Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 6 września 2026

Sierpień 2026 – raport z biblioteczki

Przybyło piętnaście. Tylko cztery książki beletrystyczne. Reszta to pozycje naukowe i szurski rodzynek.


Okrutny spadek zakupów powieści i zbiorów opowiadań, widoczny od dłuższego czasu, ma kilka przyczyn. Na Allegro i OLX kupiłem większość staroci, które chciałem mieć, więc zakupy antykwaryczne są skromne. Nowości wolę w ebookach (pomijając pozycje z półki „muszę to mieć na papierze”, czyli np. Uczty Wyobraźni Maga), a ebooki kupuję inaczej: nie od razu, bo się wyprzeda i nie będzie. Ebooki pewnie przez pięć-siedem lat będą utrzymywane w ciągłej sprzedaży, przecież to dodruku nie wymaga, więc kupię dopiero wtedy, kiedy naprawdę będę chciał przeczytać. A jeśli przez pięć-siedem lat nie kupię, to znaczy że nie było mi to potrzebne.

No i kupuję papier od Vespera, bo ebooki Vespera są jak koniec świata Świadków Jehowy – wciąż o nich słyszymy, jednak nie nadchodzą. Acz nawet od Vespera kupuje mniej, bo przestali wydawać Obcego (przez jakieś problemy na linii polski wydawca – amerykański wydawca – Disney), przestali wydawać Kroniki Arkham (antologie opowiadań inspirowanych twórczością Lovecrafta, samego Lovecrafta zresztą też nieco odstawili na bok), a w ich seriach Eony i Wymiary mało wychodzi rzeczy, które mnie interesują, bo albo już mam, albo nawet za darmo bym nie brał (np. w Eonach wyszedł zaledwie jeden nieodgrzewany kotlet, ale akurat grafomana Maberryego – tu coś na temat).

Mniej też kupuję komiksów (w tym mang), bo raz, że jakoś mniej mnie to kręci, dwa, bo ceny wyrąbały w kosmos – dla porównania: w ubiegłym roku kupiłem trzydzieści osiem komiksów, a w rekordowym 2018 było ich aż sto sześćdziesiąt dwa.

Za to mam więcej kasy na książki naukowe (choć tych ceny też odleciały do odległej galaktyki).

Do rzeczy. Beletrystyka. Dwie książki nowe, choć tylko jedna jest nowością – oczywiście Conan. Krew węża S. M. Stirlinga, o tej (nieudanej) powieści już pisałem.

Druga, Droga kości Christophera Goldena, to coś horrorowate, w klimatach, które mi pasują (lubię mroźne okoliczności przyrody; tu mamy Syberię) – książka nowa, ale zdecydowanie nie nowość (trzy lata sobie poleżała w księgarni). Wcześniej jej nie kupiłem, bo przeczytałem Goldena dwie powieści o Hellboyu, było to słabe, przede wszystkim potwornie proste językowo – poziom czytanek dla dzieci z klas IV-VI szkoły podstawowej. Ale przeczytałem ostatnio inną jego powieść (niedługo coś skrobnę), która na tyle spodobała mi się, że poszukałem co tam jeszcze Goldena po polsku wyszło. Co prawda Droga kości jest też do nabycia w ebooku, ale jak mam do wyboru plik za trzydzieści zł i papier za 8,68 zł – to wybieram papier.


Kolejne dwie pozycje beletrystyczne to już antykwariat. Nie mam pojęcia co to jest Lubuskie dziewanny – kiedyś wrzuciłem na listę zakupową, więc widocznie miałem powód, a skoro trafiło się za siedem zł w twardej oprawie i stanie jak na ten wiek (wydanie z 1970 roku) bardzo dobrym, to wrzuciłem na dopchnięcie koszyka do allegrowego smarta.

Tak samo kiedyś na listę zakupową wrzuciłem Statek zezowatych – w tym przypadku jednak wiem dlaczego. Stanisław Zieliński to autor opowiadań dziwnych, groteskowych, często fantastycznych (kiedyś już nabyłem jego Sny pod Fumarolą, na liście zakupowej jeszcze mam Kosmate nogi).


Pseudonaukowy rodzynek – tylko w kserówce (zdjęcie, bo jeszcze nie oddałem do biblioteki). Rzecz bardzo trudno dostępna, wydana na emigracji w Nowym Jorku; wyszukiwarki książek (nokaut.edu.pl czy system ALMA) pokazują tylko dwa egzemplarze w Polsce: w Bibliotece Narodowej w Warszawie oraz Bibliotece Naukowej Polskiej Akademii Umiejętności i Polskiej Akademii Nauk w Krakowie (pewnie są jeszcze jakieś po mniejszych bibliotekach, których system nie wyłapuje).
Niedługo coś o tym napiszę.


Pakiet o czasach Bolesława Chrobrego. Trakt cesarski w prezencie, książka Tyszkiewicza tylko ksero.

Nie podoba mi się jak Grupa Wydawnicza FNCE wydaje te książki („te”, czyli dotyczące początków Polski, tematyki słowiańskiej, wikińskiej itp.). Z jednej strony to delikatne, bo w dość cienkich miękkich oprawach, z drugiej ciężkie (papier tym razem nie kreda, dobry i gruby offsetowy, ale to ma wagę) i bardzo duży format – duży ponad potrzeby, bo nie znajduję wewnątrz nic, co usprawiedliwiałoby aż takie wymiary (niektóre ilustracje są wręcz zbyt duże – były takiej se jakości, więc po powiększeniu nie wygląda to dobrze). Licha oprawa + nieporęczność (wielki format) + ciężar = wysokie ryzyko rozlecenia się książki. I wybitnie niewygodne korzystanie.


Dwa pakieciki antykwaryczne. Pierwszy, bo chciałem:


Drugi, bo musiałem dopchnąć paczkę (przy czym z książeczką Roli, dość znanego popularyzatora historii Wielkopolski, trochę wtopiłem – solidny autor, ale tym razem poszedł w beletrystykę i to z elementem fantasy: duch króla Przemysła opowiada nam o tajemnicach zamku).


Nabytki z różnych (tematycznie) szufladek. Coś o Długoszu, biografia księżnej mazowieckiej Anny z Radziwiłłów (matki ostatniego pokolenia Piastów mazowieckich) i coś o czarownicach z wielopolskiego Kleczewa (znowu Grupa Wydawnicza FNCE, ale tym razem wydanie sensowne).




Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz