niedziela, 14 października 2018

Widmak, Zaklinac, The Witcher (4)

W księgarni w Teheranie
I nie, nie będzie o żądaniach Sapkowskiego wobec CD Project. Szczerze mówiąc, mam to w nosie. Choć z pewnym rozbawieniem patrzę, jak pisarz i producent gier wzajemnie sobie zaszkodzili. Bawi mnie przede wszystkim to, że obie strony się przeliczyły. Bo Sapek myślał, że CD Project sprawy nie upubliczni – upubliczniło i AS stał się bohaterem memów, z kolei szefostwu CD Project zdawało się, że sprawa będzie bez wpływu na kurs akcji – poleciały w dół o dwadzieścia procent. Na razie wynik starcia remisowy, choć obaj zawodnicy już konkretnie po paszczach zebrali :D

Obie strony mają oczywiście swoich kibiców. Fani CD Project podkreślają, że Sapek jest pazerny, bo dzięki grom wzrosła też sprzedaż jego książek. W skrajnej wersji, zarzut brzmi: Sapkowski przed grą popularny był tylko w krajach słowiańskich.

Po części można się z tym zgodzić, ale nie z wersją skrajną – bo Wiedźmin był przed grą popularny także na największych europejskich rynkach, czyli w Niemczech, Francji, Hiszpanii i na całym terytorium postradzieckim. Był też tłumaczony na angielski (w Wielkiej Brytanii i USA), ale faktem jest, że Anglosasów przed wydaniem gry nie podbił. Nie da się ukryć, że dopiero gra otworzyła przed nim dwa największe rynki świata – anglosaski i chiński (a i latynoamerykański czy japoński sroce spod ogona nie wypadły).

Przegląd zagranicznych wydań Wiedźmina – tym razem będzie dość egzotycznie.

Na dalekim wschodzie chyba jako pierwsi poznali Wiedźmina Japończycy. To było już po wydaniu pierwszej części gry, ale jeszcze przed geraltomanią – w 2010 roku wyszła Krew elfów z piękną mangową okładką. Nie znalazłem informacji o wydaniu kolejnych części, więc pewnie sprzedaż była słaba i wydawca odpuścił.

Ale kiedy gra zaczęła podbijać świat, to samo wydawnictwo od nowa zaczęło publikowanie Wiedźmina. Na razie Japończycy mogą przeczytać trzy części Sagi. Niestety, to też wpływ gry – fajne okładki, w różnych stylach charakterystycznych dla różnych krajów, odeszły w niepamięć. Teraz prawie wszędzie mamy koszmarki rodem z gry. I takie też jest to japońskie wydanie.


Znalazłem dwa wydania chińskie. I teraz nie dam sobie ręki uciąć czy właściwie je przypiszę (niestety, krzaczków nie rozbiorę). Acz zdaje się, że pierwsze z tych wydań „zrobione jest” uproszczonym alfabetem chińskim, używanym w Chińskiej Republice Ludowej. Wychodziło to to od 2012 roku. Same okładki potwornie standardowe.



Drugie wydanie chyba jest zrobione tradycyjnym alfabetem, który obecnie używany jest na Tajwanie, w Hongkongu i Makau. Też widać pewien wpływ gier, ale jednak ma to lokalny urok.



I teraz takie dziwo – nie mogę rozkminić wydań irańskich. Bo widzę dwa już obecne na rynku i trzecie zapowiedziane. I kurcze, każde ma innych tłumaczy. Ale może po prostu świruje mi „przepisywanie” z irańskich krzaczków na alfabet łaciński. W każdym razie, to pstrokate to chyba wydanie miękkookładkowe (przy ostatnim tomie widoczny też grzbiet).


A to nieco mniej pstrokate – twardookładkowe.


Jak widać, na razie Persowie mogą się zapoznać z mniejszą częścią opowieści o Wiedźminie – dwa tomy opowiadań plus Krew elfów. Jeszcze znalazłem zapowiedź kolejnego wydania.


Z ciekawostek – w irańskich internetach znalazłem pirackie tłumaczenie opowiadania Coś się kończy, coś się zaczyna.

Wydanie tureckie zdecydowanie wrażenia nie robi...


Iran i Turcja to swego rodzaju ewenementy wśród krajów islamu. W pozostałych czytelnictwo leży, a w krajach arabskich jeszcze do tego żałośnie kwiczy. Wiecie, że arabskie dziecko rocznie poświęca dwa tysiące (!!!) razy mniej czasu na czytanie niż dziecko z Zachodu? Tak, arabskie dziecko na czytanie poświęca całe sześć minut rocznie (to oczywiście średnia)! Wiecie, że przez ostatni tysiąc lat na arabski przełożono mniej więcej tyle samo książek, ile rocznie tłumaczy się na grecki? Więc i Wiedźmin nie doczekał się na razie arabskiego tłumaczenia.

