Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 20 lipca 2026

Robert Galbraith, Jedwabnik

Opinie są podzielone, jak zawsze, ale mnie Jedwabnik bardziej się podobał niż pierwsza odsłona cyklu (Wołanie kukułki), mimo że „ładuje się” znacznie wolniej. I oceniając drugi tom, mogę powtórzyć jednowyrazową opinię o pierwszym: eleganckie.


Duet rozwiązujący sprawy kryminalne – prywatnego detektywa Cormorana Strike i jego sekretarkę Robin Ellacott – prezentowałem przy omawianiu Wołania kukułki, więc tu jestem z tego zwolniony.

Po wydarzeniach z pierwszego tomu, Cormoran zdobył dużą popularność, więc nie jest już detektywem przymierającym głodem, nie musi brać każdego zlecenia (Odkąd interes niespodziewanie rozkwitł, Strike był jednak bezwzględny i przyjmował wyłącznie dochodowe zlecenia).

I pewnie od Leonory Quine by nie wziął, bo kobieta nie wygląda na zamożną (Spoglądała na Strike’a zza staromodnych okularów w zbyt dużej plastikowej oprawie. Jej płaszcz był wprawdzie czysty, ale bez wątpienia kupiła go w latach osiemdziesiątych. Miał poduszki na ramionach i ogromne plastikowe guziki). Jednak „coś” każe mu się przyjrzeć tej sprawie.

„Tej” czyli zaginięciu Owena Quine, męża Leonory. Owen jest pisarzem, nie z pierwszej ligi, ale też nie z ostatniej – miał swój moment chwały, a potem trochę ślizgał się na dawnym sukcesie. Jest też człowiekiem wysoce ekscentrycznym, nieodpowiedzialnym, narcystycznym. Leonora nie zgłosiła zaginięcia policji, bo ślubny już w przeszłości znikał, ot lubił zrobić koło siebie trochę hałasu, a w oczekiwaniu aż „wszyscy” zaczną się zamartwiać „gdzież to biedny Owen przepadł”, siedział sobie w jakimś hotelu z kolejną kochanką. Po co szukać takiego małżonka... Bo jest jedynym żywicielem rodziny, Leonora zajmuje się córką – co prawda dorosłą, ale niepełnosprawną. I właśnie zaczyna jej się kończyć kasa.

Tuż przed zaginięciem Owen Quine poszukiwał wydawcy na swoją najnowszą powieść, Bombyx Mori. Poszukiwania szły raczej słabo, bo pisarz w książce obrzygał swoje środowisko (wydawców, pisarzy, agentów literackich) z góry na dół, więc wykurzonych wielu, a chętnych do wydania brak. Czy powieść ma jakiś związek ze zniknięciem Quine? W każdym razie to jedyne, co początkowo Cormoran Strike ma, więc śledztwo polega m.in. na odszyfrowaniu wszystkiego, co autor w niej zawarł (i to jest fajne, książka w książce).

Ale nie tylko dlatego lektura Jedwabnika dała mi więcej radochy... Powodów jest wiele. Począwszy od środowiska, którego dotyczy śledztwo – o ile celebryci (z Wołania kukułki) nie wywołują u mnie zainteresowania, co najwyżej obrzydzenie, o tyle środowisko pisarzy i książkowych wydawców jest ciekawe. Przy czym Rowling, która obraca się zarówno w ćwierćświatku celebrytów (termin „półświatek” jest już zastrzeżony dla innego zjawiska, a ćwierćświatek to dobra nazwa dla społeczności ćwierćgłówków), jak i światku literackim, o obu ma jak najgorsze zdanie...

Ale pisarze to okrutne plemię, panie Strike. Jeśli chcesz przyjaźni na całe życie i bezinteresownego koleżeństwa, zaciągnij się do wojska i naucz zabijać. Jeśli chcesz życia wypełnionego chwilowymi sojuszami z kolegami po fachu, którzy będą się upajali każdą twoją porażką, pisz powieści.

I dostałem w Jedwabniku to, czego trochę brakowało mi w Wołaniu kukułki – gry z czytelnikiem w „domyśl się”. Rowling podrzuca nam, nieraz bardzo subtelnie, różne tropy, a my (znaczy ja) dajemy się wciągnąć w rozwiązywanie zagadki. Przyznam, że stworzyłem w głowie kilka „hipotez”, ale nie trafiłem. Czy rozwiązanie uważam za dobre? Niby tak, ale nie do końca – żeby Wam to wyjaśnić, musiałbym zrobić spojler, a tego pewnie nie chcecie...

Wydania z 2018 i 2019 roku

Sam finał w typowym europejskim stylu – kiedyś pisałem czym różni się zakończenie europejskie od amerykańskiego:

Europejskie: główny bohater w obecności innych osób zainteresowanych sprawą, w tym samego przestępcy, opowiada do czego i jak doszedł; po czym przestępca daje się grzecznie zakuć w kajdanki, ewentualnie próbuje ucieczki, która dość szybko kończy się fiaskiem. Amerykański: sru, bum, jebut, ogień i dym; z dymu wyłania się nasz bohater niosąc przerzuconą przez ramię przerażoną niewiastę.

Na początku zaznaczyłem, że Jedwabnik „ładuje się” znacznie wolniej, niż Wołanie kukułki. Bo przynajmniej początkowa jedna czwarta powieści toczy się dość leniwie. Mnie to nie przeszkadzało, ale rozumiem, że niektórym może.

Znowu mamy trochę relacji międzyludzkich spoza głównego wątku, o np. Cormoran zaczyna przebąkiwać, że przy tej ilości zleceń będzie musiał zatrudnić pomocnika, co bardzo wkurza Robin, bo ona też chce podetektywić, a nie robić tylko za sekretarkę. Sam Cormoran może być irytujący przez swoją zajebistość, ale jest to zajebistość ugruntowana w tego typu literaturze od czasów Sherlocka Holmesa, albo jeszcze wcześniejszych (trochę odbieram ten cykl Rowling jako hołd złożony starym kryminałom).

Będę kontynuował lekturę cyklu Cormoran Strike.

OCENA: 8/10.

R. Galbraith, Cormoran Strike, t. 2: Jedwabnik, tłum. A. Gralak, Wydawnictwo Dolnośląskie Wrocław 2014, stron: 480.

O tym cyklu:



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

1 komentarz:

  1. Wszystkie sa dobre. Fajna klimatyczna rozrywka.

    OdpowiedzUsuń