Łączna liczba wyświetleń

środa, 26 grudnia 2018

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 10): Schodzimy na dno szamba

Edward Mielnik (foto: Himavanti)
Proszę kochanej wycieczki, dotąd pokazałem Wam różne przejawy turbolechickiej działalności. Ale na razie oglądaliście górne warstwy w tym szambie, czasami schodziliśmy do strefy środkowej. Dziś proszę wziąć głęboki wdech, bo zejdziemy na samo dno.

Czasami możecie spotkać się (np. w książce i artykułach Żuchowicza) z twierdzeniem, że współczesny turbolechityzm ma swoje korzenie w internecie. Otóż nie. Oczywiście nazywanie piewców wielkiej Lechii z okresu od XIII wieku do PRL turbolechitami jest anachronizmem. Ale już w samych początkach III RP, w dobie przedinternetowej działała i to dość prężnie sekta, którą jak najbardziej do turbolechitów zaliczyć należy. Sekta owa zwała się Antrovis.

Jakie były jej początki... Każda epoka ma swoich szurów – w epoce schyłkowego PRL modne były bioenergoterapia (taka magia – leczenie przez dotyk i rzekome wysłanie równie rzekomej energii) oraz różdżkarstwo. W środowisku bioenergoterapeutów i różdżkarzy działał Edward Mielnik. Przeciętny facet – wykształcenie średnie, pracował jako palacz.

Nie wiem co sprawiło, że z czasem pomerdało mu się pod kopułą, ale że pomerdało, to rzecz pewna. W każdym razie na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych Mielnik wystąpił jako prorok sekty Antrovis. Jej pierwsi członkowie rekrutowali się chyba także ze środowiska bioenergoterapeutów i różdżkarzy, ale sekta dość szybko się rozrastała. Formalnie zarejestrowano to 12 czerwca 1990 roku pod nazwą Międzynarodowe Stowarzyszenie Odnowy Ludzi i Ziemi Antrovis.

Stowarzyszenie miało własne wydawnictwo, w którym publikowano mądrości Mielników (część członków sekty przybrała sobie nazwisko proroka, stąd autorami książek – obok Edwarda Mielnika – są Ewa Mielnik czy Anna Mielnik). Mądrości owe wychodziły tak w formie książkowej, jak i na łamach czasopisma Nowy Kosmos.

Doktryna Antrovisu

Wymysły Mielnika to pomieszanie ufologii, ezoteryzmu, turbolechityzmu i antysemityzmu. Pomijam tu oczywiście elementy doktryny, które z turbolechityzmem mają mało wspólnego – to typowy dla sekciarstwa bełkot. Dodatkowo niektóre elementy z czasem się zmieniały, ale różnic między wersjami z lat 1990-1993 a wersją z 1997 roku omawiał nie będę, bo to znaczenia właściwie nie ma.

W każdym razie, wg Mielników, nasz Układ Słoneczny ma pełnić szczególną rolę we wszechświecie. Jaką? Zacytuję Tomasza Niezgodę, który przebił się przez ów bełkot:
ponieważ tutaj właśnie znajdują się następujące ciała niebieskie: planeta Atlanta-Eden zawierająca wzorce (idee) istot żywych, Jowisz będący planetą konceptualną oraz Saturn wysyłający drgania energetyczne o różnej częstotliwości i przez to nadający „rytm życia kosmosu”. (...) W istocie rzeczy ziemski Układ Słoneczny jest „czymś w rodzaju embrionalnego genotypu Wszechświata”.
I dawno, dawno temu – naprawdę dawno, bo przed dziesięcioma miliardami (!) lat, na Ziemię przybyły dwie grupy kosmitów: Słowianie z planety Atlanta i Hebrajczycy z planety Hebra. Słowianie początkowo osiedlili się na Śląsku (Wrocław zresztą był matecznikiem Antrovisu). Nieprzypadkowo wybrali ten rejon, bo góra Ślęża jest czakramem – zbiornikiem „pięciu energii niematerialnych”. Oczywiście były różne odłamy Słowian, a najwspanialszymi byli Polanie, którzy mieli „zdolność przewidywania zachowań form fizycznych zanim się staną” – cokolwiek by to miało znaczyć.

Palacz Mielnik nawet wiedział jakimi statkami podróżują kosmici – dwa przykłady, ale znał ich kilkanaście
Hebrajczycy z kolei wylądowali na Mazowszu, a stamtąd zmanipulowali plemię Wiślan. Okłamali Słowian, że centrum energetyczne Wszechświata przesunęło się ze Ślęży do Gór Świętokrzyskich. Zmanipulowani Słowianie zaczęli się modlić w niewłaściwym miejscu, przez co oddawali energię Hebrajczykom, a skutkiem tego było powstanie hebrajskiego boga o imieniu Gotlieb.

No, tak Słowianie i Hebrajczycy... Pewnie zastanawiacie się, skąd się wzięli pozostali ludzie. Otóż Niemcy, Węgrzy, Rumunii itd. są mieszańcami słowiańsko-hebrajskimi. O, przykładowo:
Mazurzy przenieśli się na wyspy, dziś noszące nazwę Brytyjskich. Tam wraz z Hebrajczykami wznieśli podwaliny Wieży Babel i są odpowiedzialni za rozbicie jedności językowej Słowian. Mazowszanie dali początek narodom Szwajcarii i Beneluksu, Łemkowie dali początek Grekom. (Nowy Kosmos, nr 2, 1993).
Najczystszą krew zachowali Polanie (czyli Polacy), ponieważ „mieli wewnętrzny program, niezwykle spójny z planetą”, co utrudniało mieszanie się z Hebrajczykami, choć wyjątki się zdarzały. Takim wyjątkiem był Jezus – syn Gotlieba i Polanki Marii. To za jego sprawą Hebrajczycy chcieli odnieść ostateczne zwycięstwo. Ale nie wyszło – Jezus jednak przeszedł na stronę Polan.

