środa, 8 czerwca 2016

Henry Lion Oldi, Magia przeciw prawu, tom 1: Magioso

Oldi to pseudonim dwóch ukraińskich, acz piszących po rosyjsku pisarzy: Dmitrija Gromowa i Olega Ładyżenskiego. Mój pierwszy kontakt z nimi był dość nieszczęśliwy: książka „stadnego” autorstwa (poza Oldim, firmują to Marina i Siergiej Diaczenko oraz Andriej Walentinow) – Granica. Fragmenty czytało się dobrze, inne znowu fatalnie. Dość pochopnie uznałem, że skoro Diaczenków znam, lubię i cenię, to za te gorsze fragmenty muszą odpowiadać Oldi i Walentinow. Dlatego Oldiego (Oldich?) omijałem szerokim łukiem.

Aż w antykwariacie natknąłem się na Otchłań głodnych oczu. Dwa tomy w cenie trzech piw. Żal było nie skorzystać. I był to strzał w dychę. Od ręki połknąłem tom pierwszy. Niestety, inne książki ukraińskiego duetu już dawno z księgarń „wyszły”, więc przez dwa lata nic innego ich autorstwa w moje ręce nie wpadło. Dopiero zupełnie niedawno, na olx znalazłem dwa tomy cyklu złodziejskiego po... 1,50 zł tom! Przesyłka kosztowała więcej...

Akcja cyklu toczy się w carskiej Rosji, gdzieś na przełomie XIX i XX wieku. Z „drobną” różnicą wobec naszej rzeczywistości – w Rosji Oldiego obecna jest magia i żyją magowie. Magia jednak jest zakazana, a magom grozi sąd. Główni bohaterowie to Kniahini i Druc, dwójka magów skazanych na zsyłkę na Syberię. Czarny charakter to podpułkownik kniaź Szałwa Gandieri, który zajmuje się ściganiem osób parających się czarami.

W jego wątku Oldi zastosował ciekawą manierę – tzw. pluralis majestatis: „pan podpułkownik raczyli rozmyślać”, „pan podpułkownik raczyli zajadać czanachi po jeczmidżiańsku”. Skojarzyło mi się to z muzyką towarzyszącą pojawianiu się Vadera w Gwiezdnych Wojnach.

Dla jednych zaletą, dla innych pewnie wadą będzie styl ukraińskiego duetu – bardzo plastyczny, który sam nazwałem „prozatorską poezją”. Dla przykładu fragment opisu krymskiego bazaru:
Gorąco wzdychają rożny z szaszłykami, podstawiające pod ogień to jeden, to drugi bok; lepki sok spływający z nadgryzionej brzoskwini, podobnej do policzka znużonej pięknotki; zwieszone aż do ziemi jęzory psów w uliczce rzeźników – kudłatych niby barany na chwilę przedtem, zanim trafią pod nóż i na hak; czerwona cebula w przecięciu połyskuje cukrową bielą, jakby napomykając o cudownym życiu bez goryczy; pomidory niechby czerwone – ale nie, szkarłatne z liniowym odcieniem, sprężyste niczym pierś dziewicy i delikatne, jak dziecięcy pocałunek.
Akcja początkowo się „ślimaczy”, by pod koniec gnać na łeb na szyję. W drugiej części autorzy „mieszają czasy” – momentami trudno się połapać co się właśnie dzieje, a co już jest przeszłością. Nie jest to powieść do połknięcia w jeden wieczór – lepiej czytanie rozłożyć na kilka dni. A przeczytać zdecydowanie warto.

Polska okładka mnie nie zachwyciła (jakoś kojarzy mi się z grą komputerową  przygodówką lub archaiczną strzelanką). Bardziej do gustu przypadła mi okładka francuskiego wydania.


Ocena: 8/10

H. L. Oldi, Magia przeciw prawu, tom 1: Magioso, tłum. A. Sawicki, wydawnictwo Solaris, Olsztyn 2004, stron: 346.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz