poniedziałek, 5 października 2015

Elżbieta Cherezińska, Korona śniegu i krwi

Nie lubię, po prostu nie lubię książek, które czyta się jak Długosza z dorobionymi dialogami. I mojego wrażenia nie zmienia to, że Cherezińska korzystała z wielu źródeł, nie tylko ze wspomnianego kronikarza. Być może nie da się inaczej pisać beletrystyki historycznej, której akcja osadzona jest w XIII-wiecznej Polsce, bo Długosz skrupulatnie pozbierał źródła z tego okresu i niewiele da się wymyślić ponad to, co opisał.

Mojego wrażenia nie zmieniły też elementy fantastyczne, po części zresztą nie wiem czemu mające służyć - te herbowe lwy i orły, ograniczające się do prężenia, nic właściwie do fabuły nie wnoszą. Ogólnie fantastyka wydaje mi się wprowadzona na siłę, żeby podpiąć się pod sukces Pieśni lodu i ognia Martina.
Bohaterowie też jacyś tacy papierowi, o skomplikowaniu psychologicznym 12-latków. Po pewnym czasie od lektury w pamięci mam tylko jakieś cechy Łokietka, czyli pozostali niczym specjalnym się nie zapisali.

Tak szczerze powiedziawszy, nie jest chyba wielkim problemem technicznym napisać taką książkę. Bierzemy Długosza, uzupełniamy jego luki, dorabiamy dialogi, jakiś element fantastyczny. To wszystko szatkujemy na króciutkie rozdzialiki, żeby się czasem nie wyłożyć w zbyt długiej narracji. I jest książka.

A teraz zaneguję sam siebie. Jest „coś" w pisarstwie Cherezińskiej. Dość długo męczyłem tę powieść - nieraz spoglądałem na nią z niesmakiem wręcz i nie mogłem się zmusić do czytania. Ale jeśli już udało mi się zmusić, łapałem się, że trudno się od lektury oderwać. Sam nie wiem, dlaczego. Książka ma wady, o których już napisałem. Jako historyk, pasjonat średniowiecza, wiem przecież jak to się skończy. A mimo to wsiąkałem w Koronę śniegu i krwi.

Pełen szacunek dla autorki za pracę, jaką włożyła od strony historycznej. Widać świetną orientację w źródłach, a także literaturze przedmiotu. Mało tego, nie tylko chciało jej się poczytać, ale jeszcze skonsultować ze znawcami tego okresu. Jeśli chodzi o wiek XIII nie znalazłem błędu, który by mnie poraził - owszem, jakieś drobne są, ale bez znaczenia. Natomiast parę pomyłek jest w odniesieniu do okresów wcześniejszych. Tylko pytanie: błędy z niewiedzy autorki czy zamierzone? Bo jeśli bohaterowie z XIII wieku przywołują wydarzenia o 250 lat wcześniejsze, to ich wiedza siłą rzeczy musiała być bardzo ograniczona, a często bałamutna. W każdym razie te pomyłki nie rażą, a wręcz dodają wiarygodności powieści.

Czy zatem warto sięgnąć po Koronę śniegu i krwi? Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie jednoznacznie. I nie wiem też czy przeczytam kolejny tom cyklu.
Właściwie, zgodnie z zasadami, jakie przyjąłem, powinienem ocenić tę pozycję na 5. Daję więcej przez szacunek, dla pracy, którą autorka wykonała od strony historycznej i przez to, że jestem tu skrajnie nieobiektywny, bo uprzedzony do beletrystyki historycznej traktującej o Polsce XIII wieku.

Ocena: 6/10.

E. Cherezińska, Korona śniegu i krwi,  wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2014, Stron: 736.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

6 komentarzy:

  1. Łagodniejsza ocena niż moja :) Mnie się jednak nigdy nie udało wsiąknąć, za bardzo mi przeszkadzały wszystkie inne wady tej książki. Piszesz, że jak się zna historię, to wiadomo, jak się to skończy - i to jest właśnie według mnie główna cecha powieści historycznej, że trudno w niej zaskoczyć czytelnika nieprzewidzianym zwrotem akcji. Dlatego - moim zdaniem - dobra powieść historyczna musi grać np. ciekawymi postaciami albo plastycznymi opisami, czego w "Koronie" próżno szukać, bo zamiast zgłębiać psychologię bohaterów autorka stwierdziła, że lepiej naćkać tych prężących się herbowych lwów i orłów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oceniłem nieco łagodniej, bo Cherezińska naprawdę postarała się od strony historycznej. Ale oczywiście wiedza i talent nie muszą iść w parze :D

      Usuń
  2. Znowu się nie zgadzamy. Tym razem co do postaci, ale o tym już wiesz. :-)
    Ja tam widzę głębię - Dębina nie zachowuje się, jakby miała marne 30 latek, a co dopiero 12. Zróżnicowanie też dostrzegam - Vaclav jest psychopatą, Kinga ma niezłe odloty...
    Fakt, że te animowane zwierzęta herbowe to tylko smaczek nie wpływający zbytnio na fabułę (chociaż Mechtylda używała swojego orła do podsłuchiwania. Poszczuć chyba też potrafiła). Ale przecież na historię nie wpłynęły, więc i tu Autorka nie bardzo mogła dać im kluczowe role.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgoda, Vaclav zachowuje się jak psychopata - 12-letni psychopata :D Inna rzecz, że Vaclav to bohater drugoplanowy, a piewszoplanowi - Przemysł, Henryk Prawy i reszta tej piastowskiej menażerii czym się wyrózniają? To postaci 2D, niby mają jakieś cechy, ale do 3D dużo brakuje.

      Mechtylda do podsłuchiwania mogła użyć służki. Lem kiedyś napisal, że powieść fantastyczna to taka powieść, która nie ma sensu po wyrzuceniu elementów fantastycznych. Ta ma, tu fantastyka to tylko ornament. Dlaje uważam, że ornament wprowadzony na siłę, żeby stworzyć polską "Sagę ognia i lodu".

      Usuń
  3. A jaka jest ocena ostatnich 2 książek Cherezinskiej: piastowsko-skandynawskiej sagi o Sygrydzie (Świętoslawie)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma oceny, bo nie czytałem :) To od strony literackiej, bo od strony historycznej, po zaznajomieniu się z omówieniami, raczej negatywna.

      Usuń