sobota, 15 października 2016

Kajko i Kokosz. Nowe przygody: Obłęd Hegemona

Po raz pierwszy piszę o komiksie, ale to nie znaczy, że stronię od nich. Kiedyś Nowa Fantastyka wydawała kwartalnik: Komiks Fantastyka. I tam czytałem artykuł o roli półkul mózgowych w odbiorze komiksu. Podobno lewa odpowiada za czytanie, a prawa za oglądanie obrazków. Tylko u dzieci dochodzi do takiego „skorelowania”, że przy lekturze „ogarniają” jedno i drugie jednocześnie. Dorosły, który nie zapoznał się z tym gatunkiem sztuki w dzieciństwie, ma problem: najpierw tekst czy obrazki? Człowiek, który czytał komiksy w dzieciństwie tego problemu nie ma.

Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że historyjki z dymkami poznawałem jednocześnie z pierwszymi książkami. Były to oczywiście historyjki z magazynów Relax (Thorgal!), Alfa i Świat Młodych, ale także Koziołek Matołek, Fiki Miki, Tytus, Romek i A'Tomek, Kleks, komiksy Baranowskiego, czy Kwapiszon (robiony interesującą metodą: rysunki nanoszone na zdjęcia). I był (byli) Kajko i Kokosz.

Teraz raczej nie kupuję komiksów, bo po pierwsze, nie kalkuluje mi się cena z ilością czytania, po drugie (jeśli chodzi o komiks amerykański) trochę pogubiłem się w uniwersum Marvela, a DC nie lubię.

Do rzeczy. Od jakiegoś czasu wydawnictwo Egmont szukało kury, która będzie znosić złote jaja, czyli kontynuatorów serii Janusza Christy. Był nawet jakiś konkurs, ale chyba zakończył się klapą, bo jego efektów nigdy nie poznaliśmy. Dopiero teraz sepaczę i co widzę: Kajo i Kokosz. Nowe przygody. No tego nie mogłem odpuścić. Tym bardziej, że na IV stronie okładki wydawca deklaruje, że choć rysownicy zachowują swój styl, to jednak z wielkim szacunkiem dla ducha oryginału.
Dostaliśmy cztery historyjki autorstwa sześciu panów, przy czym jeden stworzył dwa scenariusze, a inny wystąpił w roli podwójnej: rysownika i scenarzysty. Jak sobie poradzili?

Jako pierwsi wystąpili Sławomir Kiełbus (ilustracje) i Maciej Kur (scenariusz) z opowieścią Obłęd Hegemona. Zaczyna się nieźle, w stylu Christy:
W tamtych czasach krążyły wieści o różnych zastępach rycerskich. Biada ziemiom, które owi rycerze zapragnęli złupić, bowiem byli nieugięci i bezlitośni w bojach.
Zbójcerze to inna historia.
Pasek z komiksu Kiełbusa i Kura
Jest to najlepsza opowiastka z tego zbioru. Kiełbus nie naśladuje stylu Christy, ale jego rysunki można uznać za na tyle zbliżone, że nie rażą – najdalej przy trzecim albumie jego autorstwa przyzwyczaiłbym się. Zresztą właśnie tego rysownika Janusz Christa podobno namaścił na swojego następcę.

A to porównanie: śpiewający Zbójcerze w wykonaniu Kiełbusa i Kura oraz w wykonaniu samego Janusza Christy
Nie najgorzej spisał się też scenarzysta, choć do autora oryginałów mu daleko. O ile przy komiksach Christy rżałem ze śmiechu, to tu co najwyżej towarzyszył mi uśmiech. Kur „przerysował” Zbójcerzy. Tam gdzie Christa ich wady skrobał scyzorykiem, Kur użył siekiery.
Ogólnie dzieło Kiełbusa i Kura nadaje się do czytanio-patrzenia.

OCENA: 6/10

Dalej jest, niestety, gorzej. Druga historia – Miluś. Kłusownicy – w całości jest dziełem Tomasza Samojlika. Tym razem głównymi (anty)bohaterami są Krwawy Barnaba, Kacper i Grdyl – zespół obwiesiów, których poznaliśmy już w oryginalnym komiksie Szranki i konkury.

Dzieło Samojlika
Ilustracje w ogóle nie są z „bajki” Christy – to przypomina bardziej współczesne komiksy skierowane do dzieci w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym. Dla mnie, to profanacja. Nie to, że ilustracje mi się w ogóle nie podobają, ale nie w tym komiksie!

A to Krwawy Barnaba, Kacper i Grdyl wg Christy
Scenariusz też, taki ekologiczny moralitet. W paru miejscach Samojlikowi udało się mniej więcej (chociaż raczej mniej) uchwycić poczucie humoru Christy.

I jeszcze Miluś Samojlika i Miluś Christy...
OCENA: 5/10

Kolejny duet udowodnił, że może być jeszcze gorzej. Chodzi o „dzieło” Coś na muchy (scenariusz: Krzysztof Janicz, ilustracje: Norbert Rybarczyk). Ilustracje... O bosze, co to jest: Włatcy móch?


Przy czytaniu/oglądaniu tego „dzieła” w głowie kołatały mi tylko dwie myśli: kiedy to się wreszcie skończy i co to robi w tym albumie. Nudne, nieśmieszne, momentami wręcz głupie, a styl rysownika pasuje do Kajka i Kokosza jak smark do rękawa (za to pasuje do chaotycznego scenariusza, ale to nie jest komplement). Janicz i Rybarczyk nie załapali ani ducha, ani formy komiksu Janusza Christy. Na miejscu spadkobierców artysty od razu bym zastrzegł w Egmoncie, że ten duet ma zakaz wstępu nie tylko do Mirmiłowa, ale nawet warowni Zbójcerzy.
Podsumowując: żenada.

OCENA: 1/10

Może dobrze, że ich dzieło nie zostało opublikowane na końcu. Bo chyba tylko dzięki temu jakoś czytało mi się kolejną historyjkę, czyli Szkołę zbójowania (scenariusz: Maciej Kur, ilustracje: Piotr Bednarczyk).
Ilustracje to znowu kompletnie inna bajka niż Christy, acz nie aż tak odległa jak w przypadku Samojlika i Rybarczyka. Ten wychudzony Łamignat z krzywymi nogami...

Jaga i Łamignat wg Rybarczyka...

Lepiej jest ze scenariuszem. Parę razy nawet udało się (znowu) Kurowi wywołać u mnie uśmiech. O choćby przy Bogacze, hop hop podczas nocnych zajęć w puszczy.
Z drugiej strony były też grymasy oznaczające zniesmaczenie. Niektóre dialogi bardziej pasują do serialu Świat według Kiepskich, niż do Kajka i Kokosza. Pozwolę sobie zacytować: Ja to tam se na kurs zopisał, bo, choróbka, poszerzać se choryzonty intelektualne lubię, kurcze blade, no... – Tylko w miejsce „kurcze blade” wstawić „w mordę jeża” i mamy Arnolda Boczka...

OCENA: 5/10

Podsumowując całość, „radę dają” jedynie Kiełbus i Kur. Dzieła reszty prezentują poziom od bardzo słabego do wybitnie żenującego.

Oczywiście, że nie było sensu kopiowania Christy. Ale czy konieczne było oddanie Mirmiłowa w ręce autorów aż tak odległych stylem? Jak pokazuje przykład Kiełbusa, można znaleźć takich, którzy rysując po swojemu, zachowają ducha dzieła Christy. A to przecież w założeniu miało być celem Obłędu Hegemona. Miało...

Mogę się podpisać pod słowami Kamila Śmiałkowskiego z recenzji na gazeta.pl:
To komiksy nadające się do jakiegoś albumu pamiątkowego z hołdem dla Christy, a nie do publikacji jako „Kajko i Kokosz. Nowe przygody”. Bo właśnie w takich albumach pamiątkowych polscy komiksowi twórcy są naprawdę nieźli. Potrafią oddać komuś hołd filtrując jego twórczość przez własny talent. To też sztuka. Ale gdy dostaje do rąk coś, co nazywa się „nowe przygody”, oczekuje się przede wszystkim dobrej rzemieślniczej imitacji oryginału (to na początek), a potem czegoś świeżego, ale mocno utrzymanego w konwencji.
Patrząc na ostateczny efekt, uważam danie na okładkę dzieła samego Janusza Christy za swego rodzaju oszustwo – sugeruje, że dostaniemy coś innego, niż dostajemy. Gdybym zobaczył w tym miejscu ilustrację Norberta Rybarczyka, Tomasza Samojlika czy Piotra Bednarczyka, nigdy do ręki bym tego nie wziął.

Po lekturze Obłędu Hegemona, w charakterze odtrutki, przeczytałem znowu parę albumów Christy. Znowu obśmiałem się jak norka. I tym bardziej ujrzałem mizerię nowych przygód... Nie jestem znawcą komiksu, ale jedno wiem: to nie jest Kajko i Kokosz. Ponieważ wydawca zapowiada, że będą kolejne tomy, wielka prośba: niech nie będzie tam już dzieł Samojlika, Bednarczyka, Janicza i Rybarczyka. Nie profanujcie komiksu mojego dzieciństwa!

OCENA CAŁOŚCI: 4/10

Kajo i Kokosz. Nowe przygody: Obłęd Hegemona, antologia, wydawnictwo Egmont, Warszawa 2016, stron: 40.
Spis treści:
Zbójcerze. Obłęd Hegemona, scenariusz: Maciej Kur, ilustracje: Sławomir Kiełbus.
Miluś. Kłusownicy, scenariusz i ilustracje: Tomasz Samojlik.
Mali Kajko i Kokosz. Coś na muchy, scenariusz: Krzysztof Janicz, ilustracje: Norbert Rybarczyk.
Łamignat. Szkoła zbójowania, scenariusz: Maciej Kur, ilustracje: Piotr Bednarczyk.


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

7 komentarzy:

  1. Cieszę się, że się nie zdecydowałam na ten komiks, zawsze się boję "nowych wersji", tu widzę, że faktycznie tylko Kiełbus i Kur jako tako dają radę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem, jeśli brak wykonawców na odpowiednim poziomie, to nie powinno się grzebać w świecie Christy.

      Usuń
  2. Wychowany na KiK i majac teraz swoje dzieci mieszkajac w USA chcialem tez pokazac co ich tata czytal za mlodosci i ucieszylem sie jak dowiedzialem sie o nowym komiksie. Zaczolem czytac o tym i widzialem pare zdjec rysunkow z komiksu i od razy odechcialo mi sie kupowac tego. Rysunki poza okladka sa brzydkie i nic nie przypominaja rysunkow z KiK. Mam nadzieje ze wiecej nic takiego jak to nie wyjdzie przynajmniej nie pod takim tytulem jak Kajko i Kokosz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsza historyjka - Obłęd Hegemona, też Ci się nie podobała?

      Usuń
  3. PERFEKCYJNA RECENZJA!! Duży pokłon w stronę autora!

    OdpowiedzUsuń