czwartek, 13 lipca 2017

Turbolechickie zidiocenie, czyli dojenie frajerów (cz. 7): Lechia w Biblii, czyli Imperium Oślej Szczęki

Miałem już o tych biednych turbolechitach nie pisać – nie wolno się znęcać nad ubogimi w rozumie. Ale trafiłem (dzięki komentującemu pod jedną z notek Maciejowi Zdanowskiemu) na tak piramidalny idiotyzm, że muszę, bo się uduszę :D

Maciej dał linka do portalu, w którym znalazłem masę interesujących, w najwyższym stopniu merytorycznych artykułów, że pozwolę sobie przytoczyć kilka tytułów (zachowując oryginalną pisownię): „Ludzie i dinozaury mieszkały razem”, „Chemtrails – ukryta wojna z narodami”, „Płaska ziemia: NASA, Rosja, Chiny, USA wszyscy nas oszukują” czy „żydzi są na piedestale rządów światowych”.

Oczywiście w tym zalewie idiotycznych, spiskowych teorii nie mogło zabraknąć i takiego czegoś: „Polska opisana jest w Biblii na 1000 lat przed Chrystusem?”. Pod tym czymś podpisał się (ale to chyba pseudonim, bo przecież nie robiłby rodzinie takiego wstydu) niejaki Robert Brzoza. Bosze, co za odlot... Rzeczony Brzoza nie jest autorem całości – ot skopiował notkę ze strony katolickich turbolechitów, opatrując własnym komentarzem.

Kato-turbowcy przytaczają, przewijające się już w komentarzach na moim blogu, cytaty z Biblii niby potwierdzające istnienie Lechii w czasach Sędziów (czyli przed powstaniem żydowskiej monarchii). W skrócie przekaz biblijny (Księga Sędziów 15.9-15.19):
Wtedy Filistyni wyruszyli i rozbili swoje namioty w Judzie, a robiąc wypady, docierali aż do Lechi. [Filistyni rozgłaszali, że chcą pojmać Samsona. Żydzi proszą go, by poddał się. Samson zgadza się, Żydzi oddają go związanego Filistynom] Kiedy przybył do Lechi, Filistyni na jego widok zaczęli wznosić radosne okrzyki. Wtedy duch Boga zawładnął nim, a powrozy, którymi był skrępowany, stały się nagle jak spalone włókna lniane i opadły z jego ramion. Znalazłszy szczękę oślą, jeszcze świeżą, chwycił ją i zabił tysiąc mężów. I powiedział Samson: Przebiłem ich oślą szczęką, oślą szczęką zabiłem ich tysiąc. Wypowiedziawszy te słowa, odrzucił oślą szczękę, a miejsce owo nazwano Ramat-Lechi. [po walce Samsonowi chciało się pić] I rozwarł Bóg szczelinę, która się znajdowała w skale w Lechi, i wypłynęła z niej woda. Kiedy Samson ugasił pragnienie, ożywił się i nabrał nowych sił. Dlatego nazywa się to źródło: En-Hakkore [źródło Powołującego]. Bije ono do dnia dzisiejszego w Lechi.
Wypocinę katolickich turbolechitów rzeczony Brzoza opatruje takim komentarzem:
Informacje o korzeniach Polski coraz śmielej wychodzą na światło dzienne. Byłoby idealnie, gdyby historycy zbadali pochodzenie naszego kraju. Aż dziwne, że do tej pory nikt publicznie nie ogłosił takich badań. Aby one dotarły do społeczeństwa, musi tego dokonać historyk ze znanym nazwiskiem. Takich osób nie brakuje po naszej stronie barykady.
Turbo-historyk ze znanym nazwiskiem... Dowcipna ta Brzoza :D W końcu, w komentarzu, rzuca wyzwanie krytykowi: Jaki masz dowód na to, że Lachia w Biblii, to nie jest kontynuacja Polski?

Pominę brednię, że wcześniejsza Lechia miała być kontynuacją późniejszej Polski (turbolechici to nie jest kwiat intelektualny narodu)... Po kolei.

GEOGRAFIA

Zacznijmy od tego fragmentu: Wtedy Filistyni wyruszyli i rozbili swoje namioty w Judzie, a robiąc wypady, docierali aż do Lechi.

Gdzie jest Juda, chyba każdy, nawet turbolechita, powinien wiedzieć. To kraina historyczna na terenie dzisiejszego Izraela i Palestyny, jej głównym miastem jest Jerozolima.

Zasięg rzekomego Imperium Lechickiego jest nam nieznany, a może raczej „płynny”, bo w wykreślaniu jego granic poszczególni „badacze” turbowcy kierują się li tylko i wyłącznie swoją wyobraźnią. W każdym razie weźmy odległość do Polski i Bułgarii (bo ten kraj, jako najbardziej wysunięta na południe część Lechii, widnieje na osławionej mapie). Otóż droga lądowa z Jerozolimy do Warszawy ma 4074 km, a do bułgarskiej Sofii 2468 km (przynajmniej tak podaje strona dystans.org).

Wojsko filistyńskie to typowa piechota. Żołnierz z „tobołami” na grzbiecie nie jest w stanie przejść więcej niż 30 km dziennie (mówimy tu oczywiście o wielodniowym marszu, a nie jednorazowym „skoku”). A jak byli obciążeni wojownicy filistyńscy – biblijny opis Goliata (oczywiście waga i wielkość uzbrojenia podane z przesadą, ale typ już niekoniecznie):
Na głowie miał hełm z brązu, ubrany zaś był w łuskowy pancerz z brązu o wadze pięciu tysięcy syklów. Miał również na nogach nagolenice z brązu oraz brązowy, zakrzywiony nóż w ręku. Drzewce włóczni jego było jak wał tkacki, a jej grot ważył sześćset syklów żelaza. Poprzedzał go też [giermek] niosący tarczę.
Sporo, co? A gdzie tu reszta wyposażenia, żywność itd. Czyli – zdaniem turbowców – tak objuczony wojownik wyruszał w trasę liczoną w tysiącach km, jakby nie było nic bliżej do grabienia. Dzieląc teraz ilość km przez dzienny dystans wychodzi, że owi Filistyni w celach łupieżczych zaiwaniali – w te i we w te – przez 5,5 miesiąca (do Sofii) lub ponad 9 miesięcy (na teren Polski). Ale ten szacunek nie uwzględnia:
– Dni na odpoczęcie – po kilku dniach marszu powinno być trochę czasu na odpoczynek. Patrząc na armię Napoleona, piechota powinna odpoczywać od dnia po trzech dniach marszu do nawet pięciu dni po dziesięciu dniach marszu.
– Ewentualnych walk po drodze z miejscowymi ludami – żołnierz walczy, to nie idzie, a i po walce musi odpocząć.
– Czasu poświęconego na zdobywanie pożywienia (bo do worka na plecy wrzuci papu na tydzień, a nie na rok).
– Pobytu w owej Lechii – bo przecież szli tam w jakimś celu, a nie tylko powiedzieć „cześć” pierwszej napotkanej osobie i wrócić.
– Wolniejszego powrotu – bo ranni w walkach i pojmani niewolnicy spowalniali, a łupy obciążały.

Ponad osiem tysięcy kilometrów w obie strony – droga, którą pieszo i nie raz musieli pokonać Filistyni by najeżdżać Lechię. Tą samą drogą Żydzi dostarczyli Filistynom związanego Samsona. To oczywiście w rojeniach turbowców, którym wiedzy i intelektu nie starcza, by ogarnąć szybkość podróżowania i przepływu informacji w starożytności
Można zatem śmiało założyć, że taka wyprawa musiałaby trwać co najmniej rok. Porównajmy to zresztą z pierwszą krucjatą (koniec XI wieku). Przejście z Bizancjum (dzisiejszy Stambuł, widoczny na mapie wyżej) pod Jerozolimę zajęło krzyżowcom ponad dwa lata! Owszem, jakiś czas pochłonęły oblężenia miast – Nikei (kilka tygodni), Antiochii (8 miesięcy) i Marry (kilka tygodni). Odliczając ten czas, i tak zostaje ponad rok (a to tylko w jedną stronę). I warto zwrócić uwagę, że krzyżowców przez Bosfor przewiozły statki bizantyjskie. A kto przewiózł Filistynów? Budowali okręty? Negocjowali z miejscowymi ludami? A może obeszli Morze Czarne dookoła – przez Kaukaz? To znowu strata czasu.

Czyli nasi dzielni Filistyni zostawili namioty na wrogim, żydowskim terytorium i wybrali się na roczną wyprawę, by łupić odległe kraje. I tak robili kilka razy, bo Biblia podaje owe wypady do Lechii w liczbie mnogiej. Czyli to wszystko trwało lata...

Mało tego, proszę zwrócić uwagę jaki był cel rabowania owej Lechii – Filistyni chcieli zmusić Żydów do wydania Samsona. Naprawdę byli takimi kretynami, że zamiast łupić Żydów szli tysiące kilometrów? Chyba po to, żeby wywołać falę lechickich uchodźców i zalać nią Palestynę. A oczywiście Żydzi byli owymi rabunkami w odległej Lechii bardzo przestraszeni, bo wiedzieli o nich... No właśnie – skąd? Z internetu, telewizji, prasy?

Dalej, Żydzi związanego Samsona ciągnęli tysiące kilometrów do Lechi. Tak przynajmniej wychodzi z bełkotu turbowców. Żeby było zabawniej, by pokonać owe tysiące kilometrów wystarczyło... zejść ze skały (Związali go więc dwoma nowymi powrozami i sprowadzili ze skały. Gdy tak znalazł się w Lechi, Filistyni krzycząc w triumfie wyszli naprzeciw niego).

A to nie jedyna wprawa Filistynów i Żydów do Lechii. Biblia wspomina jeszcze jedną (2 Księga Samuela 23.11-23.12):
Po nim jest Szamma, syn Agego z Hararu. Pewnego razu zebrali się Filistyni w Lechi. Była tam działka pola pełna soczewicy. Kiedy wojsko uciekało przed Filistynami, on pozostał na środku działki, oswobodził ją i pobił Filistynów. Pan sprawił wtedy wielkie zwycięstwo.
Jacy głupi ci Filistyni i Żydzi, gnali przez pół znanego im świata, żeby stoczyć walkę – bo po co na miejscu, przecież piesze rajdy są fajne... I o cóż walczyli tysiące kilometrów od swoich siedzib? O pole soczewicy. Śmiejecie się teraz? No właśnie.

Czy trzeba coś dodawać, żeby do każdego przebił się geograficzny debilizm turbolechitów? Chyba nie, więc teraz:

JĘZYK

Oczywiście „badacze” turbolechiccy nie znają języków, w których zapisano teksty historyczne, a słowniki gryzą ich po paluchach, więc nie korzystają. O samych tłumaczeniach można napisać książkę (ktoś mi tu cytował turbowskie tłumaczenie łacińskiego „gentis” – lud, naród, jako... generał :D ). W każdym razie Lechia jest oczywiście w polskim tłumaczeniu. A w oryginale – לחיים, słowo użyte jeszcze w wielu innych miejscach w Biblii. Oznacza... szczękę!

Jeszcze raz przytoczę cytat: [po pokonaniu przez Samsona Filistynów oślą szczęką] miejsce owo nazwano Ramat-Lechi. Jak już wiemy, owa Lechi to po prostu szczęka, a ramat znaczy „wzgórze”. I tak też tłumaczą tę nazwę wydawcy Biblii Tysiąclecia: Wzgórze Szczęki.

Uznanie, że לחיים oznacza Lechię (czyli Polskę) zmusza do poprawienia kolejnych fragmentów Starego Testamentu. O, np. zdanie z Księgi Powtórzonego Prawa w wersji turbo:
Takie zaś będzie prawo kapłanów wobec ludu, wobec składających rzeźną ofiarę: jeżeli to będzie wół czy owca, to odda się kapłanowi łopatkę, obie Lechie i żołądek.
No patrzcie, taka niby wielka Lechia, a dwie mieszczą się w jednej owcy :D

Propozycja godła Imperium Lechickiego
(to polski herb szlachecki zwany
Półkozic, Oślagłowa, Ośle Uszy itp.)
Uznanie, że owa opowieść biblijna dotyczy Imperium Lechickiego, wymusza jeszcze jeden wniosek: owo Imperium wcześniej nazwy nie miało (lub miało inną). Wchodzi na to, że Lechię ochrzcili... – aż boję się to napisać, klepię w klawiaturę z zamkniętymi oczami – Żydzi dla upamiętnienia wiktorii Żyda Samsona (ta wymowa odpowiedniego fragmentu jakoś zniknęła w Biblii Tysiąclecia, ale np. w tłumaczeniu Jakuba Wujka jest tak: Przyciągnąwszy tedy Philistynowie do ziemie Juda, położyli się obozem na miejscu, które potem nazwano Lechi). Ojojoj...

Mało tego, włos się jeży na karku – nasze wielkie Imperium Lechickie zostało nazwane od oślej szczęki! Ajajaj... To od dziś na turbowców będę mówił: osłoszczękowcy :D Może owa Lechia, a teraz turbowcy powinni mieć godło z osłem? I hymn zaczynający się od pięknego: ihahahahahaaaa ihahahahahaaaa ihahahahahaaaa (tu premierowe wykonanie hymnu lechickiego). No leję jak to piszę, dawno mnie tak turbolechici (vel osłoszczękowcy) nie ubawili.
Oszołomskie wydawnictwo Bellona
rozpędza się coraz bardziej.
Kolejny osłoszczękowiec zapowiada,
że wyda tam swoje działo
(bo przecież nie dzieło).
Tenże Kosiński próbował kiedyś
ze mną polemizować.
Wykazał się tylko:
1) analfabetyzmem funkcjonalnym
(nie rozumie co się do niego pisze),
2) zerową logiką

Podsumowując, historia Samsona w wersji osłoszczękowców:

Filistyni najechali Judę, rozłożyli się obozem, by zaraz ów obóz porzucić i pognać tysiące kilometrów do Lechii. Namioty sobie stały samopas latami. Nie wiadomo dlaczego, nieobecni Filistyni wywołali panikę wśród mieszkańców Judy, więc ci wiążą Samsona (za jego zgodą) i gnają tysiące kilometrów za Filistynami, by im przekazać więźnia. Owe tysiące kilometrów pokonali w trymiga – okazało się, że wystarczy zejść ze skały. Gdy wreszcie odnaleźli się Żydzi i Filistyni w owej odległej krainie, Samson oślą szczęką sam zbija tysiące Filistynów. Potem Żydzi nazwali państwo naszych przodków, by upamiętnić oślą szczękę – oręż Żyda Samsona. Możemy być dumni z historii naszego kraju – Imperium Oślej Szczęki.

I rzeczywistość:

Owa biblijna Lechia (czy też raczej, jak to wygląda w angielskim przekładzie Biblii – Lehi) to niezbyt rozległe i niezbyt istotne miejsce w Palestynie. Ze Słowianami, Polakami i rzekomym Imperium Lechickim ma coś wspólnego tylko w urojeniach turbolechickich ludowych językoznawców, ludowych historyków i ludowych geografów.

Gdzie dokładnie leżała owa Lehi? Tak to objaśnia internetowy słownik biblijny Świadków Jehowy: dokładne położenie jest nieznane. Niekiedy bywa utożsamiane z Chirbat as-Sujag, którego nazwa może się wywodzić od greckiego słowa siagòn („szczęka”). Miejsce to znajduje się niecałe 3 km na wsch. od Bet-Szemesz.


Poprzednie moje notki o turbolechitach (vel osłoszczękowcach):

69 komentarzy:

  1. Czekam na książkę Pana Kosińskiego. Z wielkim zainteresowaniem ;) Widziałem jedną z dyskusji z tym Panem, nie potrafi odpowiedzieć na merytoryczne argumenty (zbywa je sarkazmem oraz ironią), więc wystawia sobie jak "najlepsze" świadectwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyślę Wam linka do jego pseudo polemiki - też się pośmiejcie :D

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że pan Tomasz Józef Kosiński nie jest pospolitym szurem. Twierdzi, że napisał już trzy "książki historyczne", a od kilku miesięcy buduje osiedle szczęścia dla Polaków na filipińskiej plaży. Ma rozmach! I zna się na reklamie, więc może być dla całej Szurlandii cenniejszym nabytkiem, niż Bieszk i Kudliński razem wzięci.
    Warto będzie przyglądać się poczynaniom literacko - biznesowym tego pana. Tem bardziej, że coś jest nie tak z tem plażofilipińskim rajem. Mam przeczucie, że może być zabawnie.
    http://www.biznesistyl.pl/lifestyle/podroze/5783_buduja-tu-arkadie-i-smakuja-wolnosc.html
    http://natemat.pl/200391,do-niedawna-czul-sie-zwiazany-z-krajem-wlasnie-zamyka-agencje-reklamowa-i-zaklada-polska-wioske-na-filipinach
    http://natemat.pl/202009,polacy-zadeptali-polska-wioske-na-filipinach-zanim-ktokolwiek-postawil-tam-stope-tam-zyje-mniej-zawistnych-ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz rozumiem faceta - potrzebna kasa na życie i inwestowanie w raj. Turbolechiccy frajerzy muszą zrobić zrzutę kupując kolejny stek debilizmów :D

      Usuń
    2. Kasa kasą, ale dochodzi jeszcze rozgłos.

