Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 4 października 2020

Wrzesień 2020 – raport z biblioteczki


Co tu się odjaniepawliło... Dziewięćdziesiąt osiem woluminów – w tym tylko trzy pozycje naukowe, jedenaście komiksów (Japonia x sześć, Europa x dwa, USA x trzy). Reszta to fantastyka, z czego tylko dwie pozycje kupiłem na rynku pierwotnym, reszta z OLX i antykwariatu + jedna z taniej książki i jedna „samoróbka”.

Żeby nie było, że oszalałem – trzydzieści jeden pozycji zamówiłem na OLX jeszcze w sierpniu, ale sprzedawca był na urlopie, więc transakcja została dopięta dopiero we wrześniu. Książki dotarły w stanie niemal idealnym, zaledwie dwie pozycje miały jakieś niedostatki, ale nic strasznego. To jeszcze dwa razy dobierałem książki u tego samego sprzedawcy.

Niestety (albo staty) sprzedawał cykle także na sztuki. Niestety, bo niektóre były zdekompletowane i te starałem się uzupełnić u innych sprzedawców. Stety, bo sam sobie uzupełniłem cykle, które miałem niekompletne.

U innych sprzedawców już tak różowo nie było. Widzę ostatnio, że część handlarzy z Allegro zaczyna się przenosić na OLX. I też mi się taki trafił. Oferował książki w stanie bdb, a nawet bdb+. I z tego plusa wyszło tak, że trzy miały przełamane grzbiety. Dla mnie to książki w stanie niedostatecznym (czyt. makulatura), łagodniejszy klient mógłby uznać, że to stan mierny, może nawet dostateczny, ale na pewno nie bdb czy bdb+. Wiecie co mi odpisał ów szarlatan księgarstwa, jak mu opisałem stan książek? Że wrzuca mnie na czarną listę, bo jestem roszczeniowym klientem. Tak, taki jestem roszczeniowy, że chcę, żeby opis towaru był uczciwy...

Dobra, bo gadam i gadam, a tu dużo do opisania. Zacznijmy od tego co najprostsze, czyli książka naukowa. Renfrewa i Reicha kupiłem po dyskusji z dziwnym (miałby psycholog co robić)  katolickim turbolechitą, który twierdzi, że turbolechitą nie jest, a ze mną dyskutował nie będzie, bo jestem satanistą. Oczywiście, jak każdy turbolechita, nie ogarnia, że humanistyczny etnos i biologiczna populacja to nie to samo. W każdym razie zarzucił mi, że tych dwóch pozycji nie czytałem, więc nie mam nic do powiedzenia – jakby rzeczy oczywiste wymagały naukowego dociekania. Ale z ciekawości kupiłem.

Do Renfrewa i Reicha dorzuciłem biografię żony Mieszka II.

Komiks europejski. Tylko dwie pozycje – Rosiński, to wiadomo. Ciekawe czy kiedyś Egmont wyda w integralach Thorgala (oraz Kajka i Kokosza). Pewnie nie, bo po co porządnie wydawać dwie najważniejsze serie komiksowe tworzone przez polskich rysowników.

Królewska krew – o ile rysunki Dongzi Liu bardzo dobre, o tyle scenariusz  Jodorowskiego nie za halo.

Komiks amerykański. Z Baśniami finiszuję – jeszcze tylko trzy tomiki. Kolejna pozycja z serii Sandman Uniwersum. I do tego ramotka Elf Quest, ponoć mająca w USA status kultowej. Czyli Amber wraca do wydawania komiksów. Ciekawe na jak długo, bo nie wyciągnęli chyba wniosków z poprzedniej klęski w tym segmencie rynku – nadal wydania trącą amatorszczyzną. Elf Quest w mniejszym stopniu, niż drugi z wydanych albumów (Niewidzialna Republika).

Mangi. Kontynuacja dwóch cykli.

Jak widać, Somali spodobała mi się, więc już jestem ze zbieraniem na półmetku.

Dwie nowe mangi. Atelier spiczastych kapeluszy, to podobno coś w stylu Somali. Made in Abyss – słodkie buźki we wcale nie słodkiej fabule.

I tak dotarliśmy do książek fantastycznych. Nakupiłem tych staroci, bo coś mam wrażenie, że fantastykę czeka (może już trwa) ostry kryzys, na wzór tego serialowego, którego symbolem jest Netflix – ma być politycznie poprawnie, ma być rasowo słusznie, ma być gejowo, a wychodzi (że rymnę wulgarnie) przede wszystkim chujowo. To robię zapasy na ciężkie czasy. A mam z czego, bo dawniej byłem fanem fantasy, dopiero z czasem doszła SF, więc mam duże braki w biblioteczce właśnie z naukowej fantastyki. Większość tego, co kupiłem to książki z lat 1990-2005, głównie od Alfy, Prószyńskiego, Solarisu i Rebisu.

Dwie antologie. Przy czym na Złotą księgę fantasy polowałem od jakiegoś czasu – w ogóle interesujący pomysł na stworzenie antologii najlepszych tekstów fantasy XX wieku: piętnaście tekstów wytypowali w głosowaniu czytelnicy, piętnaście krytycy.

A Księgę wojny... Była to wziąłem :D Na pewno nie ze względu na Ćwieka, ale już Piskorski jest dobrym powodem.

Kupiłem prawie cały cykl C.J. Cherryh Unia – Związek. Znaczy, tylko to co wydano w Polsce, bo ogólnie wyszło coś koło trzydziestu książek – u nas podchody robiło kilka oficyn, łącznie udało im się wydać jedenaście pozycji. Na dziś brakują mi dwie książki z tego cyklu: Czas ciążenia oraz 40000 z Gehenny. Taka uwaga: powieść Ludzie z gwiazdy Pella (Alfa) wyszła też pod tytułem Stacja Podspodzie (Solaris).




Jak już się rozkokosiłem na tę Cherryh, to uzupełniłem dwa inne jej cykle. Tristen – mam komplet, znaczy: polski komplet, bo nasz miszcz przerywania cykli, czyli Zysk i S-ka wydał cztery tomy z pięciu.

Cykl Morgaine – miałem już tom pierwszy, dawno temu nie przypadł mi do gustu, pewnie przez zbyt wysoką zawartość science (to science fantasy). Gust się zmienił, a sam cykl znalazł się w kanonie Sapkowskiego. Co jest dobrym pretekstem do przeczytania. Na dziś brakuje mi jeszcze jednego tomu: Ognie Azeroth.

Trafił się też cały cykl pisarki-pedofilki o Darkoverze, oczywiście znowu całe polskie wydanie, bo oryginalnie są to tomy: 1, 2, 3, 15 i 18. Tak sobie z przeskokami Alfa wydawała. Potem w jakiejś recenzji doczytałem, że Darkoverem powiązany jest jakoś inny cykl Marion Zimmer Bradley, który popełniła wspólnie z bratem: Survivors. Na razie kupiłem tom drugi, pierwszy pewnie na czasie też kupię.


Kolejny cykl wydawany przez Alfę – tym razem w całości – Julian May Saga o plioceńskim wygnaniu. Przyznam, że na ten cykl apetytu narobiła mi recenzja Finkli. Otóż bohaterowie cyklu przenoszą się w czasie do epoki zwanej pliocenem, i tu cytat z Finkli:

Pomysł, żeby umieścić fabułę nie w wyświechtanym nieco średniowieczu lub starożytności, lecz w pliocenie, kilka milionów lat, zanim wyewoluował Homo sapiens, wydaje mi się interesujący. Siłą rzeczy, świat odbieram jako bardzo niebanalny.

Jako dzieciak zaczytywałem się książkami o plioceńskiej i plejstoceńskiej megafaunie (tak, także książkami z kryptozoologii :D).


Alan Dean Foster znany jest u nas jako producent powieści z różnych filmowych uniwersów (Star Wars, Star Trek, Aliens, Terminator) oraz z cyklu animal fantasy Spellsinger, który też Sapek wrzucił do kanonu – moim zdaniem, niesłusznie. Te pięć powieści należy do dłuuugiego cyklu Humanx Commonwealth Universe (u nas ukazała się tylko ta piątka). Ma to całkiem przyzwoite recenzje.


Swoją drogą, książki Alfy bardzo dobrze znoszą upływ czasu – papier nadal bieluteńki.

Jeszcze trochę staroci, w tym z Alfy Wężomag Beara – miałem, gdzieś się zapodział (w ogóle mam wrażenie, że przy ostatniej przeprowadzce wcięło mi cały karton książek). Do tego dorzuciłem zbiór Howard + Dunsany (kiedyś nieopatrznie się tego pozbyłem – o czym już pisałem). I jedyna warta uwagi powieść Feista spoza cyklu o Kelewanie i Midkemii.

Teraz Prószyński i S-ka. Klasyk – Peter S. Beagle. No jak nie brać, jak brać. Dotąd miałem w biblioteczce tylko Ostatniego jednorożca.

Drugi klasyk: Mike Resnick. Kirinyaga to chyba jego najlepsza rzecz. Część tych opowiadań czytałem po czasopismach, ale warto mieć całość. A Egzekutor był w pakiecie.

Dwie trylogie, o których nie mam nic do powiedzenia – zakup niemal w ciemno. Harlan ma dość dobre recenzje, McMullena nawet nie szukałem recek.


Podobnie w ciemno kupiony Varley (i to po raz drugi, bo również w ciemno kupiłem dwie jego książki w maju i na razie nie przeczytałem).

Vonda McIntyre znane mi jest z całkiem niezłego Opiekuna snu (wydanego też u nas jako Wąż snu). Natomiast tę książkę Morrowa poszukiwałem od jakiegoś czasu, ale zależało mi na dobrym stanie. Opis zdecydowanie zachęcający:

Bóg umarł. Jego martwe, ponad trzykilometrowej długości ciało unosi się bezwiednie na falach Atlantyku. Aniołowie rozpaczają, wierzący pogrążają się w smutku, ateiści nie posiadają się z wściekłości (skoro umarł, to znaczy, że istniał!), feministki szykują zamach bombowy na Boskie Zwłoki (to niedopuszczalne, żeby Bóg był mężczyzną!), Watykan milczy z zakłopotaniem, a pechowy, nękany koszmarami kapitan supertankowca otrzymuje polecenie, by zaholować Najwyższego do grobowca wykutego w górze lodowej.

I Rebis. Księga mieczy Freda Saberhagena, to tylko podcykl w ramach cyklu Earth's End. Całość cyklu to piętnaście tomów, z czego poza Księgą mieczy u nas ukazały się tylko Spustoszone ziemie – wydało to przed wiekami (1991 r.) wydawnictwo Cia – Books – Svaro. Mam, czytałem, nawet się podobało. Stąd zakup Księgi mieczy.

Dalej trylogia Birminghama, o której nie mam nic do powiedzenia – ale miało dobre recenzje, to dołożyłem do paczki. Zalatuje militarną space operą.

Williamsa lubię, to wiadomo, więc kupiłem dwie cienkie książeczki wydane przez Rebis + powieść od Maga. Mam już prawie wszystko tego autora, za wyjątkiem tetralogii Inny świat, którą pewnie kiedyś też kupię (nie mam jeszcze Zwyczajnej farmy, ale to dla dzieci). Na nowe powieści Williamsa nie wiem czy możemy liczyć, chyba Rebis sobie odpuści nową trylogię o Osten Ard, więc tym większa motywacja do wyszukiwania jego starszych książek.

Kolejna dobra pisarka porzucona przez naszych wydawców – C. S. Friedman, mam jej pozycje fantasy: Trylogia Zimnego Ognia i Trylogia Magistrów. Obcy brzeg to akurat SF.

John Ringo to nie jest wybitny pisarz, ale dobrze wspominam jego Wojny rady – sympatyczne czytadło, militarne SF udające fantasy. To jak zobaczyłem tę książkę w poznańskiej taniej księgarni 3telnia – za bodajże 2 zł – wziąłem.

Książki takie z różnej paczki, choć wszystkie SF. Na dylogię Mary Dorii Russell poluję od dłuższego czasu – za normalne pieniądze, a nie rozsypujący się egzemplarz pobiblioteczny z Allegro za sto zł. Drugą część dylogii znalazłem w antykwariacie za osiem zł. Dalej szukam części pierwszej – Wróbel. Jak nie znajdę, to w końcu sobie wydrukuję pirata.

McDevitt. Typ mi nieznany, ale to coś z kosmicznymi archeologiami, a lubię ten motyw, zaraz – przy innej książce – dojdziemy dlaczego. I Swanwick; to SF, umili mi oczekiwanie na jego Matkę żelaznego smoka, którą Mag ponoć ma wydać jeszcze w tym roku – nastawiam się na okolice czerwca 2021.

Koniec zbieractwa Diaczenków – mam już wszystko za wyjątkiem drugiej części Granicy, ale to książka stadnego autorstwa (łącznie pięcioro twórców), której tom pierwszy zdecydowanie mnie nie porwał.

Dwie apokalipsy – ekologiczna i imigracyjna. Obie bardzo chwalone (choć Raspail wyłącznie przez czytelników o poglądach nielewicowych).

Powieść McDonalda, którego lubię. Z tym że nie wiem czym ta książka jest – SF, fantasy? Z opisu wygląda to na jakieś science fantasy.

Do tego dopiero co wydana powieść białoruskiej, czyli ukraińskiej pisarki Natałki Babiny (jest obywatelką Białorusi, ale uważa się za Ukrainkę) – zalatuje to magicznym realizmem.

I stara, ale bardzo jara fantastyka. Zbiór opowiadań, zapomnianego już Marcela Aymé i długie opowiadanie/minipowieść Martina Harničeka, to czeski pisarz, a Mięso – wydane w podziemiu – było u nas popularne w PRL. Sam sobie to wydrukowałem i oprawiłem z pirata – ostatnie wydanie u nas było bodajże w roku 1984, więc na rynku pierwotnym już tego nie ma.

Fantastyka polska. Pewnie nie kojarzycie takiego pisarza, jak Ryszard Głowacki. Ale to jest powieść, która na mnie akurat miała bardzo duży wpływ. Miałem może z osiem lat, jak to dorwałem. Słabo pamiętam, poza nietypowym kontaktem z obcymi i profesją bohaterów – byli archeologami (chyba, bo parę lat jednak minęło i mogę coś pokręcić). Ta książka była pewnie jedną z przyczyn, dla których jestem historykiem i fanem fantastyki. Skoro trafiło się za chyba dwa zł w bardzo dobrym stanie, to wziąłem z nostalgii. Głowackiego czytałem jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych powieść Algorytm pustki – to antyutopia, która wtedy też zrobiła na mnie wrażenie. Ciekawe jak będzie po latach...

Cywilizacja ptaków Zaniewskiego zalatuje mi bardzo nietypowym postapo.

Skoro Piskorski przerwał karierę pisarską, to chociaż przeczytam sobie jego opowiadania, które wcześniej ominąłem.

Jak wspomniałem, odwiedziłem poznański antykwariat przy Ratajczaka. Jaki tam straszny człowiek pracuje – potwór w ludzkiej skórze! Przeglądam fantastykę, potem seria Kameleon (Zyska) i Salamandra (Rebisu), a on nagle, niby niewinnie, mówi: A wie pan, ktoś mi przyniósł kolekcję klasyki Gazety Wyborczej, może coś pana zainteresuje. No. No, zainteresowało. Wybrałem kilka pozycji... Ale to było typowo nałogowe działanie, tak jakby pokazać alkoholikowi na głodzie butelkę wódki.


Hellera dobrałem jeszcze z innego wydania kontynuację Paragrafu 22.

Kiedy doszedłem z tym wszystkim do kasy,  potwór, z zupełnie niewinną miną, napomknął: A jakby pan chciał, to mam na zapleczu jeszcze Marqueza – z tej kolekcji i jeszcze coś, nie wystawiłem, bo na razie niewycenione, ale dla pana byłaby specjalna cena... No. Czytałem np. Sto lat samotności, ale swojego nie miałem. To już mam.

I jeszcze na OLX kupiłem książkę innego autora latynoamerykańskiego, tym razem francuskojęzycznego Haitańczyka – Hadrianę moich marzeń, którą też miałem na liście zakupowej. Nie wiem czy to realizm magiczny, czy już fantasy pełną gębą. Opis:

Haiti, 1938 rok. Patryk, szesnastoletni narrator, opowiada wydarzenia, które więcej mają wspólnego z cudownością niż z rzeczywistością: umiera jego matka chrzestna, której kochankiem był motyl-uwodziciel. Tymczasem trwają przygotowania do hucznych zaślubin najpiękniejszej dziewczyny w Jacmelu, Francuzki Hadriany z czarnym pilotem. Nadchodzi dzień ślubu. Hadriana pada martwa przed ołtarzem, wypowiedziawszy słowo „tak”. Wśród karnawałowego szaleństwa bóstwa voodoo zaczynają czary.

Teraz w planach poszerzenie powierzchni książkonośnej, bo znowu przestałem się mieścić...


39 komentarzy:

  1. Chłopie, gdzie Ty to trzymasz?! Jak do mnie przychodzi 10 książek, to upycham je w szafie z ciuchami, bo miejsca na regałach już nie mam, a u Ciebie wzrost jest wykładniczy po prostu... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam wykładniczy, to zaledwie wzrost księgozbioru o ok. dwa procent... :D

      Usuń
    2. I tak ciągle mnie nurtuje pytanie, gdzie Ty to trzymasz. :D

      Usuń
  2. Ale książek Bieszka i Kosińskiego brak :-(
    :)))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mam braki w biblioteczce - brak najnowszych, nie wątpię, że doniosłych dzieł janusza Janusza i janusza Tomasza :D

      Usuń
  3. Zdajesz sobie sprawę, że Twoje miesięczne zakupy są większe niż biblioteczka niejednego Kowalskiego? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo w Polsce biblioteczki zmniejszyły się drastycznie. Kiedyś były: książeczka do nabożeństwa i książka telefoniczna. Książki telefonicznej w dobie komórek nikt już chyba nie ma, a postępująca laicyzacja ruguje książeczki do nabożeństwa :D

      Usuń
    2. Czyli co, przeciętny Kowalski wychodzi na zero? ;)

      Usuń
    3. No. Ale idzie ku lepszemu - czasami widzę fragment jakiegoś paradokumentu na Polsacie czy TVN-ie i tam już wszyscy mają książki, niedługo Seba z Karyną dojdą do wniosku, że tak trzeba :D Oczywiście, moje wnioski co do paradokumentów mogą być błędne, bo sam nie mam telewizora i sepaczę tylko u kogoś kątem oka "przy okazji".

      Usuń
  4. Imponujące zakupy. :) Zaciekawiło mnie zdanie: „Na pewno nie ze względu na Ćwieka, ale już Piskorski jest dobrym powodem”. A to nie lubisz Ćwieka? Niedawno czytałam jego Topiel i uznałam ją za niezłą książkę. No ale Topiel to nie fantastyka, tylko powieść realistyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytaj Ćwieka cykl o Lokim :D Inna rzecz, że mam o tym człowieku nie najlepsze zdanie - uważam, że to infantylny buc o skrajnych poglądach politycznych.

      Usuń
  5. Super zbiory :D. Tego Bradbury'ego z kolekcji "Wyborczej" mam, też kupione w antykwariacie. Depestre'go z kolei nie znałem, teraz dopisuję na listę do przeczytania, bo brzmi dobrze, a ja się przekonałem do francuskiej literatury.
    A poza tym, w większości to są rzeczy, których nie czytałem, ale zamierzam i jak mogę, to dokupuję. Cykl "Morgaine", czy cykl o Darkoverze (Bradley zbrodniarką była, ale co ja poradzę, że pisała bardzo dobrze). Za to przekonałeś do kupna "Niebajki". O ile bardzo lubię ten gigantyczny cyklon Feista o Midkemii (nawet te końcowe tomy), to słabo oceniam ten z Kelewanu razem z Wurst. Zatem nie byłem pewien, czy cokolwiek innego od niego spoza jego opus magnum warto kupować.
    Poza fantastyką, to ta apokalipsa ekologiczna brzmi ciekawie, obczaję faceta. No i, życzę miłej lektury Raspaila :P.

    PS. Można się spodziewać recenzji tego Reicha?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcel Aymé to też literatura (fantastyka) francuska, tym razem z samej Francji.

      Podcykl Feista i Wurst "Imperium" też oceniam nisko, zresztą w ogóle Wurst nie jest wybitną pisarką. NIe wiem dlaczego są czytelnicy uznający "Imperium" za najlepszą odsłonę Kelewanu i Midkemii - sam najbardziej lubię dwie tetralogię (Saga o wojnie światów + Saga o wojnie z wężowym ludem + "łącznik" między nimi, czyli dylogia Synowie Krondoru).

      Nie wiem czy coś o książce Reicha napiszę, bo brak mi ku temu kompetencji. W przeciwieństwie do naukowców turbolechickich - niestety - nie znam się na wszystkim :D

      Usuń
    2. Ja najbardziej lubię tę pierwszą tetralogię, ze względu na bohaterów, ale pozostałe też są bardzo fajne. A tego Aymego sprawdzę sobie, dzięki.

      Okej, odniosłem wrażenie, że próbuje wchodzić w buty historyków, czy archeologów z pozycji genetyka (tak wnioskując z wypowiedzi Rysia), więc byłem ciekaw, co tam jest. Ale nie ma sprawy, pewnie sam obczaję.

      Usuń
  6. O, "Złota księgę fantyasy" kiedyś wypozyczyłam z biblioteki, ale nie zdążyłam przeczytać. Teraz mi się znowu faza na opowiadania włączyła i żałuję :( Pamiętam, że było tam opowiadanie o Fafrydzie i Szarym Kocurze, które czytałam w solarisowym przekładzie, a tu było w innym i chciałam porównać.

    O, "Saga o plioceńskim wygnaniu" wygląda ciekawie (chyba nawet ten tytuł obił mi się kiedyś o uszy), mam nadzieje, ze coś o niej napiszesz.

    A "Kiryniagi" nie wznawiał potem Solaris w zbiorze "Słonie na Neptunie"? *gugla* a tak, wydawał. Tak mi się zdawało, że gdzieś go mam.

    McMullena czytałam albo całość, albo 2 z 3 (nie pamiętam, to jakieś naście lat temu było). "Podróż Mrocznego Księżyca" to była świetna rozrywka, ale reszta raczej taka sobie, nawet nie bardzo pamiętam, o czym te kolejne tomy były. "Księżyc i słońce" też czytałam, bardzo ciekawa.

    Trylogię "Oś czasu" czytał Luby. Ogólnie twierdzi, że lekko przekombinowana, ale daje radę. I jest polski wątek (tak jakby).

    Swanwicka to sama bym chętnie przygarnęła. Może Mag wznowi, jak już wyjdzie "Matka żelaznego smoka"? (tak, wiem, naiwna jestem) Ale miałam do końca roku ograniczyć zakupy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słonie na Neptunie to Best of resnicka i jakieś opowiadania zwiazene z cyklem tam były, ale całość nie była wznawiana.

      Usuń
    2. W "Sadze o plioceńskim wygnaniu" też jest polski wątek. Taka ciekawostka: Julian May to pisarka amerykańska polskiego pochodzenia (z Chicago), a jej nazwisko to skrócone Majewska.

      Usuń
  7. Oj słabo, nie dojechałeś do setki ;)

    Jest Rycheza! Też mam :) Szukałam biografii Rychezy w ubiegłym roku, po przeczytaniu "Złotej włóczni" i ku memu wielkiemu zdumieniu okazało się, że na polskim rynku nie ma takiej biografii. Na szczęście wyszła kilka miesięcy później. Więc niech pochwalon będzie Avalon, że wydaje biografie tych wszystkich władców, niesłusznie zapomnianych przez historię. W ogóle lubię tę parę, Mieszka II i Rychezę.
    "Opiekun snu" jest niezły? To może jednak wypożyczę z biblioteki, zastanawiałam się ostatnio, wziąć czy nie.
    Natałka Babina! Tę "Bodaj Budkę" też mam w planach. Czytałam jej "Miasto ryb", bardzo fajne. Trochę realizmu magicznego, kryminał, sensacja i obyczaj w jednym. Bardzo udana mieszanka.
    Zmierzchem fantastyki bym się nie przejmowała, wychodzą nadal świetne książki. A dawniejsza fantastyka też miała swoje problemy. Zarówno dzieła jak i gnioty były i będą :)
    Jeszcze tu zajrzę, jest się czym inspirować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Avalon zaiste wielki jest :D. Tylko swoje niestety te biografie kosztują.

      Usuń
    2. PS. Chociaż w porównaniu z książkami od Ad Astra, to nie jest źle, zwłaszcza, jak promocje mają.

      Usuń
    3. Ano. Tyle ciekawych pozycji, że trzeba dokładnie rozważyć, która kupić. Ja dotąd skusiłam się tylko na Rycheze, choć zastanawiam się np. nad Bezprymem i mitologia Północy. co do Astry, to oni też mają super promocje, średnio co 2 tygodnie obniżają ceny, niektóry knigi nawet o 70 procent. Np. Piastowie, w Empiku za 49,99, a w ten weekend na ich stronie można było kupić za 20 zł.
      Karmena

      Usuń
    4. Karmena
      Żebym wiedział, że to 98, to bym kupił jeszcze ze dwie :D Ale z rachunków w głowie wychodziło mi różnie - a to 96, a to 95. Wiesz jak policzyłem?Zrobiłem listę w docx i wrzuciłem opcję: ponumeruj :D

      "Miasto ryb" - poluję.

      >"Opiekun snu" jest niezły?<

      Tak, ale to opinia na rok 1991 - bo wtedy czytałem.

      Usuń
    5. Istimor Izostar
      Ciekawe biografie wydaje ostatnio Napoleon, ale te to dopiero mają ceny. "Otton Wielki. Cesarz i państwo" Matthiasa Bechera - okładkowo 64,99 zł, "Konrad II (990-1039). Cesarz trzech królestw" Herwiga Wolframa - okładkowo 79,99 zł. Ale Herwig Wolfram to jest pan historyk.

