niedziela, 25 stycznia 2015

Bradley P. Beaulieu, Wichry archipelagu

Wydawnictwo Prószyński i S-ka swego czasu zarzuciło rynek pozycjami SF i fantasy z serii Najlepsze książki na świecie. Prawdopodobnie. Dobrze, że dodano ten ostatni człon, bo chyba żadnej z pozycji do książek „najlepszych” zaliczyć nie można, a jedynie część z nich określiłbym mianem „dobrych” – większość to przeciętne czytadła. Seria też dość szybko upadła i część tytułów można dziś kupić w tanich księgarniach. Wydawca przy tym nie zmierzył sił na zamiary i zostawił rozgrzebane cykle.

Tak ma się właśnie sytuacja z Wichrami archipelagu, pierwszym tomem cyklu Lays of Anuskaya. Jak na standardy serii, jest to całkiem przyzwoita literatura, chociaż podczas czytania co chwila miałem wrażenie: ale to już było. Przykład: główny bohater chory – Kroniki Thomasa Covenanta Niedowiarka Donaldsona. Aha, ale nie tylko chory, lecz także syn władcy – proszę bardzo: Elantris Sandersona. Statki powietrzne – Chris Wooding, Przebudzeni. Archipelag – masa książek, od Ziemiomorza Le Guin począwszy. Co jest oryginalne, ludność archipelagu składa się z dwóch grup: rosyjsko podobnych Anuskian (urzekło mnie imię: Żabin) oraz przypominających wyznawców hinduizmu czy buddyzmu Aramanów. Wśród tych ostatnich istnieje sekta, wzorowana chyba na wyznawcach islamu: Maharraci. Interesujący jest też system magii, a właściwie systemy, bo wygląda to nieco inaczej u Anuskian i Aramanów.

Gdyby streścić fabułę w jednym zdaniu, też oryginalności nie ma w niej za grosz: ot książę z drużyną muszą uratować świat przed złem. Na szczęście Beaulieu nieźle sobie radzi z kreacją bohaterów, większość z nich to postaci niejednoznaczne, trudne do sklasyfikowania: dobry-zły (niestety, nie dotyczy to głównych, czyli Nikandra i Atiany). Dość interesująca jest też polityka w wielkim księstwie Anuski, którego ustrój przypomina nasz feudalizm – państwo składa się z szeregu księstw, rywalizujących między sobą o wpływy, zazwyczaj dyplomatycznie, matrymonialnie czy gospodarczo, ale i rozwiązania militarne nie są czymś nieznanym.

Ogólnie czyta się nieźle, szkoda, że ciąg dalszy zapewne nie nastąpi... A może inny wydawca przejmie cykl?

Ocena 6/10

B. P. Beaulieu, Wichry archipelagu, tłum. Marek Pawelec, wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2011, stron: 635.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz