Łączna liczba wyświetleń

piątek, 24 grudnia 2021

Magdalena Salik, Płomień

Krótko: dla mnie książka roku w polskiej fantastyce. Grandą będzie, jeśli nie dostanie Żuławia (pal licho plebiscyt krewnych i znajomych pt. Zajdle).

Magdalena Salik wcześniej znana mi była z Gildii Hordów – pierwszego tomu trylogii, pozostałych nie czytałem, bo wyszły tylko w ebookach (tom drugi, kiedy wydawnictwo Runa było w stanie agonalnym, tom trzeci, już po zgonie Runy, wydała autorka własnym sumptem). Gildia Hordów to dość typowe fantasy, coś w stylu cyklu demonicznego Petera V. Bretta, tylko – moim zdaniem – nieco lepsze. Jakoś przegapiłem jej kolejną powieść – Mniejszy cud, którą wkroczyła na grunt SF.

I na ten grunt wraca Płomieniem. Jest to trzywątkowa powieść, przy czym od początku wiemy, że wątki toczą się w różnym czasie. Główny dotyczy planowanej wyprawy kosmicznej – względnie niedaleko (w skali kosmicznej, oczywiście, czyli dwadzieścia jeden lat świetlnych od nas) odkryto planetę przypominającą Ziemię. Ludzkość osiągnęła już ten etap rozwoju, że jest w stanie wysłać ekspedycję (ale nie, nie, to nie space opera, nie ma żadnych prędkości pod i nadświetlnych, zakrzywiania czasoprzestrzeni itp. pomysłów umożliwiających błyskawiczne podróże międzyplanetarne – tu jest ekspedycja obliczona na lata; sama podróż na sto lat, a wcześniej trzeba statek zbudować, przy czym tylko ocena aspektów etycznych zajęła dwa lata). Głównymi bohaterami tego wątku są szef projektu Albert Townsend i psycholożka moralności Evelyn Brin.

Drugi wątek przenosi nas na stację kosmiczną. Jej załoga ma problemy, bo spóźnia się dostawa surowców z Ziemi. Z załogą kontaktuje się przelatujący nieopodal statek „Płomień” – tak, ten statek, który w głównym wątku właśnie jest planowany, potem budowany. Więc już wiemy, że wątek stacji kosmicznej jest późniejszy.

Jeszcze późniejszym zdaje się ostatni wątek. Tu mamy dwóch żołnierzy przemierzających zniszczoną krainę, to de facto postapo. Przy tym wątku cały czas towarzyszy nam przeczucie, że z projektem Townsenda coś poszło nie tak, coś wyrąbało i Ziemia została zniszczona. I to by wskazywało, że wątek żołnierzy jest najpóźniejszy lub ewentualnie równoległy do wątku stacji kosmicznej.

Przez większość powieści właściwie nie wiemy ku czemu to zdąża, mamy jakieś przeczucia, niekoniecznie właściwe (sam całkowicie pobłądziłem). I dopiero w finale klocki trafiają na swoje miejsce. Finale nieoczekiwanym, zaskakującym (przynajmniej dla mnie, choć kiedy już go poznałem, dostrzegłem, że wcześniej autorka jakieś tropy podrzucała).

Bardzo dobrze napisane i bardzo zgrabnie połączone. Już samo to zapewniłoby u mnie wysoką ocenę. Ale na tym zalety powieści się nie kończą. Mamy trochę tematów do rozważania – np. w związku z mapowaniem mózgu (właśnie do etycznego nadzoru nad tą częścią projektu zatrudniona została Evelyn Brin). Mapowanie, czyli kopiowanie zawartości ludzkiego mózgu (czyli właściwie kopiowanie człowieka – jego osobowości, charakteru, wspomnień, poglądów itd. itp.). Czym będzie taka cyfrowa kopia? Programem, który można skasować? A może człowiekiem, tyle że „wyzwolonym” od ciała? A gdybyśmy taką cyfrową kopię wyposażyli w mechaniczne ciało (robota)? A jeszcze: jakie prawa ma oryginał do takiej kopii? I przede wszystkim: co decyduje o naszym człowieczeństwie? My nie mamy takich dylematów, ale może w przyszłości pojawi się konieczność zredefiniowania terminu „człowiek”.

Co warte podkreślenia – naukowe sprawy Salik przedstawia bardzo przystępnie, ale bez osuwania się w infantylizm. Pewnie zawodowe doświadczenia tu wyszły (Magdalena Salik jest dziennikarką naukową, wicenaczelną miesięcznika Focus).

I doszliśmy do plusa, który ma u mnie bardzo duży wpływ na ocenę, może ją znacząco podnieść (jak tu) lub obniżyć (np. tu) – psychologia postaci. Dwójka bohaterów głównego wątku, to osoby które sam (czyli amatorsko) bym zdiagnozował jako dwa typy narcyzów. Nie będę tych typów opisywał, to narcyz wielkościowy i narcyz wrażliwy. Bardzo dobrze pokazane zachowania takich ludzi (nie wszystko wpisuje się w standard narcyza, ale też czysty standard pewnie w naturze nie występuje), a także ich relacja. Czytając niektóre recenzje miałem refleksję, że żeby coś docenić, trzeba coś wiedzieć...

Zastanawiałem się, czy Salik celowo wpisała bohaterów w ramy osobowości narcystycznych, czy też wyszło przypadkiem. Ale jeśli to działanie celowe, to ma głębszy sens – psychologowie biją na alarm, że w społeczeństwie jest coraz więcej osób narcystycznych, więc narcyzi są naszą przyszłością.

W każdym razie, w głównym wątku relacja między bohaterami jest istotniejsza, przyćmiewa budowę statku kosmicznego. Więc uprzedzam: jest to zarówno powieść SF, jak i obyczajowo-psychologiczna, nie oczekujcie akcji zapychającej na łeb, na szyję.

Podsumowując: polecam. A sam rozejrzę się za wcześniejszymi książkami Salik (wydrukuję sobie kolejne części trylogii otwartej Gildią Hordów, a Mniejszy cud właściwie już kupiłem).

OCENA: 9/10.

M. Salik, Płomień, wydawnictwo Powergraph, Warszawa 2021, stron: 352.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

16 komentarzy:

  1. Wow, jaką wysoka ocena. Już wcześniej słyszałam pochwały dotyczące tej książki, więc... trzeba udać się na zakupy po świętach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dobre oddanie psychologii bohaterów, to zawsze +1 do oceny :D

      Usuń
  2. Ha, czyli kolejna pozycja na listę do kupienia. A tu jeszcze z poprzednich polecajek nie kupiłem nawet jednej trzeciej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się trochę nad tymi cyfrowymi kopiami - dużo dodaje ponad Em Hansona?

      Zresztą, te kwestie (poza relacjami kopia-oryginał) przypominają to, od czym pisze się w kontekście SI. Ostatecznie, co za różnica, czy cyfrowy byt jest czyjąś kopią, czy nowym, utworzonym od podstaw stworem. Od lat przymierzałem się do napisania opowiadania nt, opartego o plot zabójstwa zaplanowanego przez SI, w którym chodziło o ustalenie, że SI może w ogóle być sądzone - a celem miało być ustalenie, że kopia SI to osobny byt niż ta kopia, która popełniła mord, a więc - niewinna. A z tego docelowo SI demokratycznie miało przejąć władzę (bo skoro każda kopia to osobny byt, a przecież nie musi być nonstop aktywna, to co za problem stworzyć milion kopii głosujących na partię SI :D). Ostatecznie zrezygnowałem właśnie po stwierdzeniu, że w sumie nie mam już nic do dodania ponad to, co napisali mądrzejsi ode mnie (abstrahując od sensowności fabuły).

      Usuń
    2. A to ciekawe - powielić się odpowiednią ilość razy, żeby wygrać wybory :D A jak z dziedziczeniem - kto pierwszy w kolejce, kopia czy dzieci? :D

      Usuń
  3. Na mnie czeka. Po Powrgraphie nie spodziewam się niczego kiepskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jeszcze nie weszła mi w ręce książka z Powergraph, o której bym powiedział, że jest słaba. Co najwyżej były takie, które nie trafiały w mój gust, ale na pewno nie słabe (wiadomo, że cyberpunka nie lubię).

      Usuń
  4. Co ciekawe, temat kopii jest np. związany z teleportacją. Teleportacja teoretycznie jest możliwa (praktycznie oczywiście nie i jeszcze długo nie), ale wiąże się właśnie z kontrowersjami etycznymi. Otóż wbrew powszechnym poglądom w trakcie teleportacji nie jest przenoszony człowiek. W istocie oryginał rozsypuje się na atomy, a w miejscu docelowym powstaje jego idealna kopia, tworzona z nowych atomów na podstawie informacji zapisanych z oryginału. Pytanie jednak, czy jest to wciąż ten sam człowiek, nawet jeśli ma identyczny bagaż doświadczeń, osobowość, oraz niezachwiane przekonanie, że jest oryginałem itd., czy też to tylko kopia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już rozważał Lem w "Dialogach".

      Usuń
    2. To mnie nieco bawi w pozycjach bardziej fiction, mniej science - życie wieczne dzięki klonowaniu. Bzdura, umrzesz, jak książka pisze, a przeżyje cię najwyżej twoja kopia. No chyba, że kopia byłaby tylko dawcą ciała, do którego przeszczepia się mózg.

      Usuń
  5. A "Gnozę", Waćpan, czytałeś ? Bo o niej też się naczytałem sporo dobrego, a to też z tego roku, i też polskie. :) Widzę, że w 2022 przyjdzie mi trochę poczytać polskiej fantastyki, za którą się trzeba w końcu zabrać (Dukaj, Zbierzchowski), i za którą się warto zabrać (Cetnarowski, Salik)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciacho dobrze pisze, u mnie "Gnoza" nawet oczko wyżej w rankingu niż "Płomień" :)

      Usuń
    2. O nie, "Gnoza" za bardzo mi zalatuje cyberpunkiem.

      Usuń
  6. Zgadzam się, że to jedna z najlepszych książek w tym roku, świetna konstrukcja i jakie zagadnienia do przemyślenia! Też polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niektórzy psioczą na warstwę obyczajową,. a dla mnie to uwiarygodnienie takiej powieści - bohaterowie stają się postaciami z krwi i kości, a nie papieru.

      Usuń
  7. Ja właściwie nie czytam obecnie (już od bardzo dawna) literatury tego typu, ale ta "warstwa obyczajowa", którą akcentujesz mnie zaciekawia i zachęca. Może spróbuję...??

    MarekFeliks

    OdpowiedzUsuń