Nie kryję, że VanderMeer jest dla mnie numerem 1 we współczesnej fantastyce. Anihilacji – i kolejnych części – dotąd nie czytałem, bo kiedyś tam obejrzałem film z 2018 roku i musiałem z lekturą odczekać, aż się zatrze w pamięci. Teraz się zatarł (ale wrócę do niego, jednak dopiero po lekturze wszystkich tomów cyklu Southern Reach), do tego w nowym wydaniu dostaliśmy czwarty tom – i to dobre dwa powody, żeby wziąć do ręki Anihilację, czy raczej Unicestwienie (bo w tym wydaniu czytałem).
VanderMeer jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. I tym razem nie udało mu się.
Dwunasta ekspedycja wyrusza do Strefy. Czym jest owa Stefa – nie wiadomo, ale dzieje się tam coś dziwnego (Cała ta część kraju została opuszczona kilkadziesiąt lat temu z powodów, które niełatwo opisać). Uczestnicy poprzednich wypraw albo wcale nie wrócili, albo trochę wrócili, a trochę nie (wiem, że to pozornie głupie, ale jak przeczytacie książkę, to będziecie wiedzieć o co mi chodzi). Dwunasta wyprawa składa się z samych kobiet, uczonych – mężczyznom się nie udało, to może kobietom uda się wrócić. Początkowo miało być pięć uczestniczek, ale jedna rezygnuje, więc wyruszają cztery.
W Strefie znajdują „coś”, co nie do końca wiadomo czym jest (gdybym Wam próbował to objaśnić, to popsułbym część radochy z czytania, więc tego nie zrobię) – trzy uczestniczki zwą to „bunkrem”, jedna „wieżą”. Trochę dziwnie, bo bunkier to w głąb ziemi, a wieża ponad ziemią, ale bohaterki w ogóle widzą to różnie; zresztą nie tylko to, więc czytelnik się zastanawia czy obserwuje „obiektywną” prawdę, czy tylko jakieś spostrzeżenia zdeformowane w dziwnej Strefie.
Nie wiem czy formalnie jest to horror, ale groza towarzyszy czytelnikowi przez cały czas – nawet przy opisie błahych czynności w napięciu czekamy kiedy TO się wydarzy, choć nie wiemy czym owo TO miałoby być (podobne odczucia miałem przy lekturze Shriek. Posłowie tegoż autora).
– Unicestwienie! – zawołała, bezładnie wymachując rękami. – Unicestwienie!!! Unicestwienie!!!Im dłużej powtarzała to słowo, tym słabszy miało wydźwięk, jak nawoływanie ptaka ze złamanym skrzydłem.
VanderMeer potrafi świetnie wykreować bohaterów od strony psychologii. I w tej powieści też to mamy, ale dotyczy jednej bohaterki, a i to nie od razu. Do tego uczestniczki wyprawy nie są nam znane pod swoimi imionami i nazwiskami, tylko profesjami: Biolożka, Psycholożka, Geodetka, Antropolożka – takie lekkie „odczłowieczenie” postaci pewnie ma pogłębiać u czytelnika uczucie obcości i osamotnienia w Strefie. Podobny cel chyba przyświecał ograniczeniu relacji między bohaterkami – tu nie ma żadnych rozmów o życiu, przeszłości, wieczorka integracyjnego, a nawet wymiana wrażeń z samej Strefy jest skromna (co zresztą ma uzasadnienie, nawet podwójne: po pierwsze, Przełożeni uważali, że zbyt intensywna wymiana wrażeń może wypaczyć naszą percepcję, po drugie, uczestniczki wyprawy nie ufają sobie, a nawet darzą się niechęcią – kobieta kobiecie kobietą :D).
Narracja jest pierwszoosobowa, narratorką jest Biolożka. I tę z wolna poznajemy lepiej – poznajemy jej przeszłość, motywy, które ją do Strefy sprowadziły. Możemy też domyślać się, że ma cechy DDA (VanderMeer lubi wykorzystywać podręcznik do psychologii – np. w Shrieku mamy rodzeństwo DDD, w Zrodzonym kobietę z nadmiernym instynktem macierzyńskim – ale nigdy u niego nie zmienia się w to „smęcenie”, w nudny wykład z psychologii połączony z wielkimi traumami, nie, dowiadujemy się jakby mimochodem, a do tego trzeba trochę się domyślić).
Pozostałe bohaterki też ewoluują, może nawet dziwnie, bo wszak wszystko w Strefie jest dziwne, ale do ich głów dostępu nie mamy – tylko obserwacje Biolożki (co znowu pogłębia odczucie osamotnienia).
Przekład w porządku, choć trochę czuć inne pióro, niż w przypadku książek VanderMeera z wydawnictwa Mag. Mogę się doczepić do jednego wyboru tłumaczki: nie sądzę, żeby VanderMeer pisał o „panterze” w USA; niemal na pewno chodziło mu o pumę, którą w potocznym języku angielskim czasami zwą panterą lub lwem górskim – jednak w języku polskim pantera to zupełnie inny zwierz.
Fajne okładki do obu wydań, z wydawnictwa Otwarte bardziej plakatowa, ze Znaku JednymSłowem trochę efekciarska, ale ciekawa.
Podsumowując: jest to podszyta grozą opowieść o kontakcie z czymś nie do ogarnięcia (może na razie, może w kolejnych częściach VanderMeer pomoże nam to ogarnąć, ale na ten moment nawet nie wiem czy mamy do czynienia z science fiction, czy fantasy – intuicyjnie taguję jako SF).
Polecam (choć jeśli w powieści cenisz sobie wyłożenie kawy na ławę, to omijaj), a ocena może wydać się za wysoka, ale ja wszystko od VanderMeera zasysam jak odkurzacz. Dziwny, utrzymany w newweirdowskiej estetyce, świat – lubię, pogłębienia psychologiczne postaci bez natrętnych wykładów i opisywania traum – lubię, klimat grozy i tajemniczości – lubię, przyzwoity poziom literacki – lubię. To jak mam nie lubić dzieł VanderMeera?
OCENA: 9/10.
J. VanderMeer, Southern Reach, t. 1: Unicestwienie, tłum. A. Gralak, wydawnictwo Otwarte, Kraków 2014, stron: 232.
vel
J. VanderMeer, Southern Reach, t. 1: Anihilacja, tłum. A. Gralak, wydawnictwo Znak JednymSłowem, Kraków 2025, stron: 232.
Tego autora:
Zob. też:

Przeczytałam dwie części i nie wiem, czy kończyć. Unicestwienie - bardzo ciekawe, nietypowe, atmosfera osamotnienia bardzo tu pasowała, ale na koniec trochę zaczęłam się zastanawiać, czy coś z tego wyniknie, czy po prostu zostaniemy z faktem, że wszystko jest dziwne i tyle. Druga część - tak jak piszesz, Autor umie w psychologię, podobały mi się rozmowy, ale... znowu, nie miałam poczucia, że posunęliśmy się z fabułą do przodu. Nie wiedziałam, że są 4 części.
OdpowiedzUsuńPoprzednie wydanie miało trzy części, później VanderMeer dopisał czwartą. Może w końcu coś wyjaśni, bo jak mi pokazuje SI (swoją drogą, strasznie to SI rozleniwia) ma w planach część piątą - Abdykacja i szóstą - Abnegacja. Abdykacja wg zapowiedzi (ale nie autora, więc może to być wróżenie z fusów) ma wyjść w tym roku.
UsuńTrochę dziwne, bo dotąd VanderMeer nie szedł w cyklony, ale może uznał, że czas na emeryturę i odcinanie kuponów od wcześniejszej twórczości.
Wczoraj w nocy skończyłem czytać Anihilację (Twój wpis zmotywował mnie do przyspieszenia czytania). Atmosfera książki bardzo mi się spodobała (po 50 stronach zamówiłem tom 2 i 3), chociaż nie przepadam za taką konwencją (otwarte zakończenie, nic właściwie się nie wyjaśnia). Film oglądałem zaraz po premierze, ale nic już z niego nie pamiętam - czas sobie przypomnieć
OdpowiedzUsuńMoże się nie wyjaśnia, ale przeżyję to skoro dobrze się czyta. Zastanawia mnie tylko czy VanderMeer w ogóle ma zamiar coś wyjaśnić.
Usuń