środa, 18 stycznia 2017

Listopad, grudzień – raport z biblioteczki i bloga

Pod koniec ubiegłego roku miałem nawał pracy, więc raport z opóźnieniem. Zresztą brak czasu widoczny też w notkach – w listopadzie tylko jedna, w grudniu co prawda trzy, ale z tego jedna poświąteczna, już po przejściu nawały, a druga zrobiona pod wpływem uzasadnionego wzburzenia (o księgarni nieprzeczytane.pl).

Miało to też swoje odbicie w biblioteczce, co prawda przybyło szesnaście pozycji, ale wszystkie z listopada, ewentualnie zamówione w listopadzie, a dostarczone w grudniu.

O Nekroskopie pisałem już, więc tylko odnotowuję, że dotarły tomy 3-5. I to pewnie pożegnanie z tym cyklem, bo dwie części (7 i 13) są już nie do zdobycia, a wznowień nie będzie. Skąd wiem? Bo spytałem wydawcę (Vis-a-Vis Etiuda). – Niestety, już nie mamy praw do wydania – taką dostałem odpowiedź. Te dwa tomy czasami pojawiają się na Allegro, ale wyłącznie używane, a nie lubię kupować kota w worku, czyli przechodzonych książek, których nie mogę obejrzeć.


Z Nekroskopem zamówiłem dwie książki Maga: Sanderson i Hobb – kontynuacja zbieractwa. Do tego Terror Simmonsa. Na tę książkę czaiłem się od jakiegoś czasu, a dokładniej od momentu, kiedy w jednej z recenzji przeczytałem, że jest najlepsza w dorobku autora. Lepsza od Hyperiona? Zakup obowiązkowy. Trochę odczekałem, bo miałem nadzieję, że wydawca wypuści to także w twardej oprawie. W końcu zniecierpliwiony napisałem do wydawnictwa Vesper. – Nie wydaliśmy i nie planujemy wydania w twardej oprawie – dostałem w odpowiedzi. Szkoda, bo akurat ta książka zasługuje na porządne wydanie. Ale co zrobić, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.




Obok nabytki z taniej księgarni. Oba bardzo przyjemne w czytaniu. O powieści Ewy Nowackiej już pisałem.

Szkoda, że wcześniej książki Lian Hearn jakoś nie trafiły w moje ręce, bo teraz skompletowanie pełnego cyklu (pięć tomów) w jednolitym wydaniu jest dość skomplikowane. W każdym razie na pewno kupię jej powieść zapowiadaną przez Maga (Cesarz ośmiu wysp).


Teraz historia.
Odwiedziłem Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk i przybyły trzy woluminy. Pierwszy zawiera artykuły, głównie archeologów i teologów, o miejscach chrztu.

Drugi to jedno z najlepszych czasopism poświęconych historii średniowiecza. Trochę smutne, że Slavia Antiqua wychodzi w nakładzie zaledwie 300 sztuk, a bezsensowna beblanina Bieszka sprzedała się w ilości sto razy większej...
W numerze za 2015 rok godny uwagi jest artykuł Michała Łuczyńskiego, „Światowid” ze Zbrucza – kontrowersyjny symbol pogańskiej Słowiańszczyzny. Autor – moim zdaniem dość przekonująco – wykazuje, że zabytek ten jest dziełem tureckich Połowców. Poczekamy, jak na to zareagują zwolennicy konkurencyjnych hipotez – najbardziej popularne z nich to łączenie „Światowida” ze Słowianami lub uznawanie go za nowożytne fałszerstwo. Z zabytkami kamiennymi zawsze jest ten problem, że trudno ustalić, kiedy powstały. Drewno można w dużym przybliżeniu datować metodą radiowęglową, czy całkowicie precyzyjnie dendrochronologiczną. Nawet w przypadku muru nauka nie jest bezsilna, bo w zaprawie zawsze jakieś szczątki organiczne się zachowają, a to znowu umożliwia datowanie radiowęglowe. Kamień, niestety, zupełnie nie chce współpracować.
W tym tomie SA mamy też ciąg dalszy polemiki Krystyny Łukasiewicz z Dariuszem Andrzejem Sikorskim. A raczej należałoby to określić, jako ciąg dalszy bigosowania pani Łukasiewicz. Niestety, to Urbańczyk w spódnicy – niewiasta z wybujałą fantazją i misją zbawienia polskiej historiografii, za to niezbyt dobrze przygotowana merytorycznie. Cóż, sama się na bigosowanie zgłosiła...

Ostatni tom zawiera artykuły poświecone wczesnopiastowskiemu grodowi w Gieczu – nie tylko archeologów, bo także np. Jacka Banaszkiewicza, który bardziej jest antropologiem kulturowym, niż historykiem. Dwa artykuły poświęcono monetom znalezionym w Gieczu.


I jeszcze dwie książki z historii średniowiecza. Pierwsza to wydanie jubileuszowe, dedykowane prof. Tomaszowi Jasińskiemu.

Druga – biografia Świętopełka – już przeczytana, może napiszę parę słów, ale już teraz zaznaczę, że dobór autora bardzo nietrafiony. Marek Smoliński nie powinien pisać książek popularnonaukowych – ciężkie pióro, przeładowanie informacjami. Na dodatek dopieścił to, czym zajmował się naukowo (politykę Świętopełka wobec Niemiec), a po macoszemu potraktował zagadnienia ważniejsze chyba dla czytelnika, czyli politykę wobec Polski, Prus i krzyżaków.

Na koniec komiksy. Po przeczytaniu Nieskończoności miałem wrażenie totalnego chaosu. Kupiłem zatem kolejne trzy tomy. Czy wrażenie chaotyczności ustąpiło? Postaram się coś skrobnąć.


Teraz o blogu

W listopadzie duży spadek, ale co się dziwić, skoro prawie nic nie pisałem. Statystyka za listopad:

W grudniu też niewiele notek się pojawiło, ale wystarczy wrzucić coś o turbolechitach i zlatują się jak muchy. Jeszcze pomógł Czesio Białczyński, który na swoim profilu facebookowym zamieścił jakąś „polemikę” z linkiem do mojej notki. Oczywiście Czesio z przyczyn tak edukacyjnych, jak i psychologicznych, nie jest zdolny do polemiki, ale za reklamę dziękuję. Staty za grudzień:

Od razu zapowiadam, że za styczeń zapewne raportu nie będzie, bo robię odwyk od kupowania książek – na razie w 2017 roku nabyłem trzy i do połowy lutego więcej nie planuję.

9 komentarzy:

  1. U siebie mam tylko "Terror" - świetny, ale też ubolewam, że wydano go w miękkiej okładce, zwłaszcza, że to taka cegła. No i teraz to jedyny Simmons, którego mam na półce, odstający pod tym względem od reszty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Vesper tego nie wydał tak jak Lovecrafta, bo tego puścili lepiej niż seria Maga - lepsza drukarnia, solidniejsze oprawy.

      Usuń
    2. Szkoda i szczerze, to dziwię im się, bo akurat ta książka byłaby tego warta i myślę, że równie dobrze sprzedawałaby się nawet za cenę z dyszkę wyższą (jeśli twarda okładka wymusiłaby takie podniesienie)

      Usuń
    3. A cena to odrębny temat, bo na początku strzelili konkretną - 59 zł za książkę w miękkiej oprawie, to dużo. Ale widocznie rynek zmusił ich do weryfikacji, bo teraz w ich księgarni jest za 36 zł - to z kolei tanio.

      Usuń
    4. Wiesz, tak na dobrą sprawę, to prawie nigdy nie ma sensu płacić ceny okładkowej, bo znaczna ich część jest wzięta z kosmosu...

      Usuń
  2. Lumley chyba przeszarżował czyli wprowadził za dużo wątków w kolejnych odsłonach , po rewelacyjnym nr 1 nabyłem sobie wszystkie dostępne pod koniec 2000 roku części chyba z 10 i to za jednym zamachem , stąd uzyskałem bonus przy zakupie czyli ok 20 zł za książkę ale w okolicach 5-6 części odłożyłem resztę na później i jakoś do dzisiaj nie mam ani czasu ani ochoty by to czytać dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałem tylko w latach 90. to co rzuciło wydawnictwo FantomPress, czyli pierwszych 5 tomów. Mnie się podobała ta ewolucja z sensacji/horroru w dark fantasy. Ale podejrzewam, że kolejne tomy mogą być słabsze - takie prawo serii.

      Usuń
  3. Trochę późno tu trafiłam i nie wiem do końca, czy mój komentarz będzie aktualny, ale muszę to napisać: Bierz się za Simmonsa! Terror jest naprawdę Genialny! :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń