gdzie Prus pisze o „rabuśnikach”, Lewandowski wstawia „rabusiów”). Mashup zachował ów konflikt romantyzmu z pozytywizmem, choć bardzo uproszczony. Co zresztą ma sens, bo takie dzieła mają służyć rozrywce.

W fantastycznej wizji Przewodasa, Egipcjanie są ludźmi (ewentualnie żywymi mumiami), Fenicjanie – wampirami, Asyryjczycy – zombiakami, a Żydzi co prawda ludźmi, ale o specyficznej „mutacji” – ich krew jest dla wampirów trująca. Wprowadzenie elementu fantastycznego, zmienia znaczenie niektórych wydarzeń. Dam przykład: kiedy u Prusa kapłan chaldejski Beroes straszy kapłanów egipskich przepowiednią, to wiemy, że ściemnia, że to szarlatan, oszust. Jednak w logice fantasy, już nie jesteśmy tego pewni.

Oczywiście czytelnika nurtuje przede wszystkim czy Lewandowski jest romantykiem, czy odwróci los Ramzesa XIII? Moja ciekawość wzrosła po tym, co zrobił z wątkiem Sary. I tak nieraz zdaje się, że wszystko idzie ku finałowi Prusa, a nieraz Przewodas daje nam przesłanki, by sądzić, że jednak będzie inaczej. A jak było? Tego, oczywiście, nie zdradzę. Ale jakoś mam wrażenie, że Lewandowski w epilogu pisze nie o starożytnym Egipcie, tylko współczesnej Europie...

Co istotne, zachowane zostało poczucie humoru Prusa, które najczęściej objawia się w dyskusjach Fenicjan i z Fenicjanami – autor Faraona ewidentnie wzorował ich na stereotypowych Żydach polskich z przełomu XIX/XX wieku.

– Ja, Hiram – odezwał się starzec – pozdrawiam pana, panie Dagon, życzę panu powodzenia w interesach i więcej ludzkiej krwi niż zdoła wypić.
– Ja, Dagon, pozdrawiam pana, panie Hiram, i życzę panu tego samego, co pan mnie życzy...
– Już się chcesz kłócić, panie? – przerwał zirytowany Hiram". (...) Coś pan taki zły dzisiaj...?
– Ja zawsze jestem zły, jak mnie nie nazywają „dostojnością”, tylko „panem” jakbym był byle człowiekiem...
– A dlaczego pan nie nazywasz mnie „sytością”? Ja przecież jestem książę wampirów!

Ciekawostka – błędów Prusa jednak Przewodas nie poprawił. Przykładowo, tego, że Egipcjanie w XI wieku p.n.e. uprawiali fasolę – w rzeczywistości wszystkie gatunki fasoli pochodzą z Ameryki i do Starego Świata dotarły pewnie w XVI wieku n.e. (podobne wątpliwości można mieć przy innych roślinach rzekomo znanych starożytnym Egipcjanom, jak ogórki czy pomarańcze).

Na koniec zasadnicze pytanie: czy to jest fantastyka? Niby tak, wszak mamy wampiry, zombiaki... Ale wg zasady Lema (fantastyką jest to, co po odjęciu elementu fantastycznego zachowuje sens), Faraon wampirów fantastyką nie jest – w końcu element fantastyczny został dodany wtórnie do powieści historycznej. A co zostało dodane, to może zostać odjęte. Jednak ja nie jestem Lemem i niekoniecznie jego zdanie podzielam, dla mnie to fantastyka. Chyba fantasy, choć mamy też elementy SF (eksperymenty medyczne).

Jaki problem jest z oceną tegoż dzieła... Bo kogo mam oceniać? Prusa? To trochę bez sensu. Wkład Przewodasa? Mnie się podobało (w końcu Prus pisać umiał, Lewandowski pisać umie), ale – jak już zaznaczyłem – jeśli Farona nie lubisz, Faraona wampirów nawet nie tykaj, jeśli Faraona lubisz – jest bardzo duże ryzyko, że Faraona wampirów uznasz za profanację, spłycenie itd. itp. Może to dla takich, jak ja – którzy dzieło Prusa czytali tak dawno, że trochę się w pamięci zatarło, a trochę nie, którzy je lubią, ale bez fanatyzmu?

Taka refleksja mnie naszła, czy jest jakieś dzieło, którego przerobienie by mnie zbulwersowało? Chyba nie. Ba, ja to nawet bym chciał przeczytać o gromieniu hord Kozaków-wilkołaków i Tatarów-zombiaków (a jakie byłoby niepolityczne) przez Wołodyjowskiego, Podbipiętę, Skrzetuskiego i Zagłobę – choć jest opcja, że w tym przypadku kręciłbym nosem, bo jednak Ogniem i mieczem pamiętam zbyt dobrze, więc mogłoby przynudzać. Przecież to nic nie ujmuje pierwowzorowi. W moich oczach to nie jest kradzież, lecz wręcz odwrotnie – oddanie hołdu autorowi oryginalnej powieści. Ale Mieczem i ogniem tępim wilkołacze zbrodnie pewnie nigdy nie powstanie, tym bardziej że trynd na mashupy chyba był bardzo krótkotrwały i już minął.

A co Wy o tym sądzicie o takich przeróbkach klasyki (w komentarzu wrzuciłem jeszcze fragment)?

OCENA: 7/10.

B. Prus, K. T. Lewandowski, Faraon wampirów, Wydawnictwo RM, Warszawa 2013, stron: 352 (wg informacji wydawcy), forma wydania: ebook, audiobook.

Tego autora:

Zob. też:



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

15 komentarzy:

  1. J.P. Zajączkowski31 maja 2026 20:10

    Zdziwiłem się, że tego nie czytałem, a nawet chyba nie słyszałem. Wszystko jasne. E-book.
    Niech ktoś przerobi Lalkę i Wokulski dotrze na srebrny glob przed Żuławskim, bo Prus chyba chciał jakąś kontynuację Lalki napisać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że powstała kontynuacja trylogii Żuławskiego? Mam, ale jeszcze nie czytałem, więc nie wiem czy polecam, choć autor to dość znany i uznany pisarz: Jan Maszczyszyn, tytuł: "Mare Orientale".
      https://esef.com.pl/s-f/1554-mare-orientale.html

      Wokulski vs. Szernowie - to mogłoby być niezłe.

      Usuń
    2. J.P. Zajączkowski3 czerwca 2026 14:03

      No i muszę to kupić! Na srebrnym globie to jedna z moich top ileś tam. Jakoś do tej pory nie sięgnąłem po nic od tego autora (bo czas/fundusze/inne), ale po to sięgnę. Dzięki za info.

      Usuń
    3. Jeśli nie znasz autora, to bym chyba doradzał zacząć od ebooka - jeśli masz czytnik - bo w eSeF jednak książki trochę kosztują. Tu jest ebook:
      https://upolujebooka.pl/oferta,208327,mare_orientale.html

      Usuń
    4. A tu jest recenzja na stronie autora:
      http://jahusz.com/recenzja-mare-orientale/

      Usuń
    5. J.P. Zajączkowski3 czerwca 2026 16:08

      Ok, dzięki!

      Usuń
    6. Wrzuciłem, żeby Cie nie narażać na koszty - Maszczyszyn ma specyficzny styl pisania, co tu dużo mówić: jest pisarzem niszowym. Nie każdemu się spodoba.

      Szkoda, że Stalker Books wydaje go tylko na papierze, bo akurat ten wydawca (w swojej księgarni, czyli eSeF) ma ebooki w bardzo dobrych cenach, np.:
      "Olvido" Rewiuka - 15,67 zł.
      "Sfora" Oszubskiego - 12,73 zł.
      "Sen o Złotym Cesarstwie" Bochińskiego - 14,69 zł.

      Usuń
  2. Na co ci tyle Faraonów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Mój mój" jest tylko ten środkowy. Ten z lewej był moich rodziców, więc odziedziczyłem. Ten dwutomowy z prawej to z kolei siostry lub brata - oboje mieszkają poza Polską, więc ten Faraon został u rodziców, a teraz jest u mnie.

