Łączna liczba wyświetleń

środa, 19 maja 2021

Michael C. Grumley, Przełom

Autor umyślił sobie powieść łączącą thriller z science fiction. Niestety, poległ na obu polach. Na polu SF może mniej. Jako thriller – po całości. Bo czym powinna się charakteryzować takowa literatura? Powinna być przede wszystkim wciągająca, taka że nawet jeśli wiesz, że jest głupia, to i tak nie możesz się powstrzymać od przewrócenia kolejnej kartki.

Przełom, niestety, wciągający nie jest. Najpierw mamy na prawie stu stronach prezentację bohaterów, masy bohaterów – i tych, którzy będą istotni, i tych zupełnie nieważnych; przy okazji dostajemy sporo dialogów o niczym i informacji przydatnych do niczego. Prawie przysnąłem.

W końcu krystalizuje nam się pierwsza liga – postaci tak standardowe, że chyba bardziej się nie da. Obowiązkowo musi być piękna naukowczyni – tu Grumley sobie nie żałował, podwoił ten standard, więc mamy dwie piękne naukowczynie. Musi być wysoko postawiony wojskowy/polityk – nie dość, że wredny, to jeszcze debil. Musi być niższy szarżą wojskowy – jedyny sprawiedliwy, którego zadaniem jest powstrzymać debila. I musi być orszak jedynego sprawiedliwego, najlepiej koledzy z wojska (plus, oczywiście, piękna naukowczyni), którzy pomogą załatwić debila. W powietrzu wisi bzykanie w konfiguracji: jedyny sprawiedliwy i piękna naukowczyni.

Z każdym standardem jest tak, że można go zrobić lepiej lub gorzej. Grumley zrobił gorzej – jego bohaterowie i ich losy czytelnikowi doskonale wiszą i powiewają.

Nieco lepiej jest z science fiction. Motyw może nie świeżynka, ale nie wyeksploatowany do cna – inteligentnych obcych szukamy nie na innych planetach, a na Ziemi, w oceanicznych głębinach. Tak, chodzi o delfiny. Piękna naukowczyni nr 1 pracuje w instytucji zajmującej się kontaktami z tymi waleniami. Komputerowy translator zaczyna tłumaczyć delfinią mowę. Same delfiny jednak są niespecjalnie interesujące, ot ich inteligencja jest na poziomie gdzieś siedmioletniego dziecka, a zachowanie absolutnie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem (np. łykają każdy kit – jednak stworzenia żyjące w morzach/oceanach, w których mają masą wrogów, powinny mieć jakąś dozę nieufności, ostrożności).

W głębinach jest jeszcze jeden inteligentny gatunek. Pod każdym względem obmyślany beznadziejnie. Ot, poziom seriali stacji Sci-Fi z lat osiemdziesiątych i pierwszej połowy dziewięćdziesiątych. Natomiast same poczynania tegoż gatunku obcych są już dość interesujące. Ale dla jednego pomysłu, chyba nie warto czytać.

Tym bardziej że akcja, początkowo mulasta, potem popiernicza jak Pendolino. Wciąż coś się dzieje, przenosimy się z Karaibów na Antarktydę i z powrotem. Tylko to ani wciągające, ani inteligentne... Taka ciekawostka, na którą zwracają uwagę użytkownicy Goodreads, a co dla niektórych może być zaletą – Grumley nie epatuje wulgaryzmami i makabrycznymi scenami.

Podsumowując: nie jest to aż tak złe, żeby bolało, ale dobre też nie jest. Ani polecam, ani odradzam.

Przełom to pierwszy tom cyklu; zapewne nie był sukcesem wydawniczym, skoro jest do kupienia za grosze w tanich jatkach, a wydawca odpuścił sobie kolejne części (bo Grumley nawalił tego pięć tomów).

OCENA: 5/10

M. C. Grumley, Przełom, tłum. M. Słońska, Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2018, stron: 378.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:


9 komentarzy:

  1. Jest szansa na recenzję "Małe, duże"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przed jesienią :D Teraz będą na tapecie kandydaci do nagrody Żuławskiego i kolejna (po turbolechitach) grupa oszołomów historycznych)

      Usuń
  2. To wydawnictwo chyba nie do końca umie w science fiction...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejrzałem ich ofertę - to wydawca książek klasy od K do Z, same słabe thrillery, kryminalny, sensacja, romance, greyopodobne i młodzieżowa fantastyka. A "Przełom, przypuszczam, kupili jako thriller/sensację.

      Usuń
    2. Współpracowałam z nimi przez moment jako receznet, więc parę książek miałam i ech, ani SF, ani fantasy, ani thrillery mi nie podeszły. Dałam spokój, szczególnie, że ładnie wydane to raczej nie jest też.

      Usuń
    3. Chyba nie mam w biblioteczce żadnej (poza Przełomem) ich książki, czyli dotąd nic od nich mnie nie zainteresowało.

      Usuń
    4. Ja mam dwa tomy cyklu Foryś i nawet miałam z nimi małą "ścinę", bo myślałam, że moje zdjęcie sztylecika wylądowało na okładce. Okazało się, że na stocku jest takie zrobione pod niemal identycznym kątem. xD

      Usuń
    5. Chodzi Ci o autorkę D. B. Foryś? Bo szukałem co to ten "cykl Foryś" i takie coś mi google pokazało - i dowiedziałem się, że ktoś taki istnieje :D

      Usuń
    6. Tak, chodzi mi o pisarkę.

      Usuń