Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 10 maja 2021

Maciej Liziniewicz, Czas pomsty

Tak wam wyznam, że choć jako historyk nie lubię, to jako czytelnik beletrystyki mógłbym okres sarmatyzmu (XVI-XVIII wiek) żreć chochlą. Lubię powieści Sienkiewicza, Zofii Kossak (Złota wolność), Hena, Paukszty (Straceńcy i Buntownicy!), Łozińskiego, Korkozowicza, Sieciechowiczowej, nawet dziecięcych Szwedów w Warszawie Przyborowskiego. A także cykl Opowieść o korsarzu Janie Martenie Janusza Meissnera czy Róża i morze Małgorzaty Duczmal, które może mniej się kojarzą z sarmatyzmem.

Oczywiście, kiedy mogę połączyć sarmatyzm z fantasy, to już jest w ogóle dobrze. Niestety, zdarza się to dość rzadko, bo od kiedy Komuda się wykomudził i sarmacką fantasy odpuścił, właściwie nie bardzo jest co czytać. Próby Piekary w tym nurcie są tylko połowicznie dobre (lubię Szubienicznika – ale mógłby to wreszcie skończyć, nie trawię Charakternika), jest trylogia Lewandowskiego, no i jest Kacper Ryx Mariusza Wollnego (tego – jeszcze? – nie czytałem).

Więc teoretycznie, kiedy pojawiła się na rynku książka Liziniewicza, powinienem się na nią rzucić, jak Janda na szczepionkę. Jednak zestaw: debiutant* + Wydawnictwo Dolnośląskie zdecydowanie studził mój zapał. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – kupiłem Czas pomsty (swoją drogą, bardzo pretensjonalny tytuł) w taniej księgarni za mniej więcej jedną trzecią ceny okładkowej. I nie żałuję, że kupiłem, a w maju kupię część drugą cyklu o Żegocie Nadolskim.

Nie jest to wielka powieść, która zapisze się w dziejach polskiej literatury. Jest dość wtórna, głównie wobec książek Komudy, ale nie tylko – zadyma w karczmie na początku książki chyba każdemu fanowi fantasy przywiedzie na myśl Wiedźmina (choć u Komudy też takie sceny się znajdą). To bardzo oklepany motyw, ale mnie osobiście nie drażni. Bo tak na chłopski rozum – w czasach miecza czy szabli, życie towarzyskie kwitło w karczmach, w karczmach się chlało, do karczmy wstępowali przejezdni (obcy!); w tych okolicznościach przyrody o zadymę nietrudno. Kto pamięta jeszcze lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku, ten zna te klimaty :D

Poza tym ze dwa razy, na początku, decyzje Żegoty są dość dziwaczne i chyba na bakier ze zdrowym rozsądkiem. Później już takich baboczków nie wyłapałem. Ogólnie powieść jest napisana przyzwoicie – Liziniewicz posługuje się całkiem sympatyczną polszczyzną, delikatnie stylizowaną na staropolski (ale naprawdę delikatnie – buduje klimat, nie utrudnia czytania). Miałem wrażenie, że autor wie o czym pisze (choć zweryfikować jego kompetencji do pisania o XVII wieku nie jestem w stanie**). Zdaje się, że świetnie zna miejsce akcji (przypisy na to wskazują) – to ciekawy teren, dzisiejsze pogranicze Polski (woj. podkarpackie) i Ukrainy, wówczas pogranicze polsko-węgierskie.

Fabuła wciągająca, trochę kryminalna. Żegota Nadolski wraca z wojny do domu; właściwie domu to nie ma, bo rzekomo Tatarzy go zniszczyli, „przy okazji” zabijając żonę i dzieci Żegoty. W okolicy dzieje się coś dziwnego – najpierw znikały dzieci, a teraz znikają już także dorośli. Wśród „znikniętych” jest siostrzenica możnego szlachcica Stanisława Dereśniaka. Z różnych powodów (całkiem licznych), Żegota angażuje się w jej poszukiwania.

Przez znakomitą większość książki jest bardzo niewiele fantastyki i to raczej takiej niedopowiedzianej, bardziej realizm magiczny niż fantasy. Dopiero ostatnich kilkadziesiąt stron usprawiedliwia etykietkę „sarmacka fantasy” (a może nawet: sarmacki horror).

Wydanie może bez fajerwerków, ale w zupełności wystarczające dla takiej rozrywkowej literatury – okładka miękka ze skrzydełkami. Papier taki se. Co niefajne: brak spisu treści; naprawdę – wydawco – ta jedna kartka by cię zbawiła? I nie podoba mi się grafika okładkowa. Znaczy, ogólnie jest okej, tylko nie do sarmackiej fantasy – ta ilustracja mogłaby zdobić pewnie dziewięćdziesiąt dziewięć procent książek fantasy. Jednak w przypadku tej specyficznej, jedynej czysto polskiej, odmiany fantasy oczekiwałbym okładki nawiązującej do sarmatyzmu, a nie czegoś tak uniwersalnego. Jeszcze jedno: w stopce redakcyjnej brak miejsca (to można wywnioskować z adresu wydawcy) i roku wydania. Kurde, oszczędność na dwunastu znakach (licząc ze spacją)...

____________________

PRZYPISY

* Tak gwoli uczciwości – Liziniewicz wcześniej wydał jedną książkę w wydawnictwie zajmującym się m.in. self publishingiem.

** W przeciwieństwie do recenzentki piszącej, że Liziniewicz świetnie oddał realia „XVIII wieku” (akcja toczy się w 1630 roku) oraz opiniodawcy :D, wg którego Czas pomsty czerpie „pełnymi garściami z polskiego średniowiecza”.

____________________


OCENA: 7/10

M. Liziniewicz, Dzikie pola, t. 1: Czas pomsty, Wydawnictwo Dolnośląskie,  brak miejsca i roku wydania [Wrocław 2019], stron: 416.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:


33 komentarze:

  1. Książka odpada, bo ja za okresem sarmatyzmu nie przepadam. Nie tylko historycznie, ale też literaturowo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dlaczego waćpannie sarmatyzm nie pasuje?

      Usuń
    2. Współczesny model polskości, głęboko zakorzeniony w kulturze szlacheckiej, nie sprzyja zrozumieniu problemów, które nas trawią. W zdecydowanej większości jesteśmy potomkami chłopów, których ten model szlacheckiej tradycji dotyczył pośrednio: cham, autochton skazany na poddaństwo, marzył jedynie o tym, by zamienić się miejscem z panem. Wydaje się, że ten rodzaj dychotomii nie sprzyjał zbudowaniu statecznego mieszczaństwa, które staje się obiektem nagonki. Sorki za tę politykę ;)

      Usuń
    3. >W zdecydowanej większości jesteśmy potomkami chłopów<

      Ale to nieprawda głoszona przez antropologów czy socjologów - udających historyków - z okolic Krytyki Politycznej (jak Leszczyński czy Pobłocki). To ludzie zafascynowani Howardem Zinnem i jego "Ludową historią Stanów Zjednoczonych" - próbujący model made in USA przenosić bez sensu na polski grunt. Tu jest wywiad o tych nowohistorykach (którzy z historykami mają niewiele wspólnego):
      http://www.historycy.org/index.php?s=0ac1c56ba87d1a84590b1a5655d3470a&showtopic=249478&st=165&p=1950841&#entry1950841

      A Polacy mają chyba w większości pochodzenie mieszane - większość znajdzie wśród przodków i chłopa, i szlachcica, i mieszczucha.

      Usuń
    4. Zwróciłem uwagę ten fragment: "Przykładowo, co możemy domyśleć się z osiemnastowiecznej piosenki chłopskiej: „Nie boję się pana ani ekonoma, odrobiłem pańskie, będę siedział doma”? "
      Mnie to przypomina klimat z utworów "nieszczęśliwego poety" ks. Józefa Baki, skądinąd też osiemnastowiecznego :)

      Usuń
  2. Okładką to rzeczywiście wydawnictwo skrzywdziło autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. A ta okładka pasowałaby do dowolnej książki fantasy, horroru, a pewnie też do znacznej części kryminałów i powieści historycznych. A tyle jest fajnych dzieł malarskich ukazujących sarmatyzm, że nawet nie trzeba było zamawiać okładki, wystarczyło wziąć z domeny publicznej.

      Usuń
  3. Niepoznanie Kacpra Ryxa to błąd poważny i jeden z grzechów prawie głównych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że to dobre? OK, a czytałeś wszystko? Bo tam są cztery podcykle:

      1. "Kacper Ryx" - wydany przez Wydawnictwo Otwarte; cztery tomy.

      2. "Krwawa Jutrznia" vel "Kroniki dymitriad" - wydał chyba sam autor jako Wydawnictwo Jama); trzy tomy.

      3. "Nazywam się Ryx" (minipowieści - wyd. Jama); pięć woluminów.

      Zaczynać od "Kacpra Ryksa" czy ""Krwawej Jutrzni"?

      Usuń
    2. Ja czytałem wszystkie i proszę zacząć od "Kacper Ryx"."Krwawa Jutrznia" dzieje się po wydarzeniach z "Kacpra..".Wiecej nie napisze by nie spoilerować.Co do samego cyklu to okreslilbym jako niegłupia literatura dla starszej młodzieży, jednak nie obrażajaca inteligencji czytajacej ją dorosłych.A poza tym posiada sporo walorów edukacyjnych-tak ten cykl zapamiętałem:)

      Usuń
    3. Rozumiem, że masz na myśli na początek całą tetralogię Kacper Ryx, czyli:

      "Kacper Ryx"
      "Kacper Ryx i król przeklęty"
      "Kacper Ryx i tyran nienawistny"
      "Kacper Ryx i król alchemików"

      ????

      Usuń
    4. Tak jak napisałeś-w tej właśnie kolejności

      Usuń
    5. Dobra,nabędę tę tetralogię. Przeczytam, pomyślę nad resztą. A "Krwawą jutrznię" czytałeś? Warto?

      I jak jest z elementem fantasy w tym cyklu - jest czy nie?

      Usuń
    6. W Ryxie fantastyki nie masz w ogóle, to bardziej kryminały osadzone w historycznym Krakowie, niż fantastyka, ale dobre to i szybko się czyta. :) Tetralogię główną czytałam sporo czasu temu z biblioteki, potem, przy pierwszej wizycie w Krakowie, pognałam do sklepu Wollnego i całość kupiłam, czeka na rereading na półce.

      Usuń
    7. "W Ryxie fantastyki nie masz w ogóle"

      Łeeeee. To muszę przemyśleć zakup.

      Usuń
  4. Widzę, że litościwie przemilczałeś nazwisko lub nick tej recenzentki, która nie wie, że rok 1630 to wiek siedemnasty. :) A Kraszewskiego lubisz? Bo wśród jego licznych powieści na pewno są i takie, których akcja toczy się w okresie sarmatyzmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie bardziej rozbawił ten od średniowiecza. Kiedyś prowadziłem studentom (kierunek turystyczny) egzamin z historii kultury i sztuki. Bardzo nie chciałem ulewać, bo co to za radocha przychodzić w wakacje na poprawki. Ale nie dało się... Przychodzi delikwent, co pytanie robi karpia (otwarta gęba) i żabę (wybałusza ślipia). I ni huhu. To dawaj w sprawy najprostsze. Pytam:

      - A o gotyku delikwent coś słyszał?
      Karp, żaba.
      - To może chociaż delikwent wskaże ramy chronologiczne średniowiecza?
      Karp, żaba.
      - Chodzi o to, kiedyś średniowiecze się zaczęło i kiedy skończyło...
      - Aaa, to nie wiem kiedy się zaczęło, ale skończyło się w 1918 roku.
      Teraz ja - karp, żaba. Delikwent widzi po mojej minie, że coś nie tak, więc się poprawia:
      - Nie, nie, skończyło się w 1939.
      Delikwent rok wcześniej zdał maturę (jak?) :D

      To nie był jedyny taki orzeł. Studentka. Pytanie o secesję. Karp, żaba. Ja:
      - Wasz przedmiot obejmuje nie tylko sztuki plastyczne, więc z innej beczki. Dopiero co zdawała pani maturę, więc coś o pozytywizmie...
      Karp, żaba.
      Podpowiadam:
      - Na przykład Prus...
      - A tak, Prusy brały udział w rozbiorach Polski.

      Kraszewskiego teraz w ogóle go nie czytuję, ale dawniej podobały mi się, zwłaszcza "Stara baśń", "Syn Jazdona", "Pogrobek", "Jelita" i "Semko". Ale to czytałem w dzieciństwie. Natomiast do jego powieści z okresu XVI-XVIII w. nie dotarłem poza trylogią saską - "Hrabina Cosel", "Brühl", "Z siedmioletniej wojny" - oraz " Saskie ostatki". Te mi się nie podobały już wtedy.

      Dziś Kraszewskiego nie lubię, to słaba produkcja taśmowa, Długosz z dorobionymi dialogami. Taka Cherezińska XIX wieku.

      Usuń
  5. Polecam Panów Leszczyńskich Hanny Malewskiej.To jest o wiele lepsze od Sienkiewicza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja wiem czy lepsze... Malewska "robiła" w segmencie, za którym nie przepadam - beletryzowane biografie i sagi rodzinne. Osobiście wolę fikcyjnych głównych bohaterów.

      Usuń
    2. Jak dla mnie "Przemija postać świata" Malewskiej to obok Srebrnych orłow" Parnickiego i "Krzyżowców" Kossak-Szczuckiej najlepsze polskie powieści historyczne wszechczasów.

      Usuń
    3. A Kossak-Szczuckiej "Złotej wolności" nie lubisz? Ostatnio sobie podczytywałem fragmenty - język pierwsza klasa, szlachta po szlacheckiemu, chłopi lokalną gwarą...

      Usuń
  6. Wstyd się przyznać,ale nie miałem jeszcze okazji przeczytać. Kolejny tytuł na liście "do przeczytania".

    OdpowiedzUsuń
  7. Sarmacką fantasy pisał jeszcze Robert Foryś, dwa tomy cyklu o Joachimie Hirszu i powieść "Z zimną krwią".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak, kojarzę nazwisko. Napisał też chyba sarmacką powieść historyczną bez fantastyki "Gambit hetmański" ("Z zimną krwią" chyba też bez fantastyki). Zapomniałem o nim, bo kiedyś miałem w planach kupić, ale po przeczytaniu opinii z LubimyCzytać odpuściłem - powtarzające się spostrzeżenia o akcji popierdalającej na łeb na szyję, a przerywnikami jest masa bezsensownych scen erotycznych. Chyba sobie to odpuszczę.

      Usuń
    2. Akurat "Gambit Hetmański" wielce mi się spodobał, ale było czytane z 10 lat temu. Bardzo przaśna historia gdzie główna bohaterka wychodzi cało z niejednej opresji. A w tle historycznym gra o tron pomiędzy Korybutem-Wiśniowieckim a Sobieskim. Najciekawszy wątek jaki zapamiętałem z tamtego czytania był homoseksualny wątek Michała Korybuta - Wiśniowieckiego będącego już naszym panem, władcą, królem i naczelnikiem.Ale nie wiem czy to już fantazja autora, czy plotka jakoby nasz ówczesny król polski parał się taką formą miłości.
      Co do Liziniewicza, to też zacna to książka, i też będę miał na uwadze nabyć drogą kupna kolejną część:)

      Usuń
    3. A inne książki Forysia czytałeś? Przede wszystkim chodzi mi o ten cykl o Hirszu - przy czym zdaję sobie sprawę, że zapewne "Za garść czerwońców" jest źle zredagowane, bo to znak rozpoznawczy SuperNowej (jak autoru - np. Sapkowskiemu - się dobrze napisze, to jest dobrze, ale jak autoru - np. Patykiewiczowi - się napisze z lekka bełkotliwie, to jest z lekka bełkotliwie, jakby tam była tylko korekta, bez redakcji).

      Usuń
  8. Niestety nie. Forysia popełniłem tylko Gambita hetmańskiego.
    Ale ładnie wydane przez Otwarte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, Foryś jest u mnie w bibliotece. Wezmę i sprawdzę - na początek "Z zimną krwią", bo to tylko 350 stron.

      Usuń
  9. Też uwielbiam sarmatyzm, i uważam, że jest go zdecydowanie za mało w polskiej literaturze fantastycznej, więc czuję się zachęcona do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, Komuda ładnie zaczął, ale nurt się nie rozwinął tak, jak na to zasługuje. Ciekawe czemu - za małe zainteresowanie? Inna rzecz, że sarmacka fantasy kręci się koło tematyki bliskiej horrorowi. A przecież można sobie wyobrazić w tym nurcie powieść awanturniczą z elementami fantasy czy urban i rural fantasy.

      Zapomniałem o jeszcze jednym pisarzu tego nurtu, acz jego dzieła nie przypadły mi do gustu - Rafał Dębski i jego trylogia "Wilkozacy".

      Usuń
  10. Ponieważ sarmatyzm to ja łykam jak orka foki, tak biorę w ciemno - przynajmniej mnie zmusiłeś, żebym wreszcie po tę książkę sięgnęła, bo się leży i kurzy obok przerobionej z piętnaście razy trylogii Sienkiewicza. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sienkiewicza też czytałem kilkanaście razy. Ale już mi się przejadło. Tylko nie bardzo jest alternatywa. Sarmackich powieści Komudy nie lubię, bo on za dobrze zna ten okres i potem się "popisuje" - ja naprawdę nie potrzebuję długaśnych i fachowych opisów starć na szable.

      Usuń