wtorek, 4 września 2018

Wznowienia i promocje na urodziny Maga


Trzeba przyznać, że Mag się postarał na jubileusz ćwierćwiecza. Jak dostałem tego newsa na skrzynkę, to przypomniało mi się, że ponad rok temu komentujący podpisany JYL poszukiwał Accelerando. Niestety, książka była wówczas dostępna wyłącznie u januszy biznesu za jedyne 150 zł (używana, oczywiście). Podobnie sytuacja ma się z Atlasem chmur i Ślepowidzeniem – te wydania, z Uczty Wyobraźni, są do kupienia na Allegro, ale za bardzo bolesne stawki.

No i Mag popsuł interesy januszom biznesu. Obok macie dzisiejsze stawki z Allegro. A teraz Mag wznowił te pozycje. I jak to wygląda cenowo:

Accelerando: cena okładkowa – 35,00 zł, w księgarni Maga – 23,80 zł, po użyciu kody promocyjnego (jest na końcu notki) powinna spaść do 19,04 zł.

Atlas chmur: cena okładkowa – 45,00 zł, w księgarni Maga – 30,60 zł, po użyciu kody promocyjnego powinna spaść do 24.48 zł.

Ślepowidzenie: cena okładkowa – 35,00 zł, w księgarni Maga – 23,80 zł, po użyciu kody promocyjnego powinna spaść do 19,04 zł.

Czyli za pakiet trzech książek z Uczty Wyobraźni zapłacimy 62,56 zł. Janusze się zapłaczą :D Ale ta kwota nie daje nam darmowej wysyłki, więc może warto coś jeszcze dobrać w księgarni Maga? Na inne nowości (starości również) obowiązuje ta sama promocja, a próg upoważniający do darmowej przesyłki jest wyjątkowo niski – zaledwie sto zł.


To magowe nowości
i zapowiedzi na wrzesień

Stephenson Epoka diamentu. Książka miała już w Polsce trzy wydania – raz Zysk i S-ka, dwa
razy ISA puszczali to pt. Diamentowy wiek. Ale ostatnie wydanie ma już równo dekadę.

Zdjęcie pochodzi z fanpage ilustratora – Dark Crayon. Książka ma mieć białą okładkę i czarną obwolutę. Przy obwolucie jest dodatkowa niespodzianka – część skrzydełka to zakładka, którą można sobie wyciąć. Z wypowiedzi Andrzeja Miszkurki z Maga wynika, że Epoka diamentu będzie miała format artefaktowy, czyli nieco mniejszy od wcześniej wydanych książek Stephensona.

Cenowo też bardzo fajnie to wygląda. Cena okładkowa – 39,00 zł, w księgarni Maga – 26,52 zł, z kodem promocyjnym – 21,22 zł.


Z przyczyn finansowych warto kupić całą trylogię Pustka Hamiltona. Natomiast pytanie: czy warto z przyczyn czytelniczych? Nie wiem, ja nie kupuję. Dlaczego? Otóż jest to tylko wycinek i to środkowy cyklu. Całość cyklu składa się z ośmiu powieści. Wydawaniem tego podzielili się Zysk i S-ka oraz właśnie Mag (ostatnio od zorientowanego księgarza usłyszałem, że nie tyle „podzielili się”, co Mag podebrał autora Zyskowi). Być może właśnie dlatego cykl jest wydawany jak jest. Zysk dotąd wydał (patrząc na całość cyklu) tomy 2, 3 i 7, a Mag 4 i 5. Teraz Mag daje nam wznowienie tych dwóch tomów + dodatkowo tom 6. Tomów 1 i 8 nie dostaliśmy i raczej nie dostaniemy.

To co teraz puścił Mag to jest jakiś podcykl. Na ile nadaje się do samodzielnego czytania? Zdania są podzielone. Mnie w każdym razie przekonały słowa autora bloga Biały Atrament o Pustce:
poszukiwania w Internecie pozwoliły mi ustalić, że to opowieść rozgrywająca się w świecie Wspólnoty, znanego polskim czytelnikom (ale nie mnie) z książek Gwiazda Pandory i Judasz wyzwolony, wydanych przez Zysk i S-ka. Początkowo było to dla mnie zaletą, „historyczne” tło nadawało światu wiarygodności, ale z czasem odwołania i odniesienia stawały się coraz częstsze, dłuższe i bardziej natrętne, na kartach książki zaczęły się pojawiać coraz liczniejsze postacie ze wspomnianej dylogii, spychając część oryginalnych bohaterów Pustki: Snów na bocznicę, a ja zacząłem tracić zainteresowanie. Czułem się troszkę oszukany, gdybym znalazł na okładce wzmiankę o przynależności książki do jakiejś serii, to albo sięgnąłbym po pierwszą pozycję z listy, albo nie sięgnąłbym po żadną.
Wziąłbym Pustkę, gdybym miał gwarancję, że Mag wyda całość cyklu. A z lektury magowego forum (od kilku miesięcy nieczynnego – migrującego na nowe serwery...) domyślam się, że szans na to nie ma. Zapewne ongiś pierwsze wydanie dwóch tomów skończyło się finansową klapą, dlatego Mag na długo porzucił Hamiltona. Ale jakieś tam zobowiązania były, więc w końcu wypchnął na raz całość, kamlot spadł im z serca i nie będą znowu go tam wtykać...

