piątek, 27 października 2017

Blame! – anime (2017)

Niedawno wszedłem na bloga, którego autor ogląda od czterystu do pięciuset filmów rocznie! Dla mnie to ilość masakryczna. Jeśli chodzi o filmy – nie seriale – to w tym roku obejrzałem chyba osiem. A w każdym razie tyle pamiętam. Z tych ośmiu, sześć amerykańskich: dwa były bardzo słabe (Gwiezdne wojny. Łotr 1; Obcy: Przymierze), dwa do obejrzenia i zapomnienia (Wojna o planetę małp; Logan: Wolverine), jeden żenujący – poziom filmów disnejowskich dla gimbazy; odpuściłem po trzydziestu minutach (Spider-Man: Homecoming) i jeden, przy którym nawet się ubawiłem (Strażnicy Galaktyki 2).

Siódmy film to dzieło chińsko-amerykańskie (Wielki Mur), de facto będące standardowym produkcyjniakiem made in Hollywood. Czyli niby jakoś się na to patrzy, ale sensu, a tym bardziej głębi nie ma co się doszukiwać. Ot, film czasów zarazy – trawiącego amerykańskie kino fantastyczne przerostu efektów nad treścią.

Ósmy film odpalałem z niewielkimi nadziejami, bo to anime, a wcześniej spróbowałem kilka japońskich animacji (Atak tytanów; Berserk) i niespecjalnie przypadły mi do gustu. A jednak się myliłem i teraz uznaję Blame! za najlepszy film fantastyczny, jaki obejrzałem w 2017 roku.


Wbrew wypowiedziom wielu recenzentów, jakoś nie zauważyłem, żeby fabuła była wybitnie skomplikowana. Bez problemów, bez lektury komiksu (który zacznę czytać, jak uzbieram wszystkie sześć tomów), załapałem o co chodzi.

Otóż mamy gigantyczne Miasto. Ongiś rządzili nim ludzie – ci, którzy mieli gen sieciowy. Funkcjonowanie Miasta oparte było na SI, robotach – byli to Budowniczowie, Safeguardzi (coś w stylu strażników, policjantów? – wyglądają jak pająki z twarzami porcelanowych laleczek) itd. Ale przyszła zaraza i „genetycznych sieciowców” wybiła. Miasto niby funkcjonuje, lecz bez większego ładu – np. Budowniczowie rozbudowują je do gargantuicznych rozmiarów, to już tysiące kondygnacji. Zostali też zwykli przedstawiciele Homo sapiens, ale tych Miasto nie tylko nie chce słuchać – uznaje ich za nielegalnych lokatorów. I tępi. 


Akcja zaczyna się, kiedy grupa młodych ludzi przeszukuje korytarze w poszukiwaniu pożywienia. Atak Safeguardów – dzieciaki z opresji ratuje Killy. To wędrowiec przemierzający kolejne kondygnacje w poszukiwaniu człowieka z genem sieciowym.


Fabuła może nie jest skomplikowana, ale miasto robi wrażenie. Obejrzałem z prawdziwą przyjemnością. A to zaledwie ślizgnięcie się po powierzchni wizji Tsutomu Nihei – oj, robi apetyt na komiks. A jeszcze bardziej robią oceny widzów – zauważyłem w internetach (np. filmwebie), że ci, którzy nie czytali komiksu, dają 9/10 czy 10/10, za to ci, którzy już są po lekturze dzieła Nihei, oceniają znacznie surowiej – w okolicach 6/10.

W każdym razie, polecam.

OCENA: 8/10

Blame! (2017)
Produkcja: Japonia
Studio: Polygon Pictures
Autor: Tsutomu Nihei
Projekt: Naoya Tanaka, Yuuki Moriyama
Reżyser: Hiroyuki Seshita, Tadahiro Yoshihira
Scenariusz: Sadayuki Murai
Muzyka: Yuugo Kanno

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

2 komentarze:

  1. Właśnie się zastanawiałam czy brać się za tego Blame 2017 przed komiksem czy też lepiej po. Ale chyba lepiej jednak przed bo jak sam zauważyłeś, Ci co nie czytali oceniają to anime znacznie wyżej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mangi Tsutomu Nihei są dość specyficzne (poza Rycerzami Sydonii, oczywiście), więc warto sprawdzić po anime, zanim się wyda ponad trzy stówy na komiks :D

      Usuń