      Usuń
    6. Karmena po raz drugi :D
      "Bezprym" to więcej hipotez, niż faktów. Przy te hipotezy tworzą domek z kart: hipoteza na hipotezie i pod hipotezą, podparta z boku hipotezami.

      Tu masz dwie recenzje:

      Tomasza Jurka
      http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Roczniki_Historyczne/Roczniki_Historyczne-r2014-t80/Roczniki_Historyczne-r2014-t80-s216-220/Roczniki_Historyczne-r2014-t80-s216-220.pdf

      i Edwarda Skibińskiego
      http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Historia_Slavorum_Occidentis/Historia_Slavorum_Occidentis-r2015-t2(9)/Historia_Slavorum_Occidentis-r2015-t2(9)-s250-268/Historia_Slavorum_Occidentis-r2015-t2(9)-s250-268.pdf

      Usuń
    7. Dzięki bardzo za te recenzje �� czegoś takiego się spodziewalam, ale lubię takie nowe podejścia do historii, nowe spojrzenia. Tak malutko wiemy o tamtych czasach, że można sobie pogdybać �� Karmena

      Usuń
  8. Jak bym zobaczyła stan książki bdb, a potem dostałabym książkę z przełamanym grzbietem, to bym :P

    Same zdobycze, czy tu można jeszcze coś komentować. ;) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już się trochę nauczyłem kupować u handlarzy (bo księgarzami ich nie nazwę). Może zrobię notkę na co zwracać uwagę kupując książki na Allegro czy OLX.

      Usuń
  9. 96 książek... A myślałem, że to ja dużo kupuję. W sumie, to jest pewien sposób, żeby sprawdzić, czy zaczyna się przesada. Jeśli potrafię z pamięci podać tytuły które kupiłem, to jest ok. 96 tytułów w żadnym razie nie dałbym rady wyrecytować.
    "robię zapasy na ciężkie czasy" - dokładnie tak to sobie tłumaczę. Teraz może nie ma kiedy, ale wreszcie przyjdzie taki dzień, kiedy wystartuję ze sprinterskim maratonem czytelniczym. Już niedługo. Lada moment. I na pewno w końcu przeczytam wszystko do ostatniej literki, więc muszę zrobić większe zapasy :) Śmieję się, bo w moim przypadku, to już raczej nieuleczalny nałóg.

    Jedno jest dla mnie całkiem pewne - jeśli ktoś zamierza kolekcjonować książki papierowe, to powinien zacząć od zakupu dużego domu i odpowiedniej ilości regałów. Jeśli nie starczy mu potem na książki, to przynajmniej będzie miał dom. I regały.

    Ciekawi mnie Heller, bo różne opinie na temat zbisowanego paragrafu słyszałem i nie wszystkie były pełne zachwytu. Bardzo dawno temu, kiedy jeszcze ludzkość zdobywała więcej informacji z gazet, niż z internetu, czytałem (za nic w świecie nie przypomnę sobie gdzie), że Heller, kiedy zarzucano mu obniżkę lotów w "Ostatnim rozdziale", radośnie stwierdził, iż on tę książkę z premedytacją napisał nudną. No i mnie zraził. Książkę mam (i to dubeltowo, w papierze i cyfrze), ale nie mogę się jakoś przemóc, żeby przeczytać. A może to był tylko ten hellerowski czarny humor?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Jeśli potrafię z pamięci podać tytuły które kupiłem, to jest ok<

      Pojedyncze tytuły może nie, ale cykle dam radę.

      >Teraz może nie ma kiedy, ale wreszcie przyjdzie taki dzień, kiedy wystartuję ze sprinterskim maratonem czytelniczym<.

      A ja właśnie sobie postanowiłem, że przynajmniej jedną książkę tygodniowo wciągnę - w niedzielę oczywiście. I dziś padł pierwszy tom May "Wielobarwny kraj".

      Usuń
    2. A tak z ciekawości: powyższe okładki, to skany zakupionych egzemplarzy, czy ściągnięte z netu? Bo jeśli zakupione, to wyglądają bardzo przyzwoicie, jeśli chodzi o stan.

      Usuń
    3. To z netu, ale tych kilkadziesiąt pozycji kupionych od jednego sprzedawcy jest w stanie od bdb do idealnego - część książek była nieczytana. Od tegoż sprzedawcy tylko dwie miały jakieś wady: w jednej zagięty narożnik (Region Węża), w innej (Pierwsza Księga Mieczy) - czytanej - pierwszy czytelnik nie zagiął rowków, więc otwiera się zbyt blisko grzbietu (co grozi rozwodem okładki z książką :D ).

      Książki z poznańskiego antykwariatu też stan idealny (za wyjątkiem Howard + Dunsany - nieznaczne uszkodzenie okładki). Część książek Cherryh to nówki - z poznańskiej księgarni KIK.

      Od innych sprzedawców było różnie, ale tam brałem mniejsze ilości. Konkretnie sfatygowany jest Hellera "Ostatni rozdział"

      Korespondencja z innym sprzedawcą (to ten, co mnie nazwał roszczeniowym klientem):
      >Jeśli Pana zdaniem przełamane grzbiety ("Cyteen oczyszczenie", "Forteca smoków", "Boża maszyneria") to jest bardzo dobry stan, to ma pan poczucie humoru. Bo dla mnie przełamany grzbiet = makulatura.
      Widzę, że już na OLX przenoszą się allegrowe obyczaje i allegrowe cwaniaczki<.

      Trzeci sprzedawca, cytat z korespondencji:
      >Mamy chyba różne rozumienie stanu bdb+ książek. Bo nie, "Stacja przypływu" nie jest w stanie bdb +, a nawet nie jest w stanie db - to stan mierny. Mierny dlatego, że cymbał, który to czytał nie wiedział, że trzeba zagiąć rowki przy grzbiecie, żeby książka nie wyskoczyła z okładki - teraz ledwo kartki trzymają się okładki.
      Tak samo Gasnące Słońce: Kesrith - książka z pogniecioną okładką to stan co najwyżej dst., a nie bdb.
      Dwie pozostałe są OK<.

      Usuń
  10. Ile z tego jest potem faktycznie przeczytane, a ile leży? To mnie zastanawia, bo tego się przecież nie da w chwilę połknąć. xD W ogóle, pamiętam, jak to wydanie "Obozu swietych" miało premierę i coś mi świta, ze albo o tym było głośno, albo nawet - ze dostałam propozycje recenzencka, choc w 2015 to trochę wątpliwe. Prawie to wtedy wzięłam, ale teraz mam wrażenie, że lepiej wyszło. Teraz na pewno mam lepsze narzędzia, by dobrze ja ocenić, niż wtedy. Jednocześnie... nie śpieszy mi się. I tak mam wrażenie, że mój statek czytelniczych planów tonie, bo jak już dostaje recenzenckie to WSZYSTKIE na raz. Co tam, ze czesc zamawiana w sierpniu, czesc w polowie wrzesnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat Paweł czyta o wiele szybciej, niż większość ludzi. Poza tym strzelam, że to kwestia łapania okazji - takie starsze pozycje, nieraz są w sprzedaży, a nieraz nie ma. Więc też nieraz poniekąd kupuje na zapas, mimo, że wiem, że trochę poleży xD.
      Co do "Obozu Świętych" to ja bym bardziej polecał jednak wydanie od Dębogóry, mam wrażenie, że nieco lepsza jakość.

      Usuń
    2. >Ile z tego jest potem faktycznie przeczytane, a ile leży? <

      Wszystko będzie przeczytane :)

      Co do "Obozu świętych" nie do końca przekonuje mnie zabieg Frondy, czyli okładka z Murzynem - w książce chodzi akurat o Hindusów. Ale Fronda puściła to w 2015 r., chyba na samym początku kryzysu imigracyjnego, więc pewnie chcieli się sprzedażowo podpiąć pod aktualne wydarzenia.

      Usuń
  11. Przypominasz mi, że muszę nadgonić Berserka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie :) A jak lubisz Berserka, to mogę polecić brytyjski komiks Slaine. Tylko Sleine jest chyba jeszcze mroczniejszy. W Berserku atmosferę nieco rozładowuje Puck, w Slaine ma swój odpowiednik - karła Ukko, tyle że Ukko może wprowadza element komiczny, ale na pewno nie sympatyczny, bo to kawal wrednego kutafona jest. No i Slaine jest kolorowy, ale też za to drogi.

      Usuń
  12. Bardzo ciekawy stos. Chociaż za tymi gatunkami nie przepadam. To jak tylko pokaże go mojej sąsiadce to chyba się zakocha.

    OdpowiedzUsuń