Jeśli jednak sięgnąć chcecie, to cenowo wygląda tak (za wszystkie trzy tomy): cena okładkowa – 98,00 zł, w księgarni Maga – 66,64 zł, z kodem promocyjnym – 53,31 zł.

Okładki trylogii Pustka z fanpage Tomasza Marońskiego
Dobra, dalej sobie posprawdzacie sami ceny. A jest jeszcze w pozycjach wrześniowych Gaiman, Ryan i jedyna pozycja, którą z tego zestawu biorę, czyli Zawiść Johna Gwynne. Więc z promocji i kodu nie skorzystam, bo jak bym tej gumy w gaciach nie naciągał, tak stu zł nie przekroczę. Cóż, coraz mniej pozycji magowych trafia w mój gust. Za dużo pulpy, za dużo cyberpunku, za mało dobrej fantasy i SF (tak, wiem – cyberpunk to też SF, ale akurat ta odmiana w ogóle mnie nie kręci).


To na koniec kod obniżający cenę w księgarni Maga o dwadzieścia procent:
25LAT


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

51 komentarzy:

  1. Miałam zamówić na dniach jedną książkę od SQN ("Kamienne niebo" Jemisin) i dwie od Maga - bo ja wbrew pozorom wielu książek nie kupuje i zakupy poza "spontanami" w Biedronce starannie planuje. Ale skoro tak... kupiłam trzy od Maga. XD Do "Modyfikowanego węgla" (bo uwielbiam tytuł) i "Przebudzenia Lewiatana" (bo uwielbiam serial) dołączyło "Światowidzenie". Za mało mam ostatnio porządnej, albo po prostu naprawdę fajnej i przygodowej fantastyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślepowidzenie - się domyślam :D Uprzedzam, że to nie jest prosta lektura. Dotąd o tej książce nie pisałem, bo sam ze sobą nie mogę uzgodnić czy to totalna grafomania i bełkot, czy książka genialna. I czy jest możliwe, żeby była jednym i drugim zarazem.

      Usuń
    2. ... to z pewnością książka o statusie kultowej. Dla mnie fenomen - bo zupełnie nie rozumiem zachwytów i fantastycznych opinii. Pamiętam, że gdy "męczyłem" ją - nieustannie w głowie kołatało mi IMAGO Wiktora Żwikiewicza. I jak dla mnie - IMAGO ZWYCIĘŻA !!! A to już tyle lat :(

      Usuń
    3. I rany, nie pamiętam czy czytałem tego Żwikiewicza. A o Ślepowidzeniu może w końcu napiszę.

      Usuń
  2. Jejku, tak. Jestem po dni praktyk, nie funkcjonuje do końca. XD Muszę też trochę takich rzeczy posprawdzać, bo obecnie absolutnie rzygam młodzieżową prozą. A jeszcze kilka takich na mnie czeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młodzieżową, czyli chodzi Ci o young adult?

      Usuń
    2. I young, i new, i o "zwykłe" młodzieżówki dla tej młodszej młodzieży. Za dużo miałam ostatnio takich recenzenckich.

      Usuń
    3. Jak widzę young adult to mi się na pawia zbiera, a młodzieżówek nie tykam.

      Usuń
    4. Trudno na dobre trafić. Z takich do polecenia z ostatnio przeze mnie przeczytanych to co najwyżej "Kroniki Drugiego Kręgu" Białołęckiej - bardzo urocze high fantasy. Ciepłe, poruszające istotne tematy [bohaterzy są niepełnosprawni]. a jednocześnie gdyby wrzucić w ten świat dorosłe postacie to moim zdaniem też dałoby się stworzyć coś na tej bazie dla dojrzałego czytelnika.

