Łączna liczba wyświetleń

piątek, 14 sierpnia 2020

Musimy wymyślić język polski od nowa


To taki mój komentarz do najnowszej opinii jednego językoznawcy o rzekomo obraźliwym słowie „Murzyn”. Skąd w ogóle wzięło się, że to obraźliwe. Otóż polskie słowo „Murzyn” pochodzi z łaciny – z łacińskiego „Maurus”, co oznaczało osobę o ciemniejszej karnacji, a geograficznie Rzymianie nazywali tak mieszkańców północnej Afryki (czyli głównie Berberów i potomków Fenicjan, bo Arabów jeszcze wówczas tam nie było).

W średniowieczu słowo to – jako Maur – oznaczało wyznawców islamu. Głównie także tych z Afryki północnej, ale nie tylko, bo rozciągnięte zostało na muzułmanów z odleglejszych rejonów Azji (np. Sri Lanki). Do nas ten termin trafił początkowo jako imię Maur (np. zmarły w 1118 roku biskup krakowski Maurus), pewnie bezpośrednio z krajów romańskich. Potem do polszczyzny trafiło ponownie, bardzo okrężną drogą, bo zapewne była to trasa: łacina – włoski – niemiecki – czeski – polski. I inaczej, niż w reszcie Europy, u nas z czasem zaczęło znaczyć nie muzułmanin, nie mieszkaniec północnej Afryki, lecz osoba czarnoskóra, głównie z Afryki Subsaharyjskiej, ale nie tylko, bo właściwie każdego czarnoskórego można tak określić (także Aborygena, Papuasa czy Negrytę).

Oczywiście słowo to obrosło różnymi stereotypami. Ale wcale nie te stereotypy są przyczyną, dla której lewactwo uznaje je za rasistowskie i niedopuszczalne. Otóż „Murzyn” to typowo polskie słowo, nie mające odpowiednika w języku angielskim. I kiedyś jakiś niedouczony cymbał przetłumaczył to na angielski jako „nigger”, czyli jako skrajnie obraźliwy „czarnuch” (czasami tłumaczą to też jako „negro”, co również jest słowem obraźliwym). Chociaż tłumaczenie kontekstowe to „black”. Co się dzieje dalej. Przyjeżdżają do nas czarnoskórzy studenci, sportowcy z Zachodu, nieznający polskiego. Słyszą raz i drugi „Murzyn” i szukają w internecie. I dowiadują się, że ów „Murzyn” to skrajnie obraźliwy „nigger”.


To krzyczą: rasizm! A lewacy, zamiast im tłumaczyć zawiłości polskiego języka, wrzeszczą razem z nimi. Bo polski lewak bardzo cierpi z tego powodu, że Polska nie miała afrykańskich kolonii, że na naszych plantacjach nie pracowali Murzyni. To kogo ma taki lewak przepraszać (a wiadomo, że lewak przepraszać i wymuszać przeprosiny uwielbia – zgodnie z komunistyczną zasadą składania samokrytyki)? I też nie za bardzo ta sytuacja służy pielęgnowaniu charakterystycznej dla lewactwa oikofobii.

Jakbyście zaczęli na ten temat dyskusję z lewakiem, to pewnie zapędzony w kozi róg przypomni kilka stereotypów, powiedzonek związanych z Murzynami, np. „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść”, „biały Murzyn” (w komentarzu wrzucę Wam coś interesującego o białym Murzynie) itp. Jako ciekawostkę podam, że jeden lewak (była to bodajże Unka Odya, komiksowa rysowniczka) tłumaczył mi, że mamy np. ciasto „murzynek”, więc mówiąc „Murzyn” zrównujemy człowieka z pożywieniem  (zabrakło tylko oskarżenia o kanibalizm).

Moim zdaniem, to bardzo łagodne stereotypy w porównaniu do tych jakimi Polacy obdarzają inne nacje, a też inne nacje obdarzają Polaków. Bo przykładowo, w USA opowiada się polish jokes, w których Polak jest etatowym głupkiem, w Niemczech „polskie” to synonim bałaganu, w Belgii Polak to synonim pijaka, w Rosji Polak to taki człowiek, co chodzi z gołą dupą, ale w ostrogach. W Brazylii, Argentynie i Urugwaju Polka (Polaca) to synonim prostytutki, Hiszpan jak chce obrazić Katalończyka to go wyzywa od Polaka (Polaco). Mnie to nie obraża i nie żądam z tego powodu, żeby zamiast Polakiem zaczęli mnie zwać np. Lechitą.

Z drugiej strony, polskie obraźliwe powiedzonka i stereotypy związane z różnymi nacjami (niektóre powszechnie używane, niektóre lokalnie):

Żyd. Wiadomo, kozikiem chrzczony skąpiec, kombinator, myślący jak zyskać władzę nad światem, porywający dzieci, by przerobić je na macę. Mówimy żydzić (skąpić), judzić (podburzać), żydokomuna, śmierdzi jak Żyd cebulą, targuje się jak Żyd, je w czapce jak Żyd, boi się jak Żyd święconej wody, żydowska szabla (załatwianie przez korupcję). No i oczywiście: kochajmy się jak bracia, liczmy się jak Żydzi.
Parę przysłów:
Dlatego Żyd bogaty, że żyje z cudzej biedy i straty.
Kto wierzy w Żydy, nie ujdzie bidy.
Żyd – czarcie nasienie, dybie na chłopa zniszczenie.
Wystarczy, bo o stereotypach, powiedzonkach, przysłowiach o tej nacji można książkę napisać.

Rumun. Już samo „Rumun” to synonim żebraka, biedaka, brudasa, złodzieja. W filmie Chłopaki nie płaczą Fred mówi do Gruchy:
Ciekawi mnie, czym się kierowałeś, zakładając ten wieśniacki sweter. (...) wyglądasz jak kmiot, nie różnisz się od Rumuna, który pucuje mi lampy, kiedy stoję na światłach.
Rumunia, to także synonim kraju zacofanego, biednego, pełnego brudu i smrodu. Chyba już umarł kolejny stereotyp, że Rumun to głupek i naiwniak – to stereotyp sprzed trzydziestu-czterdziestu lat. Otóż był wówczas w Rumunii taki dyktator komunistyczny Nicolae Ceaușescu, który umyślił sobie, że Rumunia będzie demograficzną potęgą. I w tym celu zabronił nie tylko aborcji, ale też antykoncepcji. Polscy cwaniacy wyczaili interes i podczas wypraw do Rumunii sprzedawali różne cuda, jako środki antykoncepcyjne, m.in. opychali Vibovit (witaminy w proszku) czy Biseptol (antybiotyk). I oczywiście poszło, że Rumun jest taki głupi, że można mu sprzedać Vibovit jako środek antykoncepcyjny.

Moim zdaniem, akurat to jest nacja najbardziej pokrzywdzona w polskich stereotypach, ale to tak na marginesie.

Cygan. Najpierw wyjaśnienie. Obecnie mówi się raczej Rom, ale Cygan i Rom to nie są synonimy! Otóż Cygan to pojęcie szersze, Cyganami są nie tylko Romowie, ale też Sinti i Kełderasze (obie te grupy są obecne w Polsce, ale w ilościach śladowych), Egipcjanie Bałkańscy itp. Czyli, upraszczając, Cygan ma się tak do Roma, jak Słowianin do Polaka.

W każdym razie, Cyganie to chyba druga nacja po Żydach najbogaciej przez nas obdarowana stereotypami itp. Wiadomo, Cygan to w potocznej opinii złodziej, kłamca, nierób, nieuk, człowiek, który nie pracuje, a ma. Cyganić, to znaczy kłamać, oszukiwać. Powiedzonka o tej nacji są w naszym kraju prastare, bo już chyba wyszły z użytku takie, jak: śmierdzi jak Cygan dziegciem, albo ucieka jak Cygan na kradzionym koniu. Dawniej Cyganów uznawano także za tchórzy, stąd były powiedzonka typu: spieszy się, jak Cygan na wojnę.

Niemiec. Sztywny Niemiec (tak się mówi w Pyrlandii o kimś, kto nie umie tańczyć, kto nie zna się na żartach itp.), niemiecka dziurka (jak się zachłyśniesz np. wodą, to w Pyrlandii usłyszysz: wpadło ci w niemiecką dziurkę – czyli nie tam, gdzie powinno).

Ale to w Pyrlandii, a w Polsce od wieków mamy masę powiedzonek, przysłów, od: Jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem – począwszy. To przysłowie wynika ze stereotypu Niemca odwiecznego wroga Polaka; po części zrozumiałego stereotypu, ale też wypielęgnowanego za komuny. Wg tego stereotypu, Niemiec to krzyżak, Prusak, nazista.

O stereotypach związanych z Niemkami, kulturalnie nie wspomnę :D

Niemiec to także skąpiec, np. takie powiedzonko: Przy Polaku Niemiec się wyżywi, a przy Niemcu pies zdechnie. Mamy oczywiście też kawały o Polaku (najmądrzejszym), Niemcu i Rusku.

Właśnie: Rusek. Tu sytuacja jest nieco podobna do Roma-Cygana. Otóż Słowianie Wschodni, to inaczej Rusini, czyli u nas pejoratywnie: Ruski, Ruskie. Dlatego mało jest powiedzonek, przysłów z Rosjanami, Ukraińcami czy Białorusinami, bo są hurtowo wrzucani do worka „Ruski”. A Rusek to chyba wiadomo, wiecznie pijany prymityw. Chociaż z czasów komuny pamiętam coś o Rosjanach: czym się różni Rosjanin (lub Rusek, ruski żołnierz) od Amora? Niczym – jeden i drugi lata z gołą dupą, strzela do wszystkiego co się rusza i twierdzi, że to z miłości (to takie nawiązanie do wojen o pokój, jakie wciąż toczył Związek Sowiecki). Obecnie z kolei pojawia się (to chyba import z Francji) powiedzenie: Poskrob Rosjanina, zobaczysz Tatara.

O dziwo mało mamy powiedzonek związanych z Czechami (z użyciem tego słowa, oczywiście, bo o Pepiku chyba każdy słyszał). Chociaż kilka by się znalazło, np. czeski film, w dłuższej wersji: czeski film, nikt nic nie wie, wszyscy się śmieją – czyli coś bezsensownego.

Chyba w ogóle brak powiedzonek, przysłów związanych z naszymi najmniej licznymi sąsiadami, czyli Słowakami i Litwinami.

Ale Polak potrafi, więc do sąsiadów się nie ogranicza. 

Francuz. Wiadomo, że Francuz to tchórz (bardzo krzywdzący stereotyp), więc mamy dowcipasy typu: francuskie czołgi mają tylko jeden bieg do przodu, za to cztery wsteczne. Dawniej Francuz uważany był za synonim brudasa (to z czasów jeszcze baroku, kiedy myli się rzadko, za to często perfumowali). Mówimy też delikatny jak Francuz, francuski piesek. I mamy kiłę, czyli chorobę francuską, francę. Franca to też ktoś niegodziwy (ale z niego franca). Dawniej francami zwano też prostytutki.


Anglik, też wiadomo – starsze pokolenie to sztywniacy, a młodsze lata po Krakowie narąbane z gołymi dupami. Mówimy wyjść po angielsku (czyli zmyć się po cichu) czy angielska flegma.

A Szkoci? To już chyba każdy wie, że większych skąpiradeł na świecie nie ma. Wszak to Szkoci wynaleźli drut – kiedy wyrywali sobie pensa. A na dodatek to zoofile. Bo wiecie czemu Szkoci noszą kiecki? Żeby nie płoszyć owiec odgłosem otwieranego zamka błyskawicznego.

Włosi – jak Francuzi – mają opinię tchórzy, do tego maminsynków. Podczas II wojny (Jak rozpętałem II wojnę światową – przypomnę), Włosi byli zainteresowani głównie bordello, bum, bum. Drugi stereotyp, to oczywiście mafiozo.

Broń boże, granice Europy nie są granicami polskich stereotypów. W przeszłości wiele dotyczyło Turków i Tatarów, ale te powoli wygasają (acz bardzo podoba mi się przysłowie: I Herkules dupa, gdy Tatarów kupa – przeróbka łacińskiego nec Hercules contra plures). Choć coś tam zostało – np. tureckie kazanie, to coś wybitnie nudnego (i to zalatuje też islamofobią :D ).

Z pozaeuropejskich nacji najbogaciej obdarowaliśmy Amerykanów i Chińczyków. Amerykanin, to wiadomo – głupek z zerową wiedzą o świecie, grubas spasiony na fast foodach.



W przypadku Chińczyków mamy takie powiedzenia, jak chińskie ostrzeżenie (o którym pisałem tu), chińska mowa (coś niezrozumiałego), chińskie pismo (także coś niezrozumiałego). I bardziej współczesne, jak chińska tandeta.

Z Dalekiego Wschodu doceniliśmy jeszcze Japończyków, np. takim powiedzonkiem, jak japońska tortura. To dotyczy kilku technik torturowania stosownych przez Japończyków m.in. podczas II wojny. To tortura ryżu (przegłodzonego delikwenta karmiono surowym ryżem, a następnie zmuszano do wypicia dużej ilości wody – ryż pęczniał i rozsadzał brzuch), tortura wody (wlewanie wody do płuc), tortura bambusa (nie wiem czy to nie urban legend, ale chodziło o przewiązywanie delikwenta nad szybko rosnącym bambusem, który wbijał się w ciało).

Jak widać jesteśmy strasznie rasistowscy. Chyba musimy zaprzestać używania obecnego języka polskiego i wymyślić go od nowa. Tyle tylko, że inne nacje – poza kilkoma Murzynami – nie zgłaszają pretensji (choć wiele jest bardziej „pokrzywdzonych”). Coś nasza lewica mało czynna w informowaniu świata o potwornym polskim rasizmie. Towarzysze, duch rewolucyjny w was nie płonie dostatecznie mocno!

A tak poważniej, zaczynają mnie coraz bardziej męczyć kolejne żądania tego politycznego marginesu (przypomnę, że ich kandydat w wyborach zebrał całe 2,22% głosów). Jak przez sześć lat prowadzenia tego bloga nie musiałem odnosić się do bieżących wydarzeń ze sfery polityki, tak to środowisko zmusza mnie do reakcji po raz drugi w ciągu miesiąca... A ponieważ terrorystom się nie ustępuje, to jak najbardziej będę pisał „Murzyn”, „Murzyni”. W tym przypadku zresztą ustępowanie hunwejbinom nie ma najmniejszego sensu – oni teraz robią rewolucję, a rewolucja jest stanem permanentnym, więc spełnienie danego żądania skutkuje tylko wysuwaniem kolejnych żądań.

Nie ma też sensu z drugiego powodu. Im z daną nacją kontakt częstszy, tym takich stereotypów, powiedzonek, przysłów więcej, więc współczesna globalna wioska będzie sprzyjać powstawaniu kolejnych. A uznanie słowa „Murzyn” za rasistowskie i jego wykluczenie z języka, nic nie zmieni, zresztą już mamy zamianę w żartach Murzyna na Afro-coś tam (Afroamerykanina, Afroeuropejczyka, czy prześmiewcze Afroafrykanin – co już wskazuje jak to poleci). Poza tym słowa, stereotypy itd. itp. to także część naszej kultury, a także naszego człowieczeństwa (od „zawsze” ludzie oceniali innych ludzi, także grupowo). Więc powinniśmy bronić tej części naszej kultury przed lewackimi hunwejbinami i nie pozwolić na dorobienie im gęby obraźliwych.

Na twitterze jedna akolitka politpoprawności próbowała mnie uświadamiać, że czarnych mieszkańców Australii powinniśmy zwać Afroaustralijczykami...

I nie ma z trzeciego powodu. Otóż mamy w Kodeksie Karnym zapis: Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej (...) podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Jeśli rzeczywiście zapadnie konsensus wśród językoznawców, że Murzyn jest obraźliwe, to każdy używający to słowo zacznie podpadać pod Kodeks Karny. A wśród językoznawców mamy nadreprezentację przedstawicieli lewicy...


U góry obraz Józefa Brandta Wyjazd z Wilanowa Jana III i Marysieńki Sobieskich z 1896 roku. Na czele orszaku dwóch laufrów – Murzynów.



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

34 komentarze:

  1. O białym Murzynie.

    Jak pewnie wiecie, legiony polskie walczyły za Napoleona także na Haiti. Polacy walczyli tam niechętnie, część wręcz przeszła na stronę murzyńskich powstańców. Postawa ta sprawiła, że już wolne Haiti dało naszym rodakom pewne przywileje w stosunku do innych białych, m.in. nadano im haitańskie obywatelstwo. Polscy żołnierze, którzy zostali na wyspie, założyli rodziny, mieli dzieci i dziś mamy na Haiti społeczność czarnych (no, może różne odcienie brązu bardziej pasują) osób przyznających się do polskiego pochodzenia – to tzw. Lapologne.

    W latach 1957-1971 rządy na Haiti sprawował François Duvalier, znany jako Papa Doc. Był to ostry murzyński nacjonalista. I z tej swojej niechęci wobec nieczarnych, wyjął właśnie Polaków. Polski patriotyzm i polską walkę o wolność stawiał za wzór Haitańczykom i zwał Polaków: białymi Murzynami Europy. Można by rzec, że bardzo miły gest, tyle że sam Papa Doc to nie jest człowiek, którego powinniśmy cenić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba, był przecież generał wojska polskiego, Władysław Jabłonowski, z powodu ciemnej karnacji, przez własnych żołnierzy zwany "Murzynkiem". Przydomek generała też obraźliwy?

      Usuń
    2. Pewnie tak, tym bardziej, że ten polski arystokrata i patriota był faktycznie Murzynem (czy raczej Mulatem).

      Nota bene, w szkole wojskowej prześladowany był z powodu swojego koloru skóry przez jednego kolegę-rasistę, niejakiego Napoleona Bonaparte. To na zacbodzie burzą pomniki rasistów, a my jednego w hymnie wychwalamy? Hymn do zmiany... Trzeba to lewakom podpowiedzieć, bo na pewno nie wiedzą.

      Usuń
    3. Nawet nie próbuj, bo wezmą na poważnie.

      Usuń
    4. I jedynie ci głupi Polacy ("Polacy" ?) o ciemnej karnacji albo z małżeństw mieszanych twierdzą, że słowo "murzyn" ich obraża. Murzyńska ciemnota jedna, z baobabu zlazła.

      Usuń
    5. A dlaczego czyjeś emocje mają być istotniejsze od faktów? Tak, oglądałem filmik kilku polskich Murzynek, w którym były na nie wobec słowa "Murzyn". Jednak to dziewczyny mądrzejsze od lewaków i potem zrobiły audycję z fachowcem polonistą, który im wyłożył dlaczego " Murzyn" nie obraża.

      A teraz konsekwentnie mamy przestać używać słów "Żyd" czy "Rumun"?

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lewak liźnie trochę kultury i dopiero wróci. Prawaków już tu wychowałem, czas na lewaków.

      Usuń
  3. Znam jedno przysłowie dotyczące Litwinów, a właściwe to chyba Rusinów, bo pochodzi z XIX-wiecznego źródła. Na oznaczenie czegoś słabego: O! Mocne jak litewska wiara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W I RP było więcej takich przysłów, jak choćby, czego szukać na próżno :D:
      W Koronie szukać rozumu, w Litwie pieniędzy.

      Albo wielonarodowe:
      >Polak do rady, Litwin do zwady, Mazur do boju, Niemiec do stroju, Włoch do lutni, Rusin do bałamutni<.

      Pytanie, na ile to się odnosi do etnicznego Litwina, a na ile do obywatela RON zamieszkałego na Litwie (czyli etnicznego Litwina, Rusina, Polaka)...

      Usuń
  4. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że z osobami walczącymi o nieużywanie tego słowa nie da się po prostu przeprowadzić dyskusji, bo traktują to bardzo emocjonalnie i osobiście. :( Pewnie gdybym spotkała kogoś, kto nie chce być w ten sposób nazywany to nie miałabym problemów z przestaniem używania tego słowa w kontekście tej osoby, ale jednocześnie nie rozumiem, jak miałabym taką osobę nazywać. "Czarnoskóry" jest za długie, "czarny" ma zbyt wiele znaczeń i też nie do końca zdaje się w polskim oddawać sęk sprawy. Poza tym od "czarnego" już blisko do "czarnucha", a to akurat na pewno grzecznym stwierdzeniem nie jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu jest fajny filmik obrazujący co przedstawiciele lewej skrajności mają w czaszkach:
      https://www.youtube.com/watch?v=Geh8bhiGQXU&t=9s

      Oni po prostu negują rzeczywistość.

      A dodam, że nasz poseł Killion Munyama do innego czarnoskórego posła Johna Gosona rzekł swego czasu:
      >John, w sprawie związków partnerskich to my [Polacy] jesteśmy sto lat za Murzynami<.

      Sam Godson mówił: >„Jestem Murzynem i jestem z tego dumny<. Przy innej okazji opowiadał anegdotkę: >Gdzieś dwa lata temu byłem w TVP na program poranne i wchodzę u charakteryzatora, i ona przerażona, a więc pytam jej, czy już zrobiła to z Murzynem. A ona powiedziała: 'nie, tylko z mężem'<.

      Dr Bawer Aondo-Akaa, czarnoskóry Polak, narodowiec, tak skomentował tę interpretację Łazińskiego z Rady Języka Polskiego:
      >Jest to decyzja motywowana ideologicznie, ponieważ w naszej kulturze, w historii naszej Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Polskiej słowo „Murzyn” nie ma obraźliwych konotacji<.

      Izu Ugonoh - polski bokser, swoją drogą mądry gość:
      >Jak widać jestem Murzynem. Urodziłem się w Polsce jednak moi rodzice przybyli z Nigerii<.

      Awad Gabir, Polak pochodzący z Sudanu, tłumacz:
      >Według mnie słowo Murzyn oznacza osobę o ciemnej skórze, konkretnych rysach twarzy, mocnych, kręconych włosach. Taki rysopis dobrze do mnie pasuje. Jestem Murzynem, nie widzę w tym problemu. Są osoby, według których wydźwięk słowa „Murzyn” jest podobna do słowa „czarnuch”, ale ja się z tym nie zgadzam. Część ludzi używa tego słowa w negatywnym znaczeniu, ale to wynika ze stosunku do osób ciemnoskórych. Należy prowadzić kampanie edukacyjne, działać na rzecz zmian w społecznym sposobie myślenia, a nie zmieniać słowa<.

      Przypomnę, że kilka lat temu lewica walcząc z rasizmem rozdawała koszulki z napisem "Jestem Murzynem". A dziś nagle zatrybili, że to obraźliwe...

      Usuń
    2. Ja niedawno miałam w pracy "zabawną" sytuację, w której w trakcie rozmów z menagerką usłyszałam, że mój współpracownik (miałyśmy z nim drobny problem, stąd "plotki") boi się pandemii, ponieważ popiera PiS i w ogóle to opozycja to jedyna opcja, którą należy brać pod uwagę, a potem od tej samej osoby, która z założenia powinna być mocno "pro równość" usłyszałam określenie "ciapaty" w stosunku do innego kolegi. XD Zobaczymy, jak to się ułoży. No ale jeden artykuł na temat słowa nie zmieni jego znaczenia. Chociaż daje też amunicję do ręki... Zamiast zmusić ludzi do myślenia.

      Usuń
    3. Znam ludzi ze skrajnej lewicy (głównie z okolic Wiosny), którzy prywatnie mówią "żydek" i "pedał" - wcale nie dlatego, że tacy rubaszni, tylko naprawdę z pogardą. To najczęściej dwa typy ludzi: karierowicze, którzy w słabej kadrowo lewicy dostrzegli jakąś szansę oraz chorobliwie nienawidzący Kościoła.

      SLD to jeszcze inna para kaloszy, bo to nieraz na prowincji konserwa prawie jak z PiS.

      Usuń
    4. @Paweł Miłosz Co do PiSu, to jako konserwa się wtrącę, bo tutaj występuje nieraz zjawisko odwrotne. W sensie, działacze PiS, czy politycy wysokiego szczebla, wycierają sobie gęby tak istotnymi dla konserwatystów wartościami, jak np. obrona rodziny, a potem i tak nic nie robią na rzecz poparcia tego, co mówią, czy nawet popierają lewicę, jak im się opłaca. Także, zupełnie mnie nie dziwi, że ludzie popierający Wiosnę, prywatnie mówią o "pedałach" - jak się opłaci, to będą tak mówić i publicznie :P.

      Usuń
    5. Z Wiosną to ja w ogóle byłam na wycieczce do sejmu. Detali tego, jak to wyszło może publicznie podawać nie będę, ale to chyba był jeden z gorszych wyjazdów w moim życiu. XD Poza busem spędziliśmy może z 2 godziny.

      Wiem, że tak się dzieje, ale jakoś wydawało mi się, że problem skupia się jednak głównie na tych zaangażowanych karierowiczach właśnie. A ta osoba z polityką ogółem nie ma niczego wspólnego. XD Chociaż to może nawet i gorzej, bo wiedzy w temacie dużej prawdopodobnie nie ma. Ja nie mam - a przecież odrobinę literatury okołotemtycznej znam. Dlatego takie tematy raczej ucinam, jeśli rozmawiam z kimś mi obojętnym, nie ma co sobie psuć nerwów.

      Usuń
  5. W sumie, przy odrobinie złej woli, to nawet "przepraszam", czy "proszę" można powiedzieć w taki sposób, że ktoś się słusznie wścieknie.
    Za "Wyborczą":
    "Wygląda na to, że problem stereotypów nie tkwi w samej nazwie, ale znacznie głębiej. - Mój znajomy podczas pewnej dyskusji usłyszał: "Ci Cyganie to są całkiem fajni, bo mają te swoje zespoły, grają śpiewają. Ale Romowie! To coś okropnego. Czyta się i słyszy przecież, że Romowie znów coś przeskrobali" - mówi Paweł Lechowski z Romskiego Stowarzyszenia Oświatowego".
    Oraz:
    "Słowo Cygan samo w sobie nie jest pejoratywne, bo znaczenia słowu nadają ludzie."
    Otóż to.
    "Negatywny stereotyp, którym posługują się nie-Cyganie ma być zatem istotnym motywem zastąpienia określenia Cygan określeniem Rom. Można więc powiedzieć, że to dzięki nie-Cyganom obudzono w Romach potrzebę bycia Romami - mówi prof. Mróz. "
    Drugie zdanie - otóż to, do kwadratu.
    Tu rodzi się pytanie: młode pokolenie nieużywające słowa "Cygan", zdążyło już dorobić stereotyp Romom. Czyja to wina?

    Wielki Słownik Języka Polskiego PWN już się zaktualizował i twierdzi, że słowo "Murzyn" jest obraźliwe. A nawet, wg niektórych językoznawców, archaiczne. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego, bo w moim przekonaniu afrocośtam nie tylko nie jest nowoczesne, ale wręcz głupawe. Tak po prostu. Jeszcze bardziej ubolewam nad całkowicie bezmyślnym przeszczepianiem cudzych rozwiązań, które u nas zwyczajnie nie mają sensu, a mimo to są z uporem maniaka forsowane - bo postępowe.

    W jednej z netowych definicji trafiłem na taką opinię: "Jeśli ktoś odbiera jakieś słowo użyte w stosunku do siebie jako obraźliwe, należy to uwzględnić i w miarę możliwości uszanować." To mnie przekonuje. Ktoś nie chce, to nie będę go uszczęśliwiał na siłę, bo sam nie lubię być na siłę uszczęśliwiany, ale to, co się obecnie dzieje ze słownictwem, przypomina jakąś zorganizowaną tresurę psów Pawłowa. Od dzisiaj nie mówimy w ten sposób, tylko inaczej. Bo tak. To mnie akurat ani trochę nie przekonuje. Biały Murzyn, to był w Rzeczpospolitej Obojga Narodów chłop pańszczyźniany i nie sądzę, aby miał lepiej niż amerykański niewolnik. Zabrońmy używania słowa "chłop". Od razu zrobi się nowocześniej.

    Tak na marginesie, gdzieś czytałem apel do netowego słownika od jednej z czytelniczek, aby wymienić słowo Ukrainiec na Ukraińczyk, bo to pierwsze źle się kojarzy. Ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Orwell i nowomowa się kłania... Współczesny hunwejbin tez mógłby to powiedzieć:

      >My niszczymy słowa. Setkami, i to dzień w dzień. Redukujemy język, plewimy z niego wszystko, co zbędne (...) Czy nie rozumiesz, że nadrzędnym celem nowomowy jest zawężenie zakresu myślenia? W końcu doprowadzimy do tego, że myślozbrodnia stanie się fizycznie niemożliwa, gdyż zabraknie słów, żeby ją popełnić (...) Rewolucja zwycięży ostatecznie, gdy język osiągnie doskonałość.<.

      Kolejna będzie zapewne gębozbrodnia:
      >niewłaściwy wyraz twarzy (...) stanowił sam w sobie przestępstwo, na które w nowomowie istniało odpowiednie określenie: gębozbrodnia<.

      Usuń
  6. W Rumunii byłem przejazdem w 1988 r. Powiem tylko, że zagraniczni turyści nocowali na odrutowanym terenie, pilnowanym przez uzbrojone patrole. Dlatego, że były obawy, iż nocą turystów nawiedzą miejscowi amatorzy darmowych i niekoniecznie dobrowolnie oddawanych suwenirów. Zaś na sporadycznych postojach dziennych natychmiast pojawiała się wataha dzieciaków, kradnąca na potęgę. Cudzoziemców łatwo było namierzyć - skoro pojawił się samochód, to wiadomo było, że czas na łowy. Kraj, który ma złoża ropy, nie miał ich dla własnych mieszkańców. Jeśli ktoś miał rejestrację samochodu kończącą się np. na 2, to mógł tankować tylko trzy razy w miesiącu: 2, 12 i 22. Analogicznie postępowano z innymi końcówkami rejestracji. To było straszne, co zrobili z tymi ludźmi. Polska, borykająca się ze swoimi problemami ekonomicznymi, wyglądała przy tym, jak kraina dobrobytu.

    Francuzi tchórzami nie są, ale sami sobie zapracowali na opinię. Nawet niemiecka generalicja była absolutnie przekonana, że francuskie uderzenie, gdy Niemcy byli zajęci Polską, zmiotłoby Hitlera. Ma to o tyle sens, że już po dwóch tygodniach walk, Niemcy mieli bardzo poważne problemy z amunicją. Francuzi nie kiwnęli palcem, wyraźnie pokazując ile są warte ich gwarancje, a wcześniej podarowali nazistom Czechów (oczywiście do spółki z Anglikami, ale ci nie skapitulowali, więc im się wizerunkowo upiekło). Potem pogrywali sobie na dwa fronty, mając jednocześnie de Gaulle’a i Petaina. Francuski ruch oporu... no był. Ale dość dziwnie walczył. Np. umówił się z Niemcami, że nie będzie ich atakował, podczas wycofywania z Paryża, a za to Niemcy postarają się nie zniszczyć miasta. To jest oczywiście pragmatyzm, ale ten pragmatyzm mocno pokancerował im opinię. Nie chcieli umierać za Gdańsk. Nie chcieli umierać za Paryż. Nie chcieli w ogóle walczyć, za to wpychali na siłę swojego przedstawiciela w skład zwycięskiej koalicji. Nikt się do tego nie kwapił, więc ten był zmuszony zagrozić samobójstwem i dopiął swego (czyli jednak były rzeczy, za które umierać chcieli, a przynajmniej chcieli grozili, że chcą). No to mają teraz czołg ze wstecznymi biegami. A jeszcze marzy im się powrót od przeszłości i dominacja języka francuskiego w Europie, tak jak to było przed wojną. To se ne vrati. A przynajmniej nie tak szybko.
    Nie jestem pewien, ale czy kawał o czołgach nie był pierwotnie przypisywany Włochom?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłem w Rumunii pod koniec lat 80. Masakra, jaka tam była bieda. Wystarczyło, żeby polski pociąg się zatrzymał, a zaraz przybiegały bandy dzieciaków i żebrały:
      "Polska kolega daj cigareta"
      "Polska kolega daj cukierka"
      Jeden z pociągu rzucił im torebkę krówek - jaka była zadyma o te cukierki...

      Usuń
    2. Co do tchórzostwa, to Francuzi tak się wykrwawili podczas I wojny, że kolejnej po prostu nie chcieli. To ciekawe, że dwie strony o porównywalnych stratach wyciągnęły tak odmienne wnioski: Niemcy chcieli odwetu, a Francuzi spokoju...

      Usuń
    3. Sam nie wiem, czy nie chcieli, większość francuskiego społeczeństwa latem 1939 popierała wojnę w obronie Polski.

      R

      Usuń
    4. To co się z nimi stało, że wojsko tsk klękło psychicznie w 1940?

      Usuń
    5. Nie klękło, żołnierze francuscy walecznością nie odstępowali odpowiednikom niemieckim czy polskim.

      R

      Usuń
    6. II wojna to nie jest moja pasja, więc i wiedza ograniczona. Jak widać, sam wpadłem w koleiny stereotypowego myślenia.

      Usuń
    7. Nie ty pierwszy i nie ostatni. Każdy z nas wpadł kiedyś w tę pułapkę i zapewne wpadnie ponownie, tym razem w innym zagadnieniu. Istotne jest to, aby starać się tego unikać.

      R

      Usuń
    8. Nie unikniesz, bo nikt nie zna się na wszystkim, a stereotypy to proste, bo proste, ale jednak narzędzie jakiegoś układania sobie świata :)

      Widzisz, sam w jakiś tam sposób zwalczam wizje pseudonaukowe, ale nie dam sobie ręki uciąć, że na jakąś się nabrałem - wszak jest tyle dziedzin, których nie liznąłem nawet po łebkach.

      Zresztą nawet w samej historii... Zacytuję Wandę Moszczeńską, tekst z 1968 r.!

      >Badania historyczne rozrosły się tak dalece, że żaden historyk o największej nawet erudycji nie może bez specjalnych studiów zdać sobie sprawy z bieżących osiągnięć we wszystkich wyspecjalizowanych działach swojej dyscypliny<.

      Usuń
  7. Interesujące zestawienie, żaden język nie istnieje bez stereotypów. A co do słów obraźliwych - kobieta kiedyś takim była, bo pochodzi od słowa kob, oznaczającego chlew. Z szacunkiem o płci pięknej mówiło się wtedy białogłowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białogłowa o mężatce, a niewiasta o pannie. Z czasem zrobiły się z tego synonimy.

      Usuń
  8. Z takich zwrotów i powiedzonek moja matka mawia jeszcze "chiński ochotnik" na kogoś zmuszonego coś zrobić przez resztę/zwierzchnika itp.
    Artykuł ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, to powiedzonko z czasów wojny koreańskiej, jeszcze gdzieś kołacze - mówił tak mój niedawno zmarły ojciec. A w szkole średniej miałem nauczycia, który pytał: "Są ochotnicy do odpowiadania? Nie? To chińskimi ochotnikami będą..." :D

      Usuń
  9. Prawackie pierdolenie. Wy faszyści myślicie iż wolność to prawo do obrażania innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak coś sensownego? Bo wiesz, bluzgać to każdy potrafi. Takie wasze oblicze - barbarzyńska swołocz z zapędami cenzorskimi.

      Usuń
    2. W tym tygodniu zostałem już nazwany:

      prawakiem
      lewakiem
      katolem
      satanistą
      wyznawcą amoralności
      człowiekiem uwikłanym w zło

      Poważnie, satanistą też. Więc musisz, anonimie, się bardziej postarać, na razie nie zrobiłeś na mnie wrażenia...

      Opowiem ci pewną historyjkę, żebyś miał świadomość jakie wrażenie robią na mnie takie bluzgi. Kiedyś popełniłem w jednej z gazet artykuł o pani trudniącej się najstarszym zawodem świata - pani miała konkubenta, rozstała się z nim, po czym robiła mu pod górkę z widzeniami z dzieckiem. Że facet nie odpuszczał, poszła do prokuratury i zgłosiła (kłamiąc), że był jej alfonsem (że konkubentem i ojcem dziecka jakoś zapomniała). Durny prokurator nie sprawdził faktów, trafił na równie durnego sędziego i faceta zapudłowali w areszcie na 3 miesiące.

      Puściłem artykuł pt. "Zemsta prostytutki". Następnego dnia byłem poza redakcją, dzwoni do mnie sekretarka, że jakaś pani czeka. To mówię: Niech przyjdzie jutro.

      Jutro przyszła i od progu zaczyna:
      - Ma pan szczęście, że wczoraj pana nie było, bo bym pana zjebała jak psa.
      Na co ja:
      - Jeśli pani dzięki temu ulży, proszę bardzo, bo po mnie i tak to spłynie jak po kaczce.

      Więc bluzgi wiszą mi zwiędłym kalafiorem. A jest druga strona medalu - jeśli ktoś na mnie bluzga, to uznaję, że lubi rozmowę w takiej poetyce i odpowiadam pięknym za nadobne. Już mam takie dobre serduszko, że lubię sprawiać ludziom radość :D

      Usuń