Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 5 lutego 2026

Styczeń 2026 – raport z biblioteczki

Przybyło dziewięćdziesiąt jeden, z tym że aż czterdzieści dziewięć numerów różnych czasopism. Tak, wiem, że miałem się ograniczyć, ale trudno nie skorzystać z okazji, jeśli można kupić trzydzieści siedem numerów „Fantastyki – Wydanie Specjalne” w cenie, którą szamani krzyczą sobie za pojedynczy numer (i potem ich ogłoszenia wiszą latami).


Sześć powieści historycznych, jedenaście razy fantastyka, dwadzieścia cztery książki naukowe i popularnonaukowe, jedno niewiadomoco.

Z nowości beletrystycznych tylko cztery pozycje. Jeff VanderMeer to zakup konieczny. Takoż konieczny kolejny, już piąty, tom antologii pulpowej fantastyki z wydawnictwa Stalker Books.


Dalej zakupy obowiązkowe: kolejna (ostatnia?) pozycja z nienazwanej serii horrorowatej Maga i czwarty, ostatni tom historycznego, westernowego cyklu rozpoczętego powieścią Na południe od Brazos.


Książka antykwaryczna. Powieść historyczna. Nabyłem za grosze cztery pozycje autorstwa Bohdana Królikowskiego – sarmatyzm, to lubię. Na dokładkę, z ciekawości, powieść o Jaćwięgach – nazwisko „Ryszard Kraśko” niewiele mi mówi, poczytamy, zobaczymy.



Literatura estońska. Jak wiecie, lubię estońską fantastykęKatarynka Aimée Beekman to stare science fiction, Kochanka diabła – antologia opowiadań z różnych szufladek, jest i fantastyka, i satyra, i główny nurt. I to „niewiadomoco” – wg blurba, Dziwny świat Tomasza Nipernaadiego Augusta Gailita przesiąknięty jest klimatem poezji modernistycznej i folkloru skandynawskiego; czytając recenzje odniosłem wrażenie, że to zabawna literatura sowizdrzalska.


Trzy polskie pozycje, które „zalatują” mi fantastyką pisaną przez głównonurtowców.


Powieść siostry Anny Borkowskiej, autorki pozycji, która w każdym kanonie polskiej fantasy musi się znaleźć (Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa).

I retelling Odysei napisany przez znanego niemieckiego pisarza (którego nazwisko oryginalnie zapisywało się jako: Geißler).


Płoń, wiedźmo, płoń! – powieść jednego z najważniejszych twórców weird fiction; u nas została wydana jako pierwszy (i chyba ostatni) tom Biblioteki „Coś na Progu”. Przybyły mi też trzy numery czasopisma „Coś na Progu”.



Dwa brakujące numery „Fenixa” – zwróciliście uwagę, że nieco różnią się wymiarami? Najwidoczniej gdzieś w 1992 lub 1993 roku miała miejsce kolejna zmiana formatu.


Trzy numery pisma „Fenix – Antologia”.


Na koniec czasopism, „SuperFantastyka” (wyszły dwa numery, jeden nabyłem w grudniu, więc mam komplet) i najnowszy „Rocznik Fantastyczny” – dotąd nie kupowałem tego pisma, ale teraz jest opowiadanie Agnieszki Hałas ze świata Zmroczy (choć bez Krzyczącego w Ciemności – to kolejne opowiadanie z lżejszego podcyklu o aktorach z Ponte Auria).


Ano tak, byłby zapomniał. Przybyło trzydzieści siedem „Fantastyk – Wydanie Specjalne” i dwie „normalne” „Nowe Fantastyki” (za styczeń i luty 2026). Wybaczcie, ale fotek tych pism nie chce mi się robić :D

Książka naukowa i popularnonaukowa. Zazwyczaj zaczynam od źródeł. Nabyłem takie sobie wydanie tłumaczenia Widukinda z Korbei; przekłady Pietruszczaka nie spełniają wymogów naukowych, są krytykowane, ale tylko takie wydanie po polsku mamy (jest jeszcze przekład znanego fantasty Grzegorza Kazimierza Walkowskiego, ale to nie dość, że jeszcze gorsze, to za górę pieniędzy). Trochę wstyd, że polska nauka nie zdobyła się na krytyczne, bilingwistyczne wydanie tego źródła, bo właśnie w nim mamy najstarszą informację o Polsce.

Roczniki kwedlinburskie wydane przez soloszura Kozickiego. We wstępie powołuje się na liczne grono znanych historyków, którzy jakoby mieli skontrolować jego przekład, więc może pod tym względem jest okej, ale przestrzegam przed korzystaniem z tego, co sam Kozicki zamieścił w nawiasach kwadratowych (jako „uzupełnienie” tekstu) i przypisach, forsuje tam swoje szurskie teorie. Dziwię się uznanym historykom, że w ogóle z Kozickim współpracują, że się nie wstydzą, że ich nazwiska są szargane w czymś takim... Równie dobrze mogliby współpracować z Kosińskim czy Krydą.

Ostatnie źródło, Kronika Zacherta jest znacznie młodsze – pochodzi z przełomu XVII/XVIII wieku. To kronika lokalna z wielkopolskiego Międzyrzecza.


Studium archeologiczne o Pucku i dwie zbiorówki.


Dwie książki o pierwszych Piastach i Gnieźnie.


Cztery pozycje z historii wojen. Trzy z serii Pola Bitew wydawnictwa Inforteditions, na dokładkę praca prof. Smolińskiego o jeniectwie na Połabiu czy Pomorzu.



Dwie książki o Witoldzie, wielkim księciu litewskim. Pierwsza autorstwa hitlerowca – Karl Heinl był profesjonalnym historykiem, ale był też nazistą. Jednak pracę o Witoldzie i krzyżakach napisał zanim wstąpił do NSDAP.


Trochę biografistyki.


Jeszcze biografia Łokietka, a obok coś o jego synu.


Dwie pozycje z późnego średniowiecza. Tak, to nie jest moja bajka, ale praca Bubczyka była mi potrzebna, natomiast to o husytach z ciekawości.


Coś pod katem szurków. Książka angielskiego pisarza Thomasa Nugenta z drugiej połowy XVIII wieku to jedno ze „źródeł” dla turbolechitów, pisałem już kiedyś o nim; teraz doczekaliśmy się polskiego wydania.

Książka Stanisława Wasylewskiego zawiera trzy jego dzieła, ale mnie interesowało przede wszystkim ostatnie. W czasach Wasylewskiego (1885-1953) modna była inna szuria – spirytyzm. I właśnie o tych szurach traktuje praca Pod urokiem zaświatów.


Niestety, tylko ksero – książka trudna do zdobycia nawet w bibliotekach, bo wydawca nie wywiązał się z ustawowego obowiązku wysłania szesnastu egzemplarzy do czternastu bibliotek, stąd w Wielkopolsce w ogóle Ślężańskie światy są niedostępne. Ściągnąłem sobie przez wypożyczalnię międzybiblioteczną i skserowałem. Jak nietrudno zgadnąć, jest to zbiór artykułów poświęconych górze Ślęży. A że owa góra jest miejscem istotnym dla turbolechitów-sekciarzy (tu notka o nich), to i o szurach coś się znajdzie w Ślężańskich światach.

Polskie rodzimowierstwo nabyłem przez rozdział właśnie o turbosłowianach/turbolechitach. Znalazłem parę ciekawych rzeczy, acz ogólnie mam odczucie niedosytu.




Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

17 komentarzy:

  1. W grudniu i styczniu nakupiłem rekordową (dla mnie) liczbę książek: aż 10. A tu wjeżdża pan Paweł, cały na biało....

    A tak odrobinę bardziej na poważnie - nie ma Pan w planach napisania i wydania swojej książki? :-) Powiedzmy, o początkach państwa polskiego, w takim ujęciu popularnonaukowym (tak aby również niehistorycy byli w stanie ją przeczytać i zrozumieć), ale z solidnym aparatem naukowym? Albo czegoś o dziejach Wielkopolski chociaż? ;-> Kilka, a może nawet kilkanaście tysięce egzemplarzy na pewno znalazłyby chętnych nabywców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie bardzo nadaję się do takiego pisania, bo nie potrafię pójść na łatwiznę. Już pracę magisterską broniłem trochę po terminie, bo nawaliłem 280 stron (sama bibliografia - 33 strony). Więc dla mnie napisanie czegoś o początkach Polski, to lata pracy.

      Usuń
    2. Promotor nie wyrzucił Cię z gabinetu jak zobaczył taką ilość makulatury :)

      Usuń
    3. Nie, po przeczytaniu zaproponował mi robienie doktoratu.

      Usuń
  2. Matko jedyna!
    I ja sobie myślę, że przesadzam z ilością ściąganych do domu książek...
    😂😂😂
    No cóż, dopóki wystarcza miejsca... czego życzę serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce się kończy :( Już teraz część beletrystyki kupuje w ebookach.

      Usuń
  3. Teraz musisz dokupić „Skirmunta, syna Kumata”. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jest ciąg dalszy, ale najpierw przeczytam "Kumata", żeby sprawdzić czy styl Kraśki mi odpowiada.

      Tak na marginesie, to „Ryszard Kraśko” nic mi nie mówi, ale teraz sprawdziłem, że on pisał też kryminały pod pseudonimem "Henryk Podlaski" - zdaje się, że kiedyś, w szkole średniej, czytałem "Śmierć nie miewa urlopu", ale już nic nie pamiętam.

      Usuń
    2. Ja tylko znałem go z tej dylogii (a właściwie przypomniałem sobie o nim po tym raporcie z biblioteczki). Ostatnio wróciłem do Sujkowskiego, więc może na fali nostalgii wrócę do Kraśki. Te kryminały to jakiś cykl; „Romanowski i Sawoś”. Nie znam.

      Usuń
    3. Strona o kryminałach milicyjnych pokazuje mi, że nasmarał tego sześć tomów, z czego jeden pod swoim nazwiskiem, a pozostałe jako Henryk Podlaski:
      https://www.klubmord.com/oprawcowania/cykl-romanowski-i-sawos-wydawnictwa-lubelskiego/

      Usuń
    4. Nakłady mu rosły. Był taki poczytny czy też oficerowie Romanowski i Sawoś wyjątkowo się zasłużyli władzy ludowej? :)

      Usuń
    5. I jeszcze coś. Dziwny pseudonim sobie wybrał.

      Usuń
    6. Pseudonim pewnie stąd, że on był związany z Podlasiem, zajmował się historią regionalną, akcję swoich kryminałów umieścił na Podlasiu.

      Usuń
    7. >Był taki poczytny czy też oficerowie Romanowski i Sawoś wyjątkowo się zasłużyli władzy ludowej?<
      Nie mam pojęcia, tej jedynej jego książki, która kiedyś tam wciągnąłem, już nie pamiętam. Nie wiem czy wrzucał do powieści komunistyczną propagandę (milicyjną pewnie tak, ale milicja to nie tylko polityczne represje, bo przecież ścigali przestępców).

      Usuń
  4. Jakby nie było, przeczytać można. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niedawno przeczytałam sobie "Rocznik fantastyczny" i okazał się on lepszy, niż się spodziewałam (co nie znaczy, że wszystkie opowiadania zaliczyłabym do udanych).
    W każdym razie uważam go za o wiele lepszy niż pierwszy numer "Naszej fantastyki"

    Beatrycze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie RF jest lepszy, jeszcze nie czytałem, ale sam dobór nazwisk za tym przemawia. Na co złożyło się kilka czynników:
      1. Rocznik zawsze będzie miał większą selekcję, niż kwartalnik.
      2. Nasz Fantastyka to pismo młode.
      3. Z NF nie wszyscy chcą współpracować, bo pismo postrzegane jest jako prawicowe.
      4. A to już błąd redaktora - zdaje się, że on preferuje pisarzy, którzy wydają u niego książki.

      Usuń