książki to egoiści. Samotnicy. Niektórych w ogóle nie da się czytać, bo pękają po otwarciu. Ci, których obchodzą tylko książki, nie potrzebują nikogo więcej, i to mnie przeraża.
Powieść sensacyjna o książkach, bibliofilach i antykwariuszach. Jeśli oglądaliście jej filmową adaptację, Dziewiąte wrota Romana Polańskiego z 1999 roku, to pewnie oczekujecie też wątku fantastycznego, tym bardziej że Klub Dumas był nominowany do World Fantasy Award. Czy faktycznie mamy do czynienia z fantasy/horrorem? To już trzeba przeczytać. Acz warto dodać, że były też dwie nominacje do ważnych w świecie anglosaskim nagród dla powieści kryminalnych (Anthony Awards i Macavity Awards).
Nałogowemu czytaczowi i bibliofilowi Klub Dumas podobać się musi. Choćby z powodu takiego bohatera:
Corso był najemnikiem bibliofilstwa, łowcą książek na cudzy koszt. Łączy się to z brudnymi paluchami, gładką mową, dobrym refleksem, cierpliwością i sporym szczęściem. A także z nieprawdopodobną pamięcią, pozwalającą przypomnieć sobie, w jakim to zakurzonym zakamarku jednego z tysięcy antykwariatów drzemie właśnie ten egzemplarz, za który inni gotowi są zapłacić fortunę.Znał świetnie ten stan ducha, ów zimny i jasny spokój, gdy długo poszukiwana książka wreszcie wpadała mu w ręce, gdy zdołał uprzedzić konkurenta, wydobyć trudny do uzyskania egzemplarz albo odnaleźć drobinkę złota w stercie makulatury i żużlu.
Corso dostaje dwa zlecenia. Po pierwsze, ma sprawdzić czy rękopis Wina andegaweńskiego (rozdziału Trzech muszkieterów Aleksandra Dumasa) jest autentyczny. Po drugie, ma porównać trzy wersje okultystycznej („czegoś na kształt podręcznika przyzywania diabła”) Księgi Dziewięciorga Wrót do Królestwa Cieni. Większość egzemplarzy tejże książki spłonęła na stosie razem z drukarzem w XVII wieku. Podobno ocalał jedna sztuka – a są trzy. Zatem Corso ma porównać woluminy i ustalić, który jest autentyczny, a które są falsyfikatami.
![]() |
| Wydania z 2001 roku |
Okazuje się, że nie tylko Corso zajmuje się tymi księgami. Akcja zapycha szybko, trup się ściele – Niektóre zamki muszą spłonąć, niektórzy ludzie muszą zawisnąć, psy rozszarpać się nawzajem. Tak, akcja szybko, ale wcale nie czyta się szybko. Są dość rozbudowane opisy, że dam próbkę (trochę jak u Anne Rice):
Szelest zeschłych liści towarzyszył Corsowi w drodze ku domostwu. Wzdłuż ścieżki widział sporo marmurowych figur, w większości rozbitych i leżących obok opustoszałych cokołów. Ogród był w stanie kompletnego zaniedbania. Roślinność przejęła nad nim całkowitą władzę, oplatając ławeczki i tarasy. Kratownice zaczęły już zarażać rdzą porośnięte mchem kamienie. Po lewej stronie, obok sadzawki pełnej roślin wodnych, widać było fontannę z popękanych kafelków, w której krył się pozbawiony rąk pucołowaty aniołek z pustymi oczodołami. Jego śpiąca główka spoczywała na książce, a z ust wypływała strużka wody. Wszystko to razem robiło strasznie przygnębiające wrażenie, któremu poddał się i Corso. Quinta da Soledade, Dworek Samotnia – powtórzył w duchu. Nazwa pasowała idealnie.