Opuszczamy świat islamu i przenosimy się na Kaukaz. Dość ubogo wygląda wydanie gruzińskie. Trzy tomy wiedźmińskie ukazały się tam w 2016 i początkach 2017 roku. O kolejnych ani widu, ani słychu. Jest zupełnie możliwe, że w Gruzji Wiedźmin poległ. Dlaczego? Rzecz jest prosta jak drut – to w ogóle mały rynek (samych Gruzinów jest niespełna trzy miliony dwieście tysięcy). Ale nie to jest najważniejsze. Sapkowski, o czym nie trzeba przekonywać, to bardzo popularny autor w Rosji, a większość Gruzinów nie tylko mówi, ale też czyta po rosyjsku (w końcu Gruzja przez ponad dwieście lat była częścią najpierw Cesarstwa Rosyjskiego, a potem ZSRR). Więc kto miał Wiedźmina przeczytać, ten przeczytał go dawno temu po rosyjsku.

„Olewcza” postawa gruzińskiego wydawcy jest zatem zrozumiała, bo pewnie wtopił sporą kasę na tym tytule. Tu jeszcze trzeba pamiętać o jednym: Gruzja to kraj biedniejszy od Polski, więc nie można windować cen książek. I tak np. Krew elfów ma tam cenę okładkową 14,91 lari (czyli około 21 zł), a z rabatami można kupić za 9,05 lari (12-13 zł). 


Jedno w wiedźmińskich sprawach okładkowych się nie zmieniło od dwóch lat – dalej najlepsze są rosyjskie. Co prawda ukazało się od poprzedniego mojego zestawienia tylko jedno wydanie, ale za to jakie... Ale o nim za chwilę, bo najpierw wydanie, o którym już pisałem; wtedy było „w trakcie”, teraz dostępna jest już całość – ze świetnymi ilustracjami Denisa Gordeewa. Cykl zakończył się na bogato ilustrowanym Bestiariuszu. Poniżej: Wieża Jaskółki, Pani Jeziora i właśnie Bestiariusz.


A teraz wydanie, którym Rosjanie przebili samych siebie. Kolejne w integralach, skóropodobne oprawy, tłoczony portret Sapkowskiego na okładkach.


Ale to nie wszystko. Ilustracje mamy również na krawędziach kartek.



W integrale poszli też Francuzi. Wydawanie idzie im dość wolno, bo tom pierwszy (Ostatnie życzenie, Miecz przeznaczenia, Sezon burz) ukazał się we wrześniu 2017, a tom drugi (Krew elfów, Czas pogardy, Chrzest ognia + Droga, z której się nie wraca) ma wyjść dosłownie na dniach (17 października). Cóż, okładki nędzne...

Obok dwa inne wydania francuskie – z 2012 i 2017 roku.


Wydanie włoskie to kolejne „growe”, ale nawet mi się podoba. Już pisałem nie raz, ale się powtórzę: lubię takie oszczędne gospodarowanie kolorem. W górnym rzędzie zbiory opowiadań (pierwsza pozycja, to Droga, z której się nie wraca, czyli opowiadanie o rodzicach Geralta + alternatywne zakończenie sagi + opowiadania niewiedźmińskie).









Duńczycy wydają bez pośpiechu – tom pierwszy w 2016 roku, drugi w 2017. To jeszcze tylko sześć lat i będą mieli całość :D








Na koniec (no, prawie na koniec) stare wydanie angielskie (2009 rok). Jak na standard, całkiem nieźle wyszło.

Jak dotąd, z liczących się nacji europejskich, Wiedźmina nie dostali tylko Grecy, Norwegowie i Islandczycy (wbrew pozorom, chociaż ich mało, to islandzki rynek książki jest całkiem spory). Nie ma też wydania białoruskiego, ale dla większości Białorusinów pierwszym językiem jest rosyjski.





Teraz już koniec – dwie alternatywne okładki, które pojawiły się po informacji o roszczeniach Sapka wobec CD Project :D








A tu starsze moje notki o okładkach Wiedźmina:


Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

15 komentarzy:

  1. Te dwie ostatnie są świetne :D
    Fajne są twardookładkowe irańskie i gruzińskie. A te rosyjskie - co za masakra! :) Te kolorowe obrazki (straszne są), ten wytłoczony portret ASa…
    Nie miałam pojęcia, że z czytelnictwem w krajach arabskich jest tak fatalnie. To jednak zacofane społeczeństwa...
    A poza tym to nie podobają mi się zbytnio te okładki. Cóż, fanką Wiedźmina też nie jestem, zupełnie mnie nie zainteresował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świat arabski to w ogóle jest tragedia cywilizacyjna - pół miliarda ludzi nic nie wnosi do rozwoju naszego gatunku.

      Usuń
  2. Jakbym miała komentować SapkowskiGate, to bym powiedziała, że się autorowi nie dziwię, że wykorzystuje lukę w prawie. Ale jest to dla mnie ta sama klasa, co u Amerykanów skarżących producenta mikrofalówek, bo nie napisał w instrukcji, ze nie można w mikrofali suszyć kota.

    Mangowa okładka "Krwi elfów" mi się nie podoba (choć ciekawe jest to, ze Japończycy najwyraźniej dają na okładki poza tytułem własnym także oryginalny). Gerald wygląda na niej jak elf. Choć może to dlatego, że w mandze w sumie każdy wygląda jak elf. W tym drugim wydaniu okładki są stylizowane na grę, ale to nie są gierczane grafiki (choć fascynujące są te lekko azjatyckie rysy Ciri).

    Za to drugie chińskie wydanie szalenie mi się podoba, choć tez kreska trochę mangowa. Wydanie z medalionami na okładce też niczego sobie.

    Za to ilustracje Gordeewa jakoś do mnie nie przemawiają. Jasne, technicznie świetna robota, ale wydaja mi się bardziej na miejscu w zbiorze baśni niż powieści fantasy. I to takim wydanym 30 lat temu... Za to to kolekcjonerskie(?) niczego sobie. Choć wolałabym na okładce cokolwiek innego zamiast portretu autora. Włoskie, francuskie i duńskie jakoś mi nie leży, takie mało pomysłowe i generyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja u Gordeewa widzę i średniowieczne iluminacje, i europejski romantyzm, i malarstwo rosyjskie XIX w., i współczesną rosyjską szkołę ilustracji. Warto pod tym kątem przyjrzeć się zwłaszcza okładce Bestiariusza :)

      Usuń
  3. Trzeba przyznać, że włoskie tytuły brzmią bardzo przygodowo i dramatycznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mi te okładki rosyjskie bardzo się spodobały. Niedawno pisałam o okładkach 'Doktora Żywago' i tam też - okładki rosyjskie mnie zachwyciły. Widocznie mam coś z Kresowiaka w sobie..... Z tych japońskich ciekawa jest ta z hełmem.
    W ogóle to cieszę się, że nasz autor jest tak bardzo czytany....
    Ciekawe jak wyglądają rosyjskie okładki książek Chmielwskiej, bo te polskie są koszmarne.
    A jeśli chodzi o memy o Sapkowskim to uważam, ze to zwykła zawiść przez ludzi przemawia. Moim zdaniem facet po prostu poszedł do sądu po pieniądze za swoją pracę. Ostatecznie Wiedźmin to był jego pomysł, jego książki i nie rozumiem tej ludzkiej zawiści nad jego pójściem do sądu. Póki co jeszcze taka jest droga prawna. I mam nadzieję, że sąd ogłosi sprawiedliwą decyzję.
    A tak na marginesie, to o turbolechitach dziś na Onecie napisali...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIe znalazłem tej notki na Onecie, ale przypuszczam, że to przedruk artykułu Janickiego z ciekawostek historycznych - baaardzo słabe, Janicki nic od siebie nie włożył, tylko zerżnął kawałki tekstu Sikorskiego z niedawno wydanej książki "Religie dawnych Słowian".

      Usuń
    2. Mogłam zapisać w zakładkach. Tak właśnie to wyglądało, na jakiś podręcznik. Sporo pisali o jakimś pseudohistorycznym źródle, jakiejś kronice, na którą powołują się turbolechici (to się z dużej litery pisze?) i to źródło obalali.

      Usuń
    3. Chodzi zapewne o fałszywkę tzw. kronikę Prokosza:
      http://seczytam.blogspot.com/2016/09/turbolechickie-zidiocenie-czyli-dojenie.html

      Usuń
  5. Rosjanie faktycznie pięknie wydali te ksiązki. Skóropodobne oprawy, tłoczony portret na okładkach.Bardzo podoba mi się to wydanie.

    OdpowiedzUsuń
  6. To olbrzymie rosyjskie wydanie. *.* Mi niestety strasznie brakuje porządnej, polskiej okładki. :c Te z gry nie są zbyt ładne, ale są przynajmniej najmocniejsze. Te nowe są ładniejsze, ale jakość pozostawia wiele do życzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem SuperNowej - dają te badziewne wydania Wiedźmina, a wiadomo, że nawet ktoś kto ma już komplet, kupiłby jeszcze raz porządne wydanie w integralach - twarda oprawa, ilustracje. W takim integralu chciałbym też zobaczyć komiks "Zdrada"- na podstawie niepublikowanego tekstu Sapka o młodości Geralta. Mag już pokazał, że można krótki komiks wsadzić do książki (w zbiorze Sandersona "Bezkres magii").

      Usuń
  7. Witam, napiszesz może tekst z dyskusji allo vs auto, która toczyła (i nadal toczy) się na Sigillowym fp (ponad 230 odpowiedzi!)? Jest to świetny przykład jak bardzo zaślepieni nieuctwem i bajkami są turboski, zero refleksji po obaleniu wszystkich bzdur, które wypisywał tam niejaki Jon Lock. W każdym razie materiału na ciekawy tekst na bloga jest sporo :) N.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś o turboskach popełnię, ale mnie o tym Locku vel Marski vel Markuszewski. Własnie w październiku zgromadziłem sobie bazę źródłową do bardzo ciekawego odłamu turbosków. Trochę to wymagało zachodu, bo grupa działała głównie w latach 90, przedinternetowych.

      Usuń