Łączna liczba wyświetleń

piątek, 23 listopada 2018

John Gwynne, Zawiść

Oj jak to reklamowali na forum Maga; to miało być ach i och – cud, miód i orzeszki. A mnie przez jakieś pięćdziesiąt pierwszych stron tylko ślipia wyłaziły z orbit i dumałem, co za ćwok to do druku puścił. Chyba nigdy w życiu nie przerabiałem czegoś aż tak wtórnego. Uczucie „ale ja to już gdzieś czytałem” towarzyszyło mi nie tylko przy danych wątkach, rozwiązaniach fabularnych, bohaterach – nie, to było wręcz na poziomie każdego zdania.

I nie tylko autora obarczam tu winą, bo podejrzewam, że znaczący wkład w to miał tłumacz – Marcin Mortka. Nawet mi przez myśl przeszło coś takiego: Ooo, amerykańsky producent wtórnej kupy trafił na polskiego producenta wtórnej kupy, więc wyszła kupa do kwadratu. I wyobraziłem sobie Johna Gwynne przy pracy „twórczej” – bierze kilkanaście pozycji fantasy (na pewno Martina Grę o tron, Eddingsa Belgariadę, Brooksa Shannarę, Jordana Koło czasu, Williamsa Pamięć, smutek, cierń, Jones Księgę słów). Wrzuca je do niszczarki, potem te skrawki wyjmuje i układa jak puzzle – tu kawałek Martina, tu Eddingsa itd. Dla niepoznaki coś tam zmienił (np. wilkory na wilkuny).

Dodatkowo na początku nie pasował mi świat i bohaterowie – za dużo na raz, więc te imiona i nazwy krain plątały się na potęgę. Ale potem zaczęło to wszystko jakoś trybić. Jak zatrybiło, to lektura zrobiła się całkiem przyjemna – zadziałała zasada inżyniera Mamonia z Rejsu (Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem. Po prostu. No... To... Poprzez... No, reminiscencję. No jakże może podobać mi się piosenka, którą pierwszy raz słyszę?). Dlatego kolejny tom kupię.

Czym jest Zawiść – po wzorcach, które wskazałem, pewnie każdy już się domyślił: to klasyczna, tolkienowska fantasy, z jasnym wskazaniem kto dobry, kto zły. Mamy potężne zuo, które chce wszystko zniszczyć (to wydanie Saurona ma na imię Asroth – Asroth ma też oczywiście swojego Sarumana). Mamy młodzieńca z nizin o tajemniczym pochodzeniu, nad którego bezpieczeństwem czuwa równie tajemniczy mentor. Itd. itp.

Czy polecam... Jeśli lubicie takie tolkienowskie kawałki, a wtórność was nie rani – śmiało sięgnijcie po ten cykl.

Mam problem z oceną tej pozycji, bo to nie jest książka Gwynne – to kompilacja wielu innych powieści wyprodukowana metodą: kopiuj, wklej, zmień nazwę własną. Więc wartość literacka to równe zero. Ale czytało mi się całkiem dobrze, więc...

OCENA: 5/10

J. Gwynne, Wierni i Upadli, t. 1: Zawiść, tłum. M. Mortka, wydawnictwo Mag, Warszawa 2018, stron: 784.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

14 komentarzy:

  1. Autora nie znam, ale może po prostu marzyło mu się, by w dorobku mieć takie "klasyczne" fantasy po prostu? XD Ja na ten moment w planach jej raczej nie mam - Mag ma sporo dużo bardziej interesujących mnie pozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, jak to się szybko łyka? Gwynne jest naprawdę dobry w układaniu puzzli :D

      Usuń
  2. Oba tomy czekają na półce na swoją kolej. A swoją drogą odgrzewane kotlety potrafią być całkiem smaczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA są już cztery tomy + dwa tomy (no, jeszcze nie dwa - drugi w 2019 r.) nowego cyklu, ale w tym samym świecie. Mag szybko leci z wydawaniem, to zaraz dogonimy.

      Usuń
  3. Tolkiena, Jordana, czy Żelaznego, nie przebije na pewno. Ja klasyczne fantasy najbardziej lubię, a tutaj niestety pewnej wtórności się nie uniknie. Dlatego, zaryzykuję, może Gwynne umiejętnie używał tej niszczarki:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy umiejętnie... Tak i nie :D Umiejętnie, bo czyta się to dobrze. Nieumiejętnie, bo wtórność wali po oczach z każdego zdania. A przecież i w nurcie tolkienowskim można coś nowego wydłubać, jak choćby to:
      https://seczytam.blogspot.com/2017/11/liliana-bodoc-saga-o-rubiezach.html

      Usuń
    2. O, dzięki, do tego się zbieram już dłuższy czas. Przypomniałeś to zaraz zamówię :D

      Usuń
  4. Gdzie dzisiaj nie spojrzę, tam opinia o Zawiści :P CHyba jestem jedną z ostatnich osób w swoim otoczeniu, które jej nie czytały i raczej tak pozostanie, bo niby mówisz, że się dobrze czyta, ale mnie odstraszyłeś już na samym początku tym powielaniem wszystkiego, co było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy jak to się powiela, nie trzeba się bać;-). Pisząc klasyczne fantasy, rzadko da się tego uniknąć. Pytanie jak umiejętnie zrobił to Gwynne

      Usuń
    2. Kasia
      Wiesz, że ja odgrzewanych kotletów za bardzo nie lubię, więc jeśli mówię: ten odgrzewany kotlet smakuje całkiem całkiem, to tak jest :D

      Usuń
    3. Wypraszam sobie, ja też jeszcze nie czytałam. I chyba nie prędko będę czytać, bo zrezygnowałam z zakupu. :P

      Usuń
    4. Sylwka - nie kupujesz "Zawiści"? Trochę to zjechałem, ale naprawdę to fajna książka na długi wieczór. Coś w stylu "Kevin sam w domu" albo "Sami swoi" na święta - sto razy człowiek paczał, a jeszcze popaczy :D

      Usuń
  5. Nie dla mnie, ale fajnie, że mimo wszystko przyjemnie się czytało. W sumie, czasem dobrze jest poczytać coś takiego lżejszego i trochę znajomego :)

    OdpowiedzUsuń