poniedziałek, 29 października 2018

Wrzesień 2018 – raport z biblioteczki (komiksy)

Oj nie chciało się tego raportu robić – dużo roboty wyszło. A jeszcze 22 września pisałem, że przybyło ponad czterdzieści pozycji. Ale potem odwiedziłem antykwariat... To było tak: szukałem książki Maślanki na Allegro. Znalazłem, za jakieś śmieszne 3 zł. Płacić za przesyłkę 13 zł, a za książkę 3? Trzeba coś dobrać. Przypomniało mi się, że kiedyś szukałem Królikarnię Guzka i nie znalazłem – o masz, ten sam antykwariat wystawił i Królikarnię, za wyśrubowane 2,99 zł. Jeszcze by coś się dobrało... A gdzie to w ogóle ma siedzibę ów antykwariat? Łooo, mój fyrtel – to co będę zamawiał z przesyłką, przecież dojadę.

No, jak dojechałem, to wróciłem z ośmioma książkami, a po drodze odwiedziłem starą redakcję i w prezencie dostałem jeszcze jedną. Miesiąc „się podsumował” pięćdziesięcioma dwoma (a właściwie trzema – jeden dublet) pozycjami: dwadzieścia pięć komiksów (+ ten dublet) i dwadzieścia siedem książek... W tej sytuacji uznałem, że lepiej raport wrześniowy podzielić na dwie części.

Zacznę komiksowo. Pakiet klasyki. Jak podaje Gildia: Alberto Breccia to chyba ostatni wielki mistrz komiksu nieobecny dotąd na polskim rynku, a Mort Cinder to jedno z jego najwybitniejszych osiągnięć. Do tego wydanie od Non Stop Comics – piękne i z umiarkowaną ceną. No jak nie brać, jak brać. Alberto Breccia to rysownik z Ameryki Południowej (urodzony w Urugwaju, od dzieciństwa mieszkał w Argentynie, zmarł w 1993 roku). Mam nadzieję, że Non Stop Comics wyda też inne jego dzieła.

Na Salambo Druilleta czaiłem się jak pies na jeża. Dawno temu widziałem kilka kadrów tego rysownika w nieistniejącym już czasopiśmie Komiks – Fantastyka (to były kadry z komiksu Vuzz). Świetne rysunki. Ale Druillet ma opinię tyleż świetnego rysownika, co słabego scenarzysty (Flaubert widniejący jako współautor komiksu, to autor książki, której Salambo jest luźną adaptacją). Po długiej dyskusji z samym sobą stwierdziłem, że nawet jeśli scenariusz jest do d... niczego, to chcę mieć chociaż jeden album Druilleta dla samych rysunków.

Najemnik Segrellesa to kontynuacja serii – mam zamiar kupić całość.


Dalej też właściwie klasyka, bo Szambala to jeden z lepszych albumów z uniwersum sędziego Dredda, Złoty wiek niby nówka, ale każde dzieło Pedrosy natychmiast staje się klasyką (przynajmniej w Polsce).

Wątpliwości nie ma przy Andreasie – to bez wątpienia klasyk. Ale z tym autorem mam taki problem, że bardzo lubię jego rysunki, ale scenariusze to zupełnie nie moje klimaty. Przed wiekami, także w Komiks – Fantastyka, czytałem dwie części Rorka i zdecydowanie mi do gustu nie przypadły. Jaskinię wspomnień wziąłem trochę na próbę – to samostojka, sprawdzę czy po latach nadal mi z Andreasem nie po drodze. Myślą przewodnią było: jak mi się spodoba, to biorę Koziorożca (21 tomików) i jeszcze raz Rorka. Przeczytałem Jaskinię i na tym poprzestanę – nadal z panem Andreasem nadajemy na zupełnie różnych falach.


Jaskinię wspomnień kupiłem w poznańskiej taniej księgarni. I tam też dostałem Konkwistadora. Całkiem sympatyczna lektura: historia, fantasy, horror. Do tego świetnie narysowane i pokolorowane.


Oczywiście przybyło coś z Vertigo, ale tylko kontynuacje. To już 13 i 14 tom Baśni. I coś niesamowitego: wyobraźcie sobie, że czytacie dwanaście tomów, które oceniacie od 7 do 10 i nagle zonk – kupa zasługująca co najwyżej na 3. Taką kupą jest właśnie Wielki baśniowy crossover. Nie wiem jak to możliwe, że autorzy nagle tak obniżyli loty. Mam problem, żeby ten tom 13 doczytać do końca. Ale zmuszę się, bo podobno dalej jest zdecydowanie lepiej, a jak widać, już czekają Wiedźmy.

Nienawidzę Baśniowa (od Non Stop Comics) to zupełnie inna bajka – to miała być komedia w stylu „nie myśleć, boki zrywać”. I nawet jest dość zabawne. Pewnie entuzjazmu tu nie widzicie... Słusznie, bo to nic wielkiego. Ale kolejny tom kupię, bo autorom udało się przykuć moją uwagę na ostatniej stronie – ciekawi mnie jak dalej poprowadzą fabułę.


Ludzi północy, to wiadomo, że kupić musiałem (tu opinia o poprzedniej części). Podobnie kolejną część Skalpu. A Księżycówkę wziąłem z rozpędu. Nie wiem czy to dobry wybór, bo jeszcze nie czytałem. Natomiast komiksowe kryminały made in USA zaczynają mi się przejadać, więc pewnie w kolejne tego typu serie nie będę wchodził. Cóż, to samo mam z kryminałami książkowymi – dwa, góra trzy w roku jest OK; przy większej ilości mnie nudzą.


Pierwszy tom Mechanicznej ziemi zdecydowanie nie przypadł mi do gustu – zwłaszcza scenariusz (ludziki z papieru uciekają, inne ludziki z papieru gonią). Niestety, tom drugi zamówiłem zanim przeczytałem pierwszy... Zmienił się scenarzysta, zobaczymy czy będzie lepiej.

Po dwóch kolejnych komiksach zupełnie nie wiem czego się spodziewać. O Walecznych wiem tyle, że to superhirki z kolejnego wydawnictwa (Valiant). Mam nadzieję, że to będzie lepsze od marvelowskiej papki.

Ten tomik Thora to właśnie taka papka. Jest to zakończenie jakiegoś etapu (teraz chyba czeka nas kolejna mega-rozpierducha, czyli następny armagedon w uniwersum Marvela). To dobry moment, żeby Thorowi powiedzieć: Papa. I chyba nie tylko Thorowi – jeśli coś jeszcze kupię z Marvela, to może jedynie Moon Knighta.


Trzy komiksy polskie. Turbolechici to prezent od autora. A nawet podwójny, bo KRL (Karol Kalinowski) przysłał mi jeden z dedykacją i drugi „czysty”. Skąd ten prezent – to już jest zaznaczone na drugiej stronie okładki. W pierwszym momencie myślałem, że Turbolechici to taka zgrywa na łódzki festiwal komiksowy, ale chyba nie – Gildia podaje, że to zeszyt pierwszy (czyli pewnie będą kolejne). Nawet się ubawiłem czytając, ale czy w tym turbolechityzmie jest dość materiału na serial? Aż z ciekawości kupię kolejną część.

Operacja Totenkopf (część pierwsza Wydziału 7) to próba przywrócenia w Polsce zeszytów komiksowych – takich cyklicznie wydawanych (to chyba ma być kwartalnik). Zobaczymy czy to wypali. Jeszcze Operacji nie przeczytałem, ale jeśli będzie to przyzwoita lektura, to kolejne zeszyty też nabędę.

Trzecia odsłona Niesłychanych losów Ivana Kotowicza – puchnie nam Ivan, ten tomik ma 128 stron (poprzednie miały 100 i 88).