Nieraz autor tymi opisami odlatuje do krain odległych od fabuły, ale napisane jest to dobrze, więc nie boli. Jednak, jeśli lubisz przez taflę powieści przelecieć ścigaczem wodnym, to tak nie da rady – tu raczej leżymy na materacu i leniwie dajemy się nieść powolnemu nurtowi.
![]() |
| Wydania z 2002 i 2009 roku |
Tym bardziej że jest też masa nawiązań literackich. Nie od początku, ale z czasem staje się jasne, że bohaterowie odgrywają role bohaterów Trzech muszkieterów – wykrzywionych, ale jednak rozpoznawalnych (dlatego nie oczekujcie nie wiadomo jak głębokich, skomplikowanych postaci; to są bohaterowie na miarę literatury awanturniczej XIX wieku).
– Uważa się za Atosa - usprawiedliwił go Corso.– Chyba raczej Aramisa. Zarozumialec i głupek. Wiecie państwo, że kiedy uprawia seks, kątem oka śledzi cień swego profilu na ścianie?– Niemożliwe...– Ależ zapewniam pana.
Jak dobrze, że w podstawówce przeczytałem, i to wiele razy, Trzech muszkieterów – siadając do Klubu Dumas pewien byłem, że młodzieńcza lektura dawno temu z głowy uleciała, a jednak nie, co chwila jakieś zdanie otwierało w mojej czaszce skrytkę, której istnienia nawet nie podejrzewałem. Ale żeby nie było za dobrze, w dzieciństwie przeczytałem też kolejne odsłony trylogii muszkieterskiej (Dwadzieścia lat później oraz Wicehrabia de Bragelonne), jednak już chyba tylko po razie, więc przez lata zatarły się w pamięci i wątków nawiązujących do nich nie rozpoznałem. Być może przed książką Pérez-Reverte powinno się odświeżyć Dumasa, ale nie mam na to ochoty; jego powieści należą do mojego dzieciństwa, a nie teraźniejszości.
Jednak w książce mamy nie tylko wykrzywionych Trzech muszkieterów – ktoś pisze wątek na kanwie innej powieści...
![]() |
| Wydania z 2011 i 2025 roku |
Jest trochę zwrotów akcji, tylko przez powieściową powolność (czytelniczą, a nie wydarzeniową!) nie wywołują one należytej reakcji – raczej religijni nie skomentują ich „O Jezu”, a niekulturalni „o ku...”. Najwyżej się uśmiechniecie, pokiwacie głową „ooo, to je dobre” (choć sam przy jednym z takich zwrotów wybałuszyłem ślipia i pomyślałem: no nie, teraz żeś trochę przegiął pałkę; ale to przegięcie dobrze wpisuje się w klimat dziewiętnastowiecznych awanturniczych powieści).
Przekład chyba przyzwoity (chyba, bo przecież nie czytałem oryginału, żeby porównać). Gdybym się chciał doczepić, to wytknąłbym, że tłumacz myli stryja z wujem, ale to już powszechny błąd; stryj niedługo podąży tam, gdzie synowiec, świekra, dziewierz i szurzyn – do słownika terminów archaicznych. Nad czym ubolewam, bo to i zubożenie języka, i dowód na rozpad więzi rodzinnych. Ale kijem Wisły nie zawrócisz.
Klub Dumas polecam. Tylko biorąc go do ręki, nie oczekujcie horroru czy kryminału (nawet jeśli są ich elementy), który nie pozwoli wam odłożyć książki przed przeczytaniem ostatniego zdania. Nie, to jest książka do „smakowania”; zresztą mam wrażenie, że fabuła jest tu drugorzędna, że ważniejsze są zabawy wątkami literackimi, erudycyjne popisy autora, całkiem fajne opisy i dialogi.
A teraz muszę sobie odświeżyć film Polańskiego.
OCENA: 7/10.
A. Pérez-Reverte, Klub Dumas, tłum. F. Łobodziński, wydawnictwo Muza, Warszawa 2017, stron: 512.
Zob. też:




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz