Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 13 sierpnia 2026

Harry Adam Knight, Gen

Opis wiele obiecywał, jednak powieść niewiele dała. Nie ma tragedii, ale dobrze też nie jest, choć Gen powinien zadowolić fanów horrorów klasy C i czytelników z nostalgią wspominających pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych.


Tragedii nie ma, bo jednak (współ)autor to uznany pisarz, choć raczej za powieści science fiction pisane pod prawdziwym nazwiskiem: John Brosnan (w Polsce wydano jego trylogię Władcy niebios i samostojkę Inwazja Opoponaksów). Jak wielu innych twórców tamtego okresu chałturzył tłucząc pod pseudonimem takie proste horrory (podobnie np. słynny Robert Holdstock, autor Lasu ożywionego mitu, który chałturzył jako Robert Faulcon). Przy czym pod pseudonimem Harry Adam Knight, Brosnan pisywał samodzielnie, albo (częściej) w duecie z niejakim Leroyem Kettle – Gen jest dziełem duetu.

Strasznie mnie ostatnio wymęczyła powieść pewnego polskiego autora, więc na „odtrutkę” chciałem wziąć coś prostego, ale wciągającego. Wybór padł na Knighta właśnie dlatego, że Brosnan. Wytypowałem dwie jego książki, które na LubimyCzytać mają najwyższe oceny: Gen i Fungus. Ostatecznie wybór padł na pierwszą, bo z opinii można wnioskować, że to coś w stylu Coś – bardziej filmu Johna Carpentera z 1982 roku niż noweli Johna W. Campbella.

I te opinie w jakimś stopniu są zasadne. Pierwszoplanowi bohaterowie to szóstka młodych ludzi, trzy pary, wracających jachtem z wyprawy po narkotyki do Maroka. Sztorm, jacht zatonął, bohaterowie na tratwie prują przez Morze Północne (trasa z Maroka do Wielkiej Brytanii przez Morze Północne? Po kiego grzyba?). Zara wykitują, bo brak wody, zimno i w ogóle nieprzyjemnie. I co za szczęście – dobijają do platformy wiertniczej.

Ale to horror, więc szczęście nie może być pełne – na platformie nie ma załogi, ale coś jest. Chyba niewiele zdradzę pisząc, że tam kolejny zły prywaciarz prowadził kolejne niegodziwe eksperymenty – zabawiał się w genetycznego inżyniera? Oczywiście „to” tam jest, oczywiście zapoluje na bohaterów.

Opowiastka prosta jak drut, szybciuteńko biegnie z punktu A do punktu Z. Przez pospieszność nie jest to klimatyczne – zero napięcia, w ogóle nie czułem grozy. „Cosiek” jest dość typowy dla tego typu horrorów, zakończenie też typowe w tamtych czasach (powieść wydana została po raz pierwszy w 1983 roku).

Bohaterowie mają głębię kałuży na asfaltowej drodze (czyli przechodząc w trampkach, zamoczysz jedynie podeszwy). Co gorsza, z jednym wyjątkiem są strasznie nijacy – jeśli masz problem z zapamiętaniem pięciu bohaterów, to znaczy, że kreacja leży po całości. Jest jeszcze ten szósty, akurat jakiś, ale z kolei groteskowy (z definicji: dziwaczny, absurdalny, przesadzony).

Poczynania naszych bohaterów ułatwia „cosiek” (to dynamiczny i inteligentny, to znowu anemiczny i głupi) i zbiegi okoliczności (trzeba obsłużyć wojskowe karabiny M-16 – jeden z „rozbitków” potrafi, bo służył w amerykańskiej armii; trzeba uruchomić skomplikowany sprzęt – znowu jeden przeszedł stosowny kurs).

Książeczkę łyka się szybko, bo akcja wartka, językowo nie stawia oporu – nie ma fragmentów, przy których zatrzymałbyś się i pomyślał: „ależ to koszmarnie napisane”, ale też nie będzie refleksji: „jakie ładne zdanie”. No i jest niezbyt długa (około 240 tysięcy znaków, czyli jakieś 134 strony maszynopisu znormalizowanego). Ot, Brosnan i Kettle potrzebowali parę groszy, to w tydzień machnęli taką opowiastkę.

Więc, jak pisałem, powieść wiele obiecuje, jednak finalnie to jakby cię ktoś zaprosił na wykwintny obiad, a okazuje się, że to kurczaki z KFC. Dlatego zastanawiam się nad tą drugą powieścią Knighta mającą przyzwoite oceny – Fungusem; znowu obiecujące opinie, a pewnie to taki sam fast food.

Choć, moim zdaniem, Gen ma potencjał na niezły film. Co prawda w 1995 roku doczekał się ekranizacji pt. Proteusz, jednak coś nie wyszło – nie jest to dobrze oceniane dzieło, podobno jeszcze gorsze od powieści (na naszym Filmwebie – 4,6/10, na amerykańskim IMDb – 4,1/10). Ale może obejrzę w ramach przeglądu filmów sprzed 2016 roku.

Fani horrorów klasy C i ci, dla których to dzieło ma wartość sentymentalną, mogą sobie dodać do oceny ze dwa punkty.

OCENA: 4/10.

H. A. Knight, Gen, tłum. J. Śmigiel, wydawnictwo Phantom Press, Gdańsk 1990, stron: 188.



Zob. też:



Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz