Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 26 maja 2026

Jerzy Cepik, Bizon z Jaskini Dewy

Rzecz nie tak ambitna, jak wcześniej przeze mnie omawiana książka Cepika, ale na pewno bardziej „czytalna”. Przez to chyba lepsza – to jedna z ciekawszych powieści prehistorycznych, jakie czytałem. Obawiałem się, że to typowa PRL-owska młodzieżówka, ale nie, to rzecz raczej dla starszego czytelnika (choć nastolatek też może ją przeczytać z przyjemnością – chyba, bo co ja tam wiem o współczesnej dzieciarni).


W twórczości popularnonaukowej Cepika są dwa wyraźne nurty: korzenie cywilizacji i biografie artystów. Początkiem obu tych nurtów jest właśnie Bizon z jaskini Dewy, fikcyjna, beletrystyczna biografia prehistorycznego artysty – tego, który tysiące lat temu malował, budzące po dziś podziw, zwierzęta na ścianach jaskiń (m.in. Altamiry). Oczywiście nie wiemy czy tak rzeczywiście wyglądało jego życie, ale może mogło tak wyglądać.

Obraz życia ludzi sprzed kilkunastu tysięcy lat w powieści Cepika jest dla mnie wiarygodniejszy od choćby opisywanej już na blogu książki Björna Kurténa (co ciekawe, Kurtén był paleoantropologiem światowej sławy, a Cepik – wg informacji Związku Literatów Polskich – studiował na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Poznańskiego, ale co studiował i czy studia ukończył, tego już nie wiem).

Głównym bohaterem jest jaskiniowy malarz Sin. Bez trudu zauważymy tu imię akadyjskiego boga Księżyca. Jego żoną jest Ra (to z kolei imię egipskiego boga Słońca). Z mitologicznych imion jest jeszcze Nut (egipska bogini nieba, acz w powieści nosi je mężczyzna). Druga grupa imion pochodzi chyba od nazw etnicznych z Azji południowo-wschodniej, np. Dewa (kasta Syngalezów na Sri Lance), Daa (Yinduu Daa – plemię z Birmy), Matu (Matu-Daro lub Daro-Matu to grupa z malezyjskiego Sarawaku), Ba (wymarły lud z południowych Chin).

Bohaterowie może są mało skomplikowani. Sin pochłonięty jest swoją sztuką, Ra cicha i wspierająca, siłacz Nut i jego żona, awanturnica Daa itd.

– Zabiłeś lwa? – spytała głośno Daa, tak by wszystkie kobiety i obecni łowcy ją słyszeli.
– O tak, Daa! – zapewnił skwapliwie wielki Nut.
– Możesz wejść do ziemianki! – zezwoliła łaskawie Daa. Lecz była dumna z Nuta, bo po chwili pokornie wzięła jego narzędzia i broń, sama je poniosła, gdyż – mówiła – Nut musi być bardzo zmęczony. O Matko Życia, gdybyż Daa była zawsze pokorna, jak w tej chwili, Nut byłby prawdziwie szczęśliwym mężczyzną. (...) Daa rodząca wiele dzieci miała największy posłuch między kobietami, a jej języka i czarnych wielkich oczu bali się wszyscy łowcy i nawet sam Matu czarownik. (s. 87-89).

Fabuła osnuta jest wokół czegoś, co można nazwać bardzo długą podróżą inicjacyjną (z definicji: podróż inicjacyjna ma na celu pokazanie procesu dojrzewania, transformacji i samopoznania, które przeżywa główny bohater). Sin syn Dewy opuszcza wraz z Ra swój klan i podróżuje. Oczywiście nie do końca jesteśmy w stanie nakreślić jego trasę, ale to chyba pogranicze dzisiejszej Hiszpanii i Francji. Podczas tej wyprawy dojrzewa jako człowiek i jako artysta.

Przeżywa przygody... Tak, przeżywa, ale nie ma jakiejś jednej będącej osią wydarzeń – to raczej codzienne życie człowieka prehistorycznego, a przygody były w nie wpisane, jak sojusz ze Związkiem Sowieckiem do konstytucji PRL. Łowy, także na niebezpiecznego zwierza, starcia z obcymi ludźmi, ale także zawieranie przyjaźni, trochę polityki na miarę klanu. Naturalnie również wierzenia ludzi prehistorycznych – o nich niewiele wiemy, więc autor musiał sporo kombinować. I wyszło całkiem dobrze.

Trzy byki autor był popełnił.

Po pierwsze (str. 86) – kułan nie jest mułem, tylko osłem; mułów zresztą raczej wówczas nie było, bo zwierząt, poza psem, jeszcze nie hodowano (muł to krzyżówka osła z koniem, która chyba w naturze nie występuje).

Po drugie (str. 136), sugestia, że kilkanaście tysięcy lat temu jeszcze istniały brontozaury – nie wiem skąd ten pomysł, bo choć kryptozoologia była w PRL dość popularna, to jednak chyba nieco później (Bizon z Jaskini Dewy został wydany w roku 1974, a dwóch głównych PRL-owskich poszukiwaczy takich sensacji, Andrzej Trepka i Lucjan Znicz, debiutowało na tym polu nieco później, ale jest możliwe, że był jeszcze jakiś, wówczas popularny, a dziś zapomniany, wcześniejszy kryptozoolog – może ktoś z Was takowego kojarzy?).

Po trzecie, znowu czytam o podtrzymywaniu ognia kośćmi (to powtarza się kilka razy, np. str. 109). Już kiedyś to pisałem, powtórzę: ciekawe czy autor kiedyś próbował podpalić kość? Bo ja tak – zabrałem ongiś psu gnat od golonki, żeby się nie zadławił, i wrzuciłem do pieca, żeby mi kosza na śmieci nie rozwalił. Następnego dnia wyciągnąłem niespalony. Ale tak teraz sobie myślę, skoro trafiam na drugiego pisarza twierdzącego, że kości się palą, to sprawdzę. I sztuczna inteligencja zassała, ze strony firmy zajmującej się kremacją zwłok, taką odpowiedź:

Podczas kremacji (w temp. 700-1200°C) kości nie spalają się całkowicie na popiół. Ogień niszczy tkanki miękkie, natomiast kości, zbudowane z trwałego mineralnego hydroksyapatytu, pozostają w formie kruchych fragmentów. Te resztki są następnie mechanicznie mielone na drobny proszek (tzw. prochy).

Czyli jednak chyba kości się nie palą i nie mogą służyć do podtrzymywania ognia.

Ale te byki, a raczej byczki, to drobiazgi. Sama powieść naprawdę przyjemna w lekturze. Polecam, bardzo mocna siódemka.

Książka ma niby mało stron, ale dość duży format, a i czcionki w PRL nie dawano w rozmiarach znanych z Fabryki Słów czy Vepsera, więc treści jest więcej, niż mogłoby się zdawać.

OCENA: 7/10.

J. Cepik, Bizon z Jaskini Dewy, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 1974, stron: 176.


Zob. też tego autora:

Inne powieści prehistoryczne:



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz