środa, 5 lipca 2017

O takim fakcie, że pomieszczenie typu biblioteka posiada myszy

Czyli o słowach, które (nieprawidłowo używane) wyjątkowo mnie wkurzają. Po co ta notka... Z lenistwa. Żeby później przy każdej innej nie opisywać tego samego – dam linka i będzie wiadomo co to posiady, faktyże, natematy...

W ogóle nie irytuje mnie mówienie/pisanie gwarą. Wręcz przeciwnie, zawsze z zainteresowaniem słucham ludzi, którzy potrafią wysławiać się po poznańsku, śląsku czy góralsku. W moim rejonie, czyli Pyrlandii, już praktycznie nie słyszy się „czystej” gwary, raczej taką stylizację – „normalną” polszczyznę ubarwia się paroma charakterystycznymi słowami np. wuchta, wiara, nygus czy nyrol, a przede wszystkim oczywiście tej.
Ba, nie irytują mnie nawet błędy typu „poszłem”. Używanie „bynajmniej” zamiast „przynajmniej” raczej mnie bawi, niż wkurza.

Za to wkurza mnie naukawo-urzędniczo-policyjna nowomowa. Język mający brzmieć mądrze, a brzmiący debilnie. To zawsze staram się tępić. W jednej z redakcji, dla której poprawiałem dziennikarskie wypociny, miałem takiego – nazwijmy go Heńkiem – nawet dobrego dziennikarza, z 10 lat ode mnie starszego. Heniek jednakowoż pisał językiem, od którego oczy bolały. Normalne tłumaczenie nie pomagało; patrzył na mnie jak na debila, z uśmiechem potakiwał i dalej pisał po swojemu. Okazało się, że do Heńka trzeba dotrzeć inaczej. Kiedyś przysłał mi do sprawdzenia jakąś kryminałkę. Czytam:
W dniu dzisiejszym policja dokonała zatrzymania...
Szlag mnie trafił, to „dokonuję” zawezwania delikwenta.
Ja: – Ku... Heniek, bo już mi ręki opadowywują. Wytłumacz mi: czy ty w dniu dzisiejszym dokonałeś zwalenia konia, czy po prostu dzisiaj zwaliłeś konia?
Heniek: – Ale ty jesteś pojeb...
Pewnie miał rację, ale to tak na marginesie. W każdym razie więcej nie było w jego artykułach „chwil obecnych”, „dni dzisiejszych”, „dokonania kradzieży” itd.

To teraz takie podstawowe byki z nowomowy.

Dzień dzisiejszy (na dzień dzisiejszy, w dniu dzisiejszym) – dziś to dzień, więc dzień dzisiejszy to masło maślane. Po polsku to jest „dziś”, „dzisiaj”. Analogicznie z dniem wczorajszym czy dniem jutrzejszym (dnia przedwczorajszego i dnia pojutrzejszego chyba nigdy nie widziałem, ale to może pamięć szwankuje).

Chwila obecna (na chwilę obecną, w chwili obecnej) – znowu jakiś dziwactwo, żeby czasem nie powiedzieć/napisać po prostu: teraz, w tej chwili, obecnie.

Posiadać – nadużywanie i błędne używanie słowa określam mianem „posiady”. To już prawdziwa plaga. O co chodzi. Otóż wg Słownika poprawnej polszczyzny posiadać może tylko człowiek i tylko: 1) wartościowe przedmioty (synonimem będzie „być właścicielem”), 2) wiedzę lub znajomość języka obcego. Zatem:

Drużyna nie może posiadać piłkarzy (to ze strony kkslech.com).


Polska nie może posiadać stosunków – nawet z Gabonem (ze strony MSZ).


Artykuł nie może posiadać lub nie posiadać komentarzy (portalsamorzadowy.pl):


A to już językowy horror (ze strony komiks.gildia.pl).


Podobny horror zaserwowała nam Nowa Fantastyka w opowiadaniu Przemysława Gula (o którym pisałem) – wg Gula i redaktora NF biblioteka może posiadać grzyby, szczury i myszy.

Posiady szczególnie często pojawiają się w Wikipedii. Tam już wszystko może posiadać (lub nie posiadać) wszystko.


