sobota, 26 grudnia 2015

Stephenie Meyer, Zmierzch

Rozbawiłem Was? Tak, zacząłem kiedyś to czytać. Dość dawno temu, ale trauma jaką wówczas przeżyłem pozostała. Zabrałem się za to nie mając zielonego pojęcia czym jest paranormal romance. Chciałem zobaczyć co to za fantasy, którym zaczytują się kobiety.

Czemu teraz o tym piszę? Otóż zabrałem się za sporządzenie kanonu fantasy. Kryteria przynależności uwzględniłem dwa: wpływ na rozwój gatunku i wartości literackie. Zmierzch, jako najbardziej znany przedstawiciel popularnego podgatunku, naśladowany przez legion pisarek, bez wątpienia spełnia pierwszy warunek. Acz kiedy miałem go umieścić w kanonie, klawiatura zadrżała.

środa, 23 grudnia 2015

966. Narodziny Polski

Gdybym nadawał notkom tytuły, tu byłby taki: Dno i trzy metry mułu. Z podtytułem: Jak nie należy tworzyć książki popularnonaukowej.

Książkę (czasopismo? – trudno to jednoznacznie zakwalifikować) zobaczyłem w saloniku prasowym, biorę do ręki, widzę nazwiska autorów: Sikorski, Strzelczyk, Fałkowski, Pleszczyński, Moździoch (fajnie, będzie sporo archeologii). W tym gronie jednego fantastę – Przemysława Urbańczyka – jakoś strawię. To kupuję.

Zaczynam czytać. Fak, fak, fak – to moja reakcja. Otóż okazało się, że uznanym historykom zostawiono części wprowadzające i ogólnikowe. Sprawy szczegółowe powierzono właśnie owemu fantaście. Przypomnę, że Urbańczyk niedawno opublikował niedorzeczną książkę o Mieszku I [1], zrównaną z glebą przez wspomnianego Sikorskiego [2] (po czym Urbańczyk ripostował artykulikiem, którym pokazał tylko, że merytorycznie nie ma nic do powiedzenia, za to na trolla internetowego nadałby się świetnie).

niedziela, 20 grudnia 2015

Nalo Hopkinson, W kole stań dziewczyno

Są autorzy, którym wydawcy wyrządzili krzywdę. Moim zdaniem, specjalizują (specjalizowały?) się w tym Rebis oraz Zysk i S-ka, a konkretnie mam na myśli wydawane przez nich serie Salamandra i Kameleon. Gdzie tu krzywda – wydawanie w prestiżowych (w założeniu) seriach? Otóż i Kameleon, i Salamandra charakteryzują się zacieraniem przynależności danej książki do SF lub fantasy: nic nie mówiące okładki, nic nie mówiące streszczenia, nic nie mówiące blurby, nic nie mówiące notki o autorach.

„Dzięki temu pozycje te miały szansę dotrzeć do czytelnika spoza fantastycznego getta” – ktoś powie. Naprawdę? To proszę mi wskazać autorów SF/fantasy, którzy debiutowali w Polsce w tych seriach i dzięki temu się wybili. Większość z nich w ogóle nie zainteresowała fanów fantastyki. Miłośników „niefantastyki” też nie.

piątek, 11 grudnia 2015

Sheri S. Tepper, Trawa

Seria Artefakty wydawnictwa Mag w zamierzeniu ma prezentować to co najlepsze w SF sprzed 20-50 lat [1]. Jak wpisuje się w ten plan książka, którą Sheri S. Tepper debiutuje na polskim rynku?

Zacznę od tego, że jako humanista czytam niewiele SF, bo często odstrasza mnie język ze słownika „ścisłowców”. Oczywiście, większość powieści fantastyczno-naukowych nie jest tym jakoś nadmiernie naszpikowana, ale trafiły mi się takie, których właśnie z tego powodu nie dokończyłem. Stąd pewna nieufność wobec gatunku.

A Trawę kupiłem dla... okładki. Tak, te różne odcienie zieleni, połączone z dość naiwnym (nie jest to pejoratywne określenie!) wyobrażeniem „potwora” jakoś skojarzyły mi się z malarstwem Henri Rousseau, które bardzo lubię. To chyba pierwszy przypadek, że opakowanie skłoniło mnie do wydania kasy na książkę. Zresztą zobaczcie sami jedno z dzieł Rousseau zwanego Celnikiem (jest to fragment obrazu Sen z 1910 r.):

wtorek, 8 grudnia 2015

Kate Griffin, Szaleństwo aniołów czyli zmartwychwstanie Matthewa Swifta

Po kilku latach przerwy Mag wrócił do wydawania tego cyklu. Zanim zabiorę się za najnowszy, czwarty tom, robię przypominajkę z poprzednich. Szaleństwo aniołów to „prawdziwe” urban fantasy – Londyn jest nie tylko scenerią, jest pełnoprawnym bohaterem. Trzeba przyznać, że Griffin „czuje” miasto.

W Londynie żyją osoby parające się magią. Czarodzieje, czarownicy, czarownice – ci czarują w tradycyjny sposób mamrocząc jakieś inwokacje. Ale główny bohater jest czarnoksiężnikiem. Jego moc pochodzi wprost od miasta. Magia śmieci, magia metra, magia przewodów elektrycznych... Zresztą nie tylko on czerpie z miasta. Swoistą moc mają też motocykliści, grafficiarze, żebracy, włóczędzy, czyli wszystkie te „pierdolone męty społeczne”. Do tego są jeszcze ludzie zamienieni w idee, jak Król Żebraków, Bezdomna itd.

Marek Olejniczak, Kotłów 1108-2008. Monografia wsi

Teraz pewnie każdy pomyśli – co może być ciekawego w dziejach jakiejś dziury, nie wiadomo gdzie się znajdującej? Do tego, co mnie w dziejach Kotłowa interesuje, dojdziemy.

Najpierw lokalizacja. Kotłów to spora wieś w gminie Mikstat, w powiecie ostrzeszowskim (woj. wielkopolskie). Marek Olejniczak przedstawił nam nie tylko dzieje wioski, ale też parafii, do której należy również Strzyżew (gmina Sieroszewice, powiat ostrowski).

Autor to historyk-regionalista zainteresowany dziejami ziemi ostrowskiej (gmina Mikstat do 1955 r. należała do powiatu ostrowskiego). Niestety, Marek Olejniczak zmarł w 2011 roku – w poprzednim tygodniu obchodziliśmy rocznicę jego śmierci.
Więcej o autorze: Wikipedia, PTTK, parafia w Kotłowie.

Książka ma, moim zdaniem, dziwny układ. Najpierw przedstawione są dzieje wsi, potem parafii rzymskokatolickiej, polskokatolickiej (tu podrozdział o Strzyżewie), innych obiektów, dalej idą legendy i szlaki turystyczne. Kotłów to nie Warszawa czy Poznań, żeby konieczne było takie wydzielanie. Natomiast skutkiem jest to, że np. początki kościoła romańskiego omówione zostały trzy razy (w historii wsi, historii parafii rzymskokatolickiej i legendach).

Top 10: najgrubsze książki w mojej biblioteczce

Akcja, która nieśpiesznie przemyka (a może raczej przeczołguje się) przez książkowe blogi. W pierwszym momencie pomyślałem jak onetowy Jasiu Śmietana: To jezd bes sęsu. Ale idea, raz zaszczepiona w czaszce, nie dawała się zbyć. Zacząłem się łapać, że patrzę na swoją biblioteczkę wyszukując grubasów. W końcu poszedłem po rozum do głowy (nie chwaląc się, nie było daleko), wyjąłem co grubsze tomiszcza i zrobiłem :)


czwartek, 3 grudnia 2015

Daniel Abraham, Wstęp do taksonomii ras

Wczoraj pisałem o tym dodatku do Smoczej drogi. Udało mi się go odszukać w necie :) A jako ilustracja, okładki oryginalnych wydań wszystkich czterech tomów cyklu.
________________________________________________________


Wstęp do taksonomii ras

(Fragment manuskryptu przypisywanego Malasinowi Calvahowi, taksonomowi Klerona Nuasti Cau, piątego tego imienia)

„Próba uporządkowania oraz usystematyzowania trzynastu ras ludzkich podług pokrewieństwa, hierarchii ważności, możliwości łączenia się w pary czy też ich przeznaczenia to przedsięwzięcie, na które siłą rzeczy trzeba by poświęcić całe życie. Nie powinno jednak być powodem do zmartwienia, że co misterniejsze niuanse wielkiego i skomplikowanego dzieła stworzenia mogą czasem wydawać się zawiłe i niejasne. Celem tego eseju jest wprowadzenie laika na piękną i wielce satysfakcjonującą ścieżkę taksonomii.

Rozpocznę od krótkiego przewodnika, do którego czytelnik będzie mógł odnosić się na dalszych etapach.

środa, 2 grudnia 2015

Michael Phayer, Kościół katolicki wobec Holokaustu, 1930-1965

Zauważyłem, że szybciej mi przybywa książek, niż je czytam, a szybciej czytam, niż potem tu opisuję :) Książek w księgarniach, za „normalną” cenę kupuję kilka w miesiącu, ale jestem też regularnym klientem tanich księgarń, okazji na allegro i olx oraz przewalam pudła z książkami w Tesco czy Kauflandzie. Właśnie w tym ostatnim kupiłem książkę historyczną, daleką od moich zainteresowań, bo te koncertują się na wczesnym średniowieczu (X-XIII w.).

Z zasady nie powiększam biblioteczki o pozycje tego typu, bo chatę mam już zawaloną woluminami. Dlaczego zatem nabyłem książkę o stosunkach Watykanu z nazistami? Bo mam w pamięci dyskusję, która przetoczyła się przez prasę kilkanaście lat temu, w związku z wydaniem pozycji Johna Cornwella, Papież Hitlera. Tajemnicza historia Piusa XII. Trudno było wtedy znaleźć wyważone artykuły na ten temat, to było miotanie się między hagiografiami w stylu tygodnika „Niedziela” a bezpardonowym hejtowaniem „Faktów i Mitów”.

Daniel Abraham, Smocza droga

Abraham to przykład całkiem przyzwoitego pisarza, który nie przyjął się w Polsce. Właściwie trudno powiedzieć, jaka jest tego przyczyna. W każdym razie wydawcy rozgrzebali i porzucili trzy jego cykle. W wszystkich przypadkach wydano tylko pierwsze tomy, które teraz zalegają w tanich księgarniach. To wyraźnie pokazuje, że Abraham nie trafia w gust polskiego czytelnika. Nie czytałem, więc nie będę się wypowiadał, o Przebudzeniu Lewiatana (pierwszym tomie cyklu space opera – wydała Fabryka Słów) [1]. Natomiast podobała mi się książka Cień w Środku Lata, pierwszy tom cyklu fantasy (wydał to Mag). Oryginalny świat, fajni bohaterowie, niesztampowa fabuła, interesujący system magii, zwrócenie uwagi na problematykę gospodarczą. Lektura dała mi dużo radości :)

Więc jak zobaczyłem w taniej księgarni Smoczą drogę, nie zastanawiałem się. Trudno tę powieść ocenić, bo jest to tom wprowadzający do cyklu. Kolejnych pozycji zapewne nigdy nie poznamy – wydawnictwo zostało zlikwidowane, a dotychczasowe doświadczenia z Abrahamem pewnie nie zachęcą innych wydawców do kontynuacji. Muszę zatem oceniać tę książkę jako samodzielną pozycję.