piątek, 26 sierpnia 2016

Widmak, Zaklinac, The Witcher (3)

Na koniec zostawiłem m.in. okładki francuskie, niemieckie oraz z kilku mniejszych państw europejskich.

Kraje frankofońskie (Francja i Belgia) to centrum europejskiego komiksu. Nic dziwnego zatem, że w tę stronę poszedł autor okładek z francuskiego wydania Wiedźmina z lat dziewięćdziesiątych. Moim zdaniem, wyszło bardzo dobrze – uważam, że to jedne z najlepiej zilustrowanych książek Sapkowskiego. Ale jestem miłośnikiem frankofońskiego komiksu, więc mogę być nieobiektywny.



Gorsze jest wydanie z lat 2011-2012 (uzupełnione w 2015 Sezonem burz). Na francuskim forum poświęconym literaturze fantasy okładkę Ostatniego życzenia userzy nazwali „katastrofalną”. Trudno się nie zgodzić... W pozostałych tomach jest to lepiej, to gorzej, ale nigdy dobrze. Okładka Czasu pogardy mnie wręcz odrzuciła.


Na tymże forum znalazłem jeszcze dwie okładki Ostatniego życzenia, ale nie mam pojęcia czy takie coś ukazało się na rynku, czy to tylko przymiarki wydawcy były. Też nie robią wrażenia, a może raczej robią – że coś komuś nie wyszło. Poniżej od lewej: wersja wrzucona przez jednego z userów w 2003 roku i wersja wrzucona w 2005 roku. Ostatnia okładka Ostatniego życzenia ze specjalnej edycji – dodawanej za darmo do gry Wiedźmin 3 – Dziki gon. Niestety, jakość fotek nienajlepsza.

Ogólnie rzecz biorąc wydania francuskie rozczarowują – zdecydowanie centrum europejskiego komiksu nie ma się czym pochwalić.

Najnowsze wydanie niemieckie to standard nr 1 (czyli z symbolami). Poniżej jednak wcześniejsze wydania opowiadań: Ostatnie życzenie z 1998 roku, omnibus Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia oraz Coś się kończy, coś się zaczyna (zbiór zawierający m.in. dwa opowiadania „okołowiedźmińskie”: Droga, z której się nie wraca oraz Coś się kończy, coś się zaczyna).

Ciekawostka o Wiedźminie, czyli Vajaku po węgiersku (Gildia dała okładkę jednego tomu) – trzy pierwsze części wyszły z okładkami znanymi z „czerwonego” wydania polskiego, natomiast dwie kolejne już z oryginalnymi węgierskimi.

Wcześniej pisałem, że nie odróżniam wydań czeskich od słowackich. Tylko, jak teraz sprawdziłem, nie bardzo było co odróżniać – Słowacy dopiero zaczynają poznawać Wiedźmina w swoim ojczystym języku. Na razie ukazały się trzy tomy z okładkami w stylu „standard nr 1”. Zresztą nawet jak na standard jest dość ubogo – Słowacy poszli drogą wytyczoną przez Bułgarów i dali te same ilustracje na wszystkich tomach, zmieniając jedynie kolor tła.

Bahdzo mhoczne jest wydanie łotewskie Andżejsa Sapkovskisa. Łotysze też dopiero poznają Wiedźmina – pierwszy tom opowiadań ukazał się – wnosząc z daty dodania na stronie wydawcy – w lutym bieżącego roku. Swoją drogą ciekawe jak wygląda opłacalność wydawania książek na Łotwie, która ma niespełna dwa miliony mieszkańców, a na dodatek dla zaledwie miliona 250 tysięcy z nich łotewski jest językiem ojczystym (dla około 32 procent będzie to rosyjski). Proporcjonalnie do Polski, gdzie sukcesem jest nakład dziesięciotysięczny, na Łotwie dobra sprzedaż wynosiłaby... niespełna 350 sztuk!
Ale nie liczba stanowi o sile. Dawno, dawno temu, w latach mrocznego PRL (dla młodszych – to delegatura Mordoru istniejąca na ziemiach polskich w latach 1944-1989) czytałem książkę o Islandii (tytuł: Wyspa ognia i lodu, wydana w 1985 roku) i o ile dobrze pamiętam, autorka twierdziła, że islandzkie nakłady książek wiele od polskich nie odbiegają. Aż się wierzyć nie chce, bo w PRL nakłady były znacznie większe niż obecnie, a z drugiej strony Islandia ma zaledwie 333 tysiące mieszkańców.
Łotewska okładka Ostatniego życzenia poniżej pierwsza po lewej. A obok Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia po estońsku. Estonia to jeszcze mniejszy rynek od Łotwy – ma milion 313 tysięcy mieszkańców, w tym 29 procent rosyjskojęzycznych. Ale – niezależnie od mojej sympatii do mieszkańców małego kraju – okładki się nie podobają. Nie dość, że standard nr 1, to jeszcze słabo wykonany.

I na deser jeszcze dwie okładki hiszpańskie – Sezon burz w stylu paranormal romance oraz starawe (z 2005 roku) połączone wydanie Ostatniego życzenia i Miecza przeznaczenia.

I na tym kończę o okładkach Sapkowskiego – miało być krótko, wyszły trzy odsłony, normalnie cyklon :D

6 komentarzy:

  1. Jestem właśnie na etapie odświeżania sagi, skończyłam dopiero co "Chrzest ognia" i mimo uroku niektórych zagranicznych serii i tak największy sentyment mam do białego wydania superNOWEJ.
    A okładki z motywami z gry uważam paskudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chętnie bym przytulił coś w stylu rosyjskich omnibusów :D Tym bardziej, że nie mam sagi kompletnej - komuś pożyczyłem Ostatnie życzenie i już nie wróciło...

      Usuń
    2. Masz na myśli te, które pokazywałes w poprzednim wpisie? Nienajgorsze :)
      A ludzi nie oddających pożyczone książki powinien czekać osobny krąg w piekle :/

      Usuń
    3. Osobny, na samym dnie :D Ta sama osoba pożyczyła ode mnie pierwszy tom Narnii (omnibusa) i też nie oddała :D

      Usuń
    4. To już wyjątkowy nikczemnik... Do mnie nie wrócił kiedyś ostatni tom Władcy Pierścieni, tylko za nic nie mogłam sobie przypomnieć, komu go pożyczyłam. Od tej pory moje książki zaszczycają tylko kilka osób, a i tak wszystko sobie notuję (pamięć już nie ta...) ;)

      Usuń
    5. >>To już wyjątkowy nikczemnik<<

      Cóż, dzieci się nie wybiera :D

      Usuń