niedziela, 4 października 2015

Robert Silverberg, Zamek Lorda Valentine'a

Powieść umieszczona przez Sapkowskiego w kanonie fantasy. Tylko czy to jest fantasy? Mamy planetę skolonizowaną tysiące lat wcześniej przez Ziemian. Są tubylcy - miejscowy, inteligentny gatunek. I są imigranci (w entym pokoleniu) z innych planet. Jak marginalnie wspomina autor, Majipoor wciąż utrzymuje też kontakty z innymi planetami, choć coraz rzadsze.

Ale są też czarodzieje, jest Pani Snów, wpływająca na ludzi właśnie poprzez sny.
Chyba to jest właśnie to, co nazywa się science fantasy.

Powieść liczy sobie już 35 lat. Niestety, trochę się zestarzała. Pomysły, które mogły być nowe w 1980 roku, dziś są już oklepane, że wymienię choćby uczynienie głównymi bohaterami trupę cyrkowców, w tym przypadku konkretnie: żonglerów. Sama fabuła to też standard fantasy - władca podstępnie odsunięty od tronu, walczy o jego odzyskanie. Miks SF i fantasy w dobie New Weird również nie porywa, choć i science fantasy czytywałem lepsze [1]. Bohaterowie, oględnie to określając, to niezbyt skomplikowane jednostki.

Przyznam, że z pierwszej trylogii o Majipoorze (Trylogia Valentine'a), akurat lektura tej powieści dała mi najmniej radości. Gdyby taka książka powstała teraz, nie wywołałaby pewnie większego echa.
Co nie znaczy, że jest zła - oklepany schemat, oklepanym schematem, ale ważne jest jeszcze wykonanie, a tu Silverberg „daje radę".

Warto dodać, że Solaris przygotowuje wydanie siódmego tomu cyklu Majipoor. Z informacji podanych przez Wojciecha Sedeńkę wynika, że Silverberg nie zgodził się, by w tym tomie znalazła się nowela Góry Majipooru (wcześniej opublikowana w Polsce w wydawnictwie Prószyński i Sk-a, jako samodzielna pozycja).

PRZYPISY
1. Choćby Celia S. Friedman, Trylogia Zimnego Ognia.

Ocena: 7/10.

R. Silverberg, Zamek Lorda Valentine'a, tłum. J. Michalska, wydawnictwo Solaris, Stawiguda 2008, stron: 624.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz