Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 14 maja 2026

Jonathan Maberry, Joe Ledger, t. 1-2

Jakie to głupie, pomyślał.

Też tak myślałem czytając to coś. Najpierw zastanawiałem się po co Mag wziął się za dziesięciotomowy cykl, skoro z góry było wiadomo, że nie wyda do końca (bo to Mag). Teraz zastanawiam się co ich skłoniło, żeby w ogóle kupić prawa do wydania tego czegoś – takie powieści powinno się zostawiać producentowi kupy, czyli Drageusowi...


Pewnie nigdy bym nie przeczytał tych dwóch tomów cyklu Joe Ledger, gdyby nie Vesper. Wydawnictwo z podpoznańskiego Czerwonaka zapowiedziało (chyba już wydało) inną powieść Jonathana Maberryego: Kagen Przeklęty (wygląda to trochę na popłuczyny po cyklu Kane Karla Edwarda Wagnera). Dawno nie czytałem heroic fantasy, aż mnie wzięło na coś dobrego w tym nurcie. Na szczęście (w tym przypadku to szczęście), Vesper się ceni – okładkowo wyrąbali stówkę (dokładnie: 99,90 zł)! Takich drogich książek nie kupuje się w ciemno, to sprawdzę Maberryego na cyklu Joe Ledger.

Swarogu i Twarogu, Światowicie i Światłowodzie – ależ to było nędzne.

Maberry nieudolnie próbował zrobić to, co przed nim milion pisarzy zrobiło dalece lepiej: połączyć powieść sensacyjną z science fiction (science bardzo umowne). I wyszła mu słaba sensacja z elementami fantastycznymi rodem z przedwojennej literatury pulpowej: szaleni, dysponujący nieograniczonymi funduszami naukowcy chcą władzy nad światem. Hahahaha (to był ich szatański śmiech). Przy okazji, manifest antykapitalistyczny lewaka.

W pierwszym tomie mamy tercet złych: islamskiego terrorystę, jego żonę – genialną naukowczynię i bogatego w penisa biznesmena z branży farmaceutycznej, który chce zostać jeszcze bogatszy. Wspólnie produkują zombiaki, którymi planują zaatakować USA. Oczywiście zombiaki zarażają kolejnych ludzi przerabiając ich na swoje podobieństwo. Według planów terrorysty, rzecz ma się skończyć śmiercią wszystkich niemuzułmanów (Allah ochroni swój lud). Zombiaki się głównemu bohaterowi nie podobają. Wcale ale to wcale (Już lepiej, gdyby próbowali rozsiewać ebolę, bo ebola nie goni za człowiekiem i nie próbuje go ugryźć).

W tomie drugim, genialny naukowiec i zarazem krezus produkuje mutantów i choroby, a jego celem jest wybicie wszystkich niebiałych i Żydów, czyli skromne siedem miliardów ludzi.

Jak widzicie (hahahaha – szatański śmiech) plany zakrojone na iście epicką skalę.

Co ciekawe, w obu powieściach mamy ten sam schemat. Zło dzieli się na dwie frakcje, z których jedna chce się wzbogacić, jednak nie wie, że druga ma plany odmienne – chce przeprowadzić ludobójstwo na nieznaną dotąd skalę.

Na szczęście, Ameryka ma potężną jednoosobową armię w postaci Joe Ledgera, przy którym Jack Reacher to zwykła popierdółka jest. Joe, podczas krótkiej przerwy między rozwaleniem jednego stada zombiaków i drugiego stada zombiaków, przegryzając ogórka, załatwi jeszcze spory oddział zdziczałych inżynierów. A tak poza tym to pajac jest (wg autora pewnie jego pajacowanie miało przekonać czytelnika, że to wybitny twardziel, mnie tylko utwierdziło w opinii, że Maberry to grafoman).

Nasz bohater na początku Pacjenta zero jest gliniarzem, ale szybko zostaje – w idiotyczny sposób – zwerbowany do rządowej agencji od walki z takimi „magicznymi” zagrożeniami. Od razu zostaje – znowu w idiotyczny sposób – szefem oddziału odpowiedzialnego za fizyczną eliminację wrogów. Jest to oddział pięcioosobowy (licząc z samym Joe) – prawda, że to to sensowne? Największe mocarstwo świata do walki ze zjawiskami mogącymi zniszczyć świat powołuje oddział pięcioosobowy. Ale te skubane Amerykańce mają szczęście – podwładni naszego bohatera to też jednoosobowe armie (choć trochę słabsze od dowódcy).

Bohaterowie, tak negatywni, jak i pozytywni, idiotycznie przerysowani. Plany złych bez sensu, element „naukowy” z nauką nie ma nic wspólnego. Fabuła nie spina się od strony logiki, wydarzenia mało wiarygodne.

Styl. Językowo to jest tak proste, że aż prostackie. O ile akcję w jego wykonaniu da się przeczytać (nie napisałem, że z przyjemnością!), o tyle wszystko poza tym jest wybitnie niestrawne. Kiedy przechodzi do filozofowania, psychologizowania albo spraw naukowych (a robi to często) – wieje potężną nudą. To jakbym czytał artykuły z Wikipedii.

A wyżej o inżynierach (muzułmanach) napisałem nieprzypadkowo, bo w Pacjencie zero Maberry pojechał po nich jak Konrad Lewandowski po Szczepanie Twardochu. Ale pewnie dostał joby od wyznawców woke, więc w Fabryce smoków bardzo się z tego tłumaczył. I w Fabryce wjeżdża na pełnym gazie ideolo.

Chyba nie muszę dodawać, że Kagena Przeklętego nie kupię? Może przeczytam jak znajdę w bibliotece

A teraz najdziwniejsze. Maberry jest pisarzem uznanym i nagradzanym, m.in. jego książki zdobywały nagrody Brama Stokera (najważniejsze za horrory). I nie pojmuję jakim cudem. Wiem, pisarz może mieć kryzys twórczy, ale cykl o Joe Ledgerze jest nie tylko słaby – jest infantylny, niedorzeczny, napisany prostackim językiem... Nie sądzę, żeby autor piszący w ten sposób, nawet będąc w szczytowej formie, był w stanie spłodzić coś wartego wycenienia choćby na pięć (w skali do dziesięciu).

Coś w stylu Joe Ledgera mógłby napisać Jakub Pawełek, autor jednej z największych kup, jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek przeczytać, gdyby ograniczył się do fantastyki sensacyjno-militarnej zamiast wetknąć do powieści co mu tylko do głowy przyszło – dalej byłoby to gunwo, ale mniej śmierdzące.

Mimo wszystko powieści Maberryego są lepsze od Pawełkowych (w końcu dałem radę przeczytać), więc ocena będzie wyższa:

OCENA: 3/10.

J. Maberry, Joe Ledger, t. 1: Pacjent zero, tłum. A. Studniarek-Więch, wydawnictwo Mag, Warszawa 2017, stron: 448.
J. Maberry, Joe Ledger, t. 2: Fabryka smoków, tłum. A. Studniarek-Więch, wydawnictwo Mag, Warszawa 2018, stron: 650.


Zob. też:

Sensacja + SF:

5 komentarzy:

  1. Dobrze, że przeczytałam ten wpis, bo może sama bym się skusiła na to fantasy.

    Swoją drogą, zastanawiam się, jak muzułmański terrorysta miałby mieć żonę zajmującą się nauką - czy nie powinien nalegać na to, aby jego kobieta w domu siedziała i dzieci rodziła, zamiast się uczyć? (inna sprawa, że hipokryzja ma się dobrze)

    (swoją drogą, przypomniało mi się, jak jakiś rok temu dostałam maila od dziewczyny z Iranu, piszącej, że szuka postdoka w Polsce, bo chce się wydostać ze swojego kraju. Niestety, nie mając projektu, nie miałam pieniędzy, żeby ją zatrudnić i jedyne, co mi przyszło do głowy, to posłać jej linka z ofertami pracy na takim stanowisku z projektów NCNu). Też niedawno byłam na obronie magisterki studentki z kraju arabskiego, dziewczyna ogarnięta, nauczyła się polskiego, mówiła, że będzie szukać u nas pracy, bo do ojczyzny wracać nie chce.

    Ale wracając do wpisu, dzięki niemu zajrząłam na stronę Lewandowskiego. I powiem tak, mnie też Twardoch wkurzał nieraz (ostatnio jakoś nie natrafiałam na jego publicystykę) tym podejściem, i szczerze - to pamiętam go jako debiutującego twórcę średniej jakości fantasy a teraz się lansuje jako Pan Pisarz i reklamuje towary luksusowe. Ale Lewandowskiego ultra niegrzeczny styl, moium zdaniem, osłabia wymowę, zamiast ją wzmacniać. Kąśliwość i sarkazm dałyby lepszy efekt, niż wyrzyg.

    Beatrycze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. " zastanawiam się, jak muzułmański terrorysta miałby mieć żonę zajmującą się nauką"

      Tam jest lepszy numer - islamski terrorysta przerabia swoją ślubną na coś w stylu Maty Hari (z całym dobrodziejstwem inwentarza, czyli także stosunkami z obiektem :D).

      "studentki z kraju arabskiego, dziewczyna ogarnięta, nauczyła się polskiego, mówiła, że będzie szukać u nas pracy, bo do ojczyzny wracać nie chce"

      Fajnie, tylko ja z takimi ludźmi mam problem. Bo ona do siebie nie wróci, ale pewnie od islamu nie odejdzie, za jakiś czas poślubi Araba-muzułmanina i ściągnie nam go do Polski, gdzie spłodzą sobie kolejnych muzułmanów. Na Zachodzie prowadzono badania, z których wynika, że drugie pokolenie islamskich imigrantów jest gorsze od pierwszego, a trzecie gorsze od drugiego. Tych z drugiego i trzeciego pokolenia już się nie pozbędziemy, bo najprawdopodobniej będą mieli polskie obywatelstwo.

      Dlatego jestem absolutnym przeciwnikiem uchylania drzwi dla muzułmanów, oni nigdy się nie zintegrują (no chyba żeby ich potraktować tak, jak polscy władcy traktowali Tatarów - jesteś muzułmaninem, to nie masz praw do obejmowania urzędów, bycia posłem, nie możesz poślubić chrześcijanki, nie masz prawa kontaktować się w sprawach religijnych z muzułmanami spoza Polski, nie ma nauki arabskiego = nie można czytać Koranu; tylko dziś jest to nie do przeprowadzenia).

      "Lewandowskiego ultra niegrzeczny styl"
      Konrad z tego jest znany. I wiele przez to traci, ale to już jego wybory.

      Usuń
    2. Ciekawe te wyniki badań i niepokojące.
      BN

      Usuń
    3. Problemem jest to, że muzułmanie się nie asymilują - jakiś odsetek się integruje, ale o asymilacji nie ma mowy i nie będzie nawet w 10 pokoleniu. Drugie i trzecie pokolenie ma znajomość języka, kontakty, aspiracje - większe możliwości szkodzenia niż pierwsze. Ale dalej nie czują więzi z krajem, w którym żyją, często czują do niego wręcz wrogość.

      I terroryzm wcale nie jest największym problemem związanym z tymi ludźmi - większym problemem jest przestępczość, a jeszcze większym coś, co sam doświadczyłem i zwę "małym terroryzmem" - próba zmuszania rdzennych Europejczyków do życia wg zasad islamu i do zaprzestania wszelkiej krytyki islamu i muzułmanów.

      Doświadczyłem tego na niewielką skalę, bo w małym polskim miasteczku (nie mieli tam siły przebicia), gdzie mieszkałem w bloku, w którym mieszkało też kilka muzułmanów nadzorujących ubój halal w pobliskiej ubojni kurczaków. I sypały się na mnie skargi, np. że mam psa, a to zwierzę nieczyste i jak oni mają się poruszać tą samą klatką schodową, albo, że sieję zgorszenie, bo z ówczesną małżonką szedłem za ręce (u mojego sąsiada z naprzeciwka, ślubna cała w szmatach, chodziła ze dwa metry za mężem). Siedmiu muzułmanów w sześciotysięcznym miasteczku - administracja śmiała się z tych ich skarg (jak to skomentował kierownik administracji: "Jak im nie pasuje, to niech wypierdalają"). Ale gdyby ich było 70? Albo 700? Ja chcę żyć po swojemu, a nie wg obcych zasad - dlatego jestem i będę absolutnym przeciwnikiem wpuszczania wyznawców islamu (i Afrykańczyków, bo z nimi są podobne problemy).

      Co do pokoleń, to prowadzono badania, np. w Irlandii szariatu chciało:
      36% muzułmanów
      ALE:
      57% młodych muzułmanów.

      Co więcej: "36 procent młodych brytyjskich muzułmanów uważa, że za apostazję – opuszczenie islamu – powinno się karać śmiercią".
      https://euroislam.pl/pokolenie-islam/

      Czy my naprawdę takich ludzi chcemy i potrzebujemy? Ja nie chcę, chcę - cytując Pietrzaka - "żeby Polska była Polską", a nie Emiratem Warszawskim. Bardzo mi się podoba podejście Japończyków, ich obecna prawicowa premier Sanae Takaichi niedawno powiedziała:

      "Lepiej, aby populacja się zmniejszała, niż zapełniać kraj nisko wykwalifikowanymi imigrantami z obcych kultur. Zachowanie japońskiego sposobu życia jest ważniejsze niż tania siła robocza. Możemy rozwiązać kryzys stopy dzietności bez polegania na niekompatybilnych cudzoziemcach. Nie masz już kraju, gdy stajesz się mniejszością".

      Usuń
    4. Trudno mi to zrozumieć z tym prawem szariatu, w sensie, że po co chcieć bardziej restrykcyjnego życia, zwłaszcza, gdy presja społeczna jest mniejsza, niż byłaby w ojczystym kraju.
      Nie wiedziałam, że do psów też coś mają.
      Też nie chciałabym żyć w czasach i miejscu, gdzie obcokrajowcy mówią mi, jak mam żyć.
      Japońska premier ma rację.
      BN

      Usuń