      Usuń
    3. Ale to należy wspierać - Imperium Lechickie na wygnaniu :D

      Usuń
    4. Pozdrowienia z polskiej kolonii na Nowej Gwinei ;-)
      https://books.google.pl/books/about/List_otwarty_wzgl%C4%99dem_za%C5%82o%C5%BCenia_osady.html?id=9CkUmwEACAAJ&redir_esc=y

      Usuń
  3. Było by więcej do pośmiania, bo gościu tak jak pisałem–usunął większość artykułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przynajmniej wiem, że autor mógł się posiłkować stroną poniżej, gdyż pamiętam, że pisał on o różnych władcach, latach ich panowania i dokonaniach:
      https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2016/04/22/poczet-krolow-lechii-kosciol-w-polsce-od-1050-lat-ukrywa-przed-polakami-ze-jestesmy-starozytnym-antycznym-wielkim-imperium/
      Na tej stronie pisze, że Cezar został zabity ( a jakżeby inaczej) przez Żydów, bo wygnał ich z miasta i zakazał im lichwy, pisze również że niedawno w Szczecinie odkryto starożytne ruiny miasta( mieszkam niedaleko, mam wykłady z Historii Pomorza na Uniwersytecie Szczecińskim i ani ja, ani żaden z moich wykładowców o takich odkryciach nigdy nie słyszał), a piszę tak dlatego, że jak czytałem za 1 razem artykuł pana Brzozy jeszcze przed usunięciem, rzucił mi się w oczy Koszyszko Piast „herbu Kroy" . Na stronie powyżej jest napisane „Koszyszko Piast herbu Kroy”( byłem wtedy „świeżo" po wykładzie z Nauk Pomocniczych Historii, gdzie wtedy omawialiśmy historię herbów i heraldyki)

      Usuń
    2. Niestety, tego nawet google nie pamięta - szukam i nie mogę znaleźć kopii, może było za krótko.

      Usuń
    3. Chodzi panu o ten „herb"? Tego nigdzie nie ma.

      Usuń
    4. Chłopi mnie uciekli, więc "pan" to teraz nieco na wyrost :D

      O herbie jest w jednym komentarzu pod tekstem. Użyj ctrl v "Koszyszko" to znajdziesz.

      Usuń
    5. No Godfryd V Plantagenet się pewno w grobie przewraca, jak ktoś pisze, że ktoś inny juz kilkaset lat wcześniej przed nim i przed jego następcami używał herbu jako znaku rodoweho.

      Usuń
    6. I jeszcze dodam że za 1 razem komentarzy do tamtego artykułu w ogóle nie czytałem, zaś 1 część o Lechii w Biblii jedynie pobieżnie. Skupiłem się na 2 — o wiele dłuższej części artykułu.

      Usuń
  4. No nie. Nie mówcie tylko, że Biblijna Lechia nie była Wam do tej pory znana. A i Robert Brzoza wraz z całą familią swoją też był Wam obcy? Wszak to klasyki som!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, przewijało się to nawet w komentarzach na moim blogu. Ale po raz pierwszy ujrzałem biblijną Lechię "naukowo" opracowaną :D

      Usuń
  5. Świetny wpis, nie dość, że po raz kolejny zdementował bzdury turbosłowian, to jeszcze poprawił mi humor :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludowe językoznawstwo osłoszczękowców jest przezabawne, Sam kiedyś posłużyłem się ich metodologią. Oto co ustaliłem:

      Państwo Azteków zbudowali polscy Żydzi. Bo przecież Mosiek to ewidentnie zdrobnienie od Montezuma, a Icek od Itzcoatl. Można zatem przyjąć z dużą dozą pewności, że Kondon czy Kodan (czy jak mu tam było), władca Lechitów wysłał Żydów na kolonizację Mezoameryki :D

      Usuń
    2. Ja tych Azteków powiązałem z biurokracją (A-z-teki). Wskazałem też na swojskie pochodzenie innych Indian: Komancze z Komańczy, Kiowa z Kijowa.

      Usuń
    3. I Siuksowie ze sławojki :D

      Usuń
    4. Aż zazdraszczam, że na to nie wpadłem.

      Usuń
  6. Nie ma czegoś takiego jak"katoliccy Lechici",ktoś sobie jaja robi. Przecież to całe turbosłowiańskie towarzystwo to "rozmaitowiercy" od Swaroga, Piroga i Przypała, darz bór i Lelum Polelum.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieprawda. Jest całkiem spore grono katolickich turbolechitów. Zresztą patrząc historycznie, to katolicy - nawet księża - są twórcami turbolechityzmu.

      Usuń
  7. A jest jakieś miejsce gdzie to "spore grono" się gromadzi i wymienia, hm... myśli? Bo jeszcze na nic takiego nie trafiłem.
    Oczywiście, mówię o "turbosach" współczesnych, nie o bł. Kadłubku, albo tym księdzu, co to odkrył "jak słowa psowano" (są tacy,co twierdzą, że nie "na poważnie").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://cheops4.org.pl/phpBB3/viewtopic.php?t=1783

      Usuń
    2. Dzięki za link,już mi się twarz śmieje. Ale chodziło mi o strony turbosów "katolickich", bo sam pomysł "Lechii" znam jeszcze z czasów "ante Bieszkum".

      Usuń
    3. "To" się skupia np. wokół Gazety Warszawskiej, Najwyższego Czasu i Stowarzyszenia Ziemiańskiego (tego, któremu szefuje Rafał Gawroński).

      Usuń
    4. Maciej Zdanowski
      No tam dopiero debilizmy smarują. Konungahela jako chrześcijańska Mekka i centrum chrystianizacji Słowian... Ręce opadają na skretynienie towarzystwa spod flagi z oślą głową...

      Usuń
    5. W Gazecie Warszawskiej nie znam nikogo, kto by turbił. Z tego tam widziałem, oni tam zajmują się raczej historią wojny i lat powojennych i nie wiem, czy można ich publikacjom na ten temat coś zarzucić.
      "Najwyższy czas" opisał Pan na "Sigillum", zresztą "NC" w takim towarzystwie nie dziwi.

      Usuń
    6. W Warszawskiej kiedyś była wypocina Gawrońskiego, ale rzeczywiście teraz chyba nie ma już na ich stronie.

      Sigillum to nie mój blog.

      Usuń
    7. Jest jeszcze to: http://cudajezusa.pl/polska-opisana-jest-na-1000-lat-przed-chrystusem-w-starym-testamencie-poznaj-stara-nazwe-polski-to-lechia-sa-mocne-dowody-naukowcy-potwierdzaja/

      Usuń
    8. I najlepsze: "naukowcy potwierdzają" :D

      Usuń
  8. Żydzi i Filistyni wchodzili sobie na ziemie Imperium Lechickiego jak chcieli ??? A co na to nasi przodkowie ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po staropolsku... przepraszam: po starolechicku witali ich chlebem i solą :D

      Usuń
  9. Eksploatujesz ten temat i eksploatujesz.... Już mi się znudziło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze jedna mała uwaga. Zauważalne jest, że zwolennicy fantazmatu wielkiej lechii wymiękli do tego stopnia, że już nie udzielają się na takich blogach jak Pawła czy mój. Swego czasu mocno wojowali w komentarzach, ale widocznie przerastają ich argumenty i wartość merytoryczna takich wpisów jak ten. Turbosi zawsze mają tyle do powiedzenia, a tu od jakiegoś czasu cisza... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ minął zaledwie dzień od publikacji tego artykułu. Poczekajmy tydzień, a może jakiś „turbosek" znowu się trafi! ;)

      Usuń
    2. Tak, a jak się zjawi, to się nie nacieszymy. Oni są ostatnio jak Adrian Leszczyński, a tego nasz cny Gospodarz nie zwykł tolerować.

      Usuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klasyczny turbolechicki bełkot dla ubogich duchem.

      Usuń
    2. Co Kosa, mam się powtarzać? No to masz:

      Tenże Kosiński próbował kiedyś ze mną polemizować. Wykazał się tylko:
      1) analfabetyzmem funkcjonalnym (nie rozumie co się do niego pisze),
      2) zerową logiką.

      Usuń
    3. A teraz wszystko zwierze, co ma pierze, robi fruuuu :D

      Usuń
    4. I znowu nici z kącika humoru. Dzezik się nie pojawia, Kosę wyrzucasz. Może by chociaż Damiana Prędotę przytulić? On taki rozkoszny jest.

      Usuń
    5. Dobra, Kosiński, żeby nie było, że zostałeś całkiem olany, na dwóch przykładach wskażę, drogi bredniopisarzu, twoje nieuctwo, funkcjonalny analfabetyzm i zerową logikę.

      Otóż piszesz:

      „argumentem jak do tej pory było to, że turbolechickich bzdur nie wydawano w oficjalnym obiegu, nie pisano o tym prac naukowych, no bo głupotami nikt się nie będzie zajmował”.

      Wskaż mi, gdzie ja pisałem o jakimś „oficjalnym obiegu”? Co to w ogóle jest „oficjalny obieg”? To nie PRL, żeby coś w podziemiu powielać. Argumentem mogłoby być – ale nawet nie przypominam sobie, żebym gdzieś go wysuwał – brak recenzji naukowych. Otóż wyobraź sobie, że praca naukowa przed publikacją z zasady jest recenzowana przez jednego, a częściej dwóch fachowców.

      Czyli polemizujesz nie wiadomo z kim (bo nie ze mną) i nie wiadomo z czym (bo co jest ów „nieoficjalny obieg”). Ot, taki bełkotliwy słowotok, który ma sprawiać wrażenie, że masz coś do powiedzenia. A nie masz.

      Gdybyś miał ciemnoto minimalne pojęcie o 1) metodologii badań historycznych, 2) historii, to byś nie smarał takich debilizmów:

      >>Normą jest krytyka polskich kronik jako fantazji dla podniesienia ducha Polaków, gdy tymczasem najbardziej wiarygodnym źródłem wiedzy o historii Polski i Słowiańszczyzny mają być kroniki m.in. niemieckiego biskupa Thietmara z tego samego mniej więcej okresu co kronika biskupa Kadłubka.<<

      Po 1. z historii – ciemna, niedouczona maso: Thietmar pisał równo 200 lat przed Kadłubkiem. Jeszcze raz słownie: dwieście lat. To tak jakbyś teraz zbierał tradycję ustną o Kongresie Wiedeńskim (1815 rok). Faktycznie, żyjesz „mniej więcej” w czasach Kongresu Wiedeńskiego...

      Po 2. z metodologii – Thietmar jest wiarygodnym źródłem do czasów Mieszka I z wielu powodów, a to z takich, że sam pamiętał czasy Mieszka, że znał ludzi osobiście znających Mieszka (jego ojciec walczył z Mieszkiem pod Cedynią, Thietmar znał też najprawdopodobniej Odę, żonę Mieszka, która w XI wieku przebywała w Niemczech) – Kadłubek nie znał, bo pisał dwieście lat później.

      Usuń
    6. Sattivasa
      Polub bloga i napisz PW, to Ci wyślę linka.

      Usuń
  12. A ja mam pytanie z nieco innej beczki - jako laik. Tak mi się skojarzyło z kwestą słowiańskości. Po Germanach i Celtach jednak pozostały zapiski dotyczące ich wierzeń, więcej ich historii. Iryjscy mnisi spisywali stare opowieści, w Walii powstał Mabinogion, na Islandii Eddy. A u nas? Bieda. Czy wiadomo dlaczego? Czy to kwestia tego, że np. tam mnichami i osobami piśmiennymi zostawali ludzie pochodzący z tamtej kultury, a np. w dawnej Polsce duchowni przeważnie byli napływowi i lokalną kulturę mieli w pogarzie? Czy też kompleks Europy Zachodniej i wstyd wobec własnej kultury mają aż tak daleko sięgające korzenie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mabinogion i Eddy powstały późno, przy tym Walia to jednak peryferia dawnego świata Celtów. Przyczyniła się do ich powstania lokalna tradycja.
      I nie ma co snuć opowieści o kompleksach i wstydzie, bo to na manowce prowadzi. Taki Václav Hanka posunął się do tego, że sam stworzył stosowne zabytki czeskiego piśmiennictwa.
      Pamiętajmy, że w onych czasach nie było etnografii, żadnych braci Grimm, żadnych Zygmuntów Glogerów.
      Całkiem prawdopodobne jest, że nie było czego spisywać, bo Słowianie nie stworzyli czegoś takiego, jak Mabinogion i Eddy.

      Usuń
    2. Hmm, pewnie późno względem kultury, która je zrodziła, że tak się nieprecyzyjnie wyrażę. Ale powstały.
      Mnie tylko ciekawi, co mogło przyczynić się do tego, że tych zapisków nie ma. Napływowi duchowni wydawali mi się najprawdopodobniejszym rozwiązaniem - ślady o nich mogłyby w dodatku przetrwać w jakichś zapiskach.
      Jakoś trudno mi uwierzyć, żeby nie było. Przecież nie byliśmy głupsi od reszty jak mniemam. Dlaczego nie mielibysmy mieć własnej tradycji, opowieści, wierzeń, skoro miały je ludy ościenne?

      Usuń
    3. Bo pierwszych rodzimych kronikarzy mieliśmy dopiero w XIII w. (Kadłubek pisał swoją kronikę już po rezygnacji z biskupstwa krakowskiego - 1217 - kiedy osiadł a klasztorze w Jędrzejowie). Kadłubek nie był zainteresowany tradycją ludu, raczej inspirowała go zachodnia nauka. Owszem, badacze doszukują się u niego jakichś bardzo przetworzonych lokalnych opowieści, ale raczej o mitycznych bohaterach, niż bogach.

      Kadłubek wytyczył kurs, który kontynuowali następni kronikarze. Dopiero Długosz coś tam próbował rzeźbić, ale to była już druga połowa XV wieku, czyli bardzo daleko od czasów pogańskich.

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu bełkot się nie utrzyma. Jak będziesz miał coś sensownego do powiedzenia, to pisz, a z takim beblaniem dej se na luz, szkoda twojego czasu :D

      Usuń
  14. Witam, mam pytanie do autora i bywalców tego bloga - co myślicie o komentarzach osoby o nicku ᛊᛏᛖᛁᚾᚨᚱ ᛏᚺᛟᚱᚷᛖᛁᚱ ᛊᛏᛟᛗᛖᛚ (wiem, dziwny nick) pod tym filmem: https://www.youtube.com/watch?v=ZnrXJ6CQ5us (pierwszy u góry). Czy ma rację mówiąc, że Polacy nie są i nigdy nie byli Słowianami, a jedynie są połączeniem różnych ludów zamieszkujących na przestrzeni dziejów nasze ziemie?


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak myślisz - czy Nicolas Cage, Morgan Freeman i Donald Trump są Amerykanami? Czy król Szwecji jest Szwedem? A kim jest Elżbieta II?

      Usuń
    2. Facet przeczy sam sobie. Najpierw - słusznie - twierdzi, że geny nie mają nic wspólnego z etnicznością, by potem negować słowiańskość Polaków de facto argumentacją odwołująca się do genetyki (>>Na Polaków składają się inne ludy przez te wszystkie lata bytujące tutaj na tych terenach<<). Zaczął dobrze, skończył marnie :D

      Usuń
    3. To o czym piszesz jest oczywiste.

      Usuń
    4. Odpowiedź wyżej kierowana do Sattivasy. Wiem, że moje pytanie mogło być głupie, ale zawsze gdy mam jakieś wątpliwości wole zapytać się kogoś bardziej obeznanego w temacie by potem nie pleść bzdur.

      Usuń
    5. Zaś tam, jakie głupie pytanie? Głupio to by było, gdybyś miast pytać oświadczył, że język, kulturę i przynależność narodową to mityczne haplogrupy przenoszą.

      Usuń
    6. Myślę, że temu komentującemu z dziwnym nickiem bardziej chodziło o to, że na przestrzeni wieków Słowianie zamieszkujący dzisiejszą Polskę tak bardzo wymieszali się pod względem kulturowym z innymi mieszkającymi tam lub przybywającymi ludami, że przestali być Słowianami. Jednak nawet tak to sobie tłumacząc nie trzyma mi się to kupy, bo moim zdaniem mimo tych wszystkich oddziaływań kulturowych innych ludów i narodów wciąż jesteśmy Słowianami.

      Usuń
    7. Tylko słowiańskość to nie geny, nawet nie religia czy kultura, lecz język i własne odczucie, że jest się Słowianinem.

      Usuń
    8. Przede wszystkim odczucie. Sir Barrington Windsor Cunliffe (znany lepiej jako Barry Cunliffe) tak kiedyś o Celtach pisał (co jest dla wszelkich nacji wspólne): "Być może więc jedyna prawdziwa definicja Celta, tak teraz, jak i w przeszłości, brzmi: Celtem jest ten, kto się za Celta uważa."
      Przy czym ta identyfikacja może być mocno uproszczona. Jeszcze w okresie międzywojennym większość mieszkańców Polesia miała się po prostu za tutejszych.

      Usuń
    9. Czyli można powiedzieć, że np. zromanizowany Gall, mówiący po łacinie, wyznający religię starożytnego Rzymu, żyjący wedle obyczajów rzymskich, ale uznający się za Celta rzeczywiście jest Celtem?

      Usuń
    10. Jeśli był zromanizowany, to się raczej za Celta nie uważał, ale ogólnie rzecz biorąc - tak. Proponuję zapoznać się z biografią uczonego, który urodził się w 1838 roku w Lötzen (Giżycko) jako Adalbert von Winkler, syn pruskiego żandarma, zasię zmarł we Lwowie jako Wojciech Kętrzyński, znany i ceniony polski historyk.

      Usuń