Kolejna przyzwoita powieść SF z czasów PRL, z dość oryginalnym pomysłem wyjściowym – Ziemię z kosmosu mają zaatakować... ludzie.
Jest to może lekki spojler, ale przecież już sam tytuł wyraźnie podaje o co chodzi. Bo kim byli janczarzy, chyba wiecie? Turcy osmańscy zmuszali swoich chrześcijańskich poddanych do oddawania im chłopców (pod koniec XV wieku średni wiek wynosił 13,5 roku) – następnie tych rekrutów wychowywali w fanatycznym islamie i żelaznej dyscyplinie. Po czym wysyłali na podbój kolejnych krajów chrześcijańskich.
W powieści Weinfelda mamy indogów, najprawdopodobniej pochodzących z Ziemi (choć stuprocentowego potwierdzenia brak). Obcy gatunek – szarfanowie tworzy z nich armię. Indogowie dostają tabletki wydłużające życie do setek lat, co jakiś czas dostają też nową „identyczność”, co wiąże się z wyczyszczeniem pamięci (stąd sami bohaterowie nie wiedzą do końca skąd pochodzą). Ta „identyczność” to wygląd jakiegoś ważnego ziemskiego polityka, do czego dochodzi odpowiednia edukacja – indogowie są w stanie idealnie naśladować oryginał.
Chyba każdy domyśla się, że szarfanowie chcą przeprowadzić na Ziemię inwazję, jeśli się da, to bezkrwawą – podmianą naszych elit na „janczarów”. Dlaczego akurat w ten sposób, jest wyjaśnione – wynika to z galaktycznej polityki.
Indogowie mają czaszki tak wyprane, że...
Ilekroć wymawiam słowo „szarfan”, zawsze nasuwają mi się określenia „mądry i dobry”, choćbym nawet nie miał zamiaru ich użyć. Prawdę powiedziawszy nie jestem pewien, co się kryje pod pojęciami „mądry” i „dobry”. Każdy jednak indog od początku wie, że o szarfanie inaczej mówić nie można; po prostu czegoś by brakowało.
Akcja toczy się w nieodległej przyszłości, choć ustalenie dokładnych lat jest chyba niemożliwe, bo sam autor padł dwie informacje sprzeczne ze sobą. Najpierw pisze, że w lipcu upłynie 230 lat od kiedy ks. Tomaszek z czaszek budował kaplicę we wsi Czermna – ponieważ kaplica powstała w latach 1776-1784, to początek akcji można kłaść na któryś rok z zakresu 2006-2014. Jednak opisując późniejsze wydarzenia podaje: Kiedy Wells napisał swoją „Wojnę światów”? Wiek cały będzie niedługo – pierwsze wydanie Wojny światów to 1898 rok, z czego wniosek, że opisywane wydarzenia miały miejsce gdzieś w latach 1995-1998. Coś tu nie bangla.
Ciekawy sposób prowadzenia narracji. Wydarzenia obserwujemy z punktu widzenia kilku indogów – narrator jest pierwszoosobowy, ale co jakiś czas się zmienia. Niestety, ta narracja w wykonaniu Weinfelda ma pewną słabość: skoro „wchodzimy” w myśli indogów, to ich motywacje i czyny nie powinny być dla nas zaskoczeniem, a jednak są – pojawiają się nieoczekiwanie, niczym króliki z kapelusza prestidigitatora. Czyli ma to cechy starej SF: świetne pomysły, ale literacko opakowane tak sobie i trochę za mało rozwinięte.
Mnie jeszcze nie podobała się późno odkryta tożsamość bohatera występującego jako MS 12 – dziś to trochę słabe, choć może w 1980 nie było.
Zakończenie... Może nie tyle samo jest zaskakujące, co sposób, w jaki autor je opisał – cztery zdania! Ot takie pstryk, a po nim nie ma już nic. A szkoda, bo chciałbym poznać dalsze losy indogów, szarfanów i Ziemi już odkrytej przez galaktyczne potęgi, a tu nie wiemy czy Frodo wrócił do Shire... Uczucie niedosytu, przez które jednak zapewne tego finału nie zapomnę.
Ciekawostka: Weinfeld napisał na rynek sowiecki kilka opowiadań, które wyszły tylko po rosyjsku, nie ma polskich wersji. Po 1983 roku nie pisał już fantastycznej beletrystyki, a ograniczył się raczej do scenariuszy komiksowych.
OCENA: 7/10.
S. Weinfeld, Janczarzy kosmosu, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1980, stron: 200.
Zob. też:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz