wtorek, 31 stycznia 2017

Marvel, Nieskończoność


Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – po lekturze słabego (w porywach do beznadziejnego) nowego Kajka i Kokosza, zassałem znowu na komiksy. Jak sprawdziłem, ostatnie kupowałem jeszcze w poprzednim stuleciu, więc miałem czas, żeby nabrać apetytu.

Po kontynuatorach Christy, zabrałem się za komiks amerykański. Na pierwszy ogień poszły marvelowskie: Thor: Bogobójca i Nieskończoność. Do zakupu tego drugiego skłoniła mnie okładka, bo całość była zafoliowana, więc środka nie mogłem obejrzeć w księgarni.

Rysunki są naprawdę znakomite, nie ma się do czego doczepić. Co innego scenariusz. Krótko: tytuł nie powinien brzmieć Nieskończoność, lecz Chaos. Oczopląsu można dostać już na początku, gdzie na dwóch stronach mamy podobizny najważniejszych (!) bohaterów – jest ich prawie dziewięćdziesięciu! Już samo to wskazuje, że historia przeznaczona jest wyłącznie dla marvelmaniaków, którzy połapią się w tym.

Ale to nie koniec, polski wydawca – Egmont uznał, że to za mało, trzeba jeszcze maksymalnie utrudnić zrozumienie historii. O co chodzi. Otóż Nieskończoność to – wg określenia fanów komiksów made in USA – wielki event. Taka historia ma zazwyczaj mini-serię główną (w tym przypadku zatytułowaną właśnie Nieskończoność), a udział poszczególnych bohaterów czy grup ukazywany jest w ich własnych seriach. Dla zrozumienia Nieskończoności niezbędna jest znajomość nie tylko mini-serii, lecz także odpowiednich odcinków Avengers i New Avengers. Co najmniej tych, bo historia rozciągnięta jest praktycznie na całe uniwersum Marvela, więc znajomość np. X-Men czy Strażników Galaktyki też nie zaszkodzi.

W USA wychodzi to w zeszytach, z zasady po 32 strony. Dajmy na to w miesiącu pierwszym czytamy najpierw Nieskończoność nr 1, potem Avengers nr 1, New Avengers nr 1. W kolejnym Nieskończoność nr 2, Avengers nr 2... itd. Egmont zamiast wydać to chronologicznie, wydał seriami. Czyli po kilkudziesięciu stronach Nieskończoności przestajemy cokolwiek kumać, bo brakuje nam wiedzy z pozostałych serii.

Dodatkowo Egmont – zapewne dla zmylenia przeciwnika – dziwacznie ponumerował tomy. Preludium Nieskończoności, które powinno się czytać (chyba) na początku, opatrzono dopiero nr 3.
Marvelmaniacy zrobili rozpiskę jak to czytać – powinniśmy obłożyć się komiksami i najpierw kawałek tego, potem tamtego, następnie siamtego, po czym wracamy do tego itd.
Przy takim wydaniu, nie jestem nawet w stanie ocenić scenariusza – dostaję masę bohaterów, z których większość jest mi nieznana i opowieść składającą się głównie z dziur. 

Dokupiłem trzy kolejne tomy z serii – miałem nadzieję, że wreszcie coś zrozumiem. Przeczytałem Preludium Nieskończoności, zacząłem czytać New Avengers. W połowie pieprznąłem to na półkę. Avengers nawet nie wyjąłem z folii. Dziękuję, nie skorzystam – nie kupię już żadnego eventu wydanego przez Egmont. Dla mnie to wydanie, to partactwo, a wydawca powinien oddać kasę klientom, którzy dostali zbiór obrazków z dymkami (nawet ładnych), a nie komiks. Szkoda, bo widać, że opowieść ma jakiś potencjał.
Przyznam, że po wtopie z Kajkiem i Kokoszem, a teraz Nieskończonością jestem bardzo zniechęcony do Egmontu.

OCENA KOMIKSÓW – brak.
OCENA WYDANIA – 1.

Nieskończoność, tłum. M. Starosta, wydawnictwo Egmont, Warszawa 2016, stron: 216.
New Avengers. Nieskończoność 2, tłum. M. Starosta, wydawnictwo Egmont, Warszawa 2016, stron: 156.
Avengers. Preludium Nieskończoności 3, tłum. J. Syty, wydawnictwo Egmont, Warszawa 2016, stron: 132.
Avengers. Nieskończoność 4, tłum. M. Starosta, wydawnictwo Egmont, Warszawa 2016, stron: 168.

9 komentarzy:

  1. Oj zgadzam się. W tych seriach jest taki bałagan, że głowa mała. Jestem w połowie lektury całego eventu i mam serdecznie dość przekładania komiksów, żeby zachować chronologię. Jak tylko skończę czytać, pozbywam się całego zbioru Marvela wydanego przez Egmont.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli inne Marvele z Egmontu też są takie chaotyczne? Mam Thora i jest OK, ale interesuje mnie Spider-Man i teraz się zastanawiam.

      Usuń
    2. Może nie to, że wszystkie, ale te bezpośrednio związane z Nieskończonością tak. Inna sprawa, że nawet jeśli nie są związane tak bardzo, jak Avengers, New Avengers, czy Thanos Rising, to też dla świętego spokoju lepiej je przeczytać, bo np. w pierwszej połowie Preludium Spider-Manem jest Peter, ale w drugiej już widać Octaviusa jako Superior Spider-Mana. Żeby tę zmianę prześledzić, trzeba przeczytać pierwszego Superior S-M od Egmontu.

      Jako pojedyncze serie nieźle mi się czyta właśnie Superior S-M, Thora, Deadpoola i od biedy Thunderbolts (choć i tym dostały się ze 2 zeszyty podpięte pod Nieskończoność w tomie o tym samym tytule). Niezłym, pojedynczym numerem jest Doktor Strange.

      Natomiast jak zebrać do kupy: Avengers, New Avengers, Uncanny Avengers, Guardians of the Galaxy, All New X-Men, Uncanny X-Men, Wolverine i X-Men - to wychodzi na to, że w tym samym czasie ma miejsce 4-5 kataklizmów na skalę wszechświata, jeden głupszy od drugiego.

      Usuń
    3. OK, sprostowanie, zasugerowałem się kostiumem, ale w Preludium to chyba od początku jest Octavius, a nie Peter. Nie mam nawet siły ani ochoty sprawdzać.

      Usuń
    4. Kresowy Blog
      Odpuszczę sobie chyba Marvele z Egomntu, przecież jest jeszcze Mucha Comics, jest Hachette :)

      Usuń
  2. Sensowne (w miarę chronologiczne) wydawnaie komiksów Marvela/DC w Polsce skończyło się wraz z TM-Semic. Smutne ale prawdziwe :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. TM-Semic wydawało fatalnie jakościowo (papier!, kolory w postaci komputerowo nakładanych kropek!, przesuwy!), ale chaosu nie było - co niezrozumiałe tłumaczył Marvel Arek :D

      Usuń
    2. Jak dla mnie ten papier i kolory były baardzo na plus, szczególnie w porównaniu do tych dzisiejszych wydań na błyszczącym papierze i z nijakimi kolorami ;) Przemek.

      Usuń
    3. Anonimowy
      Z tym się nie zgodzę, bo niedawno próbowałem odświeżyć sobie Spider-Mana TM-Semic - oczy mnie rozbolały od kropkowanego koloru i przesuwów.

      Usuń