      Usuń
  3. Obiecany fragment, bo oczywiście zapomniałem od razu wrzucić :D

    »Sztab, zebrany w Memfis, miał drogę najkrótszą, więc wyruszył najpóźniej, ciągnąc za sobą ogromny tabor. Prawie każdy oficer, a byli to panicze wielkich rodów, miał lektykę niesioną przez czterech nieumarłych Murzynów, rydwan wojenny, namiot i mnóstwo kufrów z odzieżą, jedzenie oraz dzbany pełne piwa i wina, a także tancerki księżycowe, które za dnia musiały leżeć zamknięte w specjalnych sarkofagach, aby nie padł na nie ani jeden promień słońca. Kiedy ciżba ta wylała się z Memfis, zajęła na gościńcu więcej miejsca aniżeli armia następcy tronu.

    Nocne występy tancerek i śpiewaczek, w chłodzie, pod gwiaździstym niebem, na tle dzikiej natury, tak podobały się młodym oficerom, że ci przesypiali potem całe dnie, zupełnie niezdolni do służby. Zirytowany następca tronu, dowiedziawszy się o poczynaniach swego sztabu, przysłał rozkaz, ażeby jak najprędzej do miasta nadobne wampirzyce zawrócono i przyspieszono pochód«.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moda na takie projekty była wydmuszka, więc nic dziwnego, że przeminęła właściwie bez echa. Ale mam wrażenie, że to zmarnowany potencjał, bo z pewnością można wziąć dzieło i je ciekawie wyobracać. Problem jedynie w tym, że to oznacza znacznie większe ingerencje w tekst. Tego zabrakło.

      Usuń
    2. Większe ingerencje sprawiają, że dany tytuł nie jest już mashupem. Są nawet wątpliwości czy "Faraon wampirów" nim jest:

      »Lewandowski zaburzył proponowane proporcje 80 do 20%, czyniąc z Faraona wampirów coś pomiędzy mashupem a fanfiction z gatunku historii alternatywnych, co wcale nie ujmuje oryginalności i pomysłowości przeprowadzonym zmianom«.

      Anna Depta, Literacki mashup w Polsce. Przedwiośnie żywych trupów Stefana Żeromskiego i Kamila Śmiałkowskiego i Faraon wampirów Bolesława Prusa i Konrada T. Lewandowskiego jako polskie realizacje gatunku, [w:] Rejestry kultury, red. K. Olkusz, Wrocław 2019, s. 608.

      Tak, to już było naukowo badane :D

      Usuń
  4. Nie tyle mashup, ale trochę w temacie.
    Powergraph wydał kiedyś powieść o tytule "Alkaloid", jak rozumiem z opisu, miała dotyczyć losów Wokulskiego, który zamiast planami matrymonialnymi zajął się steampunkową w duchu nauką.
    Ale nie czytałam tego.

    Wokulski miał się też pojawić w Dukajowej mikropowieści z "Innych światów" -tak to reklamowano, tymczasem zawiodłam się, bo albo pojawił się na jakimś bardzo dalekim planie, albo tylko o nim wspomniano, nie pamiętam. W każdym razie nie miał zbytniego znaczenia dla fabuły.

    Beatrycze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Alkaloid" nawet gdzieś mam. Kiedyś nabyłem, bo to Powergraph, a oni raczej kupy nie wydają. Ale przed lekturą wgłębiłem się w opinie, ma fatalne, więc "Alkaloid" wylądował na kupce wstydu.

      Teraz tak sobie myślę, że te bardzo krytyczne osądy mogą pochodzić od oburzonych szarganiem świętości :D Tym bardziej że własnie przeczytałem kilka ocen wręcz entuzjastycznych. Może wreszcie "Alkaloid" zejdzie z kupki wstydu.

      Swoją drogą ciekawe kim jest ten "Aleksander Głowacki" - może naprawdę nazywa się Bolesław Prus? :D A tak poważniej, to chyba nigdzie nie wyciekło prawdziwe nazwisko autora...

      Usuń
    2. Przyznam, że nigdy nawet nie próbowałam zgłębiać tego tematu.
      BN

      Usuń