piątek, 29 lipca 2016

Dino Buzzati o smoku i psie

Jak już pisałem, zacząłem dziś czytać dwie książki, ale szybko przywołałem się do porządku: Taki stary, a taki głupi – pracę masz, znowu chcesz nockę zarywać? Zamknąłem książkę.

Ale najwidoczniej nie byłem jeszcze gotowy mentalnie na zmierzenie się z obowiązkiem, zerkam co chwila na Italo Calvino... W końcu mobilizacja: To robimy tak, dwa opowiadania i spadam do roboty. W oczekiwaniu na Calvino, padło na opowiadania innego Włocha: Dino Buzzatiego. Mam dziś tak dobry humor, że nawet on stanu depresyjnego nie wywoła.

A mógłby. Krótko charakteryzując jego pisarstwo: świat jest podły, a ludzie to świnie. Opowiadania są smutne, przygnębiające, właśnie depresyjne. Kończą się albo źle, albo happy endem nader wątpliwym. Ale zmuszają do myślenia, są świetnie napisane, choć bez językowych fajerwerków – nie ma przerostu formy nad treścią.

Klub AK, czyli płyniemy dalej...

Wykończy mnie to wakacyjne czyszczenie magazynów (czyt. promocje) w księgarniach. Ale faktem jest, że książki sobie odmówić nie potrafię (tym pewnie się charakteryzuje nałóg). No i właśnie dziś dotarły do mnie dwie miłe paczuszki.

Korzystając z okazji uzupełniłem sobie podcykl Raymonda E. Feista Saga wojny mroku i kupiłem kolejny, tym razem dwuksiążkowy: Saga wojny demonów.

wtorek, 26 lipca 2016

Helene Wecker, Golem i dżin

Zderzenie mitów żydowskich i arabskich.
Chawa jest golemem, stworzonym dla Żyda poszukującego żony. Jej pan zabiera ją do Nowego Jorku, ale umiera na pokładzie statku. Dopiero co stworzona Chawa zostaje sama w wielkim mieście.
Ahmad – dżin z syryjskiej pustyni wyskakuje z miedzianego flakonu, w którym spędził setki lat. Oczywiście również w Nowym Jorku, w dzielnicy zamieszkałej przez Libańczyków, tak muzułmanów, jak i chrześcijan różnych odłamów.
Oboje nie mogą spać...

czwartek, 21 lipca 2016

Nowa powieść Piskorskiego i krótka historia nieistniejącej książki

Zazwyczaj nie informuję o książkach, które dopiero mają się ukazać, ale dla tego autora robię wyjątek – dla czytelników bloga nie jest tajemnicą, że to jeden z moich ulubionych polskich pisarzy. Krzysztof Piskorski zapowiedział na facebooku nowy tytuł: Czterdzieści i cztery. Z okładki jednoznacznie wynika, że chodzi o rok 1844. Już w kwietniu Piskorski pisał, że będzie to jego najdłuższa powieść.

Czterdzieści i cztery wstępnie zaplanowane jest na koniec września. Ma to być wydanie w okładce zintegrowanej. Jeśli chodzi o treść, autor zdradza niewiele. Nie chcę psuć przyjemności z czytania, więc teraz powiem tylko, że główna tajemnica powieści okazuje się bardzo związana z zagadką mickiewiczowską – napisał na facebookowym fanpage.

W pierwszym momencie myślałem, że to wreszcie zapowiadana od lat Wolta (kontynuacja Zadry), tyle że ze zmienionym tytułem. Ale chyba nie. Akcja Wolty miała być osadzona w okresie powstania listopadowego, czyli gdzieś w pierwszej połowie lat trzydziestych XIX wieku (biorąc pod uwagę, że u Piskorskiego bez wątpienia wydarzenia potoczą się inaczej niż w historii). To Czterdzieści i cztery nie pasuje...

Klub AK, czyli popłynąłem :D

Jestem Paweł, książkoholik. Przyznaję się do bezradności w walce z nałogiem. Chyba czas udać się na miting AK (Anonimowych Książkoholików)... Ktoś może dać namiary, gdzie takowe spotkania się odbywają? :D
Żartuję oczywiście, ale ostro popłynąłem z książkowymi zakupami. Średnia na lipiec – jedna książka dziennie...

poniedziałek, 18 lipca 2016

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 2): Rocznik Awentyna

W drugiej części zajmę się źródłami „wiedzy” Bieszka i jemu podobnych. Oczywiście nie źródłami do cywilizacji kosmicznych, Ujgurów sprzed 60 tysięcy lat i kultury Gobi, bo tu mam kilka hipotez co do źródła: choroba psychiczna, nadmiar alkoholu, nadmiar trawki lub innego tego typu świństwa, ewentualnie żądza pieniądza skłaniająca do wymyślania sprzedawalnych bzdetów. W każdym razie, to jest sprawa dla psychiatry, psychologa lub toksykologa.

Jeszcze taka uwaga – turbolechici nie mają zielonego pojęcia o krytyce źródeł historycznych. Każdą „starą książkę” (jak to nazywa Bieszk) uważają za wiarygodną. Tak, dla Bieszków nawet książka z XIX wieku jest wiarygodnym źródłem informacji o wydarzeniach z wieku IX, bo jest stara... Uznałbym ją raczej za przestarzałą, a nie starą w tym kontekście.
Turbolechitom nieznane jest też takie pojęcie jak „postęp badań naukowych”. Nie ogarniają, że np. za Naruszewicza (XVIII wiek) historiografia polska dopiero raczkowała. Może łatwiej turbolechici zrozumieliby, co to jest „postęp badań naukowych”, gdyby próbowali zęby wyleczyć metodami XVIII-wiecznymi... Brak znieczulenia, kowal, obcęgi i tym podobne rozkosze. Także dla nauk humanistycznych dwieście czy sto lat, to przepaść.

czwartek, 14 lipca 2016

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 1)

A zacznę z nieco innej beczki. Otóż jakiś czas temu Wojciech Pastuszka – prowadzący blog archeowieści.pl – zrobił pewien eksperyment: sprawdził czy da się zarabiać na popularyzowaniu nauki, a konkretnie archeologii, paleoantropologii, historii itp. Wprowadził odpłatność za dostęp do części zamieszczanych artykułów. Okazało się, że poległ.

Niestety, trwające niemal pięć lat próby nie zakończyły się sukcesemoświadczył niedawno Pastuszka. – Reklamy są rzadkością i przynoszą mało pieniędzy, a subskrybentów – choć ich liczba stale rosła – wciąż nie ma wystarczająco wielu, abym mógł dalej poświęcać tak dużo czasu na tworzenie serwisu.

środa, 6 lipca 2016

Do księgarni marsz :)

Nie pisałem dotąd o rynku wydawniczym – nowościach, promocjach itp. Ale tym razem robię wyjątek, bo chodzi o małe wydawnictwo i małą księgarnię, więc mogło się nie przebić do wszystkich. A można bardzo tanio kupić naprawdę wartościowe książki.

Wydawnictwo Templum oferuje w księgarni sredniowieczna.com (to właściwie jedna firma) pozycje z pięćdziesięcioprocentowym rabatem. Templum ma kilka serii wydawniczych, z których najistotniejszą chyba jest Klasyka Polskiej Mediewistyki.