czwartek, 25 sierpnia 2016

Herbert George Wells, Historia świata

Ojciec literatury SF ewidentnie był zafascynowany historią, ale nie tyle jak historyk, co jak historiozof. Z Wikipedii czym jest historiozofia: nauka filozoficzna zajmująca się refleksją nad sensem i istotą dziejów rozumianych jako całość uporządkowanych lub nieuporządkowanych zmian zachodzących w czasie.

Ta fascynacja widoczna jest nie tylko w jego książkach poświęconych historii, lecz także w pozycjach przynależnych do gatunku zwanego historią spekulatywną (ja to nazywam gdybologią) – Wizje przyszłości (1901), Kształt rzeczy przyszłych (1933). Zwłaszcza w tej drugiej – napisanej zanim Hitler doszedł do władzy – Wells zaprezentował się jako niezły wizjoner: pisze np. o wybuchu wojny światowej, konkretnie miała zacząć się 5 stycznia 1940 roku (pomyłka o cztery miesiące i cztery dni), a przyczyną miał być spór niemiecko-polski o Gdańsk i korytarz...

Historia świata to nie jest pozycja naukowa czy nawet popularno-naukowa, to raczej esej historyczny. O tego typu literaturze Paweł Jasienica pisał: Esejowi przysługują te same prawa, którymi się cieszy dramat, poezja czy powieść. Ze wszystkich literatów eseista przybliża się najbardziej do pogranicza nauki, ale nie traci przez to uprawnień artysty i nie staje się popularyzatorem.

W Historii świata widać, które okresy były dla Wellsa ważne w rozwoju naszego gatunku. Wystarczy wspomnieć, że 139 stron poświęcił starożytności, a zaledwie 39 średniowieczu w Europie Zachodniej (+ parę stron na Arabów, Bizancjum i Chiny). Również niewiele miejsca poświęca wczesnej nowożytności (XVI-XVIII wiek). Dopiero czasy dla niego najnowsze (XIX-XX wiek) uznał za warte szerszego zainteresowania.

Bardzo fajnie czyta się pierwsze rozdziały – o powstaniu świata, życia, człowieka. Wiadomo już, że taki opis neandertalczyków odszedł do lamusa:
Miały ciężkie wystające szczęki, bardzo niskie czoła i wydatne łuki kostne brwiowe nad oczami. Kciuk nie był przeciwstawny jak u człowieka, nie mogły one przeginać karku w taki sposób, aby spojrzeć w niebo. Chodziły prawdopodobnie ze spuszczoną głową, pochylone ku przodowi.
Ale trzeba przyznać, że ubrane w słowa bardzo ładnie (co jest zasługą nie tylko Wellsa, ale i tłumacza: Jana Parandowskiego).

W końcówce Wells znowu popisał się wizjonerstwem (chociaż tu akurat wielkiego daru proroczego nie potrzebował). Tak pisze o pierwszej wojnie światowej:
Zaczynamy pojmować, jak ten konflikt, chociaż tak straszliwy i ogromny – nic nie zakończył, nic nie rozpoczął i nic nie ustanowił. (...) W najlepszym razie był bolesnym i straszliwym przypomnieniem, że żyjemy głupio, bez planu, bez myśli przewodniej, w niebezpiecznym i niemiłym wszechświecie. Pierwotne egoizmy i namiętności nacjonalistyczne i imperialistyczne, które pchnęły ludzkość w tę tragedię, wyszły z niej na tyle nie uszkodzone, że mogą sprowadzić podobną klęskę, skoro tylko świat otrząśnie się trochę z wojennego wyczerpania i znużenia.

U Wellsa dominuje anglocentryczne postrzeganie świata – ważna jest Europa Zachodnia, Rosja, Turcja, Chiny. Europa Środkowa jest nieistotna. O Polsce praktycznie mowy nie ma. Dość dziwnie też czyta się dziś wywody Wellsa o rasach, zwłaszcza „rasie aryjskiej”. Po drugiej wojnie światowej ludzie cywilizowani zaprzestali używania tego typu określeń. Badania genetyczne dowodzą zresztą, że trudno mówić o czymś takim jak „rasy ludzkie” – nasz gatunek jest zbyt mało zróżnicowany, a na dodatek kolor skóry nie ma większego znaczenia – australijskim Aborygenom bliżej do białych Europejczyków niż afrykańskich Hotentotów.

Oczywiście, że książka nie odpowiada dzisiejszemu stanowi wiedzy. To już historia postrzegania naszej przeszłości. Ale czyta się świetnie – pytanie, czy jest po co? Dla walorów literackich? Dla poznania poziomu wiedzy człowieka sprzed niemal stu lat?

Na pewno warto dla wstępu, autorstwa Juliusza Palczewskiego (w sierpniu była druga rocznica jego śmierci) – naukowca anglisty, badacza zarówno życia, jak i twórczości Wellsa. Palczewski „popełnił” był książkę o Wellsie: Utopista bez złudzeń (wydana w 1976 roku). To chyba najbardziej powołany do napisania wstępu do Historii świata. Na ponad 70 stronach przedstawił nie tylko życie pisarza, lecz także kolejne nurty w jego twórczości: fantastyczno-naukowy, utopijny, obyczajowy oraz oczywiście historiozoficzny. Osobny rozdział poświęcił recepcji Wellsa w Polsce.

Wydanie, które czytałem, to trzecie polskie. Niestety, najgorsze. W języku angielskim książka ukazała się w 1920 roku. Pierwsze wydanie polskie w 1924. Wznowiło to wydawnictwo Ossolineum dwukrotnie – w 1978 roku w twardej oprawie i potem w miękkiej. Piszę „potem”, bo ustalenie roku wydania książek schyłkowego PRL nie jest proste, a to za sprawą bardzo wydłużonego cyklu produkcyjnego. W każdym razie wydanie III opatrzone jest datą 1983, ale w stopce ma adnotację: Podpisano do druku w listopadzie 1984. Druk ukończono w styczniu 1985. Niestety, to wydanie jest typowe dla lat 80., czyli beznadziejne...

OCENA: 8/10.

H. G. Wells, Historia świata, tłum. J. Parandowski, wstęp i przypisy J. Palczewski, wydanie 3, wydawnictwo Ossolineum, seria: Biblioteka Narodowa, seria II, nr 195, Wrocław – Warszawa – Kraków – Gdańsk – Łódź 1983.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz