Łączna liczba wyświetleń

sobota, 3 sierpnia 2019

Użytek własny i kociokwik niszowych autorów


Od kilku dni (bodajże dwóch :D ) przez internety przetaczają się zbiorowe spazmy autorów (okradajo nas!), wspartych przez część blogsfery (złodzieje, złodzieje, i pijaki – bo każdy złodziej to pijak, i buraki – bo każdy pijak to burak!). O cóż biega – oczywiście o pirackie rozpowszechnianie książek w necie.

Zanim przejdę do meritum. Moim zdaniem, dwie rzeczy w tym kraju są zbyt tanie: alkohol i książki. Tak butelka wódki, jak i książka (pomijając oczywiście jakieś wersje ekskluzywne) kosztują od 17 do 29 zł. Zostawmy na boku wódkę. Dlaczego książki są zbyt tanie? Bo skoro ty kupujesz ją za np. 25 zł, to pomyśl ile z tego zgarnie pośrednik (księgarnia), a ile dostanie producent (wydawca). Zgadza się, dla wydawcy zostanie z tego jakieś piętnaście zł max. I z tych piętnastu zł trzeba zapłacić druk, skład, ilustrację okładkową, koszty transportu, koszty administracyjne (no w wydawnictwach ktoś pracuje) itd. itp. To ile zostanie dla autora? Dwa zł? Trzy? No niech będzie – cztery zł.

Książka sprzeda się w nakładzie 5000 sztuk – to nie jest nakład oszałamiający, ale też nie tragiczny, taki środkowy. To autor dostanie kupę siana – 20 000 zł. Jak jest grafomanem pokroju Gołkowskiego i machnie cztery wyroby książkopodobne rocznie, to ma sens. Ale jak autor nazywa się Huberath (książka co trzy lata), albo choćby Piskorski (mniej więcej książka co półtora roku)... Wychodzi, że Piskorski zarobiłby w przeliczeniu na miesiące znacznie poniżej minimalnej pensji (Huberath to w ogóle miałby drobne na piwo :D). To oczywiście szacunek czysto teoretyczny, bo nie znam ani nakładów książek Piskorskiego, ani jego umów z wydawcą (może ma zagwarantowaną większą kasę).

Tym niemniej gołym okiem widać, że bycie pisarzem w Polsce wciąż jest silnie osadzone w tradycji romantycznej – pisarz ma być biedny i nieszczęśliwy, wtedy będzie dobrze pisać :D Żartuję oczywiście, bo w naszym kraju nieliczni utrzymują się z pisania, większość traktuje to hobbistycznie, a „prawdziwe” pieniądze zarabia gdzie indziej. Co oczywiście jest ze szkodą dla czytelników – bo jakby taki Huberath mógł utrzymać się z pisania, to może zamiast co trzy lata, byłaby książka co roku.

A nie, wróć – teraz nowych książek Huberatha w ogóle nie ma. Porzucił pisanie. Podobnie jak Maciej Guzek, czy ciekawy, acz może już nieco zapomniany autor Rafał W. Orkan. Książek Piskorskiego też już nie będzie – a przynajmniej przez jakiś czas: w styczniu ogłosił, że teraz będzie zarabiał kasę, a nie pisał książki.

Niestety, w Polsce z pisania może wyżyć tylko autor bestsellerów (Sapkowski, Tokarczuk) lub producent masowej grafomańskiej papki (Mróz, Michalak, Ziemiański, Gołkowski).

Teraz do meritum. Otóż grono, na dziś liczące około siedemdziesięciu niszowych pisarzy (przed akcją kociokwiku kojarzyłem z nich dokładnie nikogo :D) domaga się, żeby państwo zaczęło walczyć o ich interesy. Konkretnie, państwo miałoby się wziąć z kopyta za zwalczanie internetowego piractwa. I tak się zastanawiam, czego ku... dusza jęczy.

Bo tak czytam ich postulaty (jest ich aż sześć). Pierwszy zakłada zwiększenie kar za udostępnianie plików w różnych miejscach w sieci (zwłaszcza chodzi o Chomika i Docera), trzeci – „konsekwentne” ściganie piratów przez państwo. Zacznijmy od trzeciego – trochę zabrakło mi informacji: to obecnie państwo nie ściga konsekwentnie? No dobra, dajmy na to wydawnictwo X i autor Ygrekowski składają zawiadomienie do prokuratury – a prokuratura nic nie robi? Chciałbym się dowiedzieć od autora, który takie zawiadomienie złożył, co się dalej działo – dostał z prokuratury odpowiedź „Bujaj się leszczu”? A może po prostu cała prawie siedemdziesiątka tak se chrzani na sucho, bo żadne z nich nawet nie spróbowało złożyć zawiadomienia do odpowiednich organów?

Bo jeśli szanowni autorzy i wydawcy nie podejmują działań prawnych, to nawet dożywocie za piractwo będzie nieskuteczne. Być może napisanie jednostronicowego zawiadomienia do prokuratury przekracza możliwości autorów, a może zwyczajnie się nie chce. Nie tak dawno Ćwiek poskarżył się na facebooku, że go spiratowali, acz sam przyznał, że zawiadomienia nie składał. To czego dusza jęczy? „Ktoś” ma zadbać o interesy autora i wydawcy? Kto?

Ale te dwa punkty akurat kontrowersyjne nie są. Jest za to punkt drugi: Wdrożenie kar dla osób pobierających nielegalnie książki. Zacznijmy, że „osoby” nie pobierają nielegalnie, a na podstawie prawa do użytku własnego. To jest dokładnie to samo prawo, które pozwala nam pożyczyć książkę od znajomego, sąsiada, a nawet teściowej. Ba, możemy nawet książkę skserować, a ksero podarować teściowej (po uprzednim nasączeniu arszenikiem :D).

Jasne, można uznać, że świat wirtualny i realny to zupełnie różne światy i wymagają innego prawa. Tylko wprowadzenia takiego przepisu do Kodeksu Karnego, moim zdaniem, jest dalece bardziej niebezpieczne od stanu obecnego. Dlaczego? Bo będziemy masowo produkować skazańców. Bo:

1. Skąd przeciętny obywatel ma wiedzieć czy dana strona oferuje treści legalne, czy pirackie? Tym bardziej, jeśli płaci za korzystanie ze strony.

2. Nikomu z Was nigdy nie zdarzyło się ściągnąć czegoś przypadkiem lub pomyłkowo (bo np. plik był źle opisany)?

3. Co z dziećmi? Oczywiście, że ponosić odpowiedzialność karną będą w zależności od swojego wieku, ale odpowiedzialność finansową będą ponosić rodzice.

I kolejna rzecz – co z korzystaniem z pirackich plików online? Bo np. z Docera nie trzeba pliku ściągać, można go przeczytać online. Sam czasami w ten sposób z Docera korzystam. Nie, nie do czytania całych książek – nie raz pisałem, że nie lubię czytać ebooków. Ale czasem, choć mam książkę papierową, potrzebuję coś na szybko wyszukać – i wtedy łatwiej mi na Docerze: ctrl F i załatwione.

Więc apel do siedemdziesiątki: zamiast naciskać na państwo, żeby zrobiło wam dobrze – sami ruszcie zadki i sami zróbcie sobie dobrze. Piratują wasze teksty? To już, do prokuratury, domagać się ustalenia kto udostępnia, ile było pobrań. Prokuratura zrobi akt oskarżenia, a wy wystąpicie jako oskarżyciele posiłkowi i będziecie się domagać naprawienia szkody (czyli ilość pobrań x cena okładkowa + odsetki do waszej kieszeni – zarobicie lepiej, niż przy normalnej sprzedaży książek).

I tak się zastanawiam, czemu ta akcja ma służyć. Bo z całym szacunkiem, ale czytając nazwiska owej siedemdziesiątki miałem wątpliwości, czy problem piractwa jakoś wybitnie ich dotyka. Sprawdziłem kilka nazwisk, m.in. bardzo aktywnej w tej sprawie Marleny Rytel. To autorka trzech książek – wszystkie wydane w wydawnictwach trudniących się m.in. self-publishingiem (Psychoskok, Nova Res i Poligraf). Oględnie mówiąc, nie jest to autorka popularna – pod jej książkami na lubimyczytac jest kolejno ocen: 8, 22, 2. Znając metody promocji stosowane przez tego typu wydawców i autorów – to praktycznie zero zainteresowania. To po jakiego grzyba to piratować?

Idziemy sprawdzić u piratów. Na Chomiku wyszukiwarka pokazuje niby wszystkie trzy tytuły tej autorki.


Dziwne, każdy po razie – nikt nie zachomikował? To wchodzimy. Pierwszy plik:


Jak widać, to tylko reklamówka, a plik niby jest do pobrania gdzie indziej. To klikamy pobierz i przenosi nas tu:


Klikamy pobierz i spodzianka (bo skoro czegoś oczekujemy, to nie jest niespodzianka :D) – strona koniecznie chce nasz nr telefonu.


Hehehehe. Ktoś odważny wyśle? Ja nie. Sądzę, że podanie numeru telefonu sprawi jedynie, że wtopimy jakąś kasę, a pliku nigdy nie pobierzemy. Ta sama sytuacja ma miejsce z dwoma pozostałymi tytułami pani Rytel na Chomiku.

Ale może ją spiratowali gdzie indziej... To Docer:


Jak widać, wśród około :D dwóch wyników z nazwiska Rytel, nie ma pani Marleny. To gdzież spiratowali naszą wojowniczkę o prawa autorów... Sprawdzę jeszcze PEBx – to chyba najpopularniejsza strona z linkami do pirackich filmów, książek itd.


Czyli tu też jej nie spiratowali... Na jej miejscu bym się załamał, bo też jakaś opinia o autorze.

Dobra, nie będę snuł domysłów po co ta cala akcja, tylko spostrzeżenie – Marlena Rytel, dotąd była anonimową autorką trzech książek wydanych w takich, a nie innych wydawnictwach. Teraz jest znaną bojowniczką o prawa autorów i wydawców.

I na koniec jeszcze dwa spostrzeżenia:
1. To że na niektórych portalach typu „podaj nr telefonu” chwalą się „Plik pobrano 1835 razy” – nie oznacza, ze tak jest. To tylko reklama mająca zachęcić kolejnych do korzystania z danego portalu.
2. To że ktoś ściągnął pirata, nie oznacza, że gdyby miał za niego zapłacić, też byłby zainteresowany.

Więc obliczenia autorów listu – ściągnięto moją książkę, kosztującą 30 zł, półtora tysiąca razy, to straciłem 45 000 zł – można o kand d.. rozbić. Nie, nie straciłeś. Bo te półtora tysiąca to bzdura, bo z rzeczywiście ściągających może jeden na stu kupiłby książkę, bo ty – autorze – dostajesz tylko drobną część ceny okładkowej. Straciłeś może ze trzy piwa.

PS
Jednym z postulatów siedemdziesiątki jest społeczna akcja informacyjna dotycząca piractwa. Cieszę się, że mogłem pomóc nagłaśniając sprawę :D

PS 2
U góry strony grafika Benjamina Cole z XVIII wieku, przedstawiająca słynnego pirata Edwarda Teacha zwanego Czarnobrodym.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

58 komentarzy:

  1. :) świetna analiza zjawiska, twoja opinia na ten temat jest niepopularna, ale prawdziwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że jest niepopularna. Bo w Polsce rzuca się hasło, że jest problem, a jedyną receptą na problem - podnieść kary. Tylko co da podniesienie kary i powiększenie liczby czynów karalnych, jeśli nadal autorzy i wydawcy będą tylko biadolić?

      Zresztą sądzę, że tracą przez piractwo grosze. Pewnie, jak autor rozedrze szaty "Ściągnęli moja książkę 5000 razy, straciłem mnóstwo kasy" - to każdy mu współczuje. Tylko ilu z tych 5000 ściągających, kupiłoby naprawdę jego książkę? Pewnie dobrze by było, jakby chociaż z 50.

      Moim zdaniem, co innego zwiększyłoby dochody autorów, ale to pewnie napiszę za tydzień.

      Usuń
    2. Na pewno pomógłby inny, bardziej bezpośredni system dystrybucji, żeby więcej pieniędzy z każdego sprzedanego egzemplarza wpadało do kieszeni autora.

      Usuń
  2. Świetny wpis! Piractwo w Polsce istnieje, nie ma wątpliwości, ale trzeba by się było zastanowić czemu. Te "autorki" chcą sobie zrobić promocje i robią z siebie ofiary. Jakby ktokolwkek chciał płacić za ich książki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też sądzę, że chodziło o promocję samych siebie.

      Usuń
  3. No ale wiesz, sprawa niekoniecznie musi dotyczyć ciebie osobiście, żebyś chciał za nią agitować. Na przykład ja ani zwierząt nie porzucam, ani moich nikt nie porzucił, a jednak czasem ze zjawiskiem walczę na tym swoim kanapowym poziomie :P

    Osobiście jak uważam, że fajnie, że temat zrobił się nośny (tylko nigdzie tej listy autorów znaleźć nie mogę, w sensie pełnej XD ), tak same postulaty są bez sensu. Z prawem autorskim u nas trochę jak z prawami zwierząt - przepisy są nawet spoko (no dobra, za rozwojem sieci nie nadążają), tylko z egzekwowaniem gorzej. Dlatego zaostrzenie nic nie da. Tak samo jak penalizacja ściągania, bo niby jak to wykrywać? Lotne kontrole pamięci laptopów będą robić? A co w takim wypadku ze studentami na potęgę kserującymi podręczniki?

    Najskuteczniejsza byłaby chyba kampania społeczna oparta o ostracyzm społeczny (wstyd piracić, tylko nieudacznicy tak robią) niż zmiany kodeksu karnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lista podpisanych:

      1. Marlena Rytel – autorka książek, inicjatorka akcji i założycielka strony STOP kradzieży w internecie.
      2. Marika Krajniewska – autorka książek, wydawca, założycielka strony STOP kradzieży w internecie
      3. Agnieszka Krizel - poetka
      4. Anna Zgierun - Łacina - autorka książek
      5.Anna Fryczkowska - autorka książek
      6. Magdalena Zimniak- autorka książek
      7. Małgorzata Warda - autorka Książek.
      8. Edyta Świętek - pisarka
      9. Anna Crevan Sznajder - autorka książek
      10. Róża Musiał - pisarka
      11. Greta Gulsen - autorka książek
      12. Adrian John Kenzie - pisarz
      13. Adriana Pienszke- Rak - pisarka
      14. Monika Łucja Arora - pisarka
      15. Ada Johnson - pisarka
      16. Daria Dziedzic - pisarka
      17. Nina Nirali - autorka
      18. Iwona Banach - autorka i tłumaczka książek
      19. Agnieszka Jordan - Gondorek - autorka książek
      20. Kamila Malec - autorka książek
      21. Angelika Ślusarczyk - autorka książek
      22. Aneta Krasińska - pisarka
      23. Małgorzata Manelska - autorka książek
      24. Katarzyna Wycisk - artystka - grafik, malarka, ilustratorka
      25. Joanna Sykat - pisarka
      26. Katarzyna Mak - autorka książek
      27. Małgorzata Radtke - autorka książek
      28. Anita Gierak - autorka książek
      29. Robert Gałka - autor książek
      30. Małgorzata Karolina Piekarska - pisarka
      31. Marta Fox - pisarka
      32. Katarzyna Ryrych -pisarka, ilustratorka
      33. Marcin Pałasz - pisarz
      34. Anna Janko - pisarka
      35. Romek Pawlak - pisarz
      36. Manula Kalicka - pisarka, agentka literacka
      37. Małgorzata Strękowska-Zaremba - pisarka
      38. Renata Piątkowska, pisarka
      39. Magdalena Witkiewicz- pisarka
      40. Katarzyna Bulicz - Kasprzak - pisarka
      41. Piotr Tymiński - pisarz
      42. Renata Czaban - Kryczka - autorka książek
      43. Zuzanna Arczyńska- autorka książek
      44. Krystyna Lipka-Sztarbałło - ilustratorka
      45. Agata Widzowska- pisarka
      46. Joanna Jagiełło - pisarka
      47. Roman Kręplewicz - autor tekstów, poeta
      48. Ałbena Grabowska - pisarka
      49. Katarzyna Wasilkowska, pisarka
      50. Andrzej Marek Grabowski - pisarz
      51. Agnieszka Urbańska, autorka
      52. Katarzyna Sadowska - ilustratorka
      53. Katarzyna Misiołek - pisarka
      54. Agata Suchocka - autorka książek
      55. Hanna Greń - pisarka
      56. Lucyna Olejniczak - pisarka
      57. Wioletta Leśków - Cyrulik - pisarka
      58. Anna Sikorska - autorka monografii naukowej, badaczka filmów.
      59. Magdalena Majcher - pisarka
      60. Beata Majewska - pisarka
      61. Marta Matulewicz - autorka książek
      62. Sylwia Winnik – pisarka
      63. Anna Sakowicz - pisarka
      64. Anna M. Brengos - pisarka
      65. Karolina Wilczyńska - pisarka
      66. Katarzyna Georgiou - pisarka
      67. Wioletta Sawicka - pisarka

      Usuń
    2. >No ale wiesz, sprawa niekoniecznie musi dotyczyć ciebie osobiście, żebyś chciał za nią agitować<.

      Tylko zanim zacząłbym agitować, a co więcej: pisać do rządu RP :D - to:
      Po 1. Zdefiniowałbym problem - bo tu problemem nie są ani przepisy, ani postawa państwa, tylko "lenistwo" wydawców i autorów.
      Po 2. Ustaliłbym czy problem jest rzeczywisty - moim zdaniem, nie jest; straty w wyniku piratowania książek są nader niewielkie.
      Po 3. Sprawdziłbym czy pokrzywdzeni w ogóle chcą mojego zainteresowania.

      A te panie wyskoczyły jak filip z konopi, w stylu rozwścieczonego nosorożca (zwierz ten podobno ma bardzo słaby wzrok, więc często wścieka się i atakuje bez rozpoznania sytuacji - na oślep).

      Usuń
    3. Hm, kilka nazwisk znam - Manula Kalicka to popularna swego czasu autorka książek obyczajowych, a Marta Fox książek dla młodzieży, głównie dziewcząt (czy dalej są równie popularne to nie wiem, bo nie interesują mnie już te segmenty rynku). Małgorzata Warda też ma całkiem spoko warsztat.

      Ad. 1. Nie no, przepisy trochę problemem są - nie nadążają za rozwojem sieci i zagrożeniami z tym związanymi. Tylko akurat tutaj rozwiązania zaproponowane w liście otwartym są zupełnie obok tych problemów.
      Ad. 2. Też nie powiedziałabym, że problem tak zupełnie nie istnieje, choć IMO nie jest bezpośrednio związany z tą straconą przez autorów kasą. Znam przynajmniej jeden przypadek lubianej przeze mnie autorki, której odmówiono wznowienia książki argumentując, że jest na chomiku, więc się nie opłaca. Tak samo inicjatywa Czytampierwszy.pl musiała zrezygnować z udostępniania w swoich ramach ebooków, bo w czasie betatestów wszystkie wyciekły na chomika.
      Ad. 3. Nie widzę protestów autorów udowadniających, że inicjatywa jest niepotrzebna, więc chyba to nie jest tak, że nikt zupełnie nie chce tej dyskusji :P

      Ale pomijając to wszystko, to wydaje mi się, że w dobie Legimi jednak nielegalnie pobierają osoby, które i tak by nie kupiły (pomijając może jakieś starocie już niedostępne w normalnym obiegu) - czyli dzieciarnia, której nie stać oraz wszelkiego rodzaju cebulaki z tych, którzy nie chodzą do kina, bo przecież zaraz na torrentach za darmo będzie (kij że w jakości z tostera, ale ZA DARMO!). A tutaj to albo nic nie pomoże, albo tylko konsekwentna edukacja.

      Usuń
    4. W Polsce jest trzycyfrowa ilość wydawnictw osiągających przychody od dwóch milionów zł w górę. Abonament po stówie miesięcznie + 10% od ściągniętych odszkodowań i sądzę, że znajdą chętnego, który będzie przeszukiwał sieć, robił zawiadomienia do prokuratury itd. itp. Więc to nie przepisy są problemem, a bierność wydawców i autorów.

      A teraz z czego ta bierność wynika. Pamiętasz, jakieś 6-7 lat temu była fala straszeń, pozwów itp. użytkowników Chomika i innych takich portali (niektóre profilaktycznie się zlikwidowały). I po tej fali lata ciszy. Z czego to wynika?Otóż moim zdaniem, okazało się, że ograniczenie piractwa (co wtedy nastąpiło) nie ma przełożenia na zwiększoną sprzedaż książek legalnych. Więc wydawcy machnęli na to ręką.

      Obecnie pieniący się autorzy, to w znakomitej większości ludzie, których problem piractwa nie dotyka. A że ci, których dotyka milczą... Widocznie jest to dla nich coś obojętnego.

      I jeszcze jedno - nawet gdyby autorom/wydawcom się zachciało i zaczęli na poważnie walczyć z tym zjawiskiem, nawet gdyby państwo zechciało zaostrzyć przepisy - z Chomikiem powalczą, ale ze stroną mamywaswdupie.info umieszczoną na serwerach w Rosji, Chinach czy gdzieś na Karaibach lub Oceanii? Już to widzę, jak Rosjanie przekazują naszej prokuraturze dane użytkownika, który pobrał ebooki o wartości 47 zł 86 groszy.

      Każde prawo zresztą da się obejść legalnie. Nawet gdyby uznać, że użytek własny to wyłącznie coś co zachodzi między znajomymi, to jaki problem zrobić na facebooku zamkniętą grupę "Krewni i znajomi królika" i tam się wymieniać ebookami?

      Walka prawna z piractwem, to walka z wiatrakami, przynajmniej dopóki nie będzie ogólnoświatowych rozwiązań umożliwiających identyfikację pirata w rozsądnym terminie i przy rozsądnych procedurach.

      Jest jeszcze opcja stworzenia systemu dystrybucji ebooków w sposób maksymalnie utrudniający ich udostępnianie innym (książkę papierową jednak trzeba zeskanować, a to wymaga sporo wysiłku, więc byłoby to mniej dokuczliwe zjawisko). Dziś niby są jakieś zabezpieczenia, ale średnio rozgarnięty informatyk usunie je w parę minut.

      Inna rzecz, że naprawdę chyba piractwo nie jest specjalnie dokuczliwym problemem. Nasi wydawcy długo nie chcieli do Legimi wprowadzać ebooków na Kindle, bo ponoć są łatwe do spiratowania. W końcu się odważyli i okazało się, że jakiś wielki problem z tego nie wyniknął: >Mimo roku książki wydobyte z Legimi nie zalały chomików i innych tego typu serwisów<.
      https://swiatczytnikow.pl/wiecej-czytania-z-legimi-wieksza-pula-ksiazek-na-kindle-i-zwiekszone-pakiety-z-limitem/

      Wiec zapewne jest tak, jak już parę razy pisałem - czytelnik pirata nie kupi legalnej książki , woli nie przeczytać, więc piractwo jest bez większego negatywnego wpływu na sprzedaż książki. Za to może mieć wpływ pozytywny. Przykładowo, Rebis wciąż ma w sprzedaży ostatnie tomy cyklu Feista o Kelewanie i Midkemii, ale tomy pierwsze wyprzedały się 20 lat temu i wznawiane nie były - sądzę, że gdyby nie było opcji przeczytania ich na Chomiku, to najnowsze tomy sprzedawałyby się słabiej.

      Usuń
  4. Proponuje jeszcze zamknąć biblioteki i czytelnie, tam też książki za darmo dają, co prawda tylko na jakiś czas, ale do wiezienia z nimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z bibliotekami to jest nieco inaczej - za darmo dają, ale nie biorą za darmo :D Po 1. Biblioteka książkę kupuje, po 2. część bibliotek od 2015 roku płaci autorom w zależności od ilości wypożyczeń (część, bo biblioteki uniwersyteckie i szkolne są z tego zwolnione). Punkty ksero też płacą na rzecz autorów i wydawców - 3% wpływów (ciekawe czy ta kasa rzeczywiście dociera do autorów i wg jakiego klucza jest dzielona).

      Usuń
  5. Co do tego ze bibloteki cos płacą to nie wiedzialem, ale odnosnie pkt 1 to taki pirat przed wrzuceniem w internet tez musi kupic materiał źródłowy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy pirat może kupić, a może wypożyczyć z biblioteki. Ale potem taki piracki plik udostępniany jest dalej przez tych, którzy ściągnęli.

      Usuń
  6. Dawno nie widziałem książki za 25 zł.

    Nie chwal się, że nie kojarzysz nikogo z tych pisarzy, bo to znaczy, że nawet na reklamę na mieście i spotkania autorskie nie zwracasz uwagi. ;)

    To, że jeden autor powiedział, że nie złożył zawiadomienia nie znaczy, że inni autorzy tego nie robili. Ale niezależnie od tego, postępowania prokuratorskie trwają jeszcze dłużej niż sprawy sądowe (które są strasznie wolne). Liczna spraw prokuratorskich trwających kilka lat podwoiła się przez ostatnie dwa lata (plus minus).

    Jakbyś chciał się rzeczywiście dowiedzieć czy zgłosili do prokuratury, to byś wysłał do nich maile a nie pisał se na niszowym blogu. Co ci to da, poza możliwością pastwienia się?

    Nie kłam, że dozwolony użytek i nielegalne ściąganie z netu to to samo. Pożyczenie znajomym lub rodzinie jest dozwolone w ramach kontaktów towarzyskich. Jeśli prześlesz swoim znajomym plik przez net, też powinno być spoko. Ale wrzucenie na fejsbookowa kilkuset osobowa grupę nie jest już spoko. Tak samo jak czerpanie korzyści z udostępniania cudzej pracy. Osoby płacące abonamenty na pirackich stronach są paserami.

    1. Nie rób z przecietnych obywateli idiotów. Dobrze wiedzą, że płacą za nielegalne ściąganie. A jak nie mają pewności, to mogą użyć Google lub skontaktować się z danym serwisem i upewnić się.

    2. Nie przypominam sobie.

    3. Mam żałować rodziców, którzy nie umieją wytłumaczyć dziecku, że są legalne sposoby korzystania z kultury czy nie pilnują aktywności dziecka w sieci?

    Zgadzam się tylko z tym, że te wyliczenia są zbyt optymistyczne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Dawno nie widziałem książki za 25 zł<.

      Skoro nie umiesz kupować książek,, to zapewne wielu ich nie kupujesz. Masz promocje w Bonito: standardowa przez pół miesiąca (-35%), z kodu (-5-7%) i za częste zakupy (-5%). Policzyłem ci – książka o cenie okładkowej 49 zł będzie kosztować 28 zł.

      Nawet sporadycznie kupujący, tylko na standardowej promocji (-35%), zapłaci 31,85 zł. A jednak cena okładkowa 49 zł jest dość rzadka, standard to 29-39.

      >Nie chwal się, że nie kojarzysz nikogo z tych pisarzy, bo to znaczy, że nawet na reklamę na mieście i spotkania autorskie nie zwracasz uwagi. ;)<

      Twoim zdaniem wszyscy mieszkają w miastach? To wyobraź sobie, że ja nawet we wsi nie mieszkam – mieszkam w chacie za wsią. Ale i tak nie widzę powodu, żeby zwracać uwagę na self-publisherów pisujących dla dzieci, gospodyń domowych i fanów poezji – nie jestem targetem. Ba, nawet z self-publisherów pisujących książki, których byłbym docelowym odbiorcą – kojarzę jedno nazwisko (oceniłem tu jego książkę na 1/10).
      Nie interesuje mnie dłubanina amatorów – mam czytać setki grafomańskich idiotyzmów, żeby wyłapać może jedną przeciętną powieść? Mam lepsze zajęcia.

      >To, że jeden autor powiedział, że nie złożył zawiadomienia nie znaczy, że inni autorzy tego nie robili<

      Od wczoraj apeluję o podanie nazwiska autora, który to zrobił. I jakoś nikt nie potrafi go podać. Mają więc pretensje, że nie działa prawo, z którego nie korzystają. To analogicznie:

      - Mój samochód nie działa. niech rząd da mi nowy, lepszy!
      - A skąd pan wie, że auto nie działa, próbował pan nim jeździć?
      - Nie.

      >Jakbyś chciał się rzeczywiście dowiedzieć czy zgłosili do prokuratury, to byś wysłał do nich maile a nie pisał se na niszowym blogu<

      Mam pisać do wszystkich pisarzy w Polsce? A tak poza tym ze zdrówkiem OK?

      Blog może i jest niszowy, acz sądzę, że ma więcej czytelników niż książki tych „pisarzy” podpisanych pod listem do rządu RP :D

      I, niestety, jesteś człowiekiem, który wszystko ocenia przez pryzmat siebie – „ja nigdy się nie pomyliłem = nikt się nie myli”. Tacy ludzie, niestety, są bardzo uciążliwi (tak w dyskusjach, jak i ogólnie w życiu), a przy tym mało merytoryczni. Taka pewna ciasnota umysłowa, niepozwalająca oderwać się od samego siebie.

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie,
    nie mam zwyczaju nic komentować w sieci, ale ponieważ podpisałam się pod tym apelem, a Pana wpis pokazało mi koleżeństwo, więc pozwolę sobie na wyjaśnienie.
    Średnio raz w tygodniu pojawia się w sieci kolejny plik, z którąś z moich książek. Pojawiają się zarówno w formacie PDF, jak i mp3, bo piratowane są też audiobooki. Pod protestem podpisałam się nie dlatego, że uważam, iż chodzi o wielkie kwoty. Chodzi o fakt. Uważam, że milczenie oznacza zgodę na to, by ten fakt nadal miał miejsce, a my milczymy od wielu lat. Tymczasem z roku na rok wzrasta liczba portali z pirackimi plikami. W tym roku ukazała się moja powieść (trzecia część b. popularnego cyklu), a także audiobook z nią, czytany przez świetnego aktora. Audiobook w trzy tygodnie po premierze pojawił się na kilkunastu serwerach z pirackimi plikami.
    Dlatego pytam: dlaczego mamy przymykać oczy na złodziejstwo? Nie ma znaczenia jego skala. Przypadkowe ściąganie? Wiadomo, że jak ktoś zakłada konto na serwerze z bezpłatnymi rzeczami, które normalnie trzeba kupować, to jest coś z tym serwerem nie tak. A skoro z niego ściągamy – to ściągamy celowo i jesteśmy świadomi, że kradniemy. W internetowych księgarniach z reguły można pobrać bezpłatne fragmenty książek i audiobooków. Można je też często pobrać z naszych autorskich stron (z mojej na pewno). To wystarczy, by zorientować się, czy dany utwór nas interesuje, czy chcemy to kupić, czy wypożyczyć z biblioteki.
    Przypomnę: biblioteki płacą nam za wypożyczenia. Wydawcom są też wypłacane tzw. opłaty reprograficzne za kserowanie książek. Bywa bowiem, że książki nie można już kupić, a komuś do jakiejś pracy jest potrzebna. Tymczasem ta sfera życia, jaką jest internet, cały czas pozostaje „dzika”. Nie chodzi o karanie tych, którzy pożyczają znajomym prywatnie pliki. Chodzi o publiczne udostępnianie ich za darmo! To, ile procesów o łamanie praw autorskich ma „słynny” chomik wiedzą nieliczni, ale przypomnę, że głośny wyrok zapadł dopiero wtedy, gdy przeciwko serwisowi wystąpiła Polska Izba Książki. Zapadł w 2017, ale… niewiele się zmieniło, choć Sąd nie tylko uznał winę Chomika, ale nawet oddalił jego pozew przeciwko PIK, uznając, że PIK nie musi przepraszać za nazwanie serwisu pirackim. Na serwerze Chomika cały czas znajduje się ponad 15 milionów pirackich plików, a liczba jego użytkowników wynosi ponad 3,5 miliona.
    Nie wiem jakie książki Pan kupuje, ale te, które mnie interesują kosztują powyżej 50-60 złotych jedna. Ostatnio najtańsza kosztowała mnie 49,90. Nie ma jej w formacie PDF, właśnie m.in. z powodu piractwa. Jest to książka naukowa, której autor spędził 10 lat na zbieraniu materiałów. Sprzedaż książek naukowych w Polsce dochodowa nie jest, ale przeważnie zwraca się druk. Są one zresztą dofinansowywane przez różne instytucje, dotowane przez granty etc. Dopóki tak będą wyglądać realia z elektronicznymi wersjami książek i audiobooków – dopóty wielu książek naukowych nie będzie można kupić w formie elektronicznej, która jest zawsze tańsza dla czytelnika.
    I na koniec: zarzucanie, że piszemy list dla rozgłosu jest idiotyczne. Wszyscy wiemy, że rozgłosu nie będzie, a nasz list przejdzie bez echa. Między innymi „dzięki” takim postawom jak reprezentowana przez Pana. Nie dorośliśmy jako społeczeństwo do uczciwości. Pana tekst jest tego świetnym dowodem. Może nawet lepszym niż postawa Chomika, który mimo przegranego procesu w 2017 roku opieszale moderuje udostępniane na swoim serwerze treści. Pana tekst pokazuje co o tym myśli człowiek.
    Mam jednak nadzieję, że to się kiedyś zmieni, gdy listów takich jak nasz będzie więcej. W końcu piractwo filmowe jest coraz rzadsze, gdyż powstały serwery typu: VOD. Podobnie jest z muzyką. Czas na porządek w sieci z tekstami literackimi. Nie ma znaczenia, czy chodzi o miliony, czy o 3 złote na piwo. Chodzi o fakt.
    PS Gdy muzycy walczyli z piractwem nie spotkali się z takim „potępieniem” jak pisarze, choć piosenkę pisze się krócej niż książkę. Ja jedną ze swoich dokumentalnych książek pisałam 19 lat. Druga dojrzewała we mnie 10.
    Z wyrazami szacunku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Średnio raz w tygodniu pojawia się w sieci kolejny plik, z którąś z moich książek<

      Ile poszło od Pani zgłoszeń do prokuratury?

      >Uważam, że milczenie oznacza zgodę na to, by ten fakt nadal miał miejsce, a my milczymy od wielu lat<

      Uważam, że brak zgłoszeń do prokuratury oznacza zgodę na to, by ten fakt nadal miał miejsce, a wy nie zgłaszacie, za to chcecie ostrzejszego prawa – po to, żeby ostrzejsze było martwe, bo dalej nie będziecie zgłaszać...

      >Dlatego pytam: dlaczego mamy przymykać oczy na złodziejstwo?<

      Nie przymykajcie – zgłaszajcie do prokuratury.

      >Przypadkowe ściąganie? Wiadomo, że jak ktoś zakłada konto na serwerze z bezpłatnymi rzeczami, które normalnie trzeba kupować, to jest coś z tym serwerem nie tak<

      O rany... A wie pani, że książki nie wychodzą od wczoraj i np. na Chomiku jest wiele pozycji (np. naukowych), do których prawa autorskie już wygasły?

      >skoro z niego ściągamy – to ściągamy celowo i jesteśmy świadomi, że kradniemy<

      Zdaje Pani sobie sprawę, że teraz łamie Pani prawo i pomawia ludzi, którzy legalnie, w ramach użytku własnego coś ściągają?

      >Przypomnę: biblioteki płacą nam za wypożyczenia<

      Mniejszość bibliotek, większość jest z tego obowiązku zwolniona.

      >Tymczasem ta sfera życia, jaką jest internet, cały czas pozostaje „dzika”<

      Bzdura, którą wciąż tłumaczycie własne lenistwo – co do ściganie ściągających, jeśli dalej nie będziecie korzystać z prawa i będziecie omijać prokuraturę?

      >Nie wiem jakie książki Pan kupuje, ale te, które mnie interesują kosztują powyżej 50-60 złotych jedna<

      Książki naukowe i komiksy to inne półki cenowe, niż beletrystyka. Tyle że książki naukowe rzadko bywają piratowane, a ich autorów nie ma wśród Was, więc zostawiam ten problem na boku. Poza tym książki naukowe dość szybko pojawiają się jako bezpłatne, legalne ebooki, przynajmniej jeśli chodzi o zbiory artykułów.

      >Nie dorośliśmy jako społeczeństwo do uczciwości. Pana tekst jest tego świetnym dowodem<

      Jeszcze jedna taka głupio-bezczelna uwaga i będzie Pani tu banowana. Jeszcze raz – jest Pani bezradnym leniuchem, któremu nie chce sie zadbać o własny interes, więc domaga się Pani, żeby państwo za Panią to zrobiło. Może jeszcze BOR ma do Pani przyjechać podać papu łyżeczką do ust?

      >Gdy muzycy walczyli z piractwem nie spotkali się z takim „potępieniem” jak pisarze, choć piosenkę pisze się krócej niż książkę<

      Nie wiem, nie słucham muzyki – nie interesuje i nigdy nie interesowało mnie to.

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Pan naprawdę nic nie rozumie<

      To dobrze, że tak genialna osoba przybyła mnie oświecić.

      >Przede wszystkim nie wie Pan jak wygląda zgłaszanie do prokuratury<

      Obawiam się, że jeśli nie zna się zawodu rozmówcy, nie zna się jego doświadczenia zawodowo-życiowego, to można z siebie gupka zrobić. A Pani jak myśli? :D

      >Zgłoszeń od autorów prokuratura nie przyjmowała, bo z urzędu ścigane jest przestępstwo o dużej szkodliwości społecznej lub kradzież na dużą kwotę<

      Są przestępstwa ścigane z urzędu i przestępstwa ścigane na wniosek – prokuratura ma obowiązek przyjąć zawiadomienie/wniosek i wszcząć dochodzenie. A jeśli odmawia – to jest sąd, gdzie składa sie zażalenie na decyzję prokuratury.

      Zresztą nawet przy wyjątkowo złej woli prokuratora i sądu (taka zbitka raczej jest rzadka) jest jeszcze jedna opcja: pisze Pani do prokuratora, że nie ma Pani możliwości technicznych ustalenia sprawcy. I wtedy Pani ustalą na to procent (wiem, bo przerabiałem to – w 3 miesiące dostałem dane sprawcy), przekażą i to otwiera drogę do tzw. prywatnego aktu oskarżenia.

      Za inwektywy i słomę w papciach – ban.

      Usuń
    2. Wywołana do tablicy - zgłaszam się, bo podobno poszukuje Pan autorów, którzy zgłaszają kradzieże.
      Do prokuratury co prawda nie zgłosiłam, ale dlatego, że autor jest od pisania a o jego (i swoje) prawa powinien dbać wydawca.
      Więc ile razy zauważę swoją ksiażkę na chomiku czy innym pirackim serwisie, (a robi to za mnie wujek Gugiel, bo mam ustawiony alert) tyle razy wysyłam maila do mojego wydawcy (Nasza Księgarnia, jakby się kto pytał) ci zgłaszają naruszenie i książka z serwisu znika lub (niestety) zostaje ukryta pod hasłem.
      Po czym... najdalej po tygodniu pojawia się znowu na koncie kogoś innego, z którego to konta natychmiast jest kopiowana na kilka innych.
      Po paru dniach alert to wyłapuje, zgłasza do mnie, ja piszę do odpowiedniej osoby w wydawnictwie, a ta nadaje bieg sprawie. I tak w koło Macieju.
      Syzyfowa praca.
      Dlatego potrzebne są lepsze regulacje prawne i o to walczymy.
      BTW lista sygnatariuszy, którą był Pan uprzejmy zamieścić, jest niekompletna. W tej chwili jest nas ponad setka. Jeśli komuś nic nie mówią takie nazwiska jak Anna Janko, czy Anna Fryczkowska (że tylko Annami polecę), to współczuję braku oczytania.
      Aktualną i wciąż aktualizowaną listę znajdzie Pan na przykład tutaj:
      http://bit.ly/2LZQ3D8
      Są tu zarówno autorzy - jak Pan był uprzejmy zauważyć - niszowi bądź debiutanci, jak i tacy z dużym dorobkiem. Lista jest wciąż aktualizowana.

      Z uszanowaniem
      Anna Łacina

      Usuń
    3. Naprawdę uważa Pani, iż zwalczenie tych serwisów zwiększy Pani dochody? serio? Jedyne do czego to doprowadzi to może do przeniesienia serwerów do jakiegoś bananowego państwa, a i to wątpię. I żadne dalsze zaostrzenia prawa nic nie dadzą. Choćbyście ludzi karą śmierci karali, to jak kogoś nie stać/nie chce kupić państwa książki to nie kupi i tyle.

      Usuń
    4. Anna Łacina
      >Do prokuratury co prawda nie zgłosiłam, ale dlatego, że autor jest od pisania a o jego (i swoje) prawa powinien dbać wydawca<.

      To już problem Pani umowy z wydawcą. Ale niech mi Pani wyjaśni - skoro nie wkraczacie na drogę prawnokarną, to po co Wam zaostrzenie przepisów?

      I coś spróbuję Pani wyjaśnić. Dajmy na to widzę na Chomiku plik "Dzieje Prus" - i tak sobie myślę: o książkę Kujota wrzucili. Stanisław Kujot zmarł w 1914 roku, więc prawa autorskie wygasły. To śmiało ściągam. A tu okazuje się, że ściągnąłem "Dzieje Prusów" autorstwa Łucji Okulicz-Kozaryn, gdzie prawa autorskie obowiązują jeszcze przez pół wieku - wg waszej propozycji popełniam przestępstwo. Mam nadzieję, że wasz pomysł rząd wrzuci do kosza i tak idiotycznego prawa nie będzie.

      I tak, zauważyłem, że lista się wydłużyła. Teraz o parę nazwisk, które można skojarzyć, jak np. Emma Popik. Ale to dalej, jadąc terminologią piłkarską, liga okręgowa + paru doświadczonych zawodników z IV i III ligi.

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No już, paszło won trolliszcze.

      tak na marginesie - ów wulgaryzm piszemy przez "ch". A wiesz dlaczego? Żeby był dłuższy :D

      Usuń
  11. Wojujący z książkami w internecie zapominają o jednej ważnej rzeczy - o darmowej reklamie jaką dostają na tych znienawidzonych Chomikach i innych "pirackich" portalach. Mamy XXI wiek, dziś reklama jest najważniejsza, liczy się dotarcie do jak największej liczby osób. Ja (a myślę iż sporo innych osób także) nie lubię kupować w ciemno i często ściągam książkę lub utwór muzyczny, czy też grę by ją sprawdzić, a gdy mi się spodoba to kupuję oryginał. Oczywiście nie każdy tak robi, ale jak słusznie zauważył autor artykułu większość ściągających na chomiku i tak by nie kupiło oryginału (czy to z powodu braku pieniędzy, lenistwa itd) więc wliczanie tego w straty jest zwykłym naciąganiem. Nie zastanowią się natomiast ilu dzięki tym portalom mogą zdobyć nowych czytelników, słuchaczy itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to z reklamą to takie uszczęśliwianie na siłę. Poza tym np. Sapkowski reklamy nie potrzebuje w Polsce, a tylko na Chomiku i tylko w "dokumentach" (bez zipów, bez audiobooków) jest ok. 1200 pirackich jego ebooków. Aż mnie dziwo wzięło, że jeszcze nie wynajął kancelarii prawnej do walki z tym zjawiskiem - toż to kupa szmalu mu ucieka (nie tego, który by zarobił na sprzedaż, bo ściągający i tak nie kupią książki, ale na odszkodowaniach od umieszczających piraty).

      Usuń
    2. Zgadza się że większe znaczenie ma to przy autorach mniej znanych, niż przy tych rozpoznawalnych na całym świecie, ale świat się zmienia i nie wszystko jest takie czarno - białe. Oglądałem kiedyś ciekawy dokument o początkach magnetowidów i kaset VHS (pamięta je ktoś jeszcze?;D). Otóż w USA po wprowadzeniu na rynek magnetowidów z możliwością nagrywania z TV podniósł się niesamowity wrzask koncernów filmowych, kin, producentów itp że jak to, teraz ludzie będą sobie nagrywać filmy z Tv i nikt już nie będzie chodził do kina, do wypożyczalni video, nikt nie kupi filmu w sklepie. I co? Ano nic. Magnetowid miał prawie każdy w domu, każdy nagrywał i jakoś wrzask o złodziejstwie szybko ucichł.

      Usuń
  12. O, ale zamieszanie zrobiłeś tym wpisem ;) Ciekawa uwaga z tym, że ludzie ściągający z chomików i tak zazwyczaj nie kupiliby danej książki. Zgadza się to z moimi obserwacjami. I powiem, że teraz i tak jest dużo lepiej z korzystaniem z legalnych źródeł, np. kiedy wchodził netflix też pojawiały się głosy, że skoro filmy są nielegalnie dostępne, to ile osób będzie chciało za nie płacić. A tu netflix się przyjął, i to jak. Miejmy nadzieję, że i z książkami będzie podobnie.
    Trochę szokuje mnie, że autor dostaje takie marne grosze od jednego sprzedanego egzemplarza :/ Nie za dużo forsy rozchodzi się gdzieś po drodze? Ale z drugiej strony, gdyby książki miały zdrożeć, to nie byłoby fajne :/ Zastanawiają mnie też zróżnicowane ceny książek. Dzisiaj sprawdzałam cenę "Bestiariusza słowiańskiego" - wg okładki kosztuje 69 zł., a w księgarnie internetowej można kupić za połowę tej ceny (no, w sumie za 45 zł, bo dochodzą koszty przesyłki).
    W każdym razie, dobrze, że się mówi o tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Ciekawa uwaga z tym, że ludzie ściągający z chomików i tak zazwyczaj nie kupiliby danej książki. Zgadza się to z moimi obserwacjami<

      Jest jeszcze lepszy numer - wielu tych co ściąga, potem nie czyta ściągniętych ebooków. Kiedyś czytałem o tym dyskusję na Facebooku - ludzie pisali, że potrafią ściągnąć ze sto ebooków, a potem przeczytają może ze trzy, resztę trzymają na dysku, bo może kiedyś. I gdyby mieli kupić tego ebooka - w życiu by nie kupili. Więc owi autorzy liczą straty, których nie mają :D

      Usuń
  13. Przyznam, że zdarzało mi się czytać takie ściągnięte z Docera pliki, dlatego, że nie miałem dostępu do oryginalnych książek w normalnej cenie. Ale jak tylko mogłem, kupowałem potem owe dzieła. Także to nie jest tak, że takie rzeczy tylko szkodzą - jak bym nie miał możliwości podglądu, co tam znajdę, bym nie starał się tak bardzo kupić później,
    A tekst dobry, chociaż chyba wywołał pewną burzę :P. Prawie jak teksty o turbolechitach :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie (acz uprzedzam, że to na podstawie doświadczeń moich i niektórych znajomych, także próba dość niewielka), to można nawet zaryzykować stwierdzenie, że ci, którzy ściągają takie pliki i czytają, bardzo możliwe, że i tak kupią książkę legalnie. Więc w sumie może nawet wychodzić na lepsze

      Usuń
    2. Uważam, że decydująca powinna być wola autora - niektórzy nie mają nic przeciwko powielaniu ich książek w necie, inni mają. I dlatego obecne zapisy w Kodeksie Karnym są OK - to autor i jego wydawca decydują czy chcą walczyć z piractwem, czy nie.

      Dobra jest też legalność ściągania - gdyby ściąganie było karalne, to mogłaby być sytuacja jak z narkotykami: łatwiej i prościej ścigać posiadających, niż dilerów. Więc policja sobie poprawia staty łapiąc gówniarzy z jedną lufą słabej trawki. Tyle że ściganie posiadających w ogóle nie ogranicza procederu, a jedynie tworzy bezsensownych skazańców.

      Usuń
  14. płaczą różne grafomany
    że za mało mają many (money )

    jam też marny wierszokleta
    piszę jakby do kotleta

    OdpowiedzUsuń
  15. Wtrącę swoje trzy grosze. W niektórych przypadkach piractwo jest wręcz pożyteczne dla mniej popularnego autora. Niedawno przeglądając pewien serwis natrafiłem na trylogię, której opis mnie zainteresował; miała też dobre recenzje na lubimyczytać. Autor (polski) całkowicie mi nieznany. Ściągnąłem (czyli spiratowałem) i zacząłem czytać. Pierwszy tom (ebook) był dobrej jakości a akcja wartka i wciągająca. Natomiast drugi i trzeci tom były kiepskie, czytać się dało, ale... Ponieważ książka mi się spodobała i zachciało mi się mieć ją w swojej biblioteczce, kupiłem te ebooki.
    Gdybym nie ściągnął i nie przeczytał pierwszego tomu, autor (i wydawnictwo) nie zarobiłby ni kopiejki. I z tego, co wiem, wielu z moich znajomych postępuje podobnie - coś spiracą, ale dzięki temu poznają autora i dają mu potem zarobić. W innym przypadku nigdy by nie kupili jego książek.
    Teraz pytanie do szanownych pisarzy - czy w opisywanej przeze mnie historii autor trylogii na piractwie zyskał czy stracił???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to po trosze wina autorów i wydawców - uważam, że zawsze powinien znaleźć się w sieci legalny fragment książki lub dzieło powiązane (np. Rebis niedawno wrzucił opowiadanie Agnieszki Hałas powiązane ze Śpiewem potępionych, a Powergraph opowiadanie Wegnera z Meekhanu).

      Usuń
    2. Większość księgarni z ebookami udostępnia fragmenty, ale, moim zdaniem, nie jest to dobra zachęta do kupienia pełnej wersji. Jeszcze akcja się nie rozkręci, a tu koniec... Jest lepszy sposób, zwłaszcza w przypadku wielotomowych cykli.
      Jakiś czas temu w kilku księgarniach z ebookami zupełnie za darmo był pierwszy tom trylogii duńskiego pisarza Jensa Henrika Jensena o Oxenie, "Zanim zawisły psy". Nie słyszałem wcześniej o tym autorze a opinie i recenzje często bywają bałamutne. Ale jak dają - to trza brać! :) Ściągnąłem, przeczytałem, spodobało mi się i... pozostało tylko czekać na następne tomy. Oczywiście doczekałem się i kupiłem w dniu premiery (na dodatek w promocyjnej cenie). W sumie autor i wydawnictwo zarobili mniej o 1/3, ale w ogóle zarobili. Gdyby nie darmowy pierwszy tom w moim przypadku nie zarobiliby ani grosza. A tak i wilk (klient) syty i owca cała. Można? Można. Tak to jest w biznesie, że trzeba zainwestować żeby później zarobić. Ale nie wszyscy to rozumieją.

      Usuń
  16. "Natomiast drugi i trzeci tom były kiepskie, czytać się dało, ale..." - oczywiście chodzi mi tu o jakość ebooków, nie o treść :P

    OdpowiedzUsuń
  17. kto ebuka ściągnie mego ( nielegalnie )
    zrani moje WIELKIE ego

    nie piratuj, bo to brzydko
    tutaj rymu już nie będzie


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie piratuj, bo to brzydko
      tutaj rymu już nie będzie

      Rozbawiłeś mnie :) Dobre.

      Usuń
    2. bardzo mi przyjemnie z tego powodu

      Usuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak se przeczytałem, a potem se czytałem komentarze i było mi wesoło. A potem łza mi się w oku zakręciła, kiedy przypomniałem sobie, jak to kiedyś państwowe czy spółdzielcze (co na jedno wychodzi) wydawnictwo za czasów schyłkowego Gomułki próbowało wyrolować wdowę po Wacławie Gąsiorowskim. A książki Wacława Gąsiorowskiego były wydawane w takich nakładach (i czytane - żeby nie było to tamto), że ci wszyscy autorzy z "listy podpisanych" marzyć o tym nie mogą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle autorzy z czasów PRL mogą sobie pluć w brodę, że zarabiali śmieszne drobne za książki mające po pięć nakładów, a każdy w ilości stu tysięcy egzemplarzy. Ale działali na nienormalnym rynku - gdyby był normalny, to też takich nakładów by nie osiągnęli.

      Usuń
    2. Wacław Gąsiorowski zmarł był w roku 1939 i na długo przed I wojną światową stał się popularnym pisarzem. W 1937 roku na podstawie jego powieści "Pani Walewska" nakręcono film "Conquest". Panią Walewską zagrała Greta Garbo.
      Sam tylko "Huragan" wydano (przed epoką PRL) w latach: 1901, 1902, 1904, 1906, 1928, 1930, 1936, 1937, 1939 - w tym również w "przeróbce dla młodzieży, dokonanej przez autora". Wydano też w roku 1903 "Ostatnie zdobycie Częstochowy" na podstawie "Huraganu".
      Co się zaś tyczy uwag dotyczących autorów z czasów PRL, to pełna zgoda. Rynek był nienormalny. Nie zawsze było to takie złe. U progu nowej epoki masowo wydawano te powieści Alistaira MacLeana, które za czasów PRL nie doczekały się przekładów. I wówczas przekonałem się, że (pomijając już względy "cenzuralne") w zasadzie za czasów PRL przetłumaczono i wydano to, co warto było wydać.

      Usuń
    3. Ale Gąsiorowski po wojnie był masowo tłuczony - sam gdzieś mam nawet takie jego zeszytówki (powieść "Emilia Plater" wydana w trzech zeszytach), które sprzedawano w kioskach Ruchu. Natomiast słabo znam jego twórczość, a biografię wcale - facet kojarzy mi się z powieściami historycznymi z okresu, którego nie lubię (XVIII-XIX wiek).

      Usuń
    4. A był tłuczony, był. I to już od 1946 roku, bo się idealnie do tego nadawał: było patriotycznie, militarnie, nieskomplikowane toto i bez obscenii.

      Usuń

  20. "Niestety, w Polsce z pisania może wyżyć tylko autor bestsellerów (Sapkowski, Tokarczuk) lub producent masowej grafomańskiej papki (Mróz, Michalak, Ziemiański, Gołkowski)."

    Orbitowski, Dukaj, Twardoch, Małecki, czy Kosik też chyba utrzymują się głównie z pisania i z różnych około pisarskich aktywności, a do grafomanów bym ich nie zaliczył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Sapkowskiego i Tokarczuk zaliczysz do grafomanów? Bo Dukaj to na pewno ta sama półka co oni.

      Kosik to zupełnie inna bajka - bo on żyje nie tyle z pisania fantastyki dla dorosłych, co 1) z działalności wydawniczej (Wydawnictwo Powergraph) 2) z pisania dla dzieci - a to, że jego "Felix, Net i Nika" zostało lekturą szkolną, zapewniło mu El Dorado :D

      A pozostała trójka zgłasza aspiracje do kręgu sapkowsko-tokarczukowego :D

      Usuń
  21. A ja nie rozumiem, czym się kierujesz, nazywając jednych autorów autorami, a innym nadając zaszczytne miano pisarza. Dlaczego na przykład Róża Musiał jest pisarką, a Anna Fryczkowska i Anna Łacina są zaledwie autorkami? Myślałam, że autor to ktoś, kto wydaje w systemie vanity, a pisarz – w dobrych wydawnictwach. Ale to nie pasuje, bo właśnie Fryczkowska i Łacina wydały w dobrych, a Musiał w Białym Piórze. Białe Pióro to vanity.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie autor i pisarz (a także twórca) to synonimy. Jak chcę określić pejoratywnie, to używam określenia grafoman albo producent wyrobów książkopodobnych :D

      Usuń
    2. Aha, no to zagadka rozwiązana. :-) Dla mnie pisarz to nazwa zaszczytna, nie każdego autora tak nazwę.

      Usuń
    3. Tak to już jest: kiedy dwoje mówi to samo, to niekoniecznie znaczy to samo :D

      Usuń
  22. Chyba nie bardzo mam co do dyskusji dorzucić, więc tak może trochę "z boku" całego tego "problemu": słyszałam kiedyś, że osoby, które piracą najwięcej... jednocześnie najwięcej też kupują i wydają na kulturę. Nie potwierdzałam w żaden sposób, ale wydaje mi się to całkiem logiczne. W końcu ktoś niezainteresowany tematem nawet nie będzie wiedział, skąd wziąć "darmową" kopie, a osoba zaangażowana będzie ściągać choćby po to, by używając CTR+F znaleźć coś w książce, którą i tak ma na półce. XD

    OdpowiedzUsuń
  23. ja ........
    o żesz ...
    o wy ....
    ...wam w ...

    OdpowiedzUsuń