Ze Słownika Poprawnej Polszczyzny
Jeśli chodzi o książki – stada posiadów grasują w pracach naukowych i popularnonaukowych, ale zdarzają się i w literaturze z założenia pięknej. Przykładowo, definicji słowa „posiadać” nie zna redaktor wydawnictwa Genius Creations, skądinąd pisarz – Michał Cetnarowski, a że podobnie mają niektórzy autorzy, to potem od posiadów roi się w książkach np. Pawła Majki.

O posiadach polecam też notkę Łukasza Rokickiego.

W pracach naukowych (ale znowu, nie tylko) bytują również faktyże. Czymże są. Otóż np. stolarz Kowalski powie: Zauważyłem, że Marynia ma fajny tyłek. Ale wybitny uczony, np. magister Nowak napisze: Zauważyłem taki fakt, że Marynia ma fajny tyłek. I wydaje mu się, że przez dodanie słówka „fakt” od razu to brzmi mądrzej. Nie, nie brzmi. Brzmi głupio.

Ale są wybitniejsi od mgra Nowaka. Taki dr Wiśniewski dałby radę to jeszcze udziwnić. Jak? O np. tak:
Zauważyłem taki fakt, że osoba Maryni ma fajny tyłek.
Osoba Maryni... Rzadziej, ale też może się to pojawić w formie „postać Maryni”. Już kiedyś pisałem o nadużywaniu słowa „osoba”, ale się powtórzę: Marynia jest osobą, więc „osoba Maryni” to masło maślane (podobnie jak dzień poniedziałek, miesiąc czerwiec, samochód trabant).

Również masłem maślanym jest pisanie „kwota 10 zł”. Przykład z gazeta.pl: 


Podobnie do faktyżów stosowane są natematy – wspomniany stolarz Kowalski wypowie się o tyłku Maryni, mgr Kowalski na temat tyłka Maryni, a dr Wiśniewski na temat tyłka osoby Maryni. Dalej nie będę rozwijał, bo tylko bym powtarzał to co napisałem przy faktyżach.

Kolejnym dziwacznie używanym słowem jest „dokonać”. Wg półanalfabetów „dokonać kradzieży” brzmi mądrzej niż „ukraść”, a „dokonać zakupu” mądrzej niż „kupić”. Tu dwa przykłady, pierwszy z gazeta.pl, drugi sportowefakty.pl.



Raczej bawią mnie, niż irytują asekuranckie chcenia – „chciałem zaprosić”, „chciałbym przeprosić”, „chcę powiedzieć”. No chłopie (babo), co cię powstrzymuje, czemu tylko chcesz? Śmiało: zaproś, przeproś, mów. Jak ktoś do mnie mówi/pisze „chciałem cię zaprosić”, to nie idę, bo nie wiem czy mnie zaprosił, czy tylko chciał zaprosić, ale coś go powstrzymało.

Nasi urzędnicy, politycy, uczeni „posiadają” wielkie umiejętności „dokonywania” językowych głupot, więc tematu nie wyczerpałem, bo nie mogłem. Ale na koniec takie cudowne zdanie z portalu biznes.onet.pl:


Mieszkanie typu kawalerka – już w tym miejscu padłem ze śmiechu. To o jamniku pewnie ów geniusz polonistyczny napisałby „pies typu jamnik”, o fiacie „samochód typu fiat”, a o Nowaku – „człowiek typu Nowak”. Ale dalej – owo „mieszkanie typu kawalerka” powinno czymś dysponować... Synonimami do „dysponować” są gospodarzyć, mieć we władaniu, być właścicielem. Czyli onetowski orzeł napisał, że „mieszkanie typu kawalerka” powinno być właścicielem pokoju...

I jeszcze z nieco innej beczki. Słówko, którego nieprawidłowe używanie bardzo mnie irytuje, ale już nie z nowomowy urzędniczej – to klasyka fantasy/SF. Kij wie skąd i kiedy (ale już dość dawno) pojawiło się słowo „rasa”. Normalnie „rasy” to jakieś populacje o wspólnych, dziedzicznych cechach, w ramach jednego gatunku. Na przykład w ramach gatunku „pies” mamy jamniki, owczarki niemieckie czy (moje ulubione) kaukaskie. Jednak jamnik czy kaukaz to nadal pies.
Więc niech mi teraz ktoś wytłumaczy do jakiego gatunku należą rasy SF/fantasy np.: ludzie, smoki, elfy, Marsjanie? I dlaczego w literaturze fantastycznej smok czy proximacentauryjczyk są rasami, a krowa już nie?

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:
Seczytam na fejsie.

9 komentarzy:

  1. Wiesz, wziąwszy pod uwagę ilość przeróżnych fantastycznych międzygatunkowych romansów ukoronowanych powiciem płodnego potomstwa, to te rasy może wcale nie są takie bezpodstawne.;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy się uspokoiło, rozgorzał ostry spór, w którym ludzie i nieludzie nawzajem wytykali sobie przykłady braku tolerancji i rasowe uprzedzenia. Dość nieoczekiwanym akcentem w dyskusji był głos piegowatej Merle, dziwki, która nie wyglądała na dziwkę. Merle oznajmiła, że cała ta sprzeczka jest głupia i bezprzedmiotowa, i nie dotyczy prawdziwych zawodowców, którzy nie wiedzą, co to uprzedzenia, co ona jest gotowa natychmiast udowodnić za stosowną opłatą, choćby i ze smokiem Villentretenmerthem w naturalnej postaci. W ciszy, jaka zapadła, usłyszano medium płci żeńskiej, deklarujące, że może zrobić to samo za darmo.

      :D

      A poważniej, to krzyżują się i odrębne gatunki, czasem potomstwo jest bezpłodne, a czasem płodne.

      Usuń
    2. Jeśli dobrze pamiętam z biologii, "gatunek" obejmuje osobniki, które mogą się krzyżować i dać płodne potomstwo. Czyli jeśli w fantasy pojawiają się ćwierćelfy (a zdarzają się), to półelfy (potomstwo człowieka i elfa) muszą być płodne. Czyli wszystko się zgadza, to jednak rasy.
      No dobrze, jeśli nie rasy, to jakiego słowa byś użył na określenie Marsjan, orków itp.?

      Usuń
    3. Źle pamiętasz :) Płodne potomstwo daje wiele krzyżówek międzygatunkowych, co świetnie wiedzą akwaryści hodujący np. rodzaj Xiphophorus. Ba, my sami jesteśmy międzygatunkową hybrydą - poza Homo sapiens na nasze geny "zrzucili" się neandertalczycy, denisowianie i chyba jeszcze dwa inne gatunki z rodzaju Homo

      Słowem "rasa" określa się zazwyczaj populacje wyhodowane przez człowieka. Natomiast populacje, które wytworzyły się naturalnie - np. w powodów geograficznych - nazywa się podgatunkami.

      A podstawową jednostką w taksonomii jest GATUNEK. I właśnie tego słowa używają co bystrzejsi pisarze SF i - rzadziej - fantasy. Przykładowo, w Szererze Kresa mamy rozumne gatunki: ludzie, sępy, koty oraz złoci i srebrni alerowie. To słowo jest także odpowiednie polonistycznie - przecież nikt nie powie, że krowa to rasa, tylko gatunek.

      Usuń
    4. A jakby wyglądała systematyka owych "ras" z fantastyki. Elfy czy krasnoludy pewnie można by zaliczyć do rodzaju Homo. Orki i trolle, to zależy od autora, ale pewnie łapią się do rządu Primates, czyli naczelnych.

      Ale już smoki to nie tylko inny rodzaj, rodzina itd. - to zupełnie inna gromada kręgowców (gady zazwyczaj – oczywiście są wyjątki, np. smoki Białołęckiej to ssaki). Marsjanie z kolei to coś zupełnie poza znaną nam systematyką, bo wszystkie ziemskie organizmy żywe mają wspólne pochodzenie, a wątpliwe, by to dotyczyło też kosmitów.

      Ale jeszcze raz - w języku mówionym nikt nie nazywa kota ani rasą czy podgatunkiem, ani rodzajem czy rodziną. Używa się podstawowego terminu, czyli gatunek.

      Usuń
  2. Nie masz powazniejszych problemow ? Zazdoszcze szczesliwego zycia.

    OdpowiedzUsuń
  3. przecież może być dzień wczorajszy albo dzień jutrzejszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro jest dniem, wczoraj jest dniem, zatem dzień wczorajszy/jutrzejszy to masło maślane.

      Usuń