Do lektury usiadłem bez większych nadziei – wszak to produkt jednego z największych partaczy na rynku wydawniczym (Videograf, wydawca uważający redakcję i korektę za burżuazyjne przesądy). Ale jest dobrze – mam do czynienia z zabawną parodią horroru. Przynajmniej język na to wskazuje.