Ten tryumf Polan nie był ostateczny. Niedługo Ziemia zostanie zniszczona w jakimś kataklizmie. Uratują się tylko ci, którzy zdołają się ewakuować. Ewakuacja możliwa jest na dwa sposoby – pierwszy: odlecieć z Ziemi we własnych statkach kosmicznych, do czego potrzebny jest „komplet energii wzbudzających wieczne trwanie”. Największe pokłady owych energii są w Europie Środkowej, a w szczególności w Polsce. I stąd szatański plan Hebrajczyków. Otóż musieli wywołać:
najbardziej wyrafinowane umieranie i cierpienia dla Słowian, jak również dla swoich ziomków – Żydów. Wojna, obozy, wymyślne tortury i zabijanie, to instrumenty wyzwalające energie do – jak sądzili – nasycenia pojazdów żywą energią ludzką. (cytat z książki Antrovisu: Ewakuacje we Wszechświecie, s. 204).
Do owego dzieła Hebrajczycy wybrali jednego ze swoich – „wewnętrznie Hebrajczyka”. Oczywiście chodzi o Adolfa Hitlera. Hebrajczycy cały czas wspierali go „energiami i inspiracjami”, a bezpośrednio nadzorował go sam Gotlieb. Najtęższe mózgi hebrajskie wymyślały dla Adolfa taktykę. I zdawało się, że zwyciężą: zaczęli budować „żywe” statki kosmiczne – te statki zresztą istnieją do dziś, ale Niemcy trzymają to w tajemnicy. Okazało się jednak, że energia z zabijania nie za bardzo nadaje się do takich statków. Hitler przegrał. Zresztą nie był jedynym „wewnętrznym Hebrajczykiem” działającym w XX wieku na Ziemi – Edward Mielnik w jednym szeregu z nim stawia Lenina i Stalina.
Miałem w Słowian uderzyć, rozbić jedność, wypruć duszę wzdychającą do zgody. „Współpraca”, „potrzeba” – gorącym polanem wypędzić te słowa z mózgów, by nigdy do rzeczywistości nie wróciły, a wtedy już można mamić hasłem: „Każdemu według potrzeb” i prowokować zawiść, rabunki, niszczenie – te słowa Mielnik włożył w usta Leninowi (Edward Mielnik, s. 201).
Na szczęście, ludzkość ma Polaków...
Największym zagrożeniem dla programu hebrajskiego byli Polacy. Spośród nich bowiem wywodziło się najwięcej jednostek przygotowanych do zmian zachodzących we Wszechświecie. Na terenie Polski nieprzerwanie pojawiały się jednostki, które swoim myśleniem zakłócały koncepcje hebrajskie. I choć wprowadzono tu szczególnie restrykcyjne programy manipulacyjne, to nie udało się unicestwić nacji znad Wisły. (Ewa Mielnik, s. 104).
Plany Hebrajczyków spaliły na panewce, ale kosmiczna katastrofa, która przyniesie zagładę Ziemi, się zbliża. Cała nadzieja w Polakach, bo nie dość, że jesteśmy najwspanialszym narodem, to jeszcze na naszych ziemiach znajduje się siedem z dwunastu czakramów – miejsc o wyjątkowej energii. Dlatego właśnie tu przybędą kosmici, żeby uratować ludzi. Ale nie wszystkich...
ewakuacja odbędzie się z góry Ślęża pod Wrocławiem. W ewakuacji pierwszeństwo mają Słowianie, w szczególności Polacy, którzy są narodem wybranym. Z zagłady ocaleje 144 tysięcy ludzi białej rasy i około 400-600 tysięcy z innych ras niż biała. Z broszury Antrovisu: „Z jednostkami ewakuowanymi spoza terytorium Polski będą liczne kłopoty. W rozgardiaszu materii, pomimo dobrych wnętrz, nie zdążą na czas przygotować swoich ciał. (...) Wielu z nich w tych ostatnich dniach odejdzie w strasznych męczarniach psychicznych”. (tym razem cytat z informacji zebranych przez konkurencyjną sektę Himavanti – niestety, zebrane przez nich informacje, głównie artykuły prasowe i internetowe, prezentują bardzo różny poziom merytoryczny, przy korzystaniu wskazana ostrożność i krytycyzm).
Kilka „ras” kosmitów wg Edwarda Mielnika
Kosmici naturalnie też będą potrzebować energii, by nas ratować. Jednym z jej źródeł mają być... części ludzkich ciał!
Antroviści (...) gotowi są oddawać serca, płuca i nerki, by kosmici ratowali ziemię. (L. Krzyżak, s. 55).
Wśród ludzkich organów, szczególnie „energetyczne” miały być męskie jądra. Ale o tym jeszcze będzie mowa.

Aaa, napisałem, że zbliża się katastrofa? Nie, nie. Nie zbliża się. Już była – wg tez Mielników głoszonych na początku lat dziewięćdziesiątych, miała być w 1992 roku, potem przesunięto to na 1994, wreszcie na 2000. Ale albo się „pomylili” i katastrofa nie nastąpiła, albo coś przeoczyłem :D

Jeszcze trochę mielnikowych kosmitów. Prawda, że uroczy?
Kolejny element doktryny Antrovis (z informacji zebranych przez Himavanti):
Edward Mielnik i jego wspólnicy zabraniali rodzenia dzieci już od 1984 roku, doradzając najbardziej zaangażowanym wyznawczyniom usuwanie ciąży, gdyż rzekomo już od początku 1984 roku miały się z kobiet rodzić same bioroboty, które nie są ludźmi, a maszynami biocybernetycznymi (...) Edward Mielnik wielu kobietom nakazywał usuwać ciąże z powodu noszenia złego płodu będącego biorobotem, a wiele kobiet z jego sekty panicznie boi się ciąży i urodzenia biorobota (tłumiąc naturalną potrzebę macierzyństwa).
W doktrynie mielnikowców istotną rolę pełniła chorobliwa wręcz nienawiść do Kościoła katolickiego. Zresztą, wszyscy ziemscy bogowie mieli być dziełem Gotlieba – Edward Mielnik wie to od samego boga Hebrajczyków, bo spotkali się w 1992 roku (Edward Mielnik, s. 166). Kawałek dalej jednak dowiadujemy się, że Jahwe i Allach to tylko imiona Gotlieba (tamże, s. 168).

Według koncepcji mielnikowców, dawni Słowianie byli jak z sielanki – dobrzy, szanujący się nawzajem, tolerancyjni, uznający równość, nie znający własności prywatnej, lecz wszystko robiący wspólnie. Dopiero chrześcijaństwo...
Misjonarze, zakony, biskupi uczynili ze Słowian niewolników idei boga – sprawili, że z ich trudu i skłócenia korzystali ziemscy pośrednicy boga, czyli duchowni. (Anna Mielnik, 1997, s. 27).
Taka ciekawostka – Słowianie przed chrześcijaństwem mieli nie znać władców, arystokracji itd. itp. Co jednak wcale nie przeszkadza mielnikowcom wierzyć w wymyślonych przez Kadłubka Kraków czy Wandę. Ale logika sekciarska niekoniecznie jest zbieżna z logiką formalną.

Chyba nie trzeba dodawać, że Kościół służy Hebrajczykom. I oczywiście znowu chodzi o energię...
Sądy biskupie przeniosły walkę z pól bitewnych do kameralnych wnętrz sal tortur. Na polu walki obserwowano: co wynika z cierpienia masy ludzkiej. Badano, ile energii można uzyskać, gdy ginie mięso armatnie. Wprowadzenie inkwizycji i tortur służyło oglądowi cierpienia indywidualnego (...) (Anna Mielnik, s. 13).

Dzieje sekty Antrovis

Śledzenie losów Mielników nie jest rzeczą prostą, bo sama sekta działała (a może wciąż działa) dość dyskretnie. Informacje o jej działalności pochodzą więc albo od dziennikarzy, prokuratorów i organizacji antysekciarskich, albo też od konkurencyjnych grup szurowskich.

Początkowo Antrovis zdobyła sobie znaczną popularność, pozyskując jeśli nie członków, to na pewno sympatyków w świecie polityki, mediów, showbiznesu. Wśród nich miała być Barbara Labuda – posłanka, potem minister w kancelarii prezydenta, dziennikarka Anna Dąbrowska, aktorzy: Emilian Kamiński i Barbara Sienkiewicz. Ale też spore stadko powszechnie znanych szurków. Podaję za Himavanti i na ich odpowiedzialność (w części na pewno są to informacje prawdziwe, ale w części zapewne opaskudzanie szurowskiej konkurencji). „Wśród osób ukształtowanych przez bioenergoterapeutę, psychotronika i hipnotyzera Edwarda Mielnika” są m.in.: 

Bogdan Kacmajor – twórca sekty NIEBO, działającej także w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Doktryna po części bliska Antrovisowi (zagłada świata w 2000 roku, katastrofę przeżyją 144 tysiące ludzi). Sektę oskarżano o handel dziećmi i zabijanie noworodków „nadliczbowych”. Tych zarzutów chyba nigdy nie udowodniono, ale jako fakt podaje się współżycie z nieletnimi – sam Kacmajor udzielił ślubu 25-letniej kobiecie i 14-letniemu chłopcu. Z sektą NIEBO związany był też poeta Zbigniew Sajnóg, znany przede wszystkim z wiersza „Flupy z pizdy” – miłośnikom poetyckich doznań polecam, google na pewno to znajdzie.

Krzysztof Konstanty Radziwiłł – zwany królem polskiego New Age. Oskarżany o oszustwa – tu więcej. Obecnie ma jakieś powiązania z Projektem Cheops, o którym niżej.

Andrzej Struski, Magdalena Struska. Oskarżani przez szurowską konkurencję o tworzenie sekty Gryf144. Nie wiem czy ich obecna działalność jest sekciarska, ale szurowska na pewno – Struski na swojej stronie publikuje masę pseudonaukowych dyrdymałów (acz turbolechickich nie znalazłem). Z typową dla szurów megalomanią podpisuje się jako: Struski Andrzej de Merowing (Merowingowie to ród królów Franków władający przed Karolingami, wg pseudonaukowych wypocin mają pochodzić od samego Jezusa). Tak Struski opisuje sam siebie:
Struski Andrzej de Merowing – (pseudonim GRYF) człowiek o genialnym umyśle, archeolog amator, myśliciel i wynalazca, który wzorce sw. geometrii przeniósł na plan swoich rozwiązań konstrukcyjnych. Swoje przemyślenia opiera na poznaniu procesów drogi przyczynowo-skutkowej, jego motto: – widzisz efekt, poszukaj jego pierwotnego źródła. Tak myśląc, poznał źródła materii i życia. Potrafi wyjaśnić tajemnice ewolucji biologii i człowieka. Przedstawia tezę mówiącą o powstaniu wszechświata, określa jego ewolucje w zakresie materii na planie sw. geometrii. Wyjaśnia różnice pomiędzy wcieleniem a inkarnacją, uzasadnia potrzeby duszy i raju.
Lucyna Łobos, Barbara Choroszy – to kadra Projektu Cheops.

Sanjaya Jaraszek – znany turolechita, a także antyszczepionkowiec, płaskoziemca. Sam siebie zwie Królem Lehji.

Sanjaya, król Lehji
Tadeusz Owsianko – wówczas pracownik wrocławskiego oddziału Telewizji Polskiej, obecnie wyznawca teorii szurowskich, jeden z twórców internetowej Niezależnej Telewizji NTV (NTV zaangażowała się w promocję pierwszej książki Janusza Bieszka z cyklu turbolechickiego). Swego czasu Owsianko opowiadał dziennikarzom, że osobiście odłączył w szpitalu swoją córkę od respiratora i kroplówki, żeby „jej jaźń poszybować mogła w kosmos”.

Tadeusz Owsianko – kosmiczny odlot w audycji NTV
Piotr Tymochowicz – specjalista od marketingu politycznego, doradca m.in. Andrzeja Leppera, obecnie w areszcie podejrzany o rozpowszechnianie pornografii pedofilskiej (skazany już nieprawomocnie na trzy lata odsiadki i obowiązkową terapię). Twierdzi, że wstąpił do Antrovis i NIEBA, bo zawodowo zajmował się wyciąganiem ludzi z sekt. – Żeby to zrobić, musiałem wniknąć w ich struktury – tłumaczył. (Tygodnik Siedlecki, 5 stycznia 2012)

To są ludzie, zdaniem Ryszarda Matuszewskiego z Himavanti (swoją drogą, to też nieciekawy człowiek – tu artykuł), jakoś tam powiązani z Antrovis. Podobno takich fanów „mądrości” Mielników było kilka tysięcy. Ale oni raczej nie mieli wiedzy, co się w sekcie dzieje. Tę miało „jądro” – dwadzieścia sześć osób blisko związanych z Edwardem Mielnikiem.

Niespodziewanie w 1993 roku Stowarzyszenie Antrovis zostało prawnie rozwiązane. Jak twierdzi Matuszewski, stało się tak na wniosek Urzędu Ochrony Państwa. Ale podaję to tylko jako ciekawostkę, bo nigdzie nie znalazłem potwierdzenia tej informacji. Według innej wersji, częściej spotykanej, Edward Mielnik miał uznać, że Antrovis spełnił swoją rolę i stowarzyszenie samo wystąpiło o likwidację.

Jeśli jednak to UOP wystąpił o wyrejestrowanie Antrovisu, to miał powód. Otóż w raporcie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji znajdujemy taką informację:
w sierpniu 1993 roku zaginął 16-latek po tym jak kontakty z „Międzynarodowym Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi – ANTROVIS” przekonały go o ewakuacji w kosmos; według Policji bez wieści zaginęły też dwie inne osoby związane ze stowarzyszeniem; znane są również przykłady tajemniczych okaleczeń oraz odmowy leczenia (Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce, s. 7).
Ów szesnastolatek to nie jedyny zaginiony z Antrovisem w tle. Kilka miesięcy wcześniej (w marcu 1993 roku) zaginął osiemnastoletni Andrzej Cielecki z Warszawy. Dziś miałby 43 lata. Miałby, bo nie wiadomo czy żyje – nigdy go nie odnaleziono. Kontakty z Antrovis nawiązał w 1991 roku. Początkowo rodzina nie widziała tym nic złego – myśleli, że to jakiś klub miłośników UFO. Ale szybko zauważyli, że z synem coś się dzieje niedobrego... Relacja jego matki:
W okresie uczestnictwa w zajęciach Antrovisu w r. 1991/92 nie czytał książek, nie uczył się, przestał chodzić na lekcje religii, zerwał kontakt z kolegami, z rodziną, odsunął się od młodszego brata, od rodziców. Popadł w całkowitą izolację (zamknął się w ciemnym pokoju) i skupił się tylko na swojej osobie, na zajęciach usprawniających jego stan psychiczny, kondycje umysłową, stan energetyczny i zdrowotny. Były to ćwiczenia relaksacyjne, medytacje, „wchodzenie w ciszę”, autohipnoza. Godzinami siedział bez ruchu wpatrując się w fotografie dziwnych twarzy o oczach przyciągających uwagę. Stosował diety, głodówki „oczyszczające”, pił dużo wody, unikał słońca, ostrzegał innych przed zatrutą żywnością. Wszystko to chyba po to, aby zasłużyć na przeżycie i przetrwanie. Stałe napięcia nerwowe, strach przed katastrofami i innymi zapowiadanymi plagami, spowodowało to wyczerpanie i znerwicowanie. Popadł w bezsenność, stany lękowe, nieuzasadnioną agresje, nadmierną pobudliwość na przemian z apatią.
Jak pisałem wyżej, mielnikowcy początkowo wieszczyli, że katastrofa nadejdzie w roku 1992 (dokładnie: 15 maja), a przed nią przylecą kosmici by zabrać wybranych. Katastrofy i kosmitów nie było, więc rozczarowany Andrzej Cielecki zaczął się oddalać od sekty.
W ostatnich dniach lutego 1993 roku – to dalej relacja matki – Andrzej rozpaczliwie bał się czegoś (może kogoś), wpadał do domu z pytaniem: czy coś się stało? W mieszkaniu nie zdejmował okrycia wierzchniego, czekał na coś, w nocy nie spał, miał zaburzenia oddawania moczu, bolał go żołądek, mówił, że mandarynki, którymi ostatnio wyłącznie się odżywiał, są zatrute. W takim stanie wyszedł 1 marca 1993 r. z książkami do szkoły. Pomimo poszukiwań do dzisiaj nie wiemy nic więcej.
Andrzej Cielecki wciąż jest poszukiwany jako osoba zaginiona
Mimo wyrejestrowania, Antrovis nadal działał, tylko „zszedł do podziemia”. Nadal werbowano nowych członków, nadal publikowane były książki (jak choćby cytowane przeze mnie trojaczki Edwarda, Anny i Ewy Mielników z lat 1997-1998). W 1995 roku wybuchł kolejny skandal, a przez Polskę przeleciała fala antyantrovisowej histerii. Cóż takiego się stało... Przypomnę co pisałem wyżej – jednym ze źródeł energii dla kosmitów mają być części ludzkich ciał, a szczególnie męskie jądra.

Właśnie wiosną 1995 roku z Odry wyłowiono zwłoki mężczyzny. Okazało się, że został zamordowany. Miał wycięte jądra – wycięte fachowo, więc zrobił to ktoś, kto się na tym znał. Ustalono, że denat to niejaki Bogusław T. Z zawodu nauczyciel wuefu, od lat osiemdziesiątych mieszkający w Niemczech. Tam nawiązał kontakty z przedstawicielami Antrovisu (sekta działała również wśród polskich emigrantów). Jeździł też do Polski na spotkania z Edwardem Mielnikiem. Prorok mu oznajmił, że został wybrany do grona trzynastu szczęśliwców, którzy będą budować statek kosmiczny.

Jak relacjonowała potem jego żona, w pewnym momencie Bogusław T. zaczął się czegoś bać.
Wracał kompletnie rozbity psychicznie – opowiadała kobieta. – Bolała go głowa. Mówił: „Ratuj mnie!”.
21 lutego Bogusław T. wyjechał z Niemiec do Warszawy. W stolicy, następnego dnia spotkał się z jakąś Elżbietą z Antrovisu. Następnie miał jechać do rodziców do Szczecina. Do domu nigdy nie dotarł.

Po znalezieniu ciała uwagę prokuratorów i policjantów oczywiście zwrócił „styl” wycięcia jąder.
Chirurgicznie, fachowo – mówił w 2016 roku dziennikarzowi Gazety Wyborczej, człowiek zaangażowany w śledztwo. – To była robota chirurga. Z Antrovisem było związanych dwóch lekarzy, ale ich przesłuchania ani wywiad do niczego nie doprowadziły.
Sprawcy lub sprawców śmierci Bogusława T. nie znaleziono. Edward Mielnik zeznał, że denata nigdy na oczy nie widział.
To była porażka – oceniał śledztwo rozmówca Gazety Wyborczej. – Nie mieliśmy źródła wśród ludzi z Antrovisu.
Oświadczenie rzekomo nie istniejącego Antrovisu
Ta sprawa zapewne nigdy nie zostanie wyjaśniona – śledztwo umorzono w roku 1996, a w 2009 akta zostały zniszczone.

O Antrovisie słychać coraz rzadziej, ale co jakiś czas pojawiają się doniesienia prasowe, z których wynika, że sekta wciąż działa. Czasami ktoś z mielnikowców pojawia się na jakimś forum. Prowadzą też bloga – najnowsza notka z 27 października 2018. Ale zdaje się, że po skandalach z lat dziewięćdziesiątych sekta się „zabetonowała” – raczej nie werbuje nowych członków, ograniczają się do nielicznego grona. Z mediami nie rozmawiają, a w każdym razie ci o nazwisku Mielnik.





Spadkobiercy Antrovisu

Na szurowskich blogach wskazuje się kilka osób/sekt, które miałby wywodzić się z Antrovisu i przynajmniej częściowo kontynuować „dzieło” Mielników. Najczęściej są to oskarżenia nie poparte dowodami. Oczywiście poprzyglądam się jeszcze tym ludziom.

Natomiast widoczne są związki z Antrovisem czegoś o zmiennych/licznych nazwach – niby są to różne byty, ale powiązane personalnie. To coś o nazwach: Projekt Cheops, Projekt Faraon, Misja Ujawniania Wiedzy, Fundacja „Dar Światowida”. Początki tej organizacji sięgają 1988 roku – wtedy niejaka Lucyna Łobos zaczęła słyszeć głosy... Oczywiście głosy kosmitów. Wokół niej skupiło się grono wyznawców, wśród których warto wymienić Andrzeja Wójcikiewicza, kiedyś trenera szermierki (m.in. duńskiej kadry olimpijskiej), obecnie autora cheopsowych książek. Cheops szczególnie prężnie działa w „mateczniku” Antrovisu – we Wrocławiu i Darłowie.


Doktryna jest typowa dla sekt ufologicznych. Łobos dowiedziała się od kosmitów, że w 2012 roku ma nastąpić katastrofa (kurcze, chyba znowu coś przegapiłem). Ale kosmici już wcześniej Ziemię odwiedzali i zabezpieczyli nas przed takimi wydarzeniami – w piramidę Cheopsa wetknęli jakieś bezpieczniki. Tyle że trzeba je uruchomić. Dlatego sekta zbierała kasę na ów Projekt Cheops – wyprawę do Egiptu, gdzie chcieli prowadzić wykopaliska. Przede wszystkim chcieli odnaleźć Wielki Labirynt, w którym ma być spisana cała wiedza Atlantów i Egipcjan.

Cheopsianie mają drobiazgowo opracowany plan uratowania Ziemi :D
Innym istotnym miejscem jest dla cheopsian góra Ślęża (a to ci nowina – dla Antrovisu też była). Na Ślęży mają się znajdować lądowiska dla statków kosmicznych... Oczywiście i tu rola Polaków jest doniosła, a Łobos i jej kompanów jeszcze donioślejsza – wszak zostali wybrani, a przypadku w tym nie było... Zacytuję słowa kosmity EN-KI przekazane, oczywiście telepatycznie, pani Lucynie:
Prasłowianie już zaistnieli 5000 lat temu (...) Czy mają coś wspólnego z piramidami? Tak, mają, bo wielu z nich miało to czyste DNA z Oriona. Jest sporo takich ludzi, którzy mają to DNA od tych prapraprzodków. Wielu żyje w zupełnym zaślepieniu, bo kierowani są tym co tutaj jest w Polsce, czyli religia rządzi, póki co jeszcze rządzi. Masz rację, że do tej pracy, otwarcia Grobowca wybraliśmy tych Prasłowian, bo najczystsze mają pochodzenie i tę duszę, o której kiedyś mówiłem, bo to też umknęło ludzkiej uwadze – „słowiańska dusza”.
Ten cały EN-KI to chyba jakaś pijaczyna jest, albo sobie robi jaja z biednej pani Lucyny. No dopiero co przekazał, że Słowianie istnieją od pięciu tysięcy lat, by zaraz podawać taką wersję (nieco pan kosmita bełkocze, ale da się zrozumieć):
kiedy Polska się zaczęła? Mogę spokojnie powiedzieć, że na pewno nie wtedy, kiedy Polacy, Polska przyjęła pierwszy chrzest. Dużo wcześniej. Jeśli już mam operować datami to (...) już prawie ponad 12 tysięcy lat temu na ziemiach polskich byli osadnicy. Dokładnie mówiąc w dzisiejszej Złotoryi, więc czy Lech, Czech, Rus, to wszystko Słowianie
Wystarczy – tlen się kończy, czas wynurzyć się z szamba.

BIBLIOGRAFIA

Książki Antrovisu:
Ewakuacje we Wszechświecie. Rola Polaków, brak autora, brak roku i miejsca wydania.
Mielnik Anna, Bóg człowiekowi taki los zgotował..., Wrocław 1997.
Mielnik Edward, Koniec Boga, początek człowieka, Warszawa 1997.
Mielnik Ewa, Boga nie ma, Warszawa 1998.

Książki Cheopsa
Wójcikiewicz Andrzej, Przebudzenie Cheopsa. Jak uniknąć światowego kataklizmu w roku 2012, wyd. II, Katowice 2009.
Wójcikiewicz Andrzej, W poszukiwaniu Wielkiego Labiryntu. Egipt, archeologia i rok 2012, Katowice 2011.

Artykuły naukowe i prasowe
Adamowski M., Projekt Cheops – historia, wierzenia, organizacja, w: Kulty UFO, red. P. Czarnecki i A. Zaczkowska, Kraków 2014, s. 219-248.
Geremek R., A oczy miał chabrowe, Fronda, nr 4/5, wiosna-lato 1995, s. 101-107.
Krzyżak L., Czy działalność sekt religijnych może być formą przestępczości zorganizowanej?, Pedagogia Ojcostwa, t. 12, s. 49-65.
Niezgoda T., Międzynarodowe Centrum Odnowy Ludzi i Ziemi Antrovis, w: Kulty UFO, red. P. Czarnecki i A. Zaczkowska, Kraków 2014, s. 159-173.
Zadworny A., Przekonywali, że spotkali kosmitów i odlecą w kosmos. Sekta sprzed lat się odradza?, Gazeta Wyborcza. Szczecin, 28 maja 2016.

Inne
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, Międzyresortowy Zespół do Spraw Nowych Ruchów Religijnych, Raport o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce, Warszawa 2000.



Moje notki o turbolechitach (vel osłoszczękowcach):







Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

63 komentarze:

  1. Ciekawy może być wątek Lucyny Łobos i projektu Cheops, gdyż udało im się wejść do oficjalnego świata akademickiej nauki firmowanej przez Uniwersytet w Bazylei i Uniwersytet Wrocławski, dopuszczono ich do badań nieinwazyjnych Wielkiej Piramidy w Gizie i dopiero kiedy zaczęli próbować ją świdrować Egipcjanie wyrzucili ich z hukiem, a cała sprawa stała się międzynarodowym skandalem. Ma Pan dobre pióro, może by coś o tym napisać, bo rzadko szurom udaje się zmylić bądź co bądź uznanych profesorów i urzędników nauki. http://www.cheops.darmowefora.pl/index.php?topic=47.0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szury notorycznie oszukują uznanych profesorów i urzędników od początku świata.
      A teraz trochę zabawy z Lucyną Łobos, która w stanie hipnozy wróciła do jednego ze swoich wcieleń - młodej Egipcjanki, z czasów faraona Cheopsa. Oto najzabawniejsze wypowiedzi tej "Egipcjanki":
      1) konsekwentnie używa imienia Cheops,
      2) używa terminu Sfinks,
      3) statki kosmitów "mają też kształt cygara albo kolby kukurydzy",
      4) kosmici noszą kombinezony,
      5) opowiada o pasie Oriona,
      6) miarą długości jest dla niej metr,
      7) w ukrytym grobowcu Cheopsa znajduje się "urządzenie elektroniczne",które "działa na zasadzie pól magnetycznych, które płyną w obu kierunkach"
      I tak dalej.

      Usuń
    2. Sądzę, że kluczowe są tu: kształt cygara albo kolby, pas Oriona, jeden metr, może też kombinezony :)

      Usuń
    3. Sadzę, że kluczowe tu jest umieszczenie w jednym miejscu dużej ilości łatwych do rozpoznania bzdur. Tym sposobem eliminuje się osobniki krytyczne, stopniowo budując zagrodę dla "otwartych umysłów". W zagrodzie odławianie jeleni jest o całe niebo łatwiejsze, niż poza nią.

      Usuń
    4. Na forum Cheopsa to mam nawet konto - fakt, szurostwo do potęgi. Projekt Cheops, nawet jeśli opiszę, to za jakiś (dłuższy) czas.

      Usuń
    5. ps.
      Jak jeszcze ktoś będzie mnie przezywał od "pana" to się normalnie wścieknę - zacznę toczyć pianę z pyska i będę używać słów powszechnie uznawanych za obelżywe :D

      Usuń
    6. Ej, a wytłumaczy mi ktoś, co jest nie tak w używaniu przez starożytną Egipcjankę terminu "Sfinks"? Bo ciekawam.

      Usuń
    7. To nie jest termin egipski, lecz grecki.

      Usuń
    8. Ale przecież "sfinks" wszedł do języka polskiego czy angielskiego, a owa starożytna Egipcjanka najwyraźniej jest po kursie językowym, skoro dogaduje się z Łobosową (może PUP jej sfinansował? Przecież znaleźć pracę denatce nie jest łatwo, a co dopiero jak nie zna języka :D).

      Usuń
    9. To są takie szczególiki, zupełnie nieistotne. Mnie tak naprawdę niepokoi to, że ową Egipcjankę "przywołała" pani Łucja Szajda, psycholog i terapeuta, zajmująca się terapią uzależnień w jednej z wrocławskich poradni.

      Usuń
    10. Moim zdaniem, nieprzypadkowo dany człowiek zaczyna interesować się psychologią. Najczęściej jest to po prostu skutek własnych problemów psychicznych.

      Usuń
    11. Gdzieś tam jednak tli się we mnie nadzieja, ze to albo przypadkowa zbieżność nazwisk i profesji, albo ktoś niecnie pani psycholog przypisał coś, czego nie zrobiła.

      Usuń
    12. Lucyna Łobos - skądś znam nazwisko.
      6 lat temu znalazłem wieść i opisałem na tej stronie
      http://www.atrapa.net/node/2572
      iż miała ona objawienia w sprawie końca świata, rozmawiała o tym - uwaga ! - z bogiem Mardukiem. Czemu nie z Ozyrysem? Marduk świetnie, choć nie zawsze dorzecznie, mówi po polsku.
      Zainteresowanych pozdrawia V@letQier

      Usuń
    13. A co to za różnica czy to bóstwo egipskie czy mezopotamskie :D Marduk - wg doktryny cheopsian, jest synem EN-KI, Kiedyś mieszkał w Chicago, ale się wyprowadził. Chyba niedaleko, bo jak EN-KI ustyma pani Lucyny przekazał:

      "mimo iż mój syn Marduk opuścił to miasto, to jednak na spotkania przychodzi, z czego się bardzo cieszę" :D

      A zwróciłeś uwagę na trajektorię Nibiru (w tekście jest cheopsiański plan uratowania Ziemi) - planeta sobie tak popierdala przez Wszechświat wężykiem. Pijana czy co? :D

      Usuń
    14. Pijana czy co?
      Tak właśnie mi się zdało, jakby kto w pijanym widzie te tekściory objawione tworzył.
      Pozdrawiam V@letQier

      Usuń
  2. Smutne i niepokojące. Ludzi takich jak owi opisani wyżej jest nadal całkiem sporo i wciąż działają. A osób rozczarowanych "zgnilizną cywilizacji" i przez to szukających "głębszej duchowości" przybywa. Wielu z nich daje się bezrefleksyjnie złowić przez owych sekciarzy. Z jednej strony myślę "ej, co się przejmować, trafia swój na swego, sami się wykończą", a z drugiej jednak przebija się ta myśl, że wśród poszukujących mogą pojawić się jacyś wartościowi ludzie.

    Na marginesie, czasem jak odwiedzam Ślężę natrafiam na szlaku na ludzi przybywających tu do "czakramu czegoś tam". Wszelkie próby rozmowy z takimi kończą się zawsze tak samo. Archeologów i historyków przekupił judeowatykan, względnie NWO lub reptilianie, a pod Ślężą znajduje się magiczne/ezoteryczne "coś" (za każdym razem coś innego: ufo, meteor, system podziemnych tuneli łączących górę z innymi czakramami, czy co tam jeszcze se ludzie wymyślą). Musi się tam to znajdować, bo przecież nie bez powodu były tam prowadzone prace kopalne i nie bez powodu ich zaprzestano (sic). Wątpię jvż czy warto w ogóle z takimi zaczynać rozmowę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi czakramami to "zajob" zaczął się w latach 90. Byli nawet cwani, którzy podając się za różdżkarzy itp. brali kasę za certyfikaty - urząd gminy, z której pochodzę też dostał taki certyfikat i potem przez lata tablica ustawiona przy wejściu do parku dumnie informowała, że tu - w tym parku jest czakram. Nie znalazłem o strzałkowskim czakramie informacji w necie, więc pewnie gmina już sobie odpuściła promowanie się za pomocą tego czary-mary.

      Ale przypomniałeś mi, więc jak będę w Heimacie to się pofatyguję do parku sprawdzić czy tablica jeszcze stoi. I może się naładuję "kompletem energii wzbudzających wieczne trwanie" :D

      Usuń
  3. Mnie dla odmiany zastanawia ten fenomen sekt. W latach 90tych było tego sporo, raz na kilka miesięcy programy informacyjne wrzucały jakiś materiał. I odczapistość była znacznie większa niż obecnie (przynajmniej w mojej osobistej skali ezoteryczni starożytni kosmici > ezoteryczność). Teraz w ogóle się o tym nie słyszy, co najwyżej szambo wybija na ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odczapistość ma się dobrze. Wystarczy poczytać lub posłuchać, co ma pan Czesław Białczyński do powiedzenia, poprawić Marianem Nosalem, a jak komu mało, to zwiedzić alternatywne światy NTV Janusza Zagórskiego. Do tego mamy mrowie a mrowie oryginałów pokroju Franca Zalewskiego (ten ma doktorat), Grzegorza Skwarka, Artura Lalaka, uzdrowiciela i egzorcysty Jezusa Chrystusa Romualda Statkiewicza aż po Paulinę Magdalenę Moskalik, Annę Sokołowską (Wiedźma Anja Anna)i rozmaite inne byty czakramowo tarotowe.
      Całe to towarzystwo ewoluuje, dostosowuje się do wymogów rynku. Teraz już po prostu nie wystarczą "ręce, które liczą" i strarosłowiańska mantra "odin, dwa, tri".

      Usuń
    2. Jestem z Wrocławia i ten wpis, przypomniał mi o słynnej pani Lucynie. Koło placu Grunwaldzkiego chyba ten cały Cheops werbował swoich zwolenników. Ale faktycznie, ciekawi mnie, że tak mało się mówi o tego rodzaju sektach teraz. Oczywiście, odczapistość ma się świetnie (Paulina Moskalik to naprawdę świetny przykład), ale jakoś o tego rodzaju oszołomach nie słychać w szeroko pojętych mediach.

      Usuń
    3. Ależ słychać o nich, słychać. Tyle, że teraz przede wszystkim słychać o nich w internetach. To medium ma większą siłę rażenia, niż wszystkie programy telewizyjne razem wzięte. Jest to medium na tyle skuteczne, że już trzech posłów wniosło interpelację w sprawie chemtrails.
      Poza tym - szuria już się opatrzyła, spowszedniała, nadaje się do jakiejś telewizji śniadaniowej, gdzieś pomiędzy nową cudowną dietą i ostatnią kreacją Księżnej Walii. Tylko megagwiazdy (np. Jerzy Zięba) zasługują na więcej.

      Usuń
    4. Moreni W latach 90. szczególnie popularne było zjawisko szeroko pojętego satanizmu. Sporo informacji dotyczyło czarnych mszy, znikania kotów etc... Pagan metal też się tam przewijał.

      Usuń
    5. Moreni
      Teraz trudniej "zrobić" sektę - szurostwo przeniosło się do neta, a tu każdy sam sobie może doktrynę produkować. Coś weźmie tu, coś tam, coś siam. Bycie guru to obecnie ciężki kawałek chleba :D

      Usuń
    6. Pawel.M.
      Może coś w tym jest, teraz każdy sobie żaglem, sterem i okrętem :D

      Sattivasa
      Że odczapiste teorie grasują po internetach w świetnej formie to wiem, ale to są głównie różne dziwaczne wymysły pseudonauki (i to jest IMO częściowo wina ignorancji mediów mainstreamowych, które porzuciły popularyzatorstwo nauki dawno temu), jakieś luźne teorie, którym czasem zdarza się biegać stadami. Ich wyznawcom najczęściej brak skonkretyzowanych struktur hierarchicznych czy spójnego credo, jakie miewały sekty w latach 90tych (o fanatykach zdolnych mordować ludzi nie wspominając) - każdy bierze co mu pasuje i najwyżej przykleja się do kółka wzajemnej adoracji.

      Usuń
    7. Moreni
      Wszystko płynie. Nawet Al Kaida ma strukturę zdecentralizowaną. To się sprawdza.

      Usuń
    8. Moreni W pewien sposób jest to nawet bardziej groźne, bo każdy niedouk może sobie wziąć jakiś element "sekciarski" i go sobie realizować w życiu, nie przejmując całego "pakietu", przy którym można by łatwiej się zorientować, że coś tu mocno nie halo.
      Sattivasa - Słyszałem tylko o interpelacji Szyszki. Myślisz, że to było na serio, a nie granie pod szurski elektorat?

      Usuń
    9. Nie wiem, co gorsze: poseł szur, czy poseł, który dla zdobycia głosów szurię wspiera.

      Usuń
    10. Chyba poseł szur, bo takiego typa znacznie trudniej przekonać, że szkodzi. Nie wiem co gorsze, ale wydaje mi się, że mimo wszystko wolę cynika od idioty

      Usuń
    11. No, nie wiem. Ewentualnego idiotę można izolować. Gromadka cyników może już zdrowo narozrabiać.

      Usuń
  4. Następna notka będzie o szurach z cheops. org?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bo to międlenie tego samego - "normalni" orionici :D Jedyne co ciekawe to to, że udało im się wkręcić w te badania paru naukowców (geologa, archeologa). No i może jeszcze powiązania z poszukiwaczami Złotego Pociągu.

      Usuń
  5. Mnie jeszcze w sumie ciekawi to indywiduum, Sanjaya. Jego bredni to nawet szkoda komentować, ale typ mnie w pewien sposób ciekawi. Wiesz coś więcej o tym szurze, poza tym, że maratończyk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W każdym razie, z tego tekstu potwierdziła się moja teza, że ten typ nie udaje oszołoma, tylko jest nim. Wielu znajomych przekonywało mnie, że on to tylko tak pod publiczkę

      Usuń
    2. Informacje o dawnych związkach Sanjayi z Anrtovisem znalazłem w trzech miejscach w sieci. Nie jestem pewien czy to prawda, ale niby dlaczego aż trzy osoby - niezależnie od siebie - miałby takie coś twierdzić... A jakie są fakty, tego się pewnie nie dowiemy, bo większość dawnych sympatyków sekty milczy. Członkowie to chyba w komplecie nabrali wody w usta.

      Matuszewski łącznie wskazał kilkadziesiąt osób, jako związanych z Antrovisem. I nikt nie wytoczył mu procesu, nikt nie prostował tych informacji. To dla mnie też jest przesłanka, żeby mu w tym względzie zaufać.

      Usuń
    3. Właśnie miałem zapytać, czy ktoś proces Matuszewskiemu wytoczył :P. Skoro nie odpowiedzieli, jakby nie patrzeć na poważne oskarżenie, to możliwe, że ma rację. Aczkolwiek Sanjaya kreatywnie rozwinął brednie antrovisowe :P

      Usuń
    4. W takich przypadkach uznaję za właściwe prawo prasowe, które daje 21 dni na wysłanie sprostowania. Ponieważ to strona internetowa, to uznaję, że jeśli przez rok "bohater" artykułu nie zareagował, to jakby uznawał, że informacje jego dotyczące są prawdziwe.

      Tu już termin na prostowanie oczywiście minął, nie wiem czy nie minął nawet na proces sądowy. Wg kodeksu karnego ewentualny pokrzywdzony ma rok na skierowanie do sądu aktu oskarżenia. Ten czas biegnie od momentu, w którym dowiedział się, kim jest sprawca - tu akurat nic nie trzeba ustalać, bo wiadomo, że to Matuszewski. Zostaje już tylko droga cywilna - tu jest 10 lat na wytoczenie procesu. Jak Sanjaya wytoczy Matuszewskiemu i wygra, to oczywiście tu też zamieszczę sprostowanie. Jak wytoczy i przegra, to też poinformuję :D

      Tylko słabo widzę szanse na zakończenie tegoż procesu, bo kluczowego świadka, czyli Edwarda Mielnika ciężko namierzyć - jak twierdzą jego wyznawcy, odleciał na inną planetę :D

      Usuń
  6. Czcigodny Gospodarzu, pamiętasz jeszcze dzielnego Ario-Lechitę, znanego na YT jako Veneto? Masz, ponapawaj się:

    Veneto
    44 minuty temu
    @Sattivasa - nadchodzi 2019 rok, liczony od narodzin Chrystusa przez jego wyznawców oraz przypiętych, do nich ateistów, marksistów itp. Jednak Ariowie - Lechici prowadzą inną rachubę czasu, która jest rzeczywiście zgodna z prawdą i bardzo precyzyjna. I tak 19 września br. rozpoczął się nowy 7528 rok Świątyni Światła Świata, czyli minęło 7527 lat od zakończenia ogromnej, wyniszczającej i globalnej wojny toczonej zarówno przez bogów jak i przez ludzi. Wowczas Świętowid pokonał przy pomocy jasnych bogów i towarzyszących im Ariów siły ciemności, reprezentowane przez czarnobogów oraz między, innymi przez ówczesnych Chińczyków, przyjął ich kapitulację, ogłosił pokój i wskazał Aroim drogę, którą mają podążać. Jednak czarnobogowie knuli, kombinowali wreszcie na skutek wielu zdrad i podstępów znowu urośli w siłę i doprowadzili świat do obecnej opłakanej sytuacji. Teraz świat znowu zostanie naprawiony przez dobrych bogów. Cała obecna cywilizacja zostanie zrównana z ziemią i wszystko powróci do stanu naturalnego - początkowego. To się już zdarzało wiele, wiele razy. Białobogi tworzą na ziemi raj, a czarnobogi go niszczą za pomocą materializmu, kulturowego marksizmu i innych obmierzlych sztuczek. Ten cykl trwa nieprzerwanie. To wszystko ze szczegółami opisują Wedy. Ostatnia wojna bogów i ludzi zawarta jest w Mahabharacie.
    Pokaż mniej


    ODPOWIEDZ


    Sattivasa
    20 minut temu
    @Veneto
    Mam nadzieję, że ten świat zostanie naprawiony już 31 lutego.