Mangowo słabszy miesiąc. Ku twej wieczności opisywałem pierwszą część. Druga trzyma poziom – niby to nic wielkiego, ale dość oryginalny świat, a przede wszystkim fajnie prowadzona opowieść; dalej nie jestem w stanie przewidzieć jak potoczą się losy bohaterów.

Mam wcześniejsze mangi Tanabe Gou na podstawie Lovecrafta, więc mam podstawy przypuszczać, że W Górach Szaleństwa to przyzwoita lektura (zresztą pierwowzór to moje ulubione dzieło Lovecrafta, być może dlatego, że poznałem jako pierwsze). Mangi jeszcze nie czytałem – czekam aż wyjdzie część druga, żeby połknąć na raz.

Sezrobiłem facebooka, można sepolubiać:

11 komentarzy:

  1. Muszę z ciekawości spytać: ile wszystkich komiksów i książek łącznie pan posiada i ile pan przeczytał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, na pana to trzeba mieć wygląd i pieniądze :D Nie wiem ile mam książek i komiksów. Akurat niedawno wyciągnąłem karton z komiksami z lat 90. i tam jest pewnie ze sto zeszytów... A ile jeszcze może być po kartonach :D
      Natomiast odkąd wróciłem do kupowania (czyli od października 2016) do dziś przybyło mi 227 komiksów.

      Co do książek, to mam na razie skatalogowane 14 półek, na których jest 703 książki. Do skatalogowania zostało 35 półek, czyli jakieś 1700-1800 książek. Dalej, 6 szuflad - tam nie wchodzi dużo, gdzieś koło 12 woluminów na szufladę, czyli razem 60-70 książek. Do tego kartony - nie mam pojęcia ile tam może być, ale sądzę, że 1500 to zaniżona liczba. Czyli mam nieco ponad 4000 pozycji, ale to na oko.

      Przeczytałem zdecydowaną większość z tego, może ze 200 pozycji czeka na swoją kolej.

      Cóż, książkowo bardzo daleko mi do śp. prof. Gerarda Labudy, który połowę swojego księgozbioru podarował bibliotece (chyba w Wejherowie), a sobie zostawił zestaw podręczny - ok. 20 000 woluminów (dane z wywiadu z 2001 r.) :D

      Usuń
    2. Ma pan jeszcze trochę czasu, aczkolwiek szkoda że miał pan jakąś przerwę ;)

      Usuń
    3. Jak jeszcze raz napiszesz brzydkie słowo na "p" (pan) to Cię zbluzgam :D

      Usuń
  2. Tej choroby nie da się już opanować. 😂
    Swoją drogą przez Ciebie i Katarzynę z Kącika zapatrzyłam się w "Ku twej wieczności". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to czekam na opinię :D Chyba że już jest - ostatnio nie bardzo miałem czas śledzić co się dzieje na blogach.

      Usuń
    2. Spokojnie - jeszcze jej nie straciłeś.
      I muszę przyznać, że ja też ostatnio "z doskoku" śledzę co się dzieje na blogach i często wiele rzeczy mi umyka.

      Usuń
    3. Ha! A do mnie dotarł wczoraj trzeci tom i coś czuję, że Sylwia też się wkręcisz i na pierwszym się nie skończy :D

      Usuń
    4. Oooo, widzisz - zakup na przyszły tydzień :D

      Usuń
  3. Muszą chyba dobrze płacić w redakcji, co to się zajmuje dziennikarstwem śledczym. Aaaa, nie, zapomniałem. Przecież przelewy idą prosto z Watykanu i od wrogów Lechitów. I wszystko jasne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak patrzę na Twoje stosy, to się pocieszam, że sama nie wydaje tak dużo kasy na komiksy/książki. :D Chociaż u mnie jednak stale przewaga mang, niż komiksów. :)

    OdpowiedzUsuń