piątek, 5 października 2018

Złodzieje z Wolnej Polski

W jednej z poprzednich notek użyłem zwrotu „złodzieje z Wielkiej Polski”. Dopytywano dlaczegóż to tak ostro...

Zacznijmy od tego, czym jest Wolna Polska – to internetowa strona prowadzona przez tzw. „narodowców” (zazwyczaj ludzie określający się tym mianem są narodowcami, ale rosyjskimi). Nawet jednak na tle innych stron „narodowych”, Wolna Polska jest ostrym psychiatrykiem – wizyta u nich, to jak skok na główkę do gnojówki. Nie muszę chyba dodawać, że dla tej konkretnej strony nie napisałbym nic, nawet za wyjątkowo godziwe wynagrodzenie.

Któregoś ranka pokazało mi na facebooku właśnie ich profil. Nie pokazało przypadkowo (w końcu nie po to nas facebook śledzi, żeby pokazywać przypadkowe rzeczy). Aż się zapowietrzyłem widząc czym Wolna Polska reklamuje się na fejsie, a reklamowała się tym:


Jakoś tak bez większych problemów zauważyłem, że to mój artykuł. Decyduję się – skaczę na główkę do gnojówki, czyli wchodzę na stronę Wolnej Polski. O rany, jaki psychiatryk – standardowy zestaw rosyjskiej trollowni, czyli zoologiczna nienawiść do Żydów, Izraela, USA, Unii Europejskiej, Ukrainy. Jako wisienka na torcie – także nienawiść do Rosji. Nie jest to więc szurownia prorosyjska, tym niemniej służy dzielnie rosyjskim interesom, bo Rosjan nie obchodzi czy ich kochamy czy nie, grunt żebyśmy współnienawidzili. Oczywiście mamy też klasyczne szurostwo antyszczepionkowe (z szurowską logiką twierdzą, że to szczepienia przyczyniają się do rozwoju chorób zakaźnych) – ciekawostką jest, że niedawno namierzono szereg rosyjskich kont rozpowszechniających antyszczepionkową propagandę, więc i tu mamy wspólnotę poglądów.

I okazuje się, że w tym psychiatryku mój artykuł jest ustawiony jako główny:


Artykuł przerąbali w całości zachowując też układ, kursywy, skriny. I chociaż mój adres mailowy widnieje w profilu blogera, nie raczyli napisać, zapytać o zgodę (której zresztą by nie dostali, ale to inna rzecz).

Wysłałem złodziejom wezwanie do zapłaty – usunęli artykuł i schowali głowy w piasek, zero odpowiedzi. Ale wytrwały jestem, więc zaczynam przygotowywać wnioski do prokuratury (o ściganie przestępstwa kradzieży własności intelektualnej) i sądu (o zapłatę). Najpierw trzeba ustalić kto stoi za Wolną Polską. I tu zonk – wbrew wymogom ustawowym, strona nie ma stopki redakcyjnej (kolejna rzecz, która prosi się o zgłoszenie do prokuratury).

To szukam kto jest właścicielem lub redaktorem naczelnym tej strony. I udaje mi się dojść, że obecnie jest nim facet przedstawiający się jako Jerzy Ulicki-Rek vel Jerzy Alexander Ulicki vel Jerzy Rek. Prawdziwe jest to ostatnie nazwisko, a w każdym razie tak wynika z... O tym za chwilę.

To sprawdzam kto zacz. Okazuje się, że to prawie emeryt (64 lata), już nie narodowiec – tu trzeba jasno napisać: to wyjątkowo zajadły nazista. Neguje holokaust (nazywa go holomitem lub holokitem), rozpowszechnia w internecie rosyjską fałszywkę znaną pt. Protokoły mędrców Syjonu.

Wiosną 2009 roku był swego rodzaju bohaterem polskich nazioli, bo znalazł się w raporcie, jaki polskiemu Senatowi zaprezentował Janusz Kurtyka, ówczesny prezes Izby Pamięci Narodowej (rok później zginął w Smoleńsku). Kurtyka przekazał senatorom m.in. informację o śledztwie:
w sprawie publicznego i negującego fakty zaprzeczania nazistowskim zbrodniom holocaustu na internetowym forum dyskusyjnym w okresie od 18 grudnia 2007 r. do 30 czerwca 2008 r. (...) przez osobę podpisującą się Jerzy Ulicki-Rek. Postępowanie karne wszczęto w wyniku zawiadomienia złożonego przez jednego z internautów korzystających z portalu. W toku śledztwa zapoznano się z całością materiałów opublikowanych przez sprawcę i dokonano ich utrwalenia w formie elektronicznej. Ustalono numer IP komputera, z którego wysyłano materiały, a także fakt, że miejsce nadawania znajduje się poza granicami Polski. W wyniku wykonywanych czynności śledczych ustalono, że osoba o takim imieniu i nazwisku była zameldowana na terenie Polski, lecz wyemigrowała. Postępowanie jest nadal prowadzone i trwają czynności mające na celu wykrycie sprawcy. W chwili obecnej trwają czynności zmierzające do ustalenia, do którego kraju wyemigrował Jerzy Ulicki-Rek.
Policja rozesłała list gończy, z którego wynika, że facet naprawdę nazywa się Jerzy Rek (widocznie drugie nazwisko sobie przykleił z megalomanii typowej dla szurków). Reakcja indywiduum („pan” to byłby tu zbytek łaski) Rek była łatwa do przewidzenia i mogłaby stanowić kolejny punkt oskarżenia – wydalił z siebie bluzgi wobec polskiej policji typu „żydowskie gestapo”.

Namierzono Reka. Okazało się, że indywiduum żyje w dalekiej Australii. Nie wiem co się dalej działo ze sprawą wspomnianą przez Kurtykę, ale pewnie nic, bo to chyba zbyt błahe przewinienie, żeby występować do rządu australijskiego o ekstradycję indywiduum – nie wiadomo czy sąd australijski zgodziłby się na takową ekstradycję, a i samo przywiezienie Reka byłoby dość kosztowne. No i tak szczerze, czy mamy za mało szurów, żeby jeszcze importować ich z Antypodów?

Ale to, że Polska odpuściła, nie oznacza, że indywiduum Rek miało spokój ze strony policji. Z tego co znalazłem w internetach wynika, że odpowiednie służby australijskie bacznie mu się przyglądają (Rek udziela się też na tamtejszych forach nazistowskich). Przez kilka lat toczył batalię z australijską policją, bo – tyle rozumiem z dość bełkotliwego słowotoku – podczas jakiejś interwencji obraził policjantów i został za to skazany. Ale to tylko drobna rzecz.

Grubsza była kolejna, z 2013 roku. O co chodziło. Otóż w pewnym momencie w Australii pojawiło się sporo pistolecików na pociski o niewielkim kalibrze. Były to pistoleciki o „napędzie” gazowym. Władze australijskie zakazały ich importu (zaliczyły je do broni palnej). Okazało się, że nie wszyscy rozumieją co znaczy „nie wolno” – oczywiście nie rozumie Rek. Wpadła do niego policja na rewizję i znaleziono m.in. 67 takich pistolecików, do tego inny oręż, jak np. pałki teleskopowe, kastety, jakąś broń palną. Na dokładkę hormon wzrostu (jak wiadomo używany przez „kulturystów”). Na forach australijskich pisano również o przekrętach podatkowych.

W tle przewijał się też handel narkotykami, choć pojęcia nie mam w jakim kontekście – tu mam wiedzę tylko ze słów samego Reka, który kłamie na potęgę. W każdym razie coś wspominał, że miał propozycję przemytu dwudziestu kilogramów heroiny. Jego zdaniem, to była policyjna prowokacja. Acz nie wyjaśnia czy dał się na nią złapać, czy przyjął ofertę handlu narkotykami...

Jerzy Rek dostał kilka lat odsiadki. Co oczywiście doprowadziło naszych szurków różnej maści do histerii.
Tak bydlaki traktują człowieka w cywilizowanej Australii… – darł szaty znany nam już gajowy Marucha.
Jerzy Ulicki-Rek – więzień żydo-reżimu Australii – to już płacz (niby) Wiernych Polsce.

Fragment obrazka publikowanego na wielu stronach szurowskich
Indywiduum Rek zostało zwolnione z więzienia we wrześniu 2016 roku. Dwa miesiące później, dla odmiany, do więzienia trafiła jego małżonka. Została oskarżona o współuczestnictwo w przestępstwach Reka i skazana na czternaście miesięcy odsiadki.

Dlaczego odpuściłem kradzież mojego artykułu takiemu indywiduum... Bo musiałbym ponieść koszty, a Rekowi w Australii włos z głowy by nie spadł. Jakoś nie jestem przekonany, że polska prokuratura zażądałaby ekstradycji z powodu internetowego plagiatu. Ale myślę jak to ugryźć z innej strony i być może coś zrobię.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

28 komentarzy:

  1. O Matko Święta. Ale kryminał. Czy większość szurków (oprócz Bieszka i Dębka, Czesia Białczyńskiego i pomniejszych pretorian tychże) musi być emigrantami z Polski? Marucha vel Mirosław Jan Wiechowski (Szwecja), Eddie Słowianin Leh, jutubowy szur prorusko-lechicki (Wielka Brytania), Pawełek Szydłowski (Kanada), Tomasz Kosiński (Filipiny czy inna Azja xD).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rek to inny typ szura. Zdecydowanie antyturbolechicki. Ale pominąwszy ten drobny aspekt, ogólnie to znacznie bardziej odrażające indywiduum niż Bieszk, Szydłowski czy Kosiński.

      Usuń
    2. On nie jest tylko znacznie bardziej odrażający. To zupełnie inny rząd wielkości. Przy nim to nawet Paweł Szydłowski wonieje świętością.

      Usuń
    3. W ogóle warto zwrócić uwagę, że jedno co jest pozytywne w Bellonie, to unikają autorów-antysemitów, bo u Bieszka, Szydłowskiego, Kosińskiego czy Dębka takich treści nie znajdziemy, nie tylko w książkach, ale ogólnie w necie. Owszem, Szydłoś też chrzani bzdury o Żydach, ale to nie jest mowa nienawiści, tylko takie tam "przemyślenia" szura odnośnie definicji terminu "naród". Natomiast na swoim fejsie ostro tępił antysemickie bełkoty.

      Usuń
  2. I prawidłowo, tępić złodziei i hochsztaplerów. Ja z kolei miałem do czynienia z niejakim Opolczykiem, też szurem-emigrantem, ale odpuściłem bo z psychicznym nie zamierzam się czołgać, zwłaszcza że i tak ktoś mu się dobrał do skóry i ma sprawę za obrazę uczuć religijnych. Zastanawiam się tylko, czy nie pozwać pewnych ludzi, za pewne szkalujące mnie wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Opolczykiem sprawa jest o tyle prostsza, że mieszka w Niemczech, na terenie UE. Znacznie trudniejsze jest dochodzenie roszczeń od typów z Australii czy USA, bo raz odległość, dwa - nie są w UE, trzy - anglosaski system prawny i wybitna niechęć do deportacji.

      Ale Tobie Opolczyk pewnie zaserwował porcję bluzgów i to nawet na terenie UE robi się problem, bo możesz go ścigać z oskarżenia prywatnego, ale tu Ci prokuratura nie pomoże, a nie wiem czy sąd wydałby wyrok bez wysłuchania go (bo na jego dobrowolne stawiennictwo nie ma chyba co liczyć).

      Usuń
  3. Współczuję. I tej kradzieży intelektualnej i wstawienia twojego artykułu na jakąś szemraną stronę. Sama się czasem zastanawiam czy moich tekstów z bloga ktoś nie kradnie, ale musiałabym śledzić, tracić czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to jest nurtujące zawodowo - co można zrobic takiemu typowi, który spier... do Australii. Czy jest bezkarny i może kraść na potęgę? A może wystarczy znaleźć adwokata w Sidney i tam mu się dobrać do dupy na gruncie australijskiego prawa?

      Usuń
    2. "Przykre" jest to, że przy dzisiejszym rozwoju technologii swobodnie dałoby się człowieka ścigać skutecznie na odległość. Tylko granice krajów to cholernie utrudniają. ;/

      Usuń
    3. Jest jeszcze jedna możliwość, ale to już zostawię na razie dla siebie, bo może ją wykorzystam - nie będę Wolnych ostrzegał :D

      Usuń
    4. Nie wiem. Ja już dawno rozłożyłam ręce w geście bezradności....

      Usuń
    5. Ja kilka dni temu wyczaiłam "drobną" kradzież i to ze strony, z której nigdy bym się tego nie spodziewała... ale cóż, zobaczy się jak sprawa się rozwiąże.

      Usuń
  4. No nieźle... To te wszystkie kradzieże opinii o książkach na pseudo-blogaski czy profile na LC nagle przestają robić takie wrażenie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i takie coś należy bezwzględnie tępić. Ale ta cała Wolna Polska zrobiła coś innego - nie podpisali się pod tym, oznaczyli moja autorstwo, chyba (bo nie porównywałem zdanie po zdaniu) nie wprowadzili żadnych zmian (poza wyrzuceniem "cz. 8" z tytułu). Ale to oczywiście nie oznacza, że mają prawo sobie brać wszystko jak leci - to autor decyduje gdzie i na jakich warunkach publikuje. To co oni zrobili, to jest taka sama kradzież, jakby kieszonkowiec zakosił portfel.

      Usuń
    2. Ale ja to doskonale rozumiem, chodziło mi tylko o to, że takie podkradanie opinii o książce przez jakąś nastolatkę wypada blado przy takim "kimś"/"czymś". Fajnie, że się z takimi dupkami nie patyczkujesz.

      Usuń
  5. Robi wrażenie... masz zadatki na dziennikarza śledczego. Prawdziwe wyzwanie to biografia Szydłowskiego... biografia "naukowa" i "duchowa"/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zadatki... Dziennikarstwem śledczym i kryminalnym param się od 15 lat :D

      Usuń
    2. A skąd mnie to wiedzieć? W takim razie biografia Szydłosia nie sprawi ci żadnych problemów. Dla google ten człowiek nie istnieje przed jakimś 2010 rokiem. Ciekaw kto go tak skrzywdził?

      Usuń
    3. Zebranie materiałów o Szydłosiu byłoby dość kosztowne, bo to by trzeba było pojeździć po jego śladach po Polsce. On dość pilnuje się w internetach, więc tyle co wiem - pochodzi z Łodzi, żonę miał z Wrocławia (wg wersji podawanej dawno temu przez Szydłoisia, ma ona być absolwentką Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, jednak - o ile dobrze tę panią namierzyłem, to nie do końca jest zgodne z prawdą, bo na UM kończyła tylko jakiś kurs czy podyplomówkę z dietetyki). Wykształcenie samego Szydłosie jest wielce tajemnicze.

      Szydłoś z żoną mieli jakąś klinikę dietetyczną, w której stosowali szurowskie metody, ale to chyba bardzo krótko, bo w 1991 roku Szydłoś (bez żony) wyemigrował do Kanady. Wyemigrował w czasach przedinternetowych, więc trudno w necie znaleźć informacje o jego życiu przed emigracją.

      Usuń
    4. Oprócz tego ma "wydawnictwo" w Kanadzie. Taki z niego wydawca jak historyk. Myślisz, że go ktoś inspiruje, podsyła te "skrypty"? Przecież przed kamerką ledwo se radzi z czytaniem tego...

      Usuń
  6. Współczuje kradzieży. Nawiasem mówiąc, co te szury mają z dopisywaniem sobie drugiego członu do nazwiska? Myślą, że mądrzejsi od tego będą?
    Czekam na informacje o tym, czy udało się dobrać temu indywiduum do skóry.
    Nawiasem mówiąc, czy będziesz próbował doprowadzić też do zamknięcia tego psychiatryka? W końcu brak stopki redakcyjnej, to jak wspomniałeś łamanie prawa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko brak stopki redakcyjnej, ale też Rek jako redaktor naczelny... Prawo zabranie obejmowania takowego stanowiska osobie skazanej za przestępstwo popełnione z niskich pobudek - ale nie wiem czy wyrok australijski + polski list gończy mają tu zastosowanie.

      Usuń
  7. Przykra sprawa z kradzieżą artykułu i związana z tym konieczność babrania się w tym bagnie. Swoją drogą, co za pokraczne indywidua chodzą po tym świecie :/ Trzymam kciuki, żeby udało się choć trochę utrzeć im nosa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A internet takim pokracznym indywiduom umożliwia bezkarne popełnianie drobnych przestępstw - przynajmniej dopóki nie przekroczy linii, za którą warto prokuraturze starać się o deportację. Ale oczywiście kradzież własności intelektualnej i to na niewielką skalę, to za mały kaliber.

      Usuń
  8. Współczuję uprowadzenia Pana tekstu do szurowskiej mordowni. Dla mnie to nie jest to samo, co kradzież portfela, chociaż taka sytuacja też może być dotkliwa. Większym chyba szokiem jest ujrzenie swoich wypowiedzi i swojego znaku rozpoznawczego w kontekście wariackich lub pełnych jadu wypocin Wolnej Polski. Bo to tak, jak ogłoszenie: ten człowiek jest z nami.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naziole, złodzieje i debile są tu niemile widziani. Podpadasz parszywcu pod wszystkie trzy kategorie.

      Usuń
  10. Indywiduum Rek
    Widzę, że nie rozumiesz, że nie jesteś tu mile widziane - każdy twój post poleci w powietrze. Jesteś po prostu jak taka kupa obornika, którą niemile mieć w zasięgu wzroku, bo nie dość, że widok niefajny, to jeszcze cuchnie.

    Tym niemniej dziękuję za informację, że za publikacje na stronie odpowiadają jacyś "młodzi ludzie" - jak się domyślam z Polski, więc prokuratura będzie miała ułatwione zadanie. Swoją drogą, tak podkapować swoich parobków...

    OdpowiedzUsuń