piątek, 29 stycznia 2016

Polegli na polu chwały


Czyli o pisarzach fantasy (niesłusznie) niedocenionych przez polskiego czytelnika. O dwójce takich już pisałem: Nalo Hopkinson i Daniel Abraham. O ile w pierwszym przypadku ewidentnie zawinił wydawca, o tyle drugi jest dla mnie zagadką.

sobota, 23 stycznia 2016

Krzysztof Piskorski, Krawędź czasu

O kurcze, że on się w tym nie zamotał... A teraz jak napisać coś o tej książce, samemu się nie zamotać i nie spojlerować?

Piskorski inspirował się legendą o Żydzie Wiecznym Tułaczu. Niejaki Aswerus czy też Cartaphilus, a może Bassi Hadhret Issa (bo w różnych wersjach legendy nosi różne imiona) miał znieważać, poganiać czy nawet uderzyć Jezusa niosącego krzyż na Golgotę. Na to Jezus mu odparł: Idę, a ty zaczekasz na mój powrót. I od tej pory Żyd Wieczny Tułacz błąka się po świecie oczekując na ponowne przyjście Mesjasza.

czwartek, 21 stycznia 2016

China Miéville, Kraken

Autor znany przede wszystkim z cyklu Nowy Crobuzon. Nie mam zwyczaju kupować książek twórców mi nieznanych za pełną cenę – eksperymenty robię taniej (tanie księgarnie, allegro, olx). Po wydaniu Nowego Crobuzonu jakoś się zgapiłem. Kiedy potem próbowałem dostać, okazało się, że tom II – Blizna ma kosmiczne ceny (nawet 120 zł za książkę używaną!). Więc odpuściłem sobie Chinę Miévilla. Ale ostatnio w Matrasie zobaczyłem Krakena na przecenie i kupiłem.

Jest to pierwsza i zarazem ostatnia książka tego autora w mojej biblioteczce. Nie doczytałem jej do końca i nie wiem czy kiedykolwiek doczytam, bo jest to tak ciężkostrawna literatura, że nawet przestał mnie interesować finał.

środa, 20 stycznia 2016

Anthony Ryan, Pieśń krwi

Tę książkę czytałem już ze sto razy. Co prawda inne były tytuły, inni autorzy, ale ogólnie to samo.

Pieśń krwi na pewno nie zasługuje na hałas, jaki wywołała. Wydaje mi się, że jest oceniana zdecydowanie ponad swoją wartość dlatego, że autor sam przeszedł drogę od zera do bohatera – pokazał wydawcom, że się nie znają, że można wydać książkę własnym sumptem i się wybić. Tym zdobył sobie sympatię czytelników i recenzentów.

W dziele Ryana nie ma kompletnie nic oryginalnego, zaś samo wykonanie jest niezłe, ale na pewno nie wyśmienite. Dla mnie książka słabsza od podobnej (o 12 lat starszej) trylogii Johna Marco, która zdobyła sobie w Polsce taką „popularność”, że na ostatni tom czekamy od kilkunastu lat [1].

wtorek, 19 stycznia 2016

Celia S. Friedman, Uczta dusz

Jeśli na okładce widnieje nazwisko „Celia Friedman”, to wiadomo, że książka jest z gatunku „musisz to przeczytać”. W Polsce znana była wcześniej jako autorka Trylogii Zimnego Ognia – świetnie łączącego fantasy i SF oraz powieści SF Obcy brzeg. Trylogia dostałaby tu 9/10.

Jak w porównaniu z nią prezentuje się „młodsza” aż o 16 lat Uczta dusz? Czasami zdarza mi się pisać: standardowe do bólu fantasy. I ta książka jest właśnie takim standardowym do bólu fantasy, ale za to jakie wykonanie! Śmiem twierdzić, że nawet lepsze niż w przypadku Trylogii.

Najpierw o standardzie. Świat, jak to świat fantasy, nic specjalnego, a już pomysł na uwięzienie zła za „zaporą” na północy jest wybitnie oklepany (Martin, Williams). Oczywiście są stróże tejże zapory. Są też osoby parające się magią, a nawet kilka kategorii takowych osób.

środa, 13 stycznia 2016

Maciej Guzek, Trzeci Świat

Zacznę od tego, że nie czytałem Królikarni – wcześniejszego zbioru opowiadań z tego samego świata. Podobno jest lepszy od powieści. Ale podobno też jego znajomość nie ma wpływu na lekturę Trzeciego Świata.

Formę dla swojej powieści Guzek wymyślił ambitnie – reportaż, gatunek dziennikarski rzadko wykorzystywany w fantasy (o ile w ogóle, bo nie przychodzi mi teraz do głowy inny tytuł). Tyle że reportaż, to jeszcze trzeba umieć napisać. Umiejętności Macieja Guzka nie są może na najniższą półkę, ale zdecydowanie też nie na którąś z górnych.

Poza tym liznąłem w życiu trochę dziennikarstwa i reportaż to dla mnie coś, co przynależy do informacyjnej części dziennikarskich gatunków, a nie publicystycznej. U Guzka za dużo „autora” reportażu – im bliżej końca, tym gorzej pod tym względem. Reportażysta nie powinien przyćmiewać tego, o czym pisze.

wtorek, 5 stycznia 2016

Martha Wells, Śmierci nekromanty


Przypomnę co niedawno pisałem w swojej opinii o Zadrze Piskorskiego: Wcześniej przeczytałem kilka pozycji steampunkowych i uznałem, że to dość głupawy gatunek
Właśnie Zadra nieco zmieniła moje nastawienie. Więc gdy zamawiałem paczuszkę w Dedalusie, dorzuciłem do niej właśnie tę pozycję, uchodzącą również za steampunk fantasy.

Zanim przejdę do swoich wrażeń, pozwolę sobie zacytować Beatryczę Nowicką, której recenzje zazwyczaj uznaję za trafne: „Śmierć nekromanty” Marthy Wells jest jednym z nielicznych przykładów powieści fantasy, łączącej wyraziście nakreślony świat, klimat oraz wartką akcję.

Aleksander Paroń, Pieczyngowie. Koczownicy w krajobrazie politycznym i kulturowym średniowiecznej Europy

Parę dni się zbierałem za naskrobanie kilku słów o tej książce. Zdecydowanie łatwiej, kiedy jest się do czego doczepić. Tutaj nie ma.

Pieczyngowie, to turecki lud koczowniczy, który odegrał dość ważną, acz nie pierwszoplanową rolę w dziejach wczesnośredniowiecznej Europy. Polska historiografia od dawna się nimi interesuje, ale raczej wydarzeniami mającymi związek z naszym krajem (udział Pieczyngów w wyprawach Bolesława Chrobrego na Ruś, misja św. Brunona, problem osadnictwa Pieczyngów w Polsce) i – to zaskakujące – ostatnim aktem dziejów tego ludu, który rozegrał się na Bałkanach. O całościowe ujęcie pokusił się wcześniej tylko Edward Tryjarski, ale jest to praca już ponad 40-letnia i o znacznie mniejszej objętości (niespełna 150 stron) [1].