      Usuń
    5. Kroniki Drugiego Kręgu znam, ale to wydanie kypie dopiero jak w księgarniach zobaczę ostatni tom. Tu tłumaczyłem dlaczego:

      http://seczytam.blogspot.com/2017/12/wznowienia-polskiej-fantastyki.html

      Usuń
    6. Oj, skąd taka krytyka okładek? :D Dla mnie te grafiki są całkiem ładne [choć fabryczna ładniejsza], zwłaszcza Jagoda wygląda uroczo. Fakt, że kreska typowo młodzieżowa. :D Ale o ile wiem, że kontynuacja od tak dawna jest w trakcie pytania o tyle nie sądziłam, że to przez to Runa zerwała z nią współpracę... W każdym razie mam nadzieje, że skoro tak to reklamują to tekst jest przynajmniej w trakcie prac redakcyjnych. W sumie musi być, jeśli ten tytuł ma się jeszcze w tym roku ukazać. A fajnie by było bo naprawdę jakiejkolwiek w miarę sensownej młodzieżówki można ze świecą szukać. Polecam często takie tytuły i wolałabym wskazywać naprawdę sensowne rzeczy, a nie książki które są znośne.

      Usuń
    7. Cukierkowe, mdłe, sztampowe - to o okładkach.

      A co do zakończenia Kronik, to już przecież nawet osiem lat temu fragmenty były opublikowane. Ale jakoś książka nigdy "się nie skończyła" :D

      Usuń
  3. To teraz w mandze wydaje się jakiś cyberpunk?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co to ma wspólnego z ta notką, ale cyberpunk jest w mandze bardzo częsty. Choćby Blame! czy Alita.

      Usuń
  4. Atlas chmur to chyba słaba książka, ale może coś pokręciłam. Nie wiem kogo stać, żeby za książkę zapłacić 220 zł! Jeszcze za coś wartościowego treściowo, na przykład za wspomnienia czy coś to jeszcze może bym to rozważyła, ale za to? Ale wnioskuję, że to oferta kierowana dla dzieci ze sporym kieszonkowym, które nie pracują same na każdy grosz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe czytałem Atlasu. Jakoś same blurby na książkach Mitchella mnie zniechęcają. Mam w biblioteczce dwie jego pozycje (Slade House i Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta), ale na razie nieprzeczytane.

      A jakbym miał dać januszowi 200 zł za książkę, to wolałbym sobie skserować :D

      Usuń
    2. Jakby chodziło o kroniki Bazylego Rudomicza, to bym pomyślała, ale to? To za drogo.
      Ja też nie czytałam Atlasu.

      Usuń
    3. To diariusz Rudomicza jest taki nieosiągalny? Kurcze, no z tym problem, bo kserować tyle stron :D

      Usuń
    4. I właśnie o to mi chodzi w mojej naiwności, żeby wyceniać książki troszkę według zawartości, a nie szybować ceny w kosmos, bo 'mało sztuk na rynku, to ludzie zapłacą ceny z kosmosu'.

      Usuń
  5. Miło wiedzieć, że nie tylko ja mam wątpliwości co do "Ślepowidzenia", planuję zresztą przeczytać ponownie ^^
    Podziwiam Strossa za jego wyobraźnię, ale "Accelerando" mnie zmęczyło, nie moja bajka.
    A okładka "Diamentowego wieku" jest przepiękna! Przypomina mi się teraz, że powinnam przeczytać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lektura Ślepowidzenia była ciekawym doświadczeniem, acz na razie nie mam ochoty na jego powtarzanie (co też jest pewną opinią o tej pozycji), więc Echopraksja od roku czeka...

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że określenie "janusze biznesu" zostało już tak bardzo przeżute, że się rozmyło i jest wciskane gdzie się da. Dla mnie janusze biznesu to bardziej osoby np. oszukujące na towarze, wciskające rzeczy niezgodne z opisem, zatrudniające pracowników na nieludzkich warunkach itp. W przypadku sprzedawania białych kruków przez prywatne osoby na Allegro - gdzie tu bycie januszem? Każdy może wystawić swoją ofertę, każdy może kupić. Jeśli dana cena odpowiada obu stronom to ich sprawa. Jeśli nie - sprzedający nie zarobi. Bardziej bym się czepiał wydawnictw, które nie wznawiają wartych uwagi książek ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że jednak jest to windowanie ceny. Książki takie sobie, nic wybitnego, a cena z kosmosu jest tylko dlatego, że tych książek jest mało na rynku. ŻAden Gutenberg ani Mickiewicz z autorgrafem toto nie jest. Jednak trochę janusze biznesu to są. Nie oszukują, ale korzystają z podaży. Czy jakby w jedynym sklepie na wsi została tylko jedna śmietana to sklepowa miałaby prawo windować jej cenę na 50 zł? Nie, baby z kobiałkami powiedziałyby, że to zdzierstwo w biały dzień.
      W dodatku, mam niejasne wrażenie, że te kosmiczne ceny są windowane na książki dla młodzieży, bo grupa ta jest skłonna do takich wydatków.
      Rozumiem, że oryginalne komiksy osiągają spore ceny, bo płaci się za sentyment, ale korzystanie z niskich nakładów? Dzisiaj chce się zarabiać na czym tylko się da i w dodatku się to usprawiedliwia.

      Usuń
    2. Akurat żadnej z serii UW nie nazwałabym książką młodzieżową ;) To jest pułapka na kolekcjonerów (znam ludzi gorowych wydać 100+ PLN na książkę która ich nawet literacko nie jara, ale za to brakuje jej w serii), bo filmowe wydanie "Atlasu chmur" można spokojnie kupić za jakieś kilkanaście złotych (sama takie mam, ale skwapliwie skorzystam z magowej promocji, żeby wymienić, bo jest paskudne). Podobnie ze "Ślepowidzeniem", teraz już co prawda trudniej dostępnym, ale wcześniej wznawianym w innych wydaniach.

      Usuń
    3. Anonimowy
      Dla mnie janusz biznesu to nie oszust, tylko człowiek zbyt pazerny i w gruncie rzeczy nieporadny. Nieporadny, bo wywindowali ceny tak, że chyba klientów brak. W każdym razie nieraz szukam coś starszego i widzę, że oferty z wywindowaną ceną od roku wiszą na allegro. A teraz Mag dał strzała i po zawodach. A pewnie za jakieś 70-80 zł by to sprzedali i też konkretnie zarobili.

      Usuń
    4. Moreni
      Zgadza się - to oferty pod kolekcjonerów. Choć przyznam, że nie rozumiem kolekcjonowania UW, bo dla mnie to powiększone wydanie Ślepowidzenia czy Echoprakcji jest lepsze od ucztowego. Przepłacać, żeby mieć gorsze wydanie? No ale czytacz niekoniecznie musi rozumieć kolekcjonera...

      Usuń
    5. Pawle, zapomniałeś lub nie zauważyłeś, że te dodruki były limitowane (500 sztuk na tytuł), więc owszem, po zawodach jest, ale dla tych, co nie zdążyli ich kupić, bo w sklepie już ich nie ma. A sprzedający na allegro pewnie nawet nie odczuli, że coś było ponownie dostępne.

      Co do cen – to że sprzedaje się niedostępne tytuły za więcej niż cena okładkowa jest zrozumiałe, ale zgodzę się, że zbyt mocne wywindowanie jest słabe. Pamiętam Baśnie barda Beedle'a po 300/400 zł. xD To było chore, bo to tytuł stricte młodzieżowy. Jaki nastolatek lub młody dorosły tyle wyrzuci? Niektórzy nie potrafią dopasować ceny do odbiorcy, bo wydaje im się, że jakiś skarb posiadają i zbiją na tym fortunę... >.>

      Usuń
    6. Właśnie słyszałem, że już się te dodruki skończyły. To chyba Mag powinien zrozumieć przesłanie i dodrukować więcej :D Tym bardziej, że wszystko rozeszło się przez ich sklep = całość kasy dla nich.

      Usuń
    7. Pawel.M.
      Ja to tych kolekcjonerów nawet trochę rozumiem. Sama jestem podatna na prawo serii i mam dwie takie, z których kupuje wszystko, BO SERIA, nawet jeśli konkretny tytuł średnio mi pasuje (właściwie to 3, ale na tej trzeciej jeszcze się jakoś specjalnie nie zawiodłam). Ale raczej nie kupiłabym po cenach wyższych niż okładkowa ;) (a "Ślepowidzenia" nie miałam wcale, to wzięłam :D )

      Usuń
  7. Jestem tego samego zdania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po tym Twoim poście oraz rozmowie pod postem aż poszłam sprawdzić te książki na Allegro droższe niż 200 zł. I co się okazało? Że do kilku mam sama sentyment i się nie dziwię tym cenom. Na przykład elementarz 'Literki', którą mam w domu. Może bym i sprzedała? Choć dzieciom chciałam pokazać. Pewnie inni tez tak sądzą i za ten sentymenty płacą. Pierwsze, to białe wydanie Wiedźmina, Lem i ta kultowa "Mechaniczna pomarańcza'. Nie wchodziłam na książeczki dla dzieci, a tam też pewnie znajdą się takie sentymentalne skarby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książkę można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach - przedmiot i treść. O ile przedmioty-książki lubię, o tyle sentyment mogę mieć tylko do treści.

      Usuń
    2. A bo młody widocznie jesteś ;) Albo ja stara.

      Usuń
    3. Jeśli w Twoim adresie mailowym ukryta jest data urodzenia, to jestem kilka lat starszy :P

      Usuń
    4. Ukryta ;) Zawsze mówiłam, że mam stary umysł. O Tobie myślałam, że masz góra 20 lat. Nie wiem czy to komplement. Chyba tak, bo lepiej być młodym.

      Usuń
    5. Dwadzieścia lat to ja miałem w pięknych latach dziewięćdziesiątych :D

      Usuń
    6. Ta żywość dyskusji mnie zmyliła. Myślałam, ze jesteś młodziutki i dlatego taki dziarski w dyskusji.
      Mniejsza z tym, a co sądzisz o Słowianach połabskich?

      Usuń
    7. Ale w jakim sensie o Słowianach Połabskich? Kiedy przybyli na Połabie? O ich losach? Wiesz, poza tym mówi się ogólnie "Słowianie Połabscy", a zapomina się, że de facto były to cztery ludy:
      1. Obodrzyce (Obodrzyce właściwi - Reregowie, Warnowie, Połabianie, Drzewianie itd.).
      2. Wieleci (w tym 4 plemiona lucickie, a także Stodoranie, Sprewianie, Wolinianie, Ranowie z Rugii).
      3. Serbowie (Dalmieńcy, Susłowie, Żytyczanie).
      4. Łużyczanie (Łużyczanie, Milczanie, Niszanie, Bieżuńczanie).

      Usuń
    8. Wszystkie. Chodzi mi o to, czy podbili ich plemiona saskie, germańskie? Bo taką powieść czytałam o tym, a bladego pojęcia nie mam. Cenię sobie Twoje opinie, bo są szczere. Jeszcze o tych plemionach. Jak szukałam o nich informacji to znalazłam określenie 'języki lechickie'. Jak uczyłam się o językach słowiańskich, to tego nie było. O ile język kaszubski rozumiem, bo powstał naturalnie, to z całym szacunkiem dla Ślązaków, to ich język jest chyba kompilacją polskiego i niemczyzny? To jak nazwać językiem coś, co powstało wtórnie? W ten sposób i gwara kresowa powinna być językiem, bo mamy po dziadkach zaśpiew w głosie, a inne części Polski się śmieją z nas.....

      Usuń
    9. Tak, większość Słowian Połabskich została podbita przez Niemców (nie plemiona, tylko już państwo niemieckie). Ale nie wszystkie - państwo Obodrzyców częściowo przetrwało, jako księstwo Meklemburgii, do 1918 roku rządziła tam dynastia wywodząca się od dawnych słowiańskich książąt. Podobnie przetrwało księstwo rugijskie - najpierw pod własnymi książętami, potem połączone z Pomorzem Zach. Ale nawet te księstwa, które przetrwały, zgermanizowały się.

      Paradoksalnie najdłużej (poza Łużyczanami) trwali Drzewianie - najbardziej wysunięte na zachód plemię słowiańskie, mieszkające za Łabą (czyli nie tyle połabskie, co załabskie), podbite jeszcze zanim powstały Niemcy przez państwo Franków. Resztki Drzewian przetrwały do XVIII wieku.

      Nie ma czegoś takiego jak język śląski - jest dialekt śląski (podzielony na szereg gwar) w ramach języka polskiego. Nie, nie jest to kompilacja polskiego i niemieckiego. To język polski z pewnymi naleciałościami niemieckimi i czeskimi. Acz te naleciałości są chyba dość świeże - jeszcze w XIX wieku było ich znacznie mniej. A obecnie ślązakowcy (czyli ci od "narodowości śląskiej) chyba starają się podkreślać to, co jest niepolskie w gwarach śląskich.

      Zresztą to chyba typowe - kiedy gwara powoli przemija podkreśla się raczej to, co jest w niej wyjątkowego. To samo widzę w Wielkopolsce. Starsze teksty pisane gwarą poznańską (np. Strugarka "Wuja Ceśku opowiada") są bliższe standardowej polszczyzny niż młodsze (np. "Blubry Starego Marycha" Juliusza Kubla).

      Usuń
  9. A ja miałem taką sytuację, że przypadkiem zamówiłem sobie na Allegro, w pakietach wyprzedawanych księgozbiorów, po dwa egzemplarze Accelerando i Ślepowidzenia. I w czasie, kiedy obie pozycje były po dwie stówy w internetach, oddałem koledze z pracy, który bardzo chciał przeczytać, ale szlag go trafiał na januszów i dla zasady nie chciał im dać zarobić. Oddałem, bo też uważam to za obrzydliwe, żeby żerować na czyjejś chęci przeczytania dobrej książki. I działa to w obie strony. Trochę dziwnie mi się czyta artykuły o dobrej literaturze, w których znaczną część stanowią informacje o rabatach. To nie fakt, że wydawnictwo popsuło januszom interes jest tu najbardziej istotny. Tylko to, że dobra literatura staje się dostępna dla nowych czytelników, którzy mogą ją odkryć i dla tych, którzy już wiedzą, ale nie mogli nigdzie dostać. Janusz się cieszy, kiedy może zarobić, ale też wtedy, kiedy może zaoszczędzić. W przypadku literatury raczej się nie poświęca za dużo czasu na gadanie o cenach - tak jak przy dobrym obiedzie nie rozmawia się o patroszeniu świń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >W przypadku literatury raczej się nie poświęca za dużo czasu na gadanie o cenach - tak jak przy dobrym obiedzie nie rozmawia się o patroszeniu świń<.

      Oczywiście, że się rozmawia o cenach, zwłaszcza w tym kraju. Wiesz ile kasy zabiera wydawcy księgarnia? Jakieś 60%. Tak, wydawca (a z nim autor, tłumacz itd.) mają 40%, a księgarz (lub hurtownik i księgarz) - 60%. Od ceny okładkowej oczywiście. Nasz rynek jest totalnie popaprany - najpierw wydawca wali kosmiczną cenę, żeby w ogóle coś zarobić, a potem księgarz daje rabaty po 40%, bo ma z czego.

      Tak, tak wygląda podział przychodów z książki o cenie okładkowej 40 zł:
      - Księgarnia (ew. + hurtownia) - 24 zł.
      - Autor - 4 zł.
      - Wydawca - 12 zł (i z tego opłacić: ew. tłumacza, redaktora, korektora, druk, transporty, magazynowanie + ponosi całe ryzyko, że książka się nie sprzeda).

      W tej promocji Maga rabaty wynoszą 45-46%, a dokładając darmową przesyłkę, sięgają właśnie 60%. Więc Mag na tym nie traci, a wręcz przeciwnie - zyskuje o tyle, że kasę ma od ręki, a nie po kilku miesiącach boju z Mordorem (Empikiem). Czytelnik zyskuje, bo ma tanią książkę.

      W każdym razie, własnie w Polsce powinno się dyskutować o cenach książek i w miarę możliwości powinno się kupować bezpośrednio u wydawców.

      Przyznam, że osobiście kibicuję wydawcom, którzy omijają ten chory system w całości (np. Studio Lain) lub chociaż częściowo (Mag).

      Usuń
    2. Jedna autorka mi mówiła, ze za książkę dostaje nie 4 zł, a 2.

      Usuń
    3. Ale to zależy ile kosztuje książka, bo ja wziąłem jako przykład taką za 40 zł. Wynagrodzenie autora jest zazwyczaj procentowe - normą jest 10% ceny okładkowej, poczytni autorzy mogą liczyć na 15%, a Tokarczuk czy Sapkowski na 20%. Ale debiutantowi wydawca może narzucić nawet 5% (np. Szydłowski skarżył się, że dostał niecałe 2 zł od sztuki, a cena okładkowa była prawie 30 zł - czyli dostał poniżej 7%).

      Usuń
  10. A tu już mówisz o systemie - o tym się oczywiście rozmawia, bo jest zdecydowanie patologiczny. Kilka lat temu pracowałem w sporej księgarni, w sprywatyzowanej obecnie kamienicy. Zajmowałem się wyszukiwaniem różnych dziwnych pozycji u hurtowników i kontaktami z wydawnictwami. Mimo, że była to duża księgarnia - cztery piętra, kawiarnia, sala na różne spotkania i projekcje filmów, nastawienie było wyraźnie antyempikowe. Zatrudniano tam ludzi, którzy faktycznie się znali na literaturze i pytania z tej dziedziny były decydujące na rozmowach o pracę - od kierowników działów, po szeregowych pracowników. Klient, który tam przychodził mógł faktycznie porozmawiać o literaturze ze sprzedawcą, a nie jak w Empiku - nawet jak o Grocholę zapytasz, zakładając że ktoś miałby powód, żeby pytać akurat o to - to oni nie wiedzą kto to, czy mają, no ale mogą zamówić. Mimo wszystko jednak nawet taka księgarnia, była częścią systemu i wydawcy na tym bardzo często tracili.Pamiętam, jak się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem kwoty na swojej pierwszej fakturze od hurtownika. 40% mniej niż ceny okładkowe. A przecież w tych pozostałych 60 była też marża hurtownika, zazwyczaj bandycka, wydawca dostawał jakieś 20-30%, chociaż ponosił większość kosztów związanych z powstaniem książki. No i na każdym etapie w pewnym momencie doszedł podatek. I nie bardzo się dało inaczej - kiedyś księgarnia zeszła z marży i dzieliła się z wydawcą, ale skończyło się to zbliżeniem do granic płynności finansowej. Po prostu z rożnych powodów ten, kto pozwala, żeby konkurencja zarabiała więcej, szybko upada. Już nie mówiąc o małych księgarzach, którzy, dowiedziawszy sie o tym, uznali to za zagrożenie dla wolnej konkurencji i masowo szukali powodów, żeby nasłać prokuraturę albo choćby sanepid na kawiarnię w budynku. A to również byli najczęściej ludzie, którzy naprawdę byli pasjonatami literatury. Ale czasem nie mogli inaczej, niż punktować każde zachwianie równowagi na rynku, bo i tak już balamsowali na granicy upadłości, na rynku kształtowanym głównie przez Empik i Matras - bez żadnych skrupułów i szacunku do konkurencji i wydawców. Niektórzy wydawcy wstawiali swoje książki bezpośrednio, więc też się trochę nasłuchałem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na przykład jedno z wydawnictw, wcale niemałe, niemal upadło po tym, jak zainwestowało w wydanie szczególnie komercyjnego tytułu, o którym było wiadomo, że się wyprzeda i będą dodruki. Tylko że inwestycja była na tyle poważna, że w razie problemów z pierwszym nakładem, praktycznie musieliby się zwijać. Nawet im się udało dopiąć terminy tak, że książka ukazała się tuż przed wigilią, a wtedy sprzedawało się najwięcej. Duża inwestycja, gigantyczna praca wielu ludzi i wszystko szlag trafił przez jedną decyzję - Empik, za niższą niż zwykle marżę, spodziewając się sporych zysków ze sprzedaży, zawinął dla siebie cały nakład, na wyłączność. Z tym że mieli tak fatalne planowanie logistyczne, że tytuł nawet nie wyjechał na półki z magazynów. Ktoś zapomniał, zwłaszcza, ze takich na wyłączność było mnóstwo. No i zwrócili całość po świętach, w takim stanie, że nadawało się to do przemiału, bo nikt się w magazynach Empiku nie przejmował, że trzeba taki towar bardziej zabezpieczyć niż w przypadku tony pustaków. Nie sprzedał się ani jeden egzemplarz, chociaż ludzie dopytywali codziennie po kilkadziesiąt razy. Uratowali się jednak dzięki gigantycznemu kredytowi, który z trudem spłacają do dziś, oraz zyskom z dodruku, sprzedanych już przy dużo mniejszym zainteresowaniu ze strony wkurzonych klientów. Dziki Zachód po całości. I to jest właśnie system, który powinien upaść jak najszybciej. Ale też rozmawiałem często o cenach okładkowych. Raz się żalilem przedstawicielowi WL na zbyt wysoką, moim zdaniem, cenę "Łaskawych", mimo tak dobrych wyników sprzedaży. No i się dowiedziałem, że popełniłem poważną gafę. Nie dlatego, że przy literaturze się o pieniądzach nie rozmawia, no bo bez przesady, ale ze względu na to, że ustalanie ceny okładkowej to ponoć poważny proces. Przy takim kształcie rynku każde dziesięć groszy miało znaczenie i zdarzało się, że wieloletni pracownicy tracili posady

    OdpowiedzUsuń
  12. bo nie doliczyli tych dziesięciu groszy. I działa to w obie strony - ci, którzy profilaktycznie doliczyli za dużo, również długo nie popracowali. Dlatego czytelnicy, którzy narzekali na zbyt dużą cenę lub małe rabaty, kwestionowali tak naprawdę, przy braku wiedzy na ten temat, wielodniowy, wieloetapowy proces, w którym biorą udział najbardziej kompetentne osoby w danym wydawnictwie. Skutkiem tego cena jest zazwyczaj w sam raz - jeśli nie jest niższa, to znaczy, że się po prostu nie dało. Bo nikomu się po prostu nie opłaca sprzedać drożej niż musi, ale też taniej niż może sobie pozwolić. Trochę go posądzałem o ściemnianie, bo w końcu jest to informacja bardzo pochlebna dla wydawców, więc zacząłem podpytywać innych, skąd się biorą ich ceny - praktycznie każdy odpowiadał tak samo. Dlatego, przy całej swojej niechęci do pozainternetowych systemów dystrybucji i sprzedaży, które praktycznie dożynają powoli działalność  wydawniczą, nie mogę pozbyć się niechęci do raczej bezproduktywnych narzekań na ceny okładkowe. W kontekście tego, co wiem, wydaje się to wręcz szkodliwe. I dlatego byłem zdecydowanie przeciwny tej inicjatywie ustawodawczej małych księgarzy, żeby ceny nowości wydawniczych regulować odgórnie, bo ponoć zbyt duże rabaty to nieuczciwa konkurencja ze strony wielkich sieci. Empik niewiele już znaczy, Matras upadł, więc nie ma żadnych wielkich sieci. A do internetu nie mają raczej startu (czy któryś z nich w ogóle próbował?). Poza tym nie znalazłem w tych propozycjach niczego na temat zmniejszenia marży, którą musi płacić wydawca, więc przypuszczam, że byłaby to taka sama patologia, tylko w warunkach dużego rozdrobnienia rynku. Co prawda dziś to wygląda inaczej. Dzięki internetowi można pominąć tych wszystkich pasożytów i, zwalniając wydawnictwa z obciążenia finansowego na dystrybucję, dać 30% rabatu bezpośrednio czytelnikowi, a zysk i tak będzie znacznie większy. Niestety, wychodzi mi na to, że tradycyjne księgarnie po prostu muszą upaść, bo ten system, którego są częścią, rujnuje wydawcę i daje większy zysk pośrednikom.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mniejsza o atmosferę niektórych małych księgarni, w których można  porozmawiać przy okazji o literaturze, skoro wychodzi na to, że ich zniknięcie będzie dobre dla większości uczestników rynku. Kolejnym powodem, dla którego należy rozmawiać o cenach jest zagrożenie, że również internet zacznie powielać ten system. Powstaną giganci, którzy znowu zażyczą sobie 80% marży i wrócimy do punktu wyjścia. Na przykład żądania od księgarni internetowych coraz większych rabatów sprawią, że księgarnia zażąda ich od wydawcy. Raczej wątpliwe, że zignoruje klientów albo że weźmie koszty na siebie. Nie mówię oczywiście, że niektórzy nie przesadzają, wykorzystując zmienione warunki rynkowe. Ale nie tu leży sedno problemu. Myślę, że póki co lepiej dać odetchnąć wydawcom, nie przerzucając na nich w całości kosztów wymagań czytelników. O ile na trupie Empiku nie wyrośnie jakiś kolejny moloch, ceny będą  raczej spadać regularnie, bo wymusi to rynek wydawcy, a nie pośrednika. Wspomniane przez Ciebie Studio Lain, jeśli mówimy na przyklad o Gildii, ma znacznie niższe rabaty niż choćby Egmont, mimo omijania większości pośredników. Być może jest to wynik dobrej tendencji, że wydawca może spuścić z ceny tyle, na ile jest w stanie sobie pozwolić i nikt mu nie narzuca nieakceptowalnych warunków z sufitu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ceny Studia Lain wynikają po części właśnie z omijania większości księgarń (są tylko w dwóch internetowych i jednej stacjonarnej). Przez to ograniczają nakłady, a to drastycznie podnosi cenę druku. Jak sądzę, SL płaci za sztukę przy swoich nakładach (700-800 sztuk) dziesięć razy więcej niż Egmont (przy nakładach ok. 10 000 sztuk).

      Zupełnie inaczej wyglądają też koszty praw autorskich, tłumaczenia, redakcji, korekty, grafika (nanoszenie napisów) jak się je podzieli na 700 egzemplarzy, a inaczej jak się podzieli na 10 000.

      Więc, chociaż czasem narzekam na ceny komiksów SL, to je rozumiem. Oni naprawdę nie zarabiają kokosów. To są pasjonaci, a dzięki ich pasji dostajemy dobre komiksy z krajów słabo eksploatowanych przez dużych wydawców.

      Mnie nieco dziwi, że ci mali wydawcy nie założą wspólnie księgarni. Bo można pewnie kupić bezpośrednio u SL, ale oni wydają jeden tytuł miesięcznie, a przy jednym tytule ceny przesyłki podnoszą koszt jeszcze o 20%. Ta sama sytuacja jest np. z Solarisem - wydają czasem coś fajnego, ale dla jednej książki nie warto mi zamawiać. A o ile SL jednak w tych dwóch księgarniach internetowych jest, o tyle Solaris tylko we własnej.

      Usuń
  14. Czy można jeszcze gdzieś dostać "Ślepowidzenie" i "Accelerando" w normalnej cenie? Niestety na stronie MAG już tego nie ma :( a ja przegapiłem ten event :((( ktoś wie czy MAG planuje wznowić wydanie tych książek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się skończyły :D Ale "Ślepowidzenie" niedługo znowu się ukaże - Mag zapowiada omnibusik, w którym będzie i Ślepowidzenie, i Echopraksja. Ma to być dostępne w sklepie Maga od grudnia, a w innych księgarniach po Nowym Roku. Mogliby dołożyć opowiadanie "The Colonel" (wyszło już w Polsce pt. "Pułkownik" w antologii "Kroki w nieznane 2014") i byłaby całość cyklu w jednym woluminie...

      Usuń