    ODPOWIEDZ

    Veneto
    Veneto
    7 minut temu
    @Sattivasa - nosisz się że złudną nadzieją, że to nigdy nie nastąpi? O naiwny człowieku, jesteś tylko narzędziem w rękach czarnobogów. Naprawa świata rozpocznie się najdalej w dniu 19 września 2020 roku, czyli w 7530 lat od zakończenia ostatniej naprawy. Tyle bowiem trwa cykl tworzenia i niszczenia.

    W czym on jest gorszy od Cheopsów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest chociaż oryginalne - czarnobogi w sojuszu z Chińczykami. Dobry materiał na fantasy :D

      Usuń
    2. No, już to widzę oczami duszy:
      1) reżyseria: John Woo,
      2) scenariusz: Czesław Białczyński,
      3) konsultacja historyczna: Janusz Bieszk,
      4) Świętowid: Michał Żebrowski,
      5) Czarnobóg (ten główny): Samuel L. Jackson,
      6) Naczelny Zły Chińczyk: Fengyi Zhang (sprawdził się jako Cao Cao),
      7) Dobra Chinka (przyda się wątek romantyczny): Wei Zhao - można wykorzystać maskę z Hua Pi 2 i motyw wojowniczki,
      8) Czarnobogini: Eva Green - coby próbowała uwieść Żebrowskiego.
      Plenery: oczywiście Gobi, gdzieżby indziej. W tle Wielki Mur, z "otworami strzelniczymi" skierowanymi w stronę Chin. Coby nie było wątpliwości, na lechickich sztandarach lechickimi runami powinno być wypisane: "R1a1". Dzierżycielami sztandarów powinni być Kirgizi. W scenie uczty koniecznie musi być pokazany najstarszy na świecie ser kujawski, a prasłowiański medos rozlewany powinien być z waz bronocickich.
      Chałwa Wielkiej Lechii!

      Usuń
    3. Ale skąd tam dobra Chinka? Przecież Chińczycy to rasa żółta - sojusznicy reptilian, oni z natury nie mogą być dobrzy... :D Nie wiem jak problem rasy żółtej rozwiązują nasi wspaniali Lechici w kontekście Kirgizów - żółtych, ale pralechickich, bo wszak R1a1... Czy można uznać, że Kirgizi to honorowi biali?

      Usuń
    4. Kirgizi - lechiccy Wallenrodzi?

      Usuń
    5. Kurcze, ale oni mogą być Wallenrodami reptilian... Może ich R1a1 jest sfałszowane przez Gadoidów z planety Maldek? :D

      Usuń
    6. Skąd dobra Chinka i tak dalej? Wielka jest moc Światowida! Cóż to dla niego zrobić parę korekt - skórę wybielić, oczy naprostować. Ewentualnie - uczynić Chinkę honorową Lechitkę. Przecież jej potomek płci męskiej miałby już boską haplogupę R1a1.

      Usuń
  7. Mistrz już zareagował na wasz post, widać, czyta. Ciekawostką może być to, że zostaliście zaliczeni do propagandystów PISU, czyli Katolickiej Lewicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytuję: Ostatnio wśród propagandystów PISu, czyli Katolickiej Lewicy modne stało się opluwanie Ruchu Słowiańskiego nazywanego przez nich obraźliwie Turbosłowiaństwem, lub Turbolechictwem.
      Czesław-blog 29 grudnia

      Usuń
    2. Zauważyłem, że zabolało Czesia. Ale przyznam, że nie wiem o co chodzi w jego argumentacji. No jak u to u Czesia - jazgot, bełkot, chaos intelektualny (będący niezłą ilustracją do zawartości czaszki), pseudoargumenty...

      I trochę biedny Czesio nie widzi, że sam z siebie idiotę robi (o ile w tej materii jest jeszcze coś do zrobienia, bo zdaje się, że już wszystko zostało zrobione). Otóż biedny Czesio oburza się na wiązanie jego i jemu podobnej pajacerii z kosmicznym odlotem... Naprawdę, oburza to faceta, który promował Bieszka :D

      Usuń
    3. Lepiej, Czesio swego czasu promował Jana Pająka. To jest dopiero mocny odlot. Przy nim nawet brednie Bieszka i Mielnika wydają się jeszcze sensowne

      Usuń
    4. O widzisz, przypomniałeś o Pająku z emigracji :D Właśnie przez blog Czesia kiedyś trafiłem na stronę tegoż Pająka - ostre raki, Bieszk to przy nim małe bubu :D

      Usuń
    5. Czas już pożegnać gerontów i dać szansę młodym. Polecam Łukasza Kulaka. Jego też Czesio promuje.Przed tym młodzieńcem jeszcze jakieś pół wieku szurowania.

      Usuń
    6. A wiesz, to ciekawe, bo na jednym z blogów, jakiś user (nie wiem czy to sam ŁK, czy jakiś jego fan) reklamując bloga Kulaka napisał:

      >Ci co chcą odkłamać historię manipulują umyślnie lub z niewiedzy. Czytając wielu autorów i porównując, jest wiele zaprzeczeń. Piszą czasem prawdę, aby sączyć pomiędzy nią kłamstwa. Do takich zaliczam Białczyńskiego, Opolczyka, Dydymusa<

      Usuń
    7. Musi tego pan Czesław nie czytał, bo na pewno dałby odpór. I do tego ktoś go w jednym szeregu z heretykiem Opolczykiem umieścił.

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lach Anonim

      Tu się nie utrzymają linki do niedorzecznych bredni nieuków.

      Usuń
    2. Nakichał tylko linkami do RudegoŁeba i jeszcze jakiejś stronki typu Kryształowy Wszechświat...

      Usuń
    3. Tylko tyle? A to nie ma straty, słaby był :D

      Usuń
    4. Wszedłem na ten cały kryształowy sede.....tfu Wszechświat i śmiechłem, że jeszcze po 10 minutach boli mnie brzuch. Najlepszy jest ten kwiatek :D

      W hebrajskim samogłosek się nie zapisuje, tak więc czytający musi sam wiedzieć wcześniej jak się dany wyraz wymawia i jakie samogłoski trzeba do niego wstawić aby uzyskać prawidłowe brzmienie danego słowa. W tym przypadku nie było po prostu takiej potrzeby i nazwę tego ludu czyta się tak jak jest on zapisany czyli jako „MLEKICI”. Oczywiście nazwa pochodzi od tego, że lud ten trudnił się nie tylko rolnictwem, ale również hodowlą i spożywanie produktów mlecznych należało do podstawowych składników ich diety.

      Usuń
    5. To jeszcze nie jest najlepszy kwiatek w kryształowym ogródku.

      Usuń
    6. Podpisuję się. Szczególnie polecam jego mundrości o neutrina i wakuolach

      Usuń
    7. Ten psychiczny Ćwirko to jest ten sam Ćwirko od stoczni Crist?

      Usuń
  9. A cholera wie. Personalia się zgadzają, a inżynierowie nieraz miewali odchyły w stronę szurii, więc nie wykluczałbym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ci inżynierowie, którzy chcą udowodnić, że inteligencję dzielimy na wrodzoną i techniczną.

      Usuń