czwartek, 27 października 2016

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 4): inne „źródła”

Jasnogórski Poczet Królów Polski  - rzekomo ukrywany przez Kościół...







Bieszki, Szydłowskie et consortes – poza Kadłubkiem i rzekomym Prokoszem – powołują się jeszcze na rzekome liczne inne źródła, że pozwolę sobie zacytować słowa, które Szydłowski skierował do mnie:

wtorek, 18 października 2016

Klaudia Dróżdż, Kazimierz Odnowiciel

W czasach mrocznego PRL badania nad biografistyką, genealogią były traktowane nieco po macoszemu. Oczywiście z przyczyn ideologicznych, bo marksizm ograniczał rolę jednostki w dziejach na rzecz społeczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem klas niższych. Miało to też swoje dobre strony. Jeśli już jakaś biografia powstawała, to było zwieńczenie wieloletniej pracy i wnikliwych studiów szczegółowych, że pozwolę sobie przypomnieć sztandarowy „produkt” tamtych czasów, czyli biografię Henryka Brodatego pióra Zientary.

Po upadku PRL nastał trend na biografistykę. I, niestety, zaczęła wychodzić masa biografii-doktoratów, czyli napisanych nie jako zwieńczenie, a jako początek badań. A nieraz jest to zarazem początek i koniec. Tak jest w przypadku Klaudii Dróżdż. Przed biografią Kazimierza Odnowiciela opublikowała jedną pracę szczegółową (z tą szczegółowością zresztą nie „poszalała”) – o wykształceniu tego Piasta, czyli zarazem o Bolesławie Zapomnianym (którego – żeby od razu ujawnić mój stosunek do tej postaci – sam zwę Rzekomym albo Nieistniejącym). Nie znalazłem też jej późniejszych artykułów czy książek o Polsce XI wieku.

sobota, 15 października 2016

Kajko i Kokosz. Nowe przygody: Obłęd Hegemona

Po raz pierwszy piszę o komiksie, ale to nie znaczy, że stronię od nich. Kiedyś Nowa Fantastyka wydawała kwartalnik: Komiks Fantastyka. I tam czytałem artykuł o roli półkul mózgowych w odbiorze komiksu. Podobno lewa odpowiada za czytanie, a prawa za oglądanie obrazków. Tylko u dzieci dochodzi do takiego „skorelowania”, że przy lekturze „ogarniają” jedno i drugie jednocześnie. Dorosły, który nie zapoznał się z tym gatunkiem sztuki w dzieciństwie, ma problem: najpierw tekst czy obrazki? Człowiek, który czytał komiksy w dzieciństwie tego problemu nie ma.

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że historyjki z dymkami poznawałem jednocześnie z pierwszymi książkami. Były to oczywiście historyjki z magazynów Relax (Thorgal!), Alfa i Świat Młodych, ale także Koziołek Matołek, Fiki Miki, Tytus, Romek i A'Tomek, Kleks, komiksy Baranowskiego, czy Kwapiszon (robiony interesującą metodą: rysunki nanoszone na zdjęcia). I był (byli) Kajko i Kokosz.

piątek, 14 października 2016

Krzysztof Piskorski, Czterdzieści i cztery

Nam strzelać nie kazano. – Wszedłem na kulomiot
I spojrzałem na pole, którem carski pomiot
Nadciągał szeregami jako morza brzegi:
Piechota, kawaleria, strzygi, wszędobiegi;
Za niemi wódz – w koronie etheru zasiada
Na żarptaku co skrzydła ogniste rozkłada,
Spod których kolumnami trupy ożywione
Bez tchu, bez serc, bez ducha idą w naszą stronę.
Lści morze bagnetów, ziemia dudni. Jak sępy
Czarne chorągwie martwe prowadzą zastępy.

Taką Redutę Ordona napisał Mickiewicz w 1832 roku – wersja z Europy1. Czyli znowu jesteśmy w świecie znanym z Zadry. A teraz będę się bił w piersi i do głupoty przyznawał. Otóż w jednym z komentarzy napisałem niedawno:

czwartek, 13 października 2016

Czasami seczytam klasykę – wyzwanie

Nie przepadam za wyzwaniami, bo znaczna część z nich poziomem pytań pasuje do gimbazy. Ale to – Clasic Book Tag – akurat jest fajne, pozwalające poznać blogera, a blogerowi popisać o książkach (a to przecież lubimy najbardziej). Czyli dziękuję Izabeli Łęckiej-Wokulskiej, prowadzącej bloga Literackie Zamieszanie za nominację. Tak, wiem, obiecałem, że zrobię to do środy. Ale, jak już pisałem, ostatnio jestem mniej „czasowy”. Mam nadzieję, że obsuwa zostanie mi wybaczona.
Zdjęcie obok, to fragment mojej biblioteczki, jak sądzę, częściowo oddający moje zainteresowania :D

sobota, 8 października 2016

Spółka akcyjna do walki ze... smokiem

Czasem seczytam starą prasę i trafiłem na artykuł pasujący jak ulał do profilu tego bloga. Teraz mam problem, jak otagować post. Bo smok i smokobójcy chcący przejąć jego skarby, to fantasy czystej wody... Ale wydarzenie jest autentyczne, opisywane przez prasę w 1929 roku. Korzystałem konkretnie z artykułu z Ilustrowanego Kuriera Codziennego, który – w przeciwieństwie do choćby bulwarowego Kuriera Czerwonego – uchodził za gazetę poważną. Ba, chyba „najpoważniejszą” w przedwojennej Polsce.

poniedziałek, 3 października 2016

Wrzesień – raport z biblioteczki i bloga

Wreszcie skończyło się wakacyjne czyszczenie magazynów, co od razu odczuła moja kieszeń. We wrześniu przybyło tylko dziewięć książek, z czego jedna raczej nie do czytania, a w charakterze ciekawostki.

I od niej zacznę. To u samej góry na pierwszym zdjęciu, białe z czerwonym paskiem, to jest książka. To tzw. książka lilipucia. Znalazła się w mojej biblioteczce zupełnie przypadkowo – kolega prowadził biuro jednego z europosłów. Europoseł na kolejną kadencję się nie załapał, więc różne różności po nim zostały. W tym trochę takich książeczek Moje Prawa Podstawowe w Unii Europejskiej. Kolega zauważył, że z zainteresowaniem oglądam liliputka i mówi: A chcesz to sobie weź.

sobota, 1 października 2016

Nowy Wiedźmin po polsku, krzakiem pisany i ukraiński

Wiedźminowa sensacja pojawiła się na stronie Empiku:


Gdzie ta sensacja. Otóż poprzednie wydanie Sezonu burz miało tylko 404 strony, nowe rzekomo ma mieć stron 512. Czyżby Sapkowski coś dopisał, miał nas uraczyć jakimś nowym opowiadaniem? A może znanymi z rosyjskich wydań dodatkami: Świat wiedźmina i Bestiariusz? Albo mapą stworzoną przez czeskich fanów?