Z okładki się dowiedziałem, że Scott to Rywal Terry'ego Pratchetta. Z kanonu Sapkowskiego, że to jakaś wybitna pozycja w dziejach gatunku. I po przeczytaniu tak sobie myślę: że, kurde, co? Wydawcę jeszcze rozumiem, ale panie Andrzeju, pan tak na poważnie, czy jaja sobie z nas robi? Nie, nie jest to powieść całkowicie pozbawiona zalet, ale jest ich tak mało, że toną w potoku nędzy.
Łączna liczba wyświetleń
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanon Sapkowskiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanon Sapkowskiego. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 maja 2020
wtorek, 5 stycznia 2016
Martha Wells, Śmierci nekromanty
Przypomnę co niedawno pisałem w swojej opinii o Zadrze Piskorskiego: Wcześniej przeczytałem kilka pozycji steampunkowych i uznałem, że to dość głupawy gatunek
Właśnie Zadra nieco zmieniła moje nastawienie. Więc gdy zamawiałem paczuszkę w Dedalusie, dorzuciłem do niej właśnie tę pozycję, uchodzącą również za steampunk fantasy.
Zanim przejdę do swoich wrażeń, pozwolę sobie zacytować Beatryczę Nowicką, której recenzje zazwyczaj uznaję za trafne: „Śmierć nekromanty” Marthy Wells jest jednym z nielicznych przykładów powieści fantasy, łączącej wyraziście nakreślony świat, klimat oraz wartką akcję.
wtorek, 17 listopada 2015
Susanna Clarke, Jonathan Strange i Pan Norrell; serial Jonathan Strange & Mr Norrell
Książkę czytałem już dość dawno temu, ale teraz obejrzałem serial, więc jest okazja i o dziele Susanny Clarke parę zdań nasmarować.
Dla mnie to w literaturze fantasy absolutny nr 1. To książka kompletna, bez słabych stron. Nie można narzekać ani na język, ani na fabułę, ani na świat przedstawiony, ani na bohaterów. Do tego specyficzne, trochę ironiczne poczucie humoru.
– Czy mag może zabić za pomocą magii? – spytał Strange’a lord Wellington.
Strange zmarszczył brwi. Pytanie najwyraźniej nie przypadło mu do gustu.
– Mag zapewne może – przyznał – lecz dżentelmen z pewnością nie powinien.
Wyobraź sobie zatem, czytelniku, zainteresowanie towarzyszące pannie Wintertowne! Żadna młoda dama nie znalazła się w tak uprzywilejowanej sytuacji: umarła we wtorek, wskrzeszono ją w środę nad ranem, a za mąż wychodziła w czwartek. Zdaniem niektórych to aż za wiele wrażeń w jednym tygodniu.
Nie ma sensu więcej pisać, to po prostu trzeba przeczytać. Ostrzegam jedynie, że zdaniem niektórych, powieść przez pierwszych 300 stron „przynudza”, dopiero później się rozkręca. Jeśli ktoś szuka wyłącznie fabuły ala Conan, gdzie od najdalej 5 strony trup ściele się gęsto, to rzeczywiście może mieć takie odczucia. Jednak tym, którzy potrafią się zachwycać pięknym językiem, dobrze wykreowanymi bohaterami i światem, również te pierwszych kilkaset stron zawodu nie sprawi.
niedziela, 4 października 2015
Robert Silverberg, Zamek Lorda Valentine'a
Powieść umieszczona przez Sapkowskiego w kanonie fantasy. Tylko czy to jest fantasy? Mamy planetę skolonizowaną tysiące lat wcześniej przez Ziemian. Są tubylcy – miejscowy, inteligentny gatunek. I są imigranci (w entym pokoleniu) z innych planet. Jak marginalnie wspomina autor, Majipoor wciąż utrzymuje też kontakty z innymi planetami, choć coraz rzadsze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



