Łączna liczba wyświetleń

sobota, 21 marca 2020

Lee Child, Jack Reacher, t. 1, 18, 23


Ta notka ma swoją historię. Najpierw przeczytałem tom pierwszy rozdętego cyklona (wg wikipedii, Child nasmarał już dwadzieścia cztery powieści z tym bohaterem). I wtedy spisałem swoje wrażenia. Wtedy, czyli na początku stycznia. Sam nie wiem, dlaczego od razu nie wrzuciłem notki – możliwe, że za sprawą lenistwa. Potem przeczytałem jeszcze dwie powieści z tego cyklu. A teraz nie chce mi się pierwotnej notki zmieniać, więc wrzucam tak jak powstała w styczniu, a o dwóch kolejnych książkach na dole.

***

Lee Child, Poziom śmierci (t. 1 cyklu)


Bardzo rzadko czytam tego typu literaturę. I pewnie tylko dlatego dałem radę to przeczytać do końca, a nawet – o zgrozo – lektura okazała się dość przyjemna. Ale powtarzam, tylko i wyłącznie dlatego, że thrillery czytam w ilości około trzech pozycji. Nie rocznie – na dekadę.

Dlatego też nie raziły mnie zrzynki i sztampa. Ale główny bohater i tak wywoływał grymas zniesmaczenia. Rzeczony Jack Reacher to męskie wydanie Merry Sou do kwadratu. Kobiety na jego widok od razu podciągają kiece i ściągają majtki, a mężczyźni hetero stają na baczność, nie śmieją się odezwać i czekają na rozkazy (mężczyźni homo zapewne byliby rozdarci między tymi postawami).

Jack Reacher to taki trochę Rambo, a trochę Conan (wojskowy weteran, koło 195 cm, ponad sto kg).

Cytat z Nigdy nie wracaj

Jak Rambo wędruje samotnie przez Amerykę, zostaje bezpodstawnie oskarżony, a potem robi bum, bum, sru, jebut. I już nawet nie ma co zbierać. W przerwach między sru i jebut przeleci pół powiatu. Na koniec, jak Conan, wybawi dziewicę od potwora, przeleci na pożegnanie i oddali się samotnie.

Reacher jednak ma nieco więcej ojców, wszak umiejętność dedukcji ma po Sherlocku Holmesie, a charyzmę po Dalajlamie :D W tej sytuacji chyba nikogo nie dziwi, że miejscowi policjanci natentychmiast przechodzą pod jego rozkazy (poza tymi, którzy służą złu, naturalnie), że ostro ścielące się za nim trupy nikogo nie ruszają (ani służb, ani mediów).

Przeciwnicy podobnie oryginalni – ojciec i syn, psychopata i psychopata. Ale autor zdobył się na nie lada wyczyn – to psychopaci różnego rodzaju, tatuś zimny, inteligentny drań, a synalek prymitywny sadysta.

Bohaterowie zakrawają na jakiś pastisz, czy wręcz parodię, niestety, to nie jest ani jedno, ani drugie. To tylko nieudolność grafomana...

Z fabułą jest nieco lepiej. Do pewnego momentu przykuwa uwagę. Niestety, skoro mamy do czynienia z grafomanem, to zakończenie znowu musi być sztampowe. Są dwa rodzaje sztampowych zakończeń tego typu powieści – na własny użytek zwę je europejskim i amerykańskim.  Europejskie: główny bohater w obecności innych osób zainteresowanych sprawą, w tym samego przestępcy, opowiada do czego i jak doszedł; po czym przestępca daje się grzecznie zakuć w kajdanki, ewentualnie próbuje ucieczki, która dość szybko kończy się fiaskiem. Amerykański: sru, bum, jebut, ogień i dym; z dymu wyłania się nasz bohater niosąc przerzuconą przez ramię przerażoną niewiastę. W Poziomie śmierci mamy amerykański – chyba dużo nie zdradziłem, bo już na początku wiadomo jak to się skończy.

To czytadło (bo przecież nie literatura) raczej dla mężczyzn, męski odpowiednik Harlequinów. Jeśli nie czytujesz tego typu wypocin, możesz się za to zabrać, może nawet lektura okaże się przyjemna (sam poprosiłem znajomego, który pożyczył mi Poziom śmierci o kolejną powieść z Jackiem Reacherem; kolejność czytania nie ma znaczenia – ale sądzę, że na dwóch poprzestanę, trzecia byłaby już bolesna). Natomiast jeśli czytujesz taką literaturę - omiń to, nic nowego, nic sensownego tu nie znajdziesz.

OCENA: 3/10.

***

Lee Child, Nigdy nie wracaj (t. 18 cyklu)


O jeżu, to bolało. Dokładnie powtórzony schemat z poprzedniej części. Reacher ma impulsa, żeby gdzieś tam się pojawić, znowu próbują go wpakować w przestępstwo, znowu ucieka, znowu pomaga mu kobieta w mundurze. Różnica jest taka, że w Poziomie śmierci przeciwnikami i wspierającymi byli policjanci, a tu wojskowi. Żenujące.

OCENA: 1/10.

***

Lee Child, Czas przeszły (t. 23 cyklu)


Ooo, i zdziwko – jest nieco lepiej. Choć zaczyna się standardowo: Reacher włóczący się po USA znowu ma impulsa i tak trafia do jakiejś tam dziury. Ale dalej Child się wysilił (po napisaniu dwudziestu dwóch powieści, wreszcie osiągnął poziom grafomana z wyższej półki – jak nasmara jeszcze z osiemdziesiąt powieści, to może napisze coś naprawdę dobrego).

W każdym razie, mamy jakąś rodzinną tajemnicę, mamy nieco upiorny motel na uboczu. Jakoś się to czyta. Niestety, bohaterowie znowu wyjątkowo „udali” się Childowi. Para goszcząca w owym motelu sprawia wrażenie przygłupów. Mało tego, Child najwyraźniej również czytelników uważa za przygłupów, więc w dialogach owych bohaterów próbuje nam tłumaczyć wszystko w stylu nieśmiertelnego pułkownika Fryderyka Krausa von Zillergut (tak, to ze Szwejka). Że pozwolę sobie zacytować Haška (dla odmiany, trochę literatury):

[Pułkownik] Gdy coś opowiadał, to mówił o rzeczach wszystkim dobrze znanych, a jeszcze pytał przy tym słuchaczy, czy dobrze rozumieją najbardziej elementarne pojęcia.
– A więc okno, panowie. Wiecie, co to jest okno?
Albo na przykład:
– Droga, która po obu stronach ma rowy, nazywa się szosą. Tak, panowie. Wiecie, co to jest rów? Rów to wykop, nad którym pracuje sporo ludzi. Jest to zagłębienie. Tak. Kopie się rydlami. Wiecie, co to jest rydel?
Miał manię objaśniania wszystkiego, a czynił to z takim zapałem, jak jaki wynalazca opowiadający o swoim dziele.
– Książka, proszę panów, to pewna ilość rozmaicie pociętych ćwiartek papieru różnego formatu, który jest zadrukowany, ułożony, zeszyty i zlepiony. Tak. Wiecie, panowie, co to jest klej? Klejem się lepi.

Przeczytajcie w Czasie przeszłym opis pewnej ucieczki od strony 295 – przecież ten Child to jakaś reinkarnacja pułkownika Fryderyka Krausa von Zillergut.

Co do głównego bohatera, Child już całkowicie postawił na pastisz – Reacher jest jak Chuck Norris i to nie ten prawdziwy, a ten z dowcipów. Najzabawniej wychodzą Childowi opisy bijatyk. Wyobraźcie sobie – skupić się, kurde! – Reacher wie, że przeciwnik zaraz uderzy. I co robi nasz mistrz walk, dedukcji i w ogóle wszystkiego? W tym ułamku sekundy przeprowadza głęboką analizę: zaczyna od tego, gdzie padnie cios, a kończy na wymyśleniu wersji, jaką przedstawi w sądzie (strona 185). Wychodzi to może mało dramatycznie, ale za to bardzo jajecznie.

OCENA: 4/10.

***

Wiecie, że ta kaszana jest naprawdę poczytna? Od 2003 roku naliczyłem sześć wydań Poziomu śmierci! Czasami o różnych Zmierzchach Greyach piszę: literatura dla ociężałych intelektualnie kobiet. To tu mamy literaturę dla ociężałych intelektualnie mężczyzn.


L. Child, Jack Reacher, t. 1: Poziom śmierci, tłum. P. Braiter, wyd. II, wydawnictwo: Albatros, Warszawa 2011, stron: 456.

L. Child, Jack Reacher, t. 18: Nigdy nie wracaj, tłum. A. Szulc, wydawnictwo: Albatros, Warszawa 2014, stron: 480.

L. Child, Jack Reacher, t. 23: Czas przeszły, tłum. J. Kraśko, wydawnictwo: Albatros, Warszawa 2019, stron: 448.



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

17 komentarzy:

  1. Z tego typu literatury to już wolę Clive'a Cusslera (seniora) poczytać. Też nie jest to na jakimś wysokim poziomie, a główny bohater chyba dostał wszystko od losu, ale przynajmniej czasem oberwie. No i pomysły na fabułę chyba jednak ciekawsze.

    A ten badziew to swego czasu kolega czytał w liceum. Miałem dobre przeczucie, by tego nawet kijem nie tykać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cusslera nie znam - ani seniora, ani juniora :D Nic mi to nazwisko nie mówi. Spytam dostarczyciela takowej literatury, czy ma coś i owego Cusslera - ostatnio często łażę niedospany, a taka lektura jest w sam raz w stanach słaboklejenia :D

      Usuń
    2. Jak mi się zdaje, jest to ciut wyższy poziom mimo wszystko - nawet coś tam próbuje uczyć, chociaż koloryzuje :P. Jak chcesz to mogę machnąć recenzję jednej książki owego Cusslera, pamiętam dość dobrze :D

      Usuń
  2. Rozbawił mnie ten wpis, więc dzięki za dawkę śmiechu w smutne czasy. Ten fragment z opisem wyglądu to istne cudo: biedny gość, wcale nie chciał być takim ideałem, po prostu tak mu się trafiło :D Oczywiście, że nie musiał o siebie dbać, nawet jakby zażerał się tonami hamburgerów, wciąż miałby ten sześciopak :D
    Nie czytałam i nie przeczytam, ale widziałam kilka razy, jak ktoś chwalił tego "pisarza" na książkowych grupach na FB. Te grupy takie już są :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tychże grupkach, triumfy święci też Mróz, czy typowa grafoman - Katarzyna Michalak. Także, niewarto raczej się sugerować się takimi miejscami, już dawno się tego nauczyłem :P

      Usuń
    2. Co racja, to racja. Jedyna nadzieja w blogach :)

      Usuń
    3. Jeszcze Lubimy Czytać jest w miarę okej - zwłaszcza, jak się już wie, czego się szuka. Te grupy dyskusyjne tam, też bywają okej - jakoś chyba normalniejsi ludzie tam siedzą, niż u Cukierberga :P

      Usuń
    4. Jak sprawdzam czy daną książkę warto kupić, to wchodzę na Lubimy Czytać i włączam opinie wg oceny - od najniższej. Z tych przynajmniej dowiem się, jakie słabe strony ma dana pozycja. Bo i na LCz jest sporo - jak ja to określam - klaskaczy.

      Usuń
    5. Tak, ja też zawsze przed zakupem - a często i przed wypożyczeniem z biblioteki - zaglądam na LC i szczególnie zwracam uwagę na najbardziej krytyczne opinie. Nie wiedziałam tylko, że można te oceny sortować :)
      A wracając do Lee Childa, to właśnie przeczytałam, że jedna z jego książek o Jacku Reacherze była najchętniej wypożyczaną z bibliotek w UK w ubiegłym roku XD Jak się okazuje, z niektórych tych powieścideł zrobiono filmidła, z jednym z najbardziej odpychających aktorów w roli głownej (Tom Cruise) ^^

      Usuń
    6. Zrobiono też film na podstawie "365 dni", naszej rodzimej pani grafoman, Blanki Lipińskiej. Po tym "osiągnięciu", zupełnie mnie nie dziwią takie sukcesy "książek" Childa :D

      Usuń
    7. Blanka Lipińska - plastikowa dziunia i grafomanka na potęgę promowana przez media Agory (głównie pewnie Plotka), bo właśnie Agora wydaje jej wypociny. Tak dziś mnie wita gazeta.pl:

      "Blanka Lipińska opowiedziała o produktywnej nocy z Baronem".

      Ale instagramki też muszą mieć co poczytać :D

      Usuń
    8. Artykuł w sam raz na dobry początek dnia XD
      Przypomniało mi się, jak jakiś czas temu grzebałam w koszyku z książkami w Intermarche, a tu podchodzą dwie babki i jedna mówi: "Słyszałam, że to jest bardzo fajne" i cap! za "365 dni" :] Ale w normalnym człowieku aż wzbiera fala hejtu na samą myśl o tej książczynie i koncertowej głupocie jej autorki, więc... lepiej o tym nie myśleć.

      I strasznie brakuje mi pójścia do biblioteki :(

      Usuń
    9. Mnie tam biblioteki nie brakuje, zawsze mogę sobie kupić wysyłkowo coś do poczytania. Ale ogólnie już bym wyszedł na jakiegoś drinka. Mam nadzieję, że to potrwa max do końca maja.

      Jak sobie przypomnę lata dzieciństwa i porównam ze stanem obecnym, to żyję w czasach SF, niestety, coś ostatnio to trąci postapo :D

      Usuń
    10. Znaleźliśmy się w niewłaściwej książce, ot co ; )

      Biblioteki mi brakuje jednak mocno, bo w mojej miałam już upatrzone ładne kilkadziesiąt pozycji :) Jasne, że można je też kupić, no ale to jednak wydatek, a te pożyczone można bez żalu porzucić po paru stronach, oddać i o nich zapomnieć, jeśli rozczarują. Zresztą, mieszkam w mikropokoiku i nawet nie mam gdzie składować książek :( Jasne, mam jeszcze parędziesiąt nieprzeczytanych własnych i fajnie, że je wreszcie nadrobię, ale wiadomo, jak to jest, uzależniona osoba musi mieć stały dostęp do źródła, bo inaczej zmienia się w wariata xD
      Wyjść na drinka też byłoby super. Miałam zresztą plany na lato, chciałam odwiedzić koleżankę za granicą, wyskoczyć z nią gdzieś, zwiedzić jakieś fajne miejsce. Staram się o tym nie myśleć, ale niech to przerażające postapo już się kończy :(

      Usuń
  3. A przestań, kiedyś widziałem z nią wywiad na YouTube. Zdzierżyłem może z 10 min. Pustka wręcz wyziera z całej jej osoby. O ile jeszcze nawet Greya mógłbym pożyczyć, by się pośmiać, to wypocin Lipińskiej w życiu :P.

    Na, jeszcze niedawno to telefon komórkowy był rarytasem :P. Cieszę się, że nigdy zbyt towarzyski nie byłem, chociaż jakiegoś wyjścia na piwo czasem brakuje.

    Tak nawiasem mówiąc, machnąłem recenzję Cusslera. Jak jesteś ciekaw, to się częstuj :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W czasach mojego dzieciństwa ludzie mieli po domach telewizory czarno-białe (my mieliśmy marki AMETYST), w których można było oglądać dwa programy. We wsi, w której mieszkała moja prababcia mieli jeden telefon na całą wieś - podłączone były do niego cztery mieszkania (na jednym numerze!): sołtys, ksiądz, szef OSP i najbardziej postępowy rolnik :D

      Za to wydawało się, że już za momencik ludzie polecą do gwiazd. No i zdawało się, że świat (przynajmniej I i II) uporał się z chorobami zakaźnymi. A potem przyszedł HIV, ebola, ptasia i świńska grypa, sars, no i teraz sars 2.

      Usuń