sobota, 28 kwietnia 2018

Marzec-kwiecień 2018 – raport z biblioteczki


Przegląd za dwa miesiące, bo przez grypsko w marcu prawie nie wychodziłem z domu i prawie nic nie przybyło. Prawie nic, czyli dwie książki – raz historia, raz fantastyka. A w kwietniu książek zero – kupiłem za to piętnaście komiksów (co moja kieszeń nieco odczuła, bo jednak komiksy są znacznie droższe od książek).

I zacznę właśnie od komiksów. Duża różnorodność – pięć amerykańskich (przy czym żadnego z trykociarzami, bo Chłopaków chyba do tej szuflady nie wetkniemy). Europejskich siedem – a wśród autorów Francuzi, Włoch, Hiszpan, Szwedzi i Polak. Na dokładkę trzy razy Japonia.

Po wcześniejszym nabyciu tomów 1 i 2 Druuny, teraz kupiłem tomik ZERO (autor, Paolo Eleuteri Serpieri jest Włochem, ale pierwotnie komiks ukazywał się we Francji). To komiks bez słów; cała fabuła przedstawiona jest za pomocą obrazów (i teraz co się robi z takim komiksem – bo chyba nie czyta?).

Przyznam, że już dawno straciłem nadzieję, że kiedyś doczekamy się po polsku dzieł Hiszpana Vicente Segrellesa. Ten autor już przed „wiekami” zwrócił moją uwagę, bo kadry z jego komiksów zdobiły w latach dziewięćdziesiątych okładki Nowej Fantastyki i książek wydawnictwa Alfa (tu jedną można zobaczyć – Fletcher Pratt i L. Sprague de Camp, Żelazne zamczysko). W Najemniku każdy kadr to de facto obraz malowany farbami olejnymi.

Oba komiksy – Druuna i Najemnik – świetnie wydane przez Kurca (acz Druuna lepiej – oprawa płótnopodobna + obwoluta). Tylko, kurcze, czemu to takie drogie (okładkowo: Druuna – 79 zł za 80 stron, Najemnik – 49,90 zł za niby 64 strony, ale sam komiks ma 48, reszta to dodatki)? Szkoda, że wydawca uznał za stosowne puścić Segrellesa w zeszycikach zamiast w integralach (a tak ładnie można to podzielić – trzy integrale po trzy zeszyciki i ostatni tomik zbierający części 10-13, czyli te tworzone już komputerowo).

Dalej europejsko: dwa tomy z egmontowskich Plansz Europy. Lanfeust z Troy to kontynuacja (i zarazem zamknięcie) podcyklu (czy kolejne podcykle z tegoż uniwersum będę kupował – muszę przemyśleć). Z kolei Towarzysze zmierzchu Bourgeona – historyczna fantasy z akcją umieszczoną podczas wojny stuletniej – to (podobno, bo jeszcze nie czytałem) absolutna klasyka i komiks z gatunku „musisz to mieć”).

Vei to komiks szwedzki, ponoć bardzo popularny w Skandynawii. Wydawca reklamuje to, jako coś dla młodszego czytelnika, ale króciutka notka brzmi zachęcająco (Co się stanie, gdy poszukująca wejścia do mitycznej krainy olbrzymów grupa przymierających głodem wikingów natknie się na unoszone falami ciało nieprzytomnej dziewczyny?). Zakup po części wynika z zaufania do wydawcy, bo dotąd żaden tomik Non Stop Comics mnie nie rozczarował. Swoją drogą ciekawe, że NSC wychodzi poza rynek amerykański i zaczyna szukać komiksów europejskich. Mam nadzieję, że rośnie Egmontowi poważna konkurencja.


Z NSC przybyły jeszcze trzy komiksy amerykańskiego wydawnictwa Image. Monstressa i Rat Queens to drugie tomiki świetnie rozpoczętych serii (ciekawostka: pierwotnie ten tomik Rat Queens wydawca zapowiadał pod tytułem: Okazałe jądra N’Rygotha, ale ostatecznie okazałe jądra zmieniły się w dalekosiężne macki :D). Oblivion song to komiks znanego Roberta Kirkmana (twórcy m.in. The Walking Dead) – scenariusz niezły, natomiast nie wiem czy Kirkman dobrze sobie wybrał rysownika...


I jeszcze dwa tomy made in USA. Po przeczytaniu pierwszego Sandmana zrobiłem tylko „łał”... Na dziś twierdzę, że Sandman przerasta powieści i opowiadania Gaimana, więc dla fana tego autora jest zakupem obowiązkowym (Kasia słyszy? :D).

A tu znowu kamyczek do ogródka Egmontu, wydawcy, który dba, żeby czytelnik, broń Boże, nie był w pełni zadowolony. O ile główną serię Sandman dostajemy porządnie wydaną (kreda, twarde oprawy), o tyle część tomików spoza tej serii poszła w miękkiej oprawie (np. Sandman. Furie), a Lucyfer – komiks z tego samego uniwersum – nie dość, że w miękkich oprawach, to jeszcze na gufnianym papierze gazetowym (ale w cenach prawie jak na kredzie w twardej oprawie).

Chłopaki to drugi tomik anty-superbohaterskiej serii. Tym razem dwie historyjki, pierwsza słabsza, druga nieco lepsza (akcja toczy się na terenie Rosji). Przyznam, że bawiłem się gorzej niż przy pierwszym tomie – żarty na jedno kopyto, kręcące się głównie wokół seksu, rzadziej defekacji.

Mangi przybyły trzy – Saga winlandzka i Berserk to moje ulubione obecnie ukazujące się serie.


Na koniec komiksowego przeglądu – Polska. Komiksy KaeReLa (Karola Kalinowskiego) zachwalała mi dość dawno temu blogerka zajmująca się literaturą dziecięcą. Mają „dziwne” formaty – Łauma w stylu Tytusa, Romka i A’Tomka, a Kościsko to taka mała, kwadratowa książeczka. Rzeczywiście, jakiś klimat to ma. Ale dla mnie nieco zbyt infantylne. Zastanawiam się czy popularność tych komiksów nie wynika z tego, że są propogańskie i antykościelne, co w pewnych środowiskach uchodzi za plus. Mnie to akurat wisi, więc może dlatego oceniam te tomiki nieco ostrzej.


I marcowe książki.

Olga i osty to jedyna pozycja Agnieszki Hałas, której do tej pory nie miałem. A że autorkę uważam za jedną z trzech najlepszych polskich twórców literatury fantasy (obok Piskorskiego i Raka), to w końcu kupić musiałem.

Wielka Lechia Żuchowicza (prowadzącego blog Piroman), to z racji moich zainteresowań, zakup obowiązkowy. Tym razem to nie pozycja turbolechicka, lecz wręcz przeciwnie. Czy pozycja udana... Nie wiem. Przede wszystkim nie wiem, dla kogo autor ją napisał. Dla historyków? Chyba nie. Dla turbolechitow, żeby im coś w czaszkach rozjaśnić? Wydaje mi się, że w takiej formie to się do nich nie przebije. Moim zdaniem, to książka dla osób, które gdzieś w necie zetknęły się z turbo-bredniami, „podskórnie” czują, że coś tu nie gra, ale nie mają wykształcenia historycznego (archeologicznego itp.) i samodzielnie tego zweryfikować nie potrafią.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

16 komentarzy:

  1. Ja uważam, że książka Żuchowicza napisana została dla historyków, dla środowiska historycznego. Nie wiem... tak to sobie tłumacze. Mam zresztą duży problem z oceną i recenzją tej książki, ale myślę, że niedługo się uporam z moim wewnętrznym dylematem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm... Ale po co to historykowi? Przecież dla historyka to zestaw oczywistych oczywistości :D

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. No właśnie - komiksy za szybko się czyta, z tych piętnastu już wciągnąłem jedenaście...

      Usuń
  3. "Olga i osty" to bardzo dobra książka. Nie mogłam się od niej oderwać, choć nie przepadam za fantasy. Inna sprawa, że elementów fantasy w niej niewiele, większość akcji dzieje się w naszej rzeczywistości. Podobały mi się portrety psychologiczne dwojga głównych bohaterów oraz język – bardzo ładny, plastyczny, nastrojowy. No to miłego czytania i czekam na recenzję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem tak samo - wieczorem chciałem przeczytać parę stron przed spaniem i jakoś przeczytałem od razu do końca :D

      Usuń
  4. Piszesz, że NSC zaczyna szukać komiksów europejskich, a przecież oni chyba od europejskich zaczynali. Tank Girl to komiks europejski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano tak, Tank Girl to komiks brytyjski. Może przyzwyczajenie z książek - Wielka Brytania to dla mnie świat anglosaski, a nie Europa :D

      Usuń
  5. Z każdym raportem coraz bardziej mi się chce tych komiksów, ale portfel za nic tego nie wytrzyma :P
    FB Ci odblokowali? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odblokowali :D

      No, nie da się ukryć, że ceny komiksów są masakryczne. Non Stop Comics można znaleźć w atrakcyjnych cenach, ale Egmont się raczej ceni (o Kurcu, Taurusie czy Studio Lain nawet nie wspominam :D ). Chociaż Egmont jakby ostatnio spuścił z tonu (wpływ NSC?) - np. zapowiadają świetny komiks o Wikingach "Ludzie północy" za 120 zł, ale to po 1. aż 464 strony na kredzie w twardej oprawie, po 2. w przedsprzedażowej promocji jest za 84 zł, a sądzę, że jak już wyjdzie to i za 79 się kupi.

      Usuń
    2. Dla mnie niestety ceny z kosmosu, więc na razie - mimo że mi serce krwawi - muszę się ograniczać do podglądania ;)

      Usuń
    3. Zdaję sobie sprawę, że ceny przerażają - jeden tom Sandmana za 60-70 zł jeszcze do przeżycia, ale cała seria główna - 11 tomów (numeracja 0-10) to już wydatek co najmniej 700 zł...

      Usuń
  6. Z Sandmanem to musisz zwiększyć tempo, bo powoli zaczyna być problem z niektórymi tomami, a sprzedawcy powoli cenami spekulują.
    W każdym razie jest to chyba najlepsze z czym się spotkałem do tej pory, jeśli chodzi o komiksy.
    Polecam również "Gnat" - coś dla dzieci i dorosłych. Zabawne iadre jednocześnie, ze świetnym tłumaczeniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Egmont zapowiedział, że Sandman będzie w ciągłej sprzedaży, czyli jak tylko jakiś tom się skończy, to zaraz będzie dodruk. Ale to dotyczy oczywiście tylko głównej serii.

      Gnata czytałem t. 1 - przyznam, że mnie nie zachwycił. Jakoś tego typu poczucie humoru do mnie nie trafia, a fabularnie i graficznie na kolana mnie nie rzuciło. Jakbym miał do czegoś porównać, to pewnie do Sknerusa McKwacza.

      Dalej w tę serię brnąć nie będę, bo szykuje się sporo dobrych komiksów, w tym od "drogich" wydawców - u mnie na listę wjechały:
      - Mroczni Sędziowie (to z uniwersum Dredda) ze Studio Lain.
      - Solo (Oskara Martina) - też Studio Lain.
      - Brigada (Enrique Fernandeza) - Studio Lain.
      - Śmierć Stalina od NSC (to akurat będzie droższe, bo większy format i twarda oprawa).
      - Ludzie północy z Egmontu.
      - Kenia - wyd. zbiorcze z Egmontu.
      - Transmetropolitan - wyd. zbiorcze z Egmontu, na razie dwa tomy.

      Ze starszych rzeczy chyba kupię "Wieczną wojnę" (chociaż mam w zeszytówkach z Fantastyka - Komiks) i "Wieczną wolność" oraz "Strażników" Moore. Do tego kontynuacje serii (jak Druuna czy Najemnik) + tańsze wydania miękkookładkowe... Więc kasę na komiksy mam świetnie zagospodarowaną z wyprzedzeniem.

      Usuń
    2. O, to ciekawostka z tym Egmontem. Dobrze wiedzieć na przyszłość.
      Choć nie ma się co oszukiwać, poza główną serią (10 tomów) warte uwagi w zasadzie tylko Uwertura, Noce Nieskończone oraz Śmierć. Jednocześnie trochę mnie przeraża pomysł budowania osobnego uniwersum wokół Sandmana. Skończy się pewnie tym, że wycisną serię jak cytrynę kosztem jakości.

      Gnat tak mi się podobał właśnie ze względu na podobieństwo do komiksów ze Sknerusem. Ale ja, w porównaniu do większości znajomych, bardziej się emocjonowałem komiksami o Kaczorze Donaldzie niż Batmanie czy Supermanie.
      Kaznodzieję brałeś pod uwagę (może czytałeś?). Również dobra seria - jednak te hurraoptymistyczne recenzje i opinie lekko przeszarżowane.

      U mnie z klasyki ostatnio wpadły komiksy - Strażnicy, V jak Vendetta, Top 10, Powrót Mrocznego Rycerza, Batman: Rok Pierwszy, 300 oraz trzy tomy Ligi Niezwykłych Dżentelmenów.
      Jak do tego dodać całość Sandmana, Sknerusa i Gnata to wychodzi na to, że czas teraz dla odmiany wrócić do mangi, bo mocno te domowe półki zaniedbałem.

      Usuń
    3. Kaznodziei nie brałem pod uwagę z dwóch powodów: 1) oglądałem serial, a zazwyczaj nudzą mnie powtórki (np. jakoś przynudził mnie ostatnio serial Terror - czytałem książkę), po 2) jestem zniechęcony do Ennisa po drugiej części Chłopaków.

      Trykociarzy od jakiegoś czasu w ogóle nie czytam. DC nigdy mi nie przypadło do gustu, a Marvel puszcza coraz bardziej idiotyczne historyjki.

      A z mang, tak szczerze, to wybór dla dorosłego czytelnika niewielki - tym bardziej dla mnie, bo preferuję tematykę fantastyczną i historyczną. To w grę wchodzą z fantasy - Berserk, z SF - Blame!, Abara i może Planetes, z historycznych - Saga winlandzka i Opowieść panny młodej. Na ten miesiąc zaplanowałem zakup brakujących części Berserka i sprawdzenie nowej serii - Goblin Slayer.

      Usuń