wtorek, 1 sierpnia 2017

Biblioteczka wikingofila (1)

Odgrażałem się na blogu Kasi, że dorobię część trzecią do ich przeglądu literatury wikińskiej. Ich, bo część pierwszą sporządziła Kasia, a część drugą Wiedźma.

Żeby nie powielać pracy Pań, skupiłem się raczej na starszej literaturze. A ponieważ pamięć nieco szwankuje – niektóre z tych pozycji czyhałem w dzieciństwie – będę się posiłkował komentarzami z lubimyczytać.

Zanim do przejdę do meritum, wyznam, że z niecierpliwością czekam na kolejne sezony Wikingów (tak, wiem, marudzą na poziom ostatniego) i The Last Kingdom (co u nas bez sensu przełożono jako Upadek Królestwa, zamiast Ostatnie Królestwo).

Jak już jesteśmy przy tych serialach, to jesteśmy oczywiście przy Ragnarze Lothbroku (w Wikingach jest z całą familią, w The Last Kingdom mamy tylko jego syna Ubbe w roli drugoplanowej). Dawno, dawno temu (1979 rok) ukazała się polska powieść poświęcona Ragnarowi: Kornelia Dobkiewiczowa, Stanisław Dobkiewicz, Kruk Odyna. Opowieść o Ragnarze Lodbroku przesławnym wikingu IX stulecia. To nieco inny klimat, niż obu seriali – przede wszystkim powieść skierowana jest do młodzieży. W młodości połknąłem to kilka razy. Pamiętam, że autorzy poszli bardziej w stronę legend, przykładowo mamy wyjaśnione skąd przydomek Ragnara – Wełniane Portki. Oczywiście, znowu wszystko przez kobietę :D

W PRL popularna była też książka Jerzego Cepika, zatytułowana po prostu: Wikingowie. Jerzy Cepik był dość znanym powieściopisarzem historycznym, z tym że raczej krążył po starożytności. Wikingów napisał pod wpływem informacji o wykopaliskach w Wolinie i oczywiście podań o Jomswikingach. Tak sam autor prezentował książkę na okładce:
Opowieść, jaką przedkładam wam oto, ułożoną rzetelnym staraniem, ogarnia kęs czasu od triumfu grafa Wichmana nad Mieszkiem aż do zwycięstwa wojsk księcia Polan pod Cedynią, do niesławnej śmierci butnego grafa, opanowania ujścia Odry, zdobycia potężnego i sławnego grodu słowiańskich kupców i rabusiów morskich – Wolina i poddania Pomorza polskiemu władaniu.
Książka po raz pierwszy ukazała się w 1969 roku, potem była wznowiona w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.


Sporo książek w klimatach skandynawskich popełnił bardzo ciekawy pisarz: Robert Reuven Stiller. Nie tylko zresztą skandynawskich, bo przybliżał mity, podania, bajki – chińskie, malajskie, indonezyjskie, polinezyjskie i diabli wiedzą jakie jeszcze. Podobno  Stiller znał trzydzieści (!) języków obcych czynnie i kolejnych trzydzieści biernie – czytał w sześćdziesięciu językach! Zresztą jego życie też było ciekawe (parafrazując żydowskie przekleństwo: obyś miał ciekawe życie). Urodził się w 1928 roku w rodzinie żydowskiej, ale katolickiej, czyli w pełni zasymilowanej/spolonizowanej. Podczas wojny był żołnierzem AK.

Po wojnie studiował, m.in. na Islandii. Odszedł od katolicyzmu, wrócił do religii przodków – był jednym z założycieli żydowskiej gminy reformowanej. W czasach PRL publikował pod pseudonimami w podziemnych wydawnictwach, m.in. (jako Tomasz Harasiuk) bardzo ważną książkę: Semantyka zbrodni – o radzieckiej propagandzie związanej ze zbrodnią katyńską. Z drugiej strony jednak, wg dokumentów IPN, w latach 1955-1981 był Tajnym Współpracownikiem SB. Jego donosy zajmują dwadzieścia tomów akt (Joanna Siedlecka, Kryptonim „Liryka”. Bezpieka wobec literatów, 2008). W 1993 roku poślubił dość znaną piosenkarkę – Ninę Gajewską (teraz oczywiście Stiller) – parę dzieliło 36 lat. W wolnej Polsce, w 2005 roku, Robert Stiller startował (bez powodzenia) do Sejmu z listy Korwin-Mikkego. Zmarł kilka miesięcy temu – 10 grudnia 2016 roku.

Przede wszystkim był tłumaczem – przełożył m.in. Mechaniczną pomarańczę Burgessa, Lolitę Nabokova, Potwory i krytycy Tolkiena. Pozycje „skandynawskie”, czy możesz szerzej „germańskie” Stillera, to czasem tłumaczenia, lecz częściej adaptacje i kompilacje oryginalnych testów. Dzięki niemu polski czytelnik, w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dostał sporą, bo czterotomową dawkę baśni skandynawskich. Kolejno ukazały się:

Narzeczony z Morza. Baśnie skandynawskie, 1971.
Zardzewiały miecz. Opowieści skandynawskie, 1977.
Zaczarowany dzban. Baśnie szwedzkie, 1983.
Młynek na dnie morza. Baśnie duńskie, 1986.


Dziś niektóre z tych zbiorów można kupić na Allegro za grosze, ale inne za około sto zł.
I tu pozwolę sobie zacytować dwie opinie z lubimyczytac o Młynku na dnie morza.
Soshi:
Pierwsza opowieść jaką mi [ojciec] przeczytał nazywała się „Król Lindorm”. I nagle ogarnęła mnie fascynacja i przerażenie. Nie była to łagodna bajka czy ocenzurowana jak Grimmów. Była to brutalna i magiczna baśń o księciu-smoku. Każda opowieść w tej książce sprawiała, że miała do nich mieszane uczucia. Były fantastyczne, śmieszne ale jednocześnie straszne. Bardzo bojaźliwym dzieckiem nie byłam jednakowoż niektóre opisy mnie przerażały. Jak dla mnie jest to świetna lektura dla starszych osób.
Dociekliwy_Kotek:
I to są takie bajki, jakie powinny być: z czarownikami i księżniczkami, z całym światem magicznych stworzeń, z rezolutnymi chłopami, którzy potrafią diabła wystrychnąć na dudka, pełne niezwykłych przygód i podróży, przeplecione podaniami historycznymi i opowiastkami o głupich ludziach, bajki napisane tak, że dziecko zrozumie, a dorosły będzie się dobrze bawił – i niech się schowa ponury Andersen!
Krymhilda. Opowieść rycerska o Nibelungach według średniowiecznego eposu (Warszawa 1974) jest właśnie przykładem kompilacji Stillera. „Zmiksował” podania zarówno Germanów kontynentalnych, jak i Skandynawów. O sadze o Nibelungach nie będę się rozpisywał, bo to każdy może znaleźć w necie. Natomiast co do wydania Stillera, zacytuję opinię Wishezza z lubimyczytac:
Nie ma to jak dobra, średniowieczna rzeź.

Podobnie zresztą nie trzeba się rozpisywać o Beowulfie, acz tu znowu mamy istotny wkład Stillera (Beowulf. Epos walki tyleż średniowiecznej co i współczesnej, 2010). Dokładnie to opisuje recenzent z historia.org.

Obowiązkową pozycją w biblioteczce wikingofila jest Rudy Orm Fransa Gunnara Bengtssona. Książka napisana w latach czterdziestych, po polsku po raz pierwszy wyszła w 1958. Tłumaczono ją na kilkadziesiąt języków, a w 1963 roku powstał film (brytyjsko-jugosłowiański) będący jej swobodną adaptacją (pt. The Long Ships).

Akcja powieści toczy się na przełomie X i XI wieku, w okresie chrystianizacji Skandynawii. Ale nie tylko pogaństwo i chrześcijaństwo są ważne w tej pozycji – także islam, bo autor bohaterów przegnał aż na Morze Śródziemne. Jeśli gdzieś zdobędziecie tę książkę (a wydań było sporo w Polsce) – czytać koniecznie.

W latach siedemdziesiątych przetłumaczono też Tysiąc statków gnanych wiatrem Barbary Bartos-Hoppner. Tak to opisuje lubimyczytac:
Ekscytująca opowieść oparta na naukowo udowodnionych faktach. Jeden z mniej znanych rozdziałów w historii Europy. Szczegółowy obraz norweskiego społeczeństwa z VIII i IX wieku. W przeciwieństwie do utartych schematów, autorka udowadnia, że Wikingowie byli niezwykle kreatywnymi ludźmi, z otwartymi umysłami, odznaczający się wytrzymałością i przebiegłością, potrafiący znakomicie obracać na swoją korzyść nawet największe przeciwności losu.
Czytałem to przed wiekami, ale jakoś mnie nie zachwyciło. Ale są i tacy, którzy w zachwyt wpadli. Na przykład Thyrvald z forum Halla Mjollnir:
Z całą świadomością mogę ją polecić. Znajdziemy w niej postacie historyczne jak Ragnar Lodbrok, królowa Asa, Halfdan Czarny i jego syn Harald itd. Głównym bohaterem jest Björn „budowniczy statków” Einarson, który wyprawia się do kraju Franków, Irlandii, a także daleko na południe. W wolnym czasie buduje statki min. z Osbergu i Gokstad (w którym sam zostaje pochowany). Reszty nie zdradzam. Bardzo ciekawie pokazana atmosfera panująca w Skandynawii na początku IX wieku czyli w czasie pierwszych naprawdę wielkich wypraw. Szczególnie dobrze mi się to czytało, bo bezpośrednio przedtem czytałem Rudego Orma i wyraźnie rysują się różnice między początkiem a schyłkiem epoki wikingów. Jeszcze raz, polecam.

A notka ma nr 1, bo jakoś zaczęła mi się rozrastać do monstrualnych rozmiarów. Więc podzieliłem – jutro wrzucę o wikingach w literaturze fantasy.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:
Seczytam na fejsie.

9 komentarzy:

  1. Pozwoliłam sobie zedytować mój post i dodać link do pierwszej części zestawienia, jutro dorzucę też link do drugiej części. Przyznaję, że o większości tytułów słyszę po raz pierwszy, co tylko podkreśla, jak wiele książek jeszcze przede mną i jak bardzo rozbudowana jest literatura o wikingach i wykorzystująca motywy nordyckie.

    I przepraszam, ale muszę: o rany! W końcu ktoś dobrze odmienił nazwiska Korwin-Mikkego! Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie gdzieś ostatnio czytałem - na jakimś blogu - o pogoni za nowościami, a przecież książka to nie sok marchwiowy, nie ma okresu zdatności do spożycia :D Czasem warto na Allegro poszukać starsze książki - nieraz chodzą po 2-5 zł. Z tych co wymieniłem na pewno polecam Rudego Orma. No i baśnie Stillera.

      Usuń
    2. No właśnie Stiller szczególnie zwrócił moją uwagę. Dzięki :)

      Usuń
    3. Właśnie edytowałem o Stillerze - dopisałem o jego współpracy z SB).

      Usuń
    4. Znalazłem tę dyskusję o nowościach:

      http://czytamrecenzuje.pl/1080/wszyscy-ulegamy-pogoni-za-nowosciami-przyznacie-sie

      Usuń
  2. No i miodzio :) Potem też wkleję Twój link do siebie. Widzę też, że mam sporo wikingów do nadrobienia, zwłaszcza Rudego Orma.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak na marginesie, czytałeś Cornwella? Bo Last Kingdom, o ile dobrze kojarzę, jest na bazie jego Wojen wikingów. A na piąty sezon The Vikings też czekam z utęsknieniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałem Cornwella, jakoś się zgapiłem i nie kupiłem pierwszych dwóch tomów, a potem już ich nie widziałem w księgarniach. Cornwella czytałem tylko trylogię arturiańską.

      Usuń
  4. No i masz, Wiedźmę czytałem, bo wiedziałem. Kasię też. O Tobie nikt nie wspomniał, a tekst mi przeleciał gdzieś w oceanie tej ilości treści, jaka się pojawia dziennie. A tu kolejny dobry tekst. Ja sam też jestem fanem wikingów i czytam, ogląda, gram, słucham zawsze chętnie i często. Oczywiście też czekam na "Wikingów" i "The Last Kingdom" (tylko tutaj chyba bardziej na kolejny tom niż sezon, niestety jednak przyjdzie trochę poczekać, zanim Otwarte zacznie wznawiać i dojdzie do 6?7? którego już nie czytałem. Ale chyba i tak zacznę czytać na nowo jak będą wznawiać, bo uwielbiam ten cykl i prozę autora). Tego Cepika też mam, ale jeszcze nie czytałem - kiedyś w antykwariacie brałem. A Torill Thorstad Hauger znasz waść?

    OdpowiedzUsuń