sobota, 28 stycznia 2017

Histmag plagiatuje i chce współpracować...

Obrazek obok ilustruje pewną metodę tworzenia tekstów – Ctrl A + Ctrl C + Ctrl V.

Kradzież własności intelektualnej może mieć różne formy. Prawa autorskie są dwojakiego rodzaju: majątkowe i osobiste.

Majątkowe – chyba niepotrzebne tłumaczenie, ale niech będzie – to prawo do wynagrodzenia. Może być to zapłata dla autora, a może być dla jego pracodawcy (tzw. utwór pracowniczy) lub kogoś, kto te prawa wykupił.

Prawa osobiste są natomiast niezbywalne – autor nie może zgodnie z prawem ich sprzedać. Czymże są owe prawa – to m.in. prawo do podpisania utworu (nazwiskiem, pseudonimem), do kontrolowania wprowadzanych w nim zmian.

Być może takie naruszenia ktoś uzna za swego rodzaju nobilitację dla blogera. Więc mnie już po raz trzeci w ten sposób „nobilitowano”. Problem polega na tym, że nie godzę się na takie uszczęśliwianie na siłę.

Pierwszym był jeden z pisarzy, który bez pytania mnie o zdanie skopiował całą recenzję swojej książki na autorską stronę intetnetową. Z ciężkim sercem, odpuściłem, nie wytoczyłem dział. Być może był to błąd, bo niewiele później jedną z moich notek „pożyczyło” sobie czasopismo – nie wiem czy tylko internetowe – i to czasopismo bardzo odległe mi ideologicznie, bo wydawane przez tzw. „narodowców”. W tym przypadku szlag mnie trafił, więc wysłałem właścicielowi informację, ile ma mi zapłacić. Najpierw oczywiście było udowadnianie, że de facto nie mam czego się rzucać, bo przecież zrobili mi promocję. No uszczęśliwili mnie na siłę. Ale stanęło na tym, że mają zapłacić. Skoro sprawa została załatwiona polubownie, wówczas tego nie opisywałem.

W obu przypadkach jednak moje posty zostały powielone w całości z podaniem źródła.

Natomiast „na dniach” bardzo interesujący tekst przeczytałem na Histmagu – czytam, czytam i jakoś całe akapity są mi znajome. To sprawdzam. Bingo – tekst powstał metodą „kopiuj – wklej – trochę przerób” z trzech źródeł: mojego bloga, Archeowieści i Sigillum Authenticum. Fragment plagiatu, dla ukazania metody złodzieja:


Złodziej ma imię i nazwisko, to student archeologii Adrian Szostak (oj, nieładnie chłopcze zaczynasz). Plagiator jest tak zdolny, że fragment z Sigillum Authenticum zerżnął razem z ich błędem (nie było książąt śląskich o imieniu Warcisław/Wratysław/Wrocisław). Zrobiłem zestawienie dłuższych fragmentów (pominąłem jedno-dwuzdaniowe) skopiowanych z niewielkimi przeróbkami z mojego bloga. To 8200 znaków tekstu z Histmaga. Tyle mniej więcej mieści się na stronie gazetowej A3.

Informuję o plagiacie (koledzy z Sigillum Authenticum również) redakcję Histmaga. Jaka odpowiedź? Żenada. Po kolei:

bardzo dziękuję za przesłany sygnał. Potraktowaliśmy go poważnie, analizując sprawę z redaktorem naczelnym oraz redakcyjnym prawnikiem. W naszym przekonaniu popełniliśmy jako redakcja błąd. Postanowiliśmy dokonać w tekście poprawek, wskazujących dokładniej źródła cytowanych przez autora myśli.

Szanowna redakcjo, albo się cytuje dosłownie, oznaczając jako cytat (cudzysłów, kursywa itp.), albo przedstawia problem swoimi słowami, a źródło informacji oznacza w przypisie lub chociaż bibliografii. Nieco przerobione całe akapity, to nadal naruszenie praw autorskich, zarówno majątkowych, jak i osobistych.
Druga rzecz, co to za reakcja – komentarz pod tekstem z przyznaniem „popełniliśmy błąd”? To, Waszym zdaniem, załatwia sprawę? Przykro mi, ale nie uznaję tego za rozwiązanie problemu. W moim profilu jest podany mail, oczekuję na propozycję polubownego załatwienia sprawy.

Naszą misją jest popularyzacja historii – a w naszym przekonaniu Państwa blogi są bardzo dobrym sposobem jej upowszechniania. To Państwo jako pierwsi na poważnie zwróciliście uwagę na problem „turbosłowian”. Należą się Wam za to wyrazy uznania. Mamy nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będziemy mieli okazję – w rzetelny i akceptowany również przez Państwo sposób - popularyzować Państwa pracę. Działajmy wspólnie, a nie przeciw sobie.

Ale ja przeciwko Wam nie działam, to raczej Wy przeciwko mnie. Zresztą – na co zwracali uwagę kol. z SG – podczepiliście się po prostu pod jakiś „trynd” po iluś miesiącach. Przypomnę, że o turbolechitach pisałem chyba jako pierwszy (notka z 14 lipca 2016), potem Sigillum Authenticum (notka z 23 sierpnia 2016). Dopiero w ostatnich dniach pojawił się wysyp tekstów antyturbowskich, przy czym Wasz – plagiatorski – nie jest warty uwagi.

Uprzedzam kolejnych miłośników zrzynania, że nie macham i nie będę machał ręką na takie działania.


Tak na marginesie, polecam spojrzenie na turbolechityzm z innej strony (nie historyka czy archeologa) dra habilitowanego Marcina Napiórkowskiego – semiotyka kultury, który zajmuje się mitologią współczesną, pamięcią zbiorową i kulturą popularną. Bardzo ciekawy tekst.

ps.
Sprawdziłem - no „poprawili” tekst, teraz cytują niejakiego Mirosza, a linki wiodą do mojego bloga. Jako żywo, nigdy nie używałem imienia, nazwiska, pseudonimu „Mirosz”...

22 komentarze:

  1. ,,Ale ja przeciwko Wam nie działam, to raczej Wy przeciwko mnie. Zresztą – na co zwracali uwagę kol. z SG – podczepiliście się po prostu pod jakiś „trynd” po iluś miesiącach. Przypomnę, że o turbolechitach pisałem chyba jako pierwszy (notka z 14 lipca 2016), potem Sigillum Authenticum (notka z 23 sierpnia 2016). Dopiero w ostatnich dniach pojawił się wysyp tekstów antyturbowskich, przy czym Wasz – plagiatorski – nie jest warty uwagi."
    Wcześniej był tekst na Słowianolubii: Bredy słowiańsko-aryjskie trzymają się mocno, 20 czerwca 2016. Mój wpis był z września, więc byłam trzecia. Na Słowianolubii był jeszcze wcześniej wpis o wedach, w 2013.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znałem Słowianolubii, dziękuję za wskazanie.

      Usuń
  2. Zapewne ma Pan rację z tym zapożyczaniem, czytałem oba teksty i też mnie uderzyło podobieństwo.
    Musze też nadmienić, że trafiłem na pański blog dzięki Hismagowi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli OK owoc z zatrutego drzewa :D

      Usuń
    2. To podobnie jak ja:) też tu trafiłam śladem z Histmaga.
      Może nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło?:)

      Usuń
    3. Zawsze miło kogoś nowego gościć (starych czytelników też oczywiście :D ). W każdym razie promocja Histmaga nader licha - od opublikowania ich artykułu mój blog ma ok. 1,5 tysiąca odsłon, z czego z Histmaga zaledwie 73 wejścia.

      Usuń
  3. //Jedno mnie zastanawia: dlaczego histmag nie "rzucił rękawicy" humbugowi zwanemu Wielką Lechią ?//...............to fragment komentarza,który na początku stycznia ktoś zamieścił pod jednym z artykułów na tym "histmag",przyznam ,że miałem podobny pogląd ,no ale jeśli w ramach tej "rzuconej rękawicy" wykorzystuje się wysiłek innych , to lepiej te rękawice zachować tylko na mrozy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Histmag chyba nie ma fachowców od historii średniowiecza. Ostatnie ich teksty o wczesnym średniowieczu popełnili (tak ich przedstawia redakcja):

      Maciej Zaremba - student historii i politologii. Interesuje się historią nowożytną Polski.

      Przemysław Chudzik - absolwent filologii włoskiej, polskiej i klasycznej. Doktorant w zakresie literaturoznawstwa.

      Usuń
    2. Nie chciałbym wchodzić z Panem w dłuższą polemikę na temat moich kompetencji, bo nie widzę większego sensu, ale chciałbym tylko zauważyć że tekst o którym Pan pisze to nie jest artykuł, tylko wywiad z autorem książki. Uważam, że taki tekst nie wymaga wysokiej specjalizacji w jednej, konkretnej epoce, a nawet powiem więcej - osoba podchodząca do tematu z perspektywy czytelnika książki, nie eksperta, może w takim wywiadzie poruszyć tematy ciekawsze dla jego przeciętnego odbiorcy. Ale to już subiektywna ocena każdego z nas. Serdecznie pozdrawiam, Maciej Zaremba.

      Usuń
    3. Sz. Panie
      Nie da się jednak ukryć, że wczesnym średniowieczem w Polsce zajmują się u Was osoby, których zainteresowania czy kompetencje są dalekie od tego tematu.

      Usuń
    4. Nie wiem też, czy aby na pewno, słuszne jest bronienie się Pana Zaremby w taki sposób i w takiej formie na blogu. A po za tym ucieka Pan właśnie od dyskusji na temat kompetencji – które jak zauważył Pan Paweł są dalekie od tematu.

      Usuń
  4. Jak już trochę zostałem wywołany do tablicy (dzięki!), to też się wypowiem – a co! Dla mnie jako dla semiotyka takie zjawiska są bardzo niepokojące. Bo nie chodzi tu o pojedynczy plagiat (który jest, oczywiście, praktyką naganną), ale w ogóle o sposób, w jaki teksty naukowe/popularyzatorskie tworzy się dziś i dystrybuuje w sieci. Wartościowe, autorskie analizy robione przez ludzi kompetentnych giną w zalewie tworzonej bylejak contentowej papki.

    Nie mam kompetencji, żeby weryfikować konkretne twierdzenia tropicieli Wielkiej Lechii (nie jestem ani archeologiem, ani genetykiem), badam za to z zainteresowaniem ich język - sposób argumentacji, figury retoryczne i właśnie sposób generowania i rozpowszechniania tekstów. Z przerażeniem stwierdzam, że inkryminowany tekst z Histmaga jest właściwie strukturalnie tym samym, co książka Bieszka i inne produkcje, które krytykuje! Weźmy 5 źródeł z internetu, skompilujmy, sparafrazujmy coś, wrzućmy i cieszmy się lajkami. (Co więcej, działania „prostujące” Histmaga były prowadzone w ten sam sposób, czego dowodem jest wspomniany w tekście "autor" Mirosz (ładna ksywka, może by zaadaptować? ;) )

    W mojej branży takie działanie nazywamy podejściem majsterkowiczów (czy „bricoleurów”) i przeciwstawiamy właśnie metodycznym działaniom inżynierów (czyli tych, którzy - jak powinien pracować prawdziwy historyk - działają metodycznie, zgodnie z przyjętym planem i regułami sztuki).

    Pomyślmy tylko przez chwilę, co by było, gdyby wszystkie zarzuty wobec turbolechitów publikowane tutaj i na SA były wyssanymi z palca bzdurami. Czy "autor" tekstu z Histmaga weryfikował te treści? Czy może dostalibyśmy kolejny tekst, który - jak w głuchym telefonie - powtarza, przeinacza i wyolbrzymia zmyślone przez kogoś brednie.

    Przecież właśnie w ten sposób narodziła się Wielka Lechia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor z Histmaga, jako początkujący archeolog, nie dałby się wpuścić całkowicie w pokrzywy (chcę w to wierzyć), ale drobniejsze bzudurki szłoby mu podrzucić :D

      Usuń
  5. wg mnie , każdy kto chce może zawsze sięgać po dostępne w bibliotekach prace ,w tym przypadku np Jerzego Strzelczyka , bezapelacyjny autorytet w/s średniowiecza , z kolei rolą internetu jest popularyzacja nawet wszystkiego ale w ramach jakichś rozsądnych granic czyli nie przekraczania barier absurdu , to czy ktoś jest studentem albo nawet doktorem nie ma znaczenia , ważne by zdołał utrzymać w/w rozsądek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, na poziomie popularnonaukowym do początków Polski świetne są biografie Mieszka I pióra Strzelczyka i Labudy. Do tego - od strony archeo - polecam "Początki Polski" Zofii Kurnatowskiej. Choć faktycznie mało ukazuje się dobrych merytorycznie popularyzacji na ten temat, stąd zalew - zostawiając już bieszk-szydłowskich na boku - różnych Urbańczyków, Skroków, Michałków, Leśniewskich, Janickich, Zielińskich, Chrzanowskich.

      Usuń
  6. Czy chodzi o tego Urbańczyka? ...
    http://nauka-polska.pl/dhtml/raporty/ludzieNauki?rtype=opis&lang=pl&objectId=13435

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Jego pozycja "Mieszko Pierwszy tajemniczy" to właściwie bezwartościowy śmieć. Facet z poziomem swojej pisaniny jedzie w dół po równi pochyłej od kilkunastu lat. Tu w przypisie 2 linki do polemiki D. A. Sikorskiego - warto przeczytać:
      http://seczytam.blogspot.com/2015/12/966-narodziny-polski.html

      Usuń
  7. Nieładnie. Mam nadzieję, że dostaniesz wynagrodzenie.
    Mój tekst użyto w podręczniku do języka polskiego dla obcokrajowców, ale pani autorka podręcznika spytała mnie o zgodę. O pieniądze się nie domagałam. Miło mi było, że moja polszczyzna jest dla kogoś wzorem do nauki. Ale zapytano mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Krytyka jak najbardziej słuszna. Plagiatowanie należy piętnować. Łyżką dziegciu jest tylko to że z komentarzy pod tekstem Sigillum "Jak wyjść z twarzą..." wynika, że oni żoną Cezara niestety też nie są. I tłumaczą się dość naiwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sz. Anonimie, ale sprawa, z tego co widzę, została tam załatwiona, więc nie widzę powodu do przenoszenia sporu na mój blog.

      Usuń
    2. Zaręczamy, że nic nie ukradliśmy, a wspomnianego komentarza nie znaliśmy. Jest to po prostu zbieg okoliczności, nie mamy powodu komuś kraść teksty i się tym brzydzimy. Ale O.K. jeśli to uspokoi wszystkich możemy jeszcze raz przeprosić, i drugi i trzeci, jeśli to komuś może przełknąć sprawę.

      Usuń