czwartek, 25 maja 2017

Kwiecień – raport z biblioteczki

Miesiąc mniej bogaty w komiksy – poza prenumerowaną kolekcją Superbohaterowie Marvela, przybył tylko tomik firmowany przez Brandona Sandersona. Ale to zapewne zmieni się w przyszłości, bo odnoszę wrażenie, że coraz mniej ukazuje się dobrej literatury fantastycznej, coraz więcej za to młodzieżówek – Sandersonów, Ryanów itd. Część z nich kupuję, ale w kolejne serie nie będę brnąć. Za to w komiksach mam wieloletnie zaległości, więc łatwiej wyszukać coś z górnej półki.

Ale w kwietniu dałem się „namówić” na jeszcze jedną młodzieżówkę – trylogię Siri Pettersen, która z przytupem weszła na polski rynek. Rebis zadecydował, że to autorka warta porządnej kampanii reklamowej, więc o Kruczych pierścieniach było głośno. Z notki na okładce wynika, że wydawca chce wypromować nie tylko tę autorkę, lecz ogólnie fantastykę skandynawską. Jednak jeśli Siri Pettersen to najlepsze, co może nam Skandynawia zaoferować na gruncie SF/fantasy, to nie warto w to brnąć.


Ostatnimi czasy Mag rzucił kilka tytułów, które mnie zainteresowały, więc odwiedziłem ich sklepik firmowy. I okazało się, że mają bardzo miłe ceny. Oczywiście wziąłem komplet wiosennych Sandersonów.


A do tego McDonalda, o którym już pisałem. Dotąd do tego autora zniechęcały mnie klimaty egzotyczne z rejonów, które niespecjalnie mnie interesują – hinduskie, brazylijskie, tureckie. Ale skoro wybrał się na Księżyc, to uznałem, że wreszcie trzeba się zapoznać z jego twórczością. Okazało się, że to była przyjemna podróż.
Książki Lian Hearn jeszcze nie przeczytałem. Autorka jest mi znana wyłącznie z pierwszego tomu Opowieści rodu Otori. Jeśli chodzi o egzotykę, to akurat kierunek japoński mi odpowiada (to pewnie skutek serialu Szogun, który oglądałem w dzieciństwie i książek Jamesa Clavella – nie tylko powieści Shogun, lecz także świetnego Króla szczurów).
Do tego dołożyłem Gaimana, ale jestem nieco rozczarowany. Poziom jego Mitologii nordyckiej jest zbliżony do mitologii greckich Parandowskiego czy Markowskiej, czyli poziom szkoły podstawowej.


I trzy pozycje z historii. O dwóch już pisałem: tu Piotr Pranke i Miloš Zečević, a tu Jakub Morawiec. Trzecia książka to pokonferencyjny zbiór artykułów.




I odnotuję, że przybyły kolejne dwa tomy Superbohaterów Marvela, dalej z błędami. Ale to dokładniej przedstawię znowu w jakiejś zbiorówce o komiksach Marvela (tak jak w kwietniu).


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:
Seczytam na fejsie.

12 komentarzy:

  1. Też ostatnio jakoś mniej ciekawej fantastyki widzę - większość tego, co mnie interesuje to ciąg dalszy już rozpoczętych cykli lub serii wydawniczych albo ksiązki znanych i lubianych autorów. Tyl że ja sobie odbijam literaturą "eco", "med" i trochę reportażem.

    Mnie tam cieszy sięganie do innych nisz fantastycznych niż anglosaska. Pettersen mnie interesuje umiarkowanie (głównie ze względu na kraj pochodzenia autorki), ale czekam, co jeszcze Rebis zaproponuje. A SQN zapowiada za to autora z Litwy.:)

    Heh, Gaimana też mam, ale ja go kupiłam za 50% ceny i głównie ze względu na urodę okładki (szalenie mi się podoba ta szata graficzna, może nawet "Nigdziebądź" wreszcie kupię). A Hearn bardzo przyjemna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ograniczam się do fantastki i historii, ale jakoś nie mam nigdy weny, żeby napisać np. o kryminale. Mnie nieco przeraziło, że to Pettersen ma zapoczątkować boom na skandynawską fantastykę, bo z tego wynika, że reszta jest jeszcze słabsza.

      Kurcze, naprawdę poza krajami anglosaskimi i słowiańskimi nigdzie nie pisze się dobrej fantasy? We Francji nie ma nikogo poza Bernardem Werberem, w Niemczech najlepszy jest Wolfgang Hohlbein, we Włoszech - Licia Troisi, a w Hiszpanii fantasy pisuje tylko Juan Eslava Galán? A z innych kontynentów - cała Ameryka Łacińska ma do zaproponowania tylko Lilianę Bodoc?

      Jestem ciekaw tego litewskiego steampunk Andriusa Tapinasa, mam nadzieję, że się nie rozczaruję. Jeśli chodzi o steampunk, to z Europy mamy świetnego Hiszpana - Félilsa J. Palmę.

      Usuń
    2. Myślę, że Pettersen została wybrana nie jako obiektywnie najlepsza, tylko najlepiej się sprzedająca. W sumie to jest nawet niegłupi plan - wybrać tytuły najbardziej popularne i na fali tejże popularności próbować wprowadzać resztę.

      Ja tam nie wiem, mnie też to dziwi. Jak czytałam jeszcze NF, to mieli tam taki cykl artykułów, w których przedstawiali fondom w różnych krajach. I poza Europą to faktycznie rzadko fantastyka bywała popularna. Z drugiej strony, kultura anglosaska jest już na tyle ekspansywna, że wszędzie powstają klony tamtejszych powieści fantasy i SF, więc ja się nawet nie dziwię wydawcom, że wolą łatwiej przekładać z angielskiego. Acz marzy mi się, żeby ktoś zrobił serię wydawniczą z fantastyką z mniej popularnych rejonów (choć ciekawe, jak by wtedy wyglądała kwestia przekładów).

      Palma to ten od cyklu z mapami?

      Usuń
    3. Ciekawe czy w tej Skandynawii jest jakaś "reszta". A co do popularności, to popularne fantasy z Norwegii, ale pisane po szwedzku już było, w postaci tasiemców Margit Sandemo.

      Poza Europą, czy raczej cywilizacją euroatlantycką (Europa + Anglosaskie: USA, Kanada, Australia, Nowa Zelandia) może i fantastyka jest mniej popularna, ale tej europejskiej (poza anglosaską i słowiańską) tłumaczy się u nas tyle co kot napłakał. Mnie interesuje zwłaszcza francuska, bo przecież kulturowo to zawsze była światowa czołówka, a i tradycje wielkie od Juliusza Verne poczynając.

      Tak, Palma od cyklu z Mapami.

      Usuń
  2. O Kruczych pierścieniach napiszesz coś więcej ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam zamiar, ale nie zawsze udaje się zamiary przekuć w czyny, więc nie obiecuję. W każdym razie bardzo przeciętna to opowieść.

      Usuń
    2. A mnie się spodobała, może dlatego, że mi bliżej do młodzieży :P A poważnie, to jest to właśnie młodzieżówka i na tle wielu innych naprawdę wypada bardzo dobrze, ja bym jej na straty nie spisywała :)

      Usuń
    3. Też pisałem, że smarkata jesteś :D

      Usuń
    4. Tam smarkata od razu, młoda duchem :P

      Usuń
  3. Dla mnie ostatnio za dużo tego Sandersona wszędzie i mam lekki przesyt. Sama ograniczam się tylko do ABŚ i Elantris, chociaż np. jego opowiadania z Bezkresu magii bardzo mi się podobały. Natomiast o Legionie takie średnie czytałam opinie.

    Mitologia Gaimana jest z kolei bardzo przyjemna, chociaż faktycznie odkrywczą jej nazwać nie można. Nie byłam jednak rozczarowana.

    Za to Cesarz... bardo mi się podobał, na dniach zabieram się za kolejny tom. Oby utrzymał poziom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Sandersona nie mam dosyć, bo na razie nie mam czasu na zmierzenie się z tyloma książkami.

      Opowieści rodu Otori czytałaś?

      Usuń
    2. Jeszcze nie, odkryłam Hearn dopiero przy okazji Cesarza